buwalker
24.04.25, 07:45
jako współtwórca bajki o wiedźminie postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce, arbitralnie i przez aklamację, i tak dalej
porzuciłem na wstępie plany użerania się o prawa autorskie na drodze sądowej, o czym mowa w wątkach Rodowód Emhyra var Emreisa i geografia Kontynentu świat wiedźminów easter-eggs, potem zdecydowałem się zająć stanowisko w listach do CDPR i Supernowej, na forum, tu i tam, a bardzo zasmuciły mnie odpowiedzi w Rozdrożu Kruków i zwiastunie Wiedźmina IV
po kilku miesiącach wahania doszedłem do wniosku, że jednak opublikuję na forum mój konspekt rebootu gry o wiedźminie, w ramach pewnej demonstracji, o której nie będę się tu rozpisywać, a ma to związek ze zjawiskiem identyfikacji projekcyjnej, z teorią skryptu, psychodramą i bojkotem nielegalnej grupy fokusowej, w której pełnię od wielu lat rolę słupa, oczywiście wbrew swojej woli
w każdym razie jakiś czas temu odkryłem, że bajka o wiedźminie od samego początku powstawała zgodnie z określonym wzorcem, a mianowicie mój wybór lektur oraz relacje z klaunami reprezentującymi rozmaite wątki w popkulturze determinowały losy Geralta z Rivii, natomiast gdy sam zacząłem pisać, Sapkowski (w jakiś sposób nawet uczciwie) odniósł się do moich pierwszych pisarskich kroków, interpretując je jako przygody Idarrana z Ulivo
a co mi tam, może być i Idarran z Ulivo, chociaż wymyśliłbym sobie inne miano, ale niech tak zostanie
i powiem wam, jak to było naprawdę, właśnie, że uwzględniając prawdę Sapkowskiego, czyli prawdę psychologiczną, pokręconą tak, żeby pasowało, bo poezja odwołuje się do emocji
autor (czy też autorzy, bo Sapkowski nie miałby czasu jednocześnie pisać i podglądać mnie przez dziurkę od klucza, ale dla uproszczenia trzymajmy się oficjalnej wersji), w pewnym momencie zrezygnował z przyjętego założenia, i w ostatnim tomie zaczął naprawdę konfabulować, a następnych powieści, pisanych już w XXI wieku, nie da się czytać wcale, nie tylko dlatego, że to szmiry pod względem literackim, ale i drażniące próby zakłamanej perswazji
jako się rzekło, po długim namyśle przejąłem stery, trzymając się pierwotnego planu, od razu jednak modyfikując wiedźminski szablon, czyli nieco zmieniając osobowość protagonisty, który irytował mnie od samego początku - po długim nadużywaniu czarnej mewy Geralt jest bardziej niefrasobliwy, zdystansowany do siebie i do życia, do konserwatywnej obyczajowości i romantycznego modelu miłości, mniej podatny na szantaż emocjonalny i strach przed odrzuceniem
więcej już w nim Micheala Jacksona i Raistlina, niż Tadeusza Konwickiego, który blokował bosmana Nowickiego jak Wilmowscy, a mniej więcej z takim kontekstem mamy do czynienia, Geralt z Rivii jest postacią kompilacyjną, a pierwowzorów miał oczywiście dużo więcej, powieść powstawała wszak na zasadzie interakcji i rezonowała z popkulturą, z sytuacją na rynku wydawniczym, z przemysłem filmowym i muzycznym, z rozmaitymi trendami, modami, fanklubami i tak dalej, co podtrzymałem na miarę moich skromnych możliwości, ale z większą niechęcią do świata mediów, którego nie lubię