Gość: ichtiolog
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
10.03.05, 06:50
JESTEM, WIĘC PISZĘ
Rodacy, jeszcze jeden wysiłek
Od czasu upadku w Polsce systemu jednopartyjnego mówi się i pisze o dobrodziejstwach systemu dwupartyjnego. Przeczytałem od 1990 roku niezliczoną ilość artykułów o pożytkach z dwudzielności w polityce, z powoływaniem się na przykłady najstarszych demokracji, brytyjskiej i amerykańskiej. Konserwatyści i laburzyści. Demokraci i republikanie.
W systemie dwupartyjnym mają sens i są bezpieczne jednomandatowe okręgi wyborcze. Przeciętny wyborca jest w stanie odróżnić jedną partię od drugiej, jeśli nie po programie, to po kolorach emblematów.
Mediom jest łatwiej, bo popierając jedną partię, krytykują drugą, i na odwrót, zamiast serwować czytelnikom sałatę światopoglądową. Wreszcie - system dwupartyjny jest tańszy. Z budżetu dofinansowuje się tylko dwie partie.
Niestety, Polacy pozostali głusi na wszystkie rozsądne argumenty teoretyczne i praktyczne. Nawet nie wiadomo, ile jest w tej chwili partii w Polsce, bo liczba każdego dnia się zmienia. Jedne się łączą, inne dzielą, jedne upadają, inne powstają, szczególnie doraźne byty przedwyborcze, jakieś ruchy społeczne, akcje, fronty i płaszczyzny. Pochłania to strasznie dużo ludzkiej energii, która mogłaby być spożytkowana z korzyścią na przykład przy odśnieżaniu.
To, że twarze, a nawet nazwiska są ciągle te same, jeszcze utrudnia orientację. Facet wczoraj był w partii Przyszłość, dziś przewodzi ruchowi Stałość, a już na mieście mówią, że jutro przejdzie do stronnictwa Wierność i Pamięć. Opinią publiczną na temat partii rządzą badania opinii publicznej na temat partii. Wpatrujemy się w te słupki, komu się podniosło, komu stanęło, a komu opadło, ale jest tego stanowczo za dużo, zwłaszcza dla humanisty. Dwa słupki wystarczą.
Nareszcie został jednak, po 15 latach, zrobiony pierwszy krok w stronę systemu dwupartyjnego, wzorowanego na amerykańskim. Mamy już, a jeśli nie mamy, to zaraz będziemy mieć, Partię Demokratyczną. Teraz, aby sięgnąć ideału, trzeba tylko powołać Partię Republikańską. Trzeba się zdobyć na ten wysiłek w imię pluralizmu politycznego, którego najpełniejszym wyrazem jest dualizm. Najprościej by było, gdyby Frasyniuk z Hausnerem organizowali nadal Partię Demokratyczną, a Mazowiecki z Belką zajęli się zakładaniem Partii Republikańskiej. Gwarantowałoby to odpowiedni poziom sporów i kulturę polityczną.
Do szczęścia potrzebne nam będą jeszcze partyjne symbole. Amerykanie mają osła i słonia. Liczę na pomysłowość czytelników. Jakie zwierzęta powinny symbolizować naszych demokratów i republikanów? Przysyłajcie propozycje, a z tego zoo wybierzemy co najlepsze.
MACIEJ RYBIŃSKI, m.rybinski@rp.pl