Dodaj do ulubionych

Ryba ma głos

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 08:41
POLEMIKA Dunin z Sierakowskim nie podaliby ręki Królowi, ale podaliby Maleszce

Im gorzej, tym gorzej

Techniki nie zmieniają się od stuleci. Najpierw trzeba stworzyć
rzeczywistość - dziś powiedzielibyśmy wirtualną - a potem można ją skutecznie
zwalczać. Myślących inaczej uznaje się najpierw za przeciwników, następnie
degraduje do roli wrogów, którym odbiera się wszystkie cechy ludzkie i
których trzeba zwalczać wszystkimi dostępnymi metodami. I oczywiście
słownictwo. Najważniejszy warunek sukcesu. Semantyka znaczeniowo pusta, ale o
skrajnym ładunku emocjonalnym. Artykuł Kingi Dunin i Sławomira
Sierakowskiego "Im gorzej, tym lepiej" opublikowany w "Rzeczpospolitej" z 10
lutego jest podręcznikowym wręcz przykładem wszystkich tych zabiegów
propagandowych, tak perfekcyjnie stosowanych kiedyś przez
publicystów "Prawdy" i "Sowietskoj Rossii", "Trybuny Ludu" i "Rzeczywistości".

Weźmy cytat: "mania lustrowania to jeden z akordów bojowej pieśni prawicy".
Czy to zdanie w ogóle cokolwiek znaczy? Oczywiście. Dokładnie to samo, co
gdyby Dunin z Sierakowskim napisali, że lustratorzy dmą w tubę prawicy, lejąc
mętną wodę na młyn i są kutymi na cztery nogi psami łańcuchowymi. Że to nie
ma sensu? No i co z tego. Nie chodzi o to, żeby coś miało sens, chodzi o
demaskację, degradację i siłę oddziaływania.

Równie eleganckim zabiegiem jest zdanie: "Wildstein, przez lata bijący się o
tytuł najradykalniejszego antykomunisty, w programie Moniki Olejnik poucza
znaną opozycjonistkę Ewę Milewicz". Dla niezorientowanego czytelnika wynika z
tego zdania, że Wildstein nie był nigdy opozycjonistą, w najlepszym przypadku
był opozycjonistą nieznanym, a teraz ośmiela się pouczać samą Ewę Milewicz.
Po prostu bezczelność. W dodatku Wildstein musiał bić się przez lata o tytuł
antykomunisty - widać taki tytuł mu nie przysługiwał, niewykluczone, że sam
był najpierw komuchem. Konstrukcja rzeczywistości, która naprawdę nie
istnieje, ale którą się tworzy, aby ją potem zwalczać, wygląda u autorów
tekstu następująco: Prawica szantażuje całe, myślące poczciwie, to znaczy
zgodnie z wytycznymi, społeczeństwo. A czyni to między innymi tak: Jarosław
Kaczyński domaga się powołania ponadpartyjnego instytutu, który będzie bronić
dobrego imienia Polaków, miedzy innymi przeciw kłamstwu oświęcimskiemu. Dunin
z Sierakowskim piszą: "To, że przy okazji wszyscy (...) mają stać się częścią
maszynki propagandowej PiS, jest doprawdy drugorzędną sprawą." No i wszystko
jest jasne. Kto sprzeciwia się formule "polskie obozy koncentracyjne", ten
idzie na pasku Kaczyńskich. Kaczyńscy natomiast traktują fałsz historyczny
instrumentalnie, można więc - z tekstu w "Rzeczpospolitej" - domniemywać, że
gdyby nie widzieli szansy na polityczne wykorzystanie tej sprawy w celu
dorwania się do władzy, byliby wobec kłamstwa oświęcimskiego obojętni.

Konstruktywizm Dunin i Sierakowskiego dotyczy też przyszłości: lustracja
doprowadzi, według nich, do ograniczenia wolności światopoglądowej,
wzniecania antyeuropejskiej histerii, zaostrzania się nierówności
ekonomicznych, ograniczania zabezpieczeń socjalnych, a nawet ograniczenia
wolności twórczej. Po prostu zgroza przenika czytelnika i można się jedynie
pocieszać nadzieją, że nie nadejdzie epoka lodowcowa ani nie spadnie kometa.

Wśród całej plejady ludzi, którzy ośmielają się mieć inne poglądy niż Kinga
Dunin i Sławomir Sierakowski, osobą zdegradowaną do roli wroga publicznego
numer 1 i pozbawioną wszelkich cech ludzkich jest redaktor naczelny "Wprost"
Marek Król. Stoczył się on w oczach pary autorów w otchłań, ponieważ jako
były sekretarz KC PZPR dziś jest zwolennikiem dekomunizacji i lustracji. Sam
jest więc sobie winien. Gdyby był, jak tylu innych, przeciwnikiem lustracji,
miałby szanse być pupilkiem i pieszczochem, krynicą mądrości i opoką, na
której można budować przyszłość. Byłby cytowany z nabożeństwem jak sam Oleksy
albo Siemiątkowski.

A tak, można - co tam można, trzeba - odebrać Królowi
człowieczeństwo. "...mówienie o prawie do zmiany poglądów redaktora
naczelnego "Wprost" jest śmieszne. Żeby zmienić poglądy, trzeba je najpierw
mieć...". Co innego Andrzej Celiński, ten ma zapewne i poglądy, i prawo do
ich zmiany, ponieważ zmienił zapatrywania na takie, jakie Dunin i
Sierakowskiemu odpowiadają. Jak na osoby posługujące się chętnie etykietką
liberalizmu to dość radykalny pogląd. Coś jak Henry'ego Forda - samochód może
być w każdym kolorze, byle był to kolor czarny. W tym przypadku chodzi
oczywiście o czerwony.

Autorzy piszą o nomenklaturowym uwłaszczeniu się Króla na majątku narodowym
tygodnika "Wprost". Kiedy Król przejął "Wprost", był to prowincjonalny
tygodnik o małym nakładzie, przynoszący deficyt. Dziś jest wielkim,
ogólnopolskim tygodnikiem opinii i nie jest to skutek uwłaszczenia na
deficycie, lecz sukcesu rynkowego i redakcyjnego. W tym samym mniej więcej
czasie, kiedy "Wprost" miało skromny nakład, największą i najpopularniejszą
gazetą w Polsce był "Express Wieczorny". Też został uwłaszczony i dziś nie
istnieje. Ciekawe, jakie można by znaleźć polityczne, a nie faktyczne
wyjaśnienie tego prostego faktu.

Bronisław Wildstein też jest groźny. Jest oportunistą, który gra o władzę.
Zdaje się, że oportunistą był już wtedy, kiedy skakał z okna gmachu SB w
Krakowie. Pewnie sobie kalkulował, jakie też korzyści osobiste odniesie z
tego skoku w przyszłości. Jak sięgnie po władzę. Królowi Dunin z Sierakowskim
nie podaliby ręki, Wildsteinowi pewnie także nie. Ale podaliby rękę Maleszce.
No to lu! Chyba nie ma jakichś specjalnych przeszkód w uściskaniu Maleszki i
wyrażeniu mu sympatii. Maleszka przegrał z historią, piszą wrażliwi autorzy
nie bez smutku. Historia jest niesprawiedliwa. Powinien był wygrać i nadal
lustrować życie takich antykomunistów jak Wildstein.

Aw obecnej sytuacji problem komunistycznej agentury jest delikatny i
skomplikowany, cynicznie instrumentalizowany i licytowany w świetle kamer. To
smutne. Przydałaby się jakaś powszechna akcja delikatnego ściskania
spracowanych dłoni agentom, oczywiście z daleka od kamer, za to blisko
etycznych uniesień i sentymentalnych wzruszeń.

Niestety, nie ma dobrej atmosfery. "...Krzycząc na zmianę "łapaj złodzieja"
albo "łapaj agenta" powraca na scenę prawica." W naturalnej reakcji na tę
scenę wkraczają Dunin z Sierakowskim, wołając - nie łapaj złodzieja ani
agenta, łapaj Wildsteina, łapaj Króla, łapaj Pospieszalskiego i Śpiewaka.

No to ja też wołam - nie łapaj się za głowę, lepiej się w nią postukaj. •

MACIEJ RYBIŃSKI
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka