Gość: funka IP: 213.76.140.* 07.02.05, 14:53 Spektakl rewelacyjny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !! Najlepszy jaki widziałam w życiu!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Funka Najlepszy spektakl - 12 ławek - super !!!!!!!!!!!! IP: 213.76.140.* 07.02.05, 14:59 SSSSSSSSSSSSSSSSUUUUUUUUUUUUUUU UPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPEEEEEE EEEEEEEEEEEERRRRRR RRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!! Kocham tych ludzi zrobili najlepszy spektakl jaki w życiu widziałam. Mam już bilety na następne dni, chcę być z nimi każdego dnia. Nie moge się doczekać płyty podobno jest juz w sp[rzedaży.... Tańczą rewelacyjnie, grafy, muza, ciuchy, największe wydażenie jakie było w Polsce Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: GAGI DALI CZADU BEZ 2 ZDAŃ REWELACJA IP: 213.199.192.* 13.02.05, 11:11 DALI CZADU PRZYJECHAŁAM NA PREMIERĘ Z WAWY I OPŁACAŁO SIĘ WSZYSTKO. wYKONAWCY NA ŻYWO, NIESAMOWITY TANIEC. MNUSTWO ENERGII Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: GIGI TO DLA TYCH KTÓRYM PRZESZKADZA JEZYK RAPU IP: 213.199.192.* 13.02.05, 11:12 przed wami fragment wykładu profesora Jana Miodka, dotyczący wulgaryzmów w języku polskim i ich zastosowania w mowie potocznej. Kiedy się człowiek potknie albo skaleczy woła "O ku..!". To cudowne, lapidarne słowo wyraża jakże wiele uczuć, począwszy od zdenerwowania, rozczarowania poprzez zdziwienie, fascynacje a na radości i satysfakcji kończąc. Przeciętny Polak w rozmowie z przyjacielem opowiada np.: "Idę sobie stary przez ulice, patrzę, a tam taka dupa, że o kuuu..." Ku.. może również występować w charakterze interpunktora czyli zwykłego przecinka, np.; "Przychodzę ku.. do niego, patrzę ku.. a tam jego żona, no i się ku.. wku..łem no nie?". Czasem ku.. zastępuje tytuł naukowy lub służbowy, gdy nie wiemy, jak się zwrócić do jakiejś osoby płci żeńskiej ("chodź tu ku.. jedna!"). Używamy ku.. do charakteryzowania osób ("brzydka, ku.. nie jest", "o ku.., takiej ku..e na pewno nie pożyczę"), czy jako przerwy na zastanowienie ("czekaj, czy ja, ku.. lubię poziomki?"). Wyobraźmy sobie jak ubogi byłby słownik przeciętnego Polaka bez prostej ku... Idziemy sobie przez ulicę, potykamy się nagle i mówimy do siebie: "bardzo mnie irytują nierówności chodnika, które znienacka narażają mnie na upadek. Nasuwa mi to złe myśli o władzach gminy". Wszystkie te i o wiele jeszcze bogatsze treści i emocje wyraża proste "O ku..!", które wyczerpuje sprawę. Gdyby Polakom zakazać ku.., niektórzy z nich przestaliby w ogóle mówić, gdyż nie umieliby wyrazić inaczej swoich uczuć. Cała Polska zaczęłaby porozumiewać się na migi i gesty. Doprowadziłoby to do nerwic, nieporozumień, niepewności i niepotrzebnych naprężeń w Narodzie Polskim. A wszystko przez jedna małą kurwę... Spójrzmy jednak na rodowód tego słowa. Ku.. wywodzi się z łaciny od `curva` czyli krzywa. Pierwotnie w języku polskim ku.. oznaczała kobietę lekkich obyczajów, czyli po prostu dziwkę. Dziś kurwę stosujemy również i w tym kontekście, ale mnogość innych znaczeń przykrywa całkowicie to jedno. Można z powodzeniem stwierdzić, że ku.. jest najczęściej używanym przez Polaków słowem. Dziwi jednak jedno - dlaczego słowo to nie jest używane publicznie (nie licząc filmów typu "Psy", gdzie aktorzy prześcigają się w rzucaniu ku..mi), praktycznie nie słyszymy aby politycy czy dziennikarze wplatali w swe zdania zgrabne ku... Pomyślmy o ile piękniej wyglądałaby prognoza pogody wygłoszona w następujący sposób: "Na zachodzie zachmurzenie będzie ku.. umiarkowane, wiatr raczej ku.. silny. Temperatura maksymalna około 2 stopni Celsjusza, a wiec ku..ko zimno ku.. będzie. Ogólnie, to ku.. jesień idzie"... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Funka rzeczpospolita IP: 213.76.140.* 07.02.05, 15:06 "12 ławek. Projekt bez cenzury" w gdyńskim Teatrze Muzycznym to sukces Jarosława Stańka Manifest hiphopowego pokolenia Dla dzisiejszych nastolatków pierwszy polski hiphopowy spektakl w reżyserii Jarosława Stańki - z muzyką O.S.T.R., Tede, Sistars - jest równie ważny jak dla poprzedniej generacji "Metro" Józefowicza i Stokłosy. Analogia rapuje o narodowej dumie, towarzyszą jej tancerze z husarskimi skrzydłami (c) ŁUKASZ BRODOWICZ Na początek - przepyszne nieme kino zatytułowane "Na dyvaniku", o tym, jak w trudnych czasach zrealizować kasowe widowisko. Celuloidowa taśma faluje w rytm terkocącego projektora, a na ekranie Maciej Korwin, dyrektor Teatru Muzycznego, pokazuje reżyserowi w przyspieszonym tempie stare patenty na sukces - kokietuje pawimi piórami, przebiera się za operetkowego generała, straszy małpią, a potem kocią maską, w końcu zakłada na głowę niedźwiedzi łeb i wymachuje ciupagą. Co na to Jarosław Staniek, pierwszy mistrz kraju w breakdance? Wskakuje na biurko szefa i wyczarowuje ciałem łamane piruety. Potem, już do końca przedstawienia, oddaje głos młodym wykonawcom. Dlaczego "12 ławek"? Bo marzenia wielu Polaków wyśpiewane w "Metrze" się nie spełniły. W drodze do Europy utknęli na osiedlowej ławce, przy trzepaku. To jedyny w kraju czynny całą dobę dom kultury dla nastolatków pozostawionych na pastwę losu przez szkołę, Kościół, rodzinę i polityków. Zdaniem młodych, to oni właśnie tańczą breakdance i stawiają kraj na głowie. Dlatego młodzież nie ma autorytetów. Żyje z dnia na dzień, pali trawkę, kradnie, w końcu ląduje w więzieniu - tak jak starszy brat Hefo. On, w trzydziestoosobowej grupie, wyłonionej w castingu, woli ćwiczyć uliczny taniec, opowiedzieć o sobie językiem hip-hopu - raperskimi gestami i graffiti. Dyplomów szkół artystycznych bohaterowie gdyńskiego spektaklu nie mają, ale to urodzeni showmani. Breakdance w ich wykonaniu podważa prawa grawitacji. Tańczą na głowie, ręce, plecach i kolanie, prowokując do solówek dziewczyny - z afroamerykańskimi fryzurami, w bejsbolowych czapeczkach, w spodniach z krokiem do kolan i odsłoniętymi brzuchami. Naśladują Murzynki z Harlemu. Zachowują się wyzywająco, bo chcą odreagować szkołę. Powielają obce wzory, gdyż nasze okazały się mało atrakcyjne. "Polska młodzież śpiewa polskie piosenki" - broni krajowej popkultury wniesiony na scenę transparent z hasłem z lat 60. Śpiewała, ale uwielbiała big-beat. Gdy weszła w dorosłe życie, zapomniała, jaka była. Teraz nie rozumie fascynacji obcą muzyką. Nie słyszy, że młodzi didżeje miksują z płyt jej ulubione motywy "Papa Was A Rolling Stone" i "Jak mamy żyć" Zdzisławy Sośnickiej. I mają takie same marzenia o rodzinie czy o narodowej dumie. Rapuje o tym Analogia, duet ubrany w biało-czerwone kurtki, a towarzyszą jej tancerze z husarskimi skrzydłami. Osiedlowi ziomale potrafią też zachować dystans do amerykańskich idoli. Widać to w scenie z czerwonym dmuchanym kabrioletem, ulubionym samochodem murzyńskich gwiazd. Choć może silniej przemawia z tego ironicznego obrazka, rozegranego na tle fotosów wyboistej polskiej drogi, gorycz, że tak trudno żyć w Polsce. Po nijakim i mdłym "Opentańcu" Jarosław Staniek pokazał, na co go stać. Udowodnił też, że z amatorskiego osiedlowego ruchu mogą wyrosnąć zawodowcy niepozbawieni artystycznej wrażliwości. On sam zaczynał od breakdance, a potem wyreżyserował "Hair", "Jesus Christ Superstar" czy rewelacyjny "Kombinat". Żeby powiodło się bohaterom "12 ławek", trzeba uszanować ich odmienność, przybić im piątkę. Lub, jak kto woli - podać rękę. Jacek Cieślak "12 ławek. Projekt bez cenzury", reżyseria Jarosław Staniek, Teatr Muzyczny w Gdyni, premiera 6 lutego Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MARTA Re: Raperskie wersety w teatrze IP: *.unisa.edu.au / *.city.unisa.edu.au 09.02.05, 02:42 A moze tak wyjsc poza Polsce i nacjonalnie zrobic taki spektakl? Ja jestem w Australii i bardzo ale to bardzo interesuje sie hip hopem i rapem w Polsce. Ale tutaj tez jest rap i hip hop...? czekam na opinie? natigd@hotmail.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Madzik wow wow wow ale spektakl IP: 213.199.192.* 13.02.05, 09:52 Nie spodziewałam sie takich emocji i zabawy na spektaklu teatralnym. Umiejętności tych ludzi są aż zapierające dech w piersiach. Nie dałam rady wybrać się na Opentańca ale na 12 ławek zdazyłam i jestem niebywale zaskoczona energią i pasją tych młodych ludzi. Jarosław Staniek urasta dzięki temu przestawieniu znowu do rangi prekursora pewnych trendów i wydażeń. Tylko sie cieszyć. Bo spektakl rewelacyjny......... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maciek ciesze się ze zobaczylem ten spektakl IP: *.icpnet.pl 13.02.05, 19:37 To bylo niezrownane przezycie, widownia szaleje, co chwile piski dziewczyn, zachwyty chlopakow. Wszyscy chca byc tacy jak wykonawcy, kolorowi z pasja, pelni energii. Polecam i pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
12lawek Krzysztof Skiba o projekcie 12 ławek; Wprost 20 II 16.02.05, 18:11 Krzysztof Skiba o projekcie 12 ławek; Wprost 20 lutego 2005 Wprost/ Skibą w mur/ Kronika wypadków emocjonalnych/ 20 lutego 2005/ str. 114 (…) W Gdyni wpuszczono hip-hop do teatru. W ubiegłym tygodniu Teatr Muzyczny wystawił pierwszy w Polsce hiphopowy musical „12 ławek”. Na scenie prezentują się raperzy i tancerze brakdance. Jest dużo skakania, radości i po prostu dobrej zabawy, Hip-hop w Polsce najwyraźniej przeżywa kolejną fazę rozwoju. Całe szczęście , że autorzy spektaklu nie wciskają nam jakiejś smutnej historii chłopca spod bloku bez perspektyw. Przedstawienie to taneczne klisze z życia młodych ludzi. Często dowcipne jak np. parodia marzeń o wypisionych samochodach i życiu niczym w amerykańskich teledyskach. Warto iść, by przekonać się, że każdy bunt ma w sobie coś malowniczego. Odpowiedz Link Zgłoś
12lawek Rzeczpospolita Jacek Cieslak o 12 ławkach 16.02.05, 18:13 "12 ławek. Projekt bez cenzury" w gdyńskim Teatrze Muzycznym to sukces Jarosława Stańka Manifest hiphopowego pokolenia Dla dzisiejszych nastolatków pierwszy polski hiphopowy spektakl w reżyserii Jarosława Stańki - z muzyką O.S.T.R., Tede, Sistars - jest równie ważny jak dla poprzedniej generacji "Metro" Józefowicza i Stokłosy. Analogia rapuje o narodowej dumie, towarzyszą jej tancerze z husarskimi skrzydłami (c) ŁUKASZ BRODOWICZ Na początek - przepyszne nieme kino zatytułowane "Na dyvaniku", o tym, jak w trudnych czasach zrealizować kasowe widowisko. Celuloidowa taśma faluje w rytm terkocącego projektora, a na ekranie Maciej Korwin, dyrektor Teatru Muzycznego, pokazuje reżyserowi w przyspieszonym tempie stare patenty na sukces - kokietuje pawimi piórami, przebiera się za operetkowego generała, straszy małpią, a potem kocią maską, w końcu zakłada na głowę niedźwiedzi łeb i wymachuje ciupagą. Co na to Jarosław Staniek, pierwszy mistrz kraju w breakdance? Wskakuje na biurko szefa i wyczarowuje ciałem łamane piruety. Potem, już do końca przedstawienia, oddaje głos młodym wykonawcom. Dlaczego "12 ławek"? Bo marzenia wielu Polaków wyśpiewane w "Metrze" się nie spełniły. W drodze do Europy utknęli na osiedlowej ławce, przy trzepaku. To jedyny w kraju czynny całą dobę dom kultury dla nastolatków pozostawionych na pastwę losu przez szkołę, Kościół, rodzinę i polityków. Zdaniem młodych, to oni właśnie tańczą breakdance i stawiają kraj na głowie. Dlatego młodzież nie ma autorytetów. Żyje z dnia na dzień, pali trawkę, kradnie, w końcu ląduje w więzieniu - tak jak starszy brat Hefo. On, w trzydziestoosobowej grupie, wyłonionej w castingu, woli ćwiczyć uliczny taniec, opowiedzieć o sobie językiem hip-hopu - raperskimi gestami i graffiti. Dyplomów szkół artystycznych bohaterowie gdyńskiego spektaklu nie mają, ale to urodzeni showmani. Breakdance w ich wykonaniu podważa prawa grawitacji. Tańczą na głowie, ręce, plecach i kolanie, prowokując do solówek dziewczyny - z afroamerykańskimi fryzurami, w bejsbolowych czapeczkach, w spodniach z krokiem do kolan i odsłoniętymi brzuchami. Naśladują Murzynki z Harlemu. Zachowują się wyzywająco, bo chcą odreagować szkołę. Powielają obce wzory, gdyż nasze okazały się mało atrakcyjne. "Polska młodzież śpiewa polskie piosenki" - broni krajowej popkultury wniesiony na scenę transparent z hasłem z lat 60. Śpiewała, ale uwielbiała big-beat. Gdy weszła w dorosłe życie, zapomniała, jaka była. Teraz nie rozumie fascynacji obcą muzyką. Nie słyszy, że młodzi didżeje miksują z płyt jej ulubione motywy "Papa Was A Rolling Stone" i "Jak mamy żyć" Zdzisławy Sośnickiej. I mają takie same marzenia o rodzinie czy o narodowej dumie. Rapuje o tym Analogia, duet ubrany w biało-czerwone kurtki, a towarzyszą jej tancerze z husarskimi skrzydłami. Osiedlowi ziomale potrafią też zachować dystans do amerykańskich idoli. Widać to w scenie z czerwonym dmuchanym kabrioletem, ulubionym samochodem murzyńskich gwiazd. Choć może silniej przemawia z tego ironicznego obrazka, rozegranego na tle fotosów wyboistej polskiej drogi, gorycz, że tak trudno żyć w Polsce. Po nijakim i mdłym "Opentańcu" Jarosław Staniek pokazał, na co go stać. Udowodnił też, że z amatorskiego osiedlowego ruchu mogą wyrosnąć zawodowcy niepozbawieni artystycznej wrażliwości. On sam zaczynał od breakdance, a potem wyreżyserował "Hair", "Jesus Christ Superstar" czy rewelacyjny "Kombinat". Żeby powiodło się bohaterom "12 ławek", trzeba uszanować ich odmienność, przybić im piątkę. Lub, jak kto woli - podać rękę. Jacek Cieślak "12 ławek. Projekt bez cenzury", reżyseria Jarosław Staniek, Teatr Muzyczny w Gdyni, premiera 6 lutego Odpowiedz Link Zgłoś
12lawek Katarzyna Fryc Gazeta Wyborcza o 12 lawkach 16.02.05, 19:30 Raperskie wersety w teatrze Katarzyna Fryc, Gdynia 06-02-2005, ostatnia aktualizacja 06-02-2005 18:30 Sobotnia premiera "12 ławek" w Teatrze Muzycznym w Gdyni dowodzi, że klasyczną formułę musicalu z powodzeniem może zastąpić współczesny performance, byle zrealizowany z pasją. Gdyński spektakl z udziałem 40 hiphopowców to wulkan energii Nie jestem rozmiłowana w hip-hopie. Ale projekt przeniesienia rapowanych rymowanek, graffiti i deskorolek do teatru wydał mi się i ryzykowny, i intrygujący. Po premierze "12 ławek" nadal nie jestem fanką formacji w stylu Bałagan Mistrzów czy Numeru Raz i ich towarzystwa, ale od soboty mam dla nich sporo uznania. Za pasję i szczerość, którą mnie uwiedli. "12 ławek" nie jest przedstawieniem, po którym człowiek zostaje z Wielkimi Pytaniami. Nie jest też analizą stanu ducha młodego pokolenia ani projekcją jego pragnień. Jest za to utrzymaną w konwencji hip-hopu prezentacją katalogu jego wartości. Na przedstawienie składa się 12 odsłon, a każda z nich jest poświęcona innemu tematowi wybranemu przez młodych twórców. Znalazły się wśród nich np.: impreza, styl, pieniądze, jedzenie, ale także raperskie wersety poświęcone dumie (ilustrowane piękną sceną zbiorowego hiphopowego tańca z husarskimi skrzydłami) i Polsce (pojęcie kojarzące się młodym ludziom z pijackim upojeniem na rodzinnej biesiadzie, złotymi myślami szefa Samoobrony, z Małyszem i Gołotą). "12 ławek" sporo też mówi o postrzeganiu świata przez młodą generację i tworzonej przez nią sztuce chroniącej ją przed niechcianą asymilacją. Czy to manifest nowego stylu? W polskim teatrze muzycznym z pewnością tak. Przedstawieniu opartemu w dużej mierze na improwizacji, które nie wiadomo, w którym momencie się zaczyna ani kiedy kończy, z pewnością bliżej do koncertu i performance niż do musicalu. O fabule mówić nie sposób, a pojęcie "bohater" ma odniesienie jedynie do zbiorowości - 40 postaci polskiego hip-hopu, które grają samych siebie: raperów, rolkarzy, grafficiarzy, muzyków i tancerzy. - Nie zamierzam ich do niczego naginać ani zmuszać. - Mają być sobą - mówi Jarosław Staniek, jeden z najlepszych polskich choreografów musicalowych, pomysłodawca, reżyser i choreograf "12 ławek", który kolejny raz zaprezentował się jako artysta tryskający pomysłami i otwarty na nowości. Po zrealizowanych z jego udziałem gdyńskich spektaklach muzycznych "Hair", "Sen nocy letniej" , "Opentaniec", otwartych na eksperymenty i nową poetykę, nie mam wątpliwości, że Staniek powinien pójść w tym kierunku. Doskonale rozumie się z młodym pokoleniem hip-hopu, bo sam był ich prekursorem - 20 lat temu jako młody chłopak z Sandomierza został pierwszym polskim mistrzem tańca breakdance i przez lata nikomu nie oddał pierwszeństwa. Dzięki temu mógł zgromadzić w Gdyni wybraną w castingach czołówkę polskiego hip-hopu, począwszy od muzyków skupionych wokół wytwórni Wielkie Joł (Numer Raz, Analogia, O.S.T.R., Tede, Bauagan Mistrzów, DJ Kostek i inni), aż po najlepsze formacje taneczne. Dla wszystkich młodych artystów, w przeważającej większości estradowych naturszczyków, udział w "12 ławkach" to teatralny debiut i pierwsza konfrontacja z publicznością w garniturach. W zadziwiający sposób układają się relacje artysta - widz. Publiczność zajmująca miejsca na widowni najpierw zastaje ich siedzących w fotelach i serwujących pod jej adresem drwiące komentarze w stylu "ale się wystroili", jednak gdy dochodzi do finału, już tańczy razem z nimi, zagłusza brawami i nie pozwala zejść ze sceny. Żadnych granic? To oczywiście złudne, bo gdy opada kurtyna, wszyscy powrócą do swoich ról. Ale po takim doświadczeniu nieufność i kontestujący podział na "ziomali i resztę" ma szansę stracić swoją wyrazistość. Może hip-hop przestanie być utożsamiany wyłącznie z subkulturą przedmieść i blokowisk? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Halik plyta jest już do kupienia w sklepach?????????? IP: 217.153.225.* 19.02.05, 17:51 ciekawi mnie czy plyta jest juz do kupienia??? Nie mieszkam w Gdyni i nie wiem czy uda mi sie wybrac na spektakl ale przynajmniej chcialbym dotrzec do muzy.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kilar 12 ŁAWEK - REWELACJA AKTYWACJA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 01:03 spektakl bardo bardzo mi sie podobał, cały czas mam sceny przed oczami mimo ze nie słucham zaparczliwie hip-hopu to muzycznie jest super nawet kupilem sobie plyte. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fun Re: Raperskie wersety w teatrze IP: *.pro-internet.pl 12.08.05, 00:57 W niedzielę w Polscie!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Galik Re: Raperskie wersety w teatrze na BRUK-u w Gdyni IP: *.pro-internet.pl 24.10.05, 20:55 To jest najlepszy hip-hopowy spektakl jaki był na Festivalu BRUK w Gdyni Wielkie Gratulacje Odpowiedz Link Zgłoś