Dodaj do ulubionych

SWIADEK LUSTRACYJNY M. GIERTYCHA

01.07.05, 13:32

Kpt. Stefan Michnik - sędzia (nie)sprawiedliwy... Stefan Michnik skończy w
tym roku 70 lat. Mieszka od 1969 roku w Szwecji, gdzie trafił na fali
emigracji żydowskiej z Polski po wydarzeniach marcowych. Jest zapewne miłym,
czerstwym staruszkiem, otoczonym powszechnym szacunkiem w kraju słynącym z
tolerancji, przyjmującym przez lata ochoczo wszelkich uciekinierów i ofiary
prześladowań. Czy ktoś w Szwecji wie, że był sprawcą wielu tragedii i
nieszczęść, których konsekwencje odczuwamy do dziś. Pozostały bowiem po nich
wdowy, dzieci i inni krewni, którzy nie tylko, że nigdy już nie zobaczą
swoich bliskich, to jeszcze nie mają szansy zapalić świeczki na ich grobach.
Stalinowscy zbrodniarze pozbawiali swe ofiary życia, a ich bliskich ciała
ofiary - chowano ich potajemnie w cementowych workach w nieoznaczonych
miejscach, w nocnych, ponurych pogrzebach, czasami w ustronnych miejscach na
komunalnych cmentarzach. Po latach - jak na przykład na warszawskim Bródnie -
w miejscach pochówku polskich bohaterów stawiano publiczne toalety. Tego nie
robili nawet najbardziej zwyrodniali naziści
Obserwuj wątek
    • anyab1 Re: SWIADEK LUSTRACYJNY M. GIERTYCHA 01.07.05, 14:30
      a w Afryce biją Murzynów...
      • Gość: jm Re: SWIADEK LUSTRACYJNY M. GIERTYCHA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.05, 15:07
        możesz przybliżyć swoją myśl,bo nie kapuje co niby ten post ma znaczyć
        • anyab1 Re: SWIADEK LUSTRACYJNY M. GIERTYCHA 05.07.05, 07:40
          Akcja "Truteń" kompromituje Giertychów.
          -
    • Gość: LUSTRATORZY Re: SWIADEK LUSTRACYJNY M. GIERTYCHA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.05, 14:39
      Stosunek "Gazety Wyborczej" do zagadnienia dekomunizacji i lustracji jest
      wszystkim bardzo dobrze znany od samego początku. Wprawdzie niektórzy
      obserwatorzy zwracają uwagę, że choć Adam Michnik oficjalnie jest przeciw, to
      jednak bezkarnie przez wiele tygodni (miesięcy?) w 1990 roku buszował po
      archiwach MSW, w których składowane były m.in. teczki UB i SB. On sam na ogół
      nie zabierał na ten temat głosu. W sprawie lustracji "GW" stanęła w jednym
      szeregu (nie po raz pierwszy, w sprawach zasadniczych) z organem PZPR-SLD,
      czyli "Trybuną" (d. "Trybuną Ludu"), ale zgodnie z kanonami politycznej
      poprawności świadczy to tylko o demokratyzacji organu komunistów, a nie o
      zejściu na złą drogę gazety jedynie słusznej.
      Od kilku tygodni sprawa lustracji w Polsce, brutalnie przerwanej w pamiętnym
      czerwcu 1992 roku przez obalenie rządu Jana Olszewskiego, wróciła na czołówki
      gazet, przez ujawnienie listy katalogowej Instytutu Pamięci Narodowej.

      Wszystko wskazuje na to, że tym razem całkowite powstrzymanie lustracji możliwe
      nie będzie. Lata ciężkiej pracy wyspecjalizowanych ekspertów "Gazety Wyborczej"
      z redaktorem Lesławem Maleszką na czele (TW "Ketman") poszły chyba na marne. W
      związku z tym i "GW" zmieniła częściowo front, tym bardziej, że jej ster
      przeszedł kilka miesięcy temu z rąk Adama Michnika, który poddał się
      długotrwałej i jakoby wymagającej całkowitego milczenia kuracji
      przeciwgruźliczej, w nie mniej pewne i chyba jeszcze bardziej ideologiczne ręce
      redaktor Heleny Łuczywo.

      Lustrować to my, a nie nas
      Faktyczna zmiana redaktora naczelnego (nominalnie jest nim dalej Adam Michnik,
      ale dziś to tylko rubryczka w stopce redakcyjnej) pociągnęła za sobą pewne
      korekty w linii programowej gazety. O ile wcześniej było pewne, że "GW" nikogo
      lustrować nie będzie, to nowa p.o. naczelna uznała, że są przecież na świecie
      ludzie równi i równiejsi. W związku z tym na tychże łamach rozpoczęło się
      półdzikie lustrowanie prof. Macieja Giertycha, eurodeputowanego Ligi Polskich
      Rodzin, który jest ojcem Romana Giertycha, przywódcy LPR. Maciej Giertych był
      już jednak lustrowany - wcześniej jako poseł do Sejmu z ramienia LPR, następnie
      ten sam wymóg pojawił się w momencie kandydowania do europarlamentu. Przeszedł
      przez ucho igielne Rzecznika Interesu Publicznego, ponadto sam poddał się
      weryfikacji w IPN, ujawniając zresztą swą teczkę i wszelkie kontakty z
      komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa. Przez IPN uznany został jako osoba
      poszkodowana, albowiem tajne służby PRL obserwowały pilnie jego działalność aż
      po 1989 rok, czyli praktycznie do końca, uznając go za brytyjskiego szpiega.
      "Gazecie Wyborczej" to jednak nie wystarcza. Ponieważ Roman Giertych jest zbyt
      młody, aby znaleźć na niego odpowiednie haki "teczkowe", główny atak idzie na
      jego ojca. Tak więc wszelkie kontakty z władzami PRL jego ojca Macieja oraz
      jego jawna działalność w Radzie Konsultacyjnej przy gen. Wojciechu Jaruzelskim
      pokazywane są w takiej formie, że wychodzi z tego rzecz co najmniej podejrzana,
      w każdym razie Maciej Giertych ma przez "GW" dorobioną gębę PRL-owca. Tak,
      jakby w środowisku samej gazety nie można było znaleźć istot bardziej skalanych
      współpracą, w dodatku świadomą i tajną, a co ważniejsze - w tymże środowisku
      nie brak przecież ścisłych i bliskich powiązań rodzinnych z osobami skalanymi
      nawet nie współpracą, lecz pracą, tak, pracą w organach bezpieczeństwa PRL i
      szeroko pojętym, zbrodniczym aparacie represji (sądownictwie, prokuraturze,
      aparacie partyjnym itd.).

      Ludzie "Wyborczej" też mają rodziny
      Weźmy przykład pierwszy z brzegu - obecna p.o. redaktor naczelny "GW" Helena
      Łuczywo jest przecież córką Ferdynanda Chabera (vel Habera, bo w różnych
      instytucjach podawał różną wersję pisowni tego nazwiska), który w okresie
      budowy podstaw "Polski Ludowej" w 1945 roku był "Kierownikiem Wydziału Druków i
      Radia Centralnego Biura Kontroli Prasy Departamentu II Ministerstwa
      Bezpieczeństwa Państwowego". Tytuł służbowy długi, ale wiele mówiący - ten
      funkcjonariusz MBP stał na czele jednego z pionów komunistycznej cenzury u
      zarania Polski Ludowej!
      A przecież nie są to jego jedyne "zasługi" dla Polski, karierę polityczną
      rozpoczął bowiem jeszcze w latach 20-tych XX wieku, w Komunistycznej Partii
      Polski. Była to organizacja wówczas nielegalna, prowadząca działalność
      terrorystyczną i skierowaną przeciwko integralności i niepodległości Polski.
      KPP była też stalinowską agenturą, kierowaną i opłacaną przez tajne służby
      Związku Sowieckiego. Towarzysz Ferdynand Chaber przybrał sobie, jak na
      prawdziwego konspiratora przystało, pseudonim organizacyjny - występował
      jako "Bolek" (swoją drogą, skąd mógł wówczas wiedzieć, że to będzie bardzo
      nośny pseudonim?).
      "Bolek" spędził przed wojną wiele lat w polskich więzieniach, za działalność
      przeciwko państwu polskiemu. W 1939 roku znalazł się we Lwowie i szybko wszedł
      do okupacyjnych struktur sowieckich. W 1945 roku Sowieci za zasługi skierowali
      go do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a już po kilku miesiącach
      poszedł ostro w górę, robiąc karierę w aparacie partyjnym. Przez 20 lat był
      zastępcą kierownika jednego z najważniejszych wydziałów Komitetu Centralnego
      PPR-PZPR: Wydziału Propagandy. Dopiero wojna izraelsko-arabska w 1967 roku i
      spowodowane nią czystki w PZPR przyczyniły się do jego przejścia na sowitą
      emeryturę.
      Również Adam Michnik mógłby się pochwalić komunistyczną i PRL-owską rodziną.
      Jego ojciec również już przed wojną działał aktywnie w nielegalnych
      organizacjach komunistycznych, pełniąc wysokie stanowiska w Komunistycznej
      Partii Zachodniej Ukrainy (która działała jednak nie na Ukrainie, ale na
      terenie II RP). Najbardziej znany w historii PRL jest jednakże kpt. Stefan
      Michnik (brat Adama), sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie i
      Najwyższego Sądu Wojskowego w okresie stalinowskim, który wydał dziesiątki
      drastycznych wyroków na polskich działaczy niepodległościowych, w tym liczne
      kary śmierci, z których większość została wykonana. Następnie, po
      wykonanej "robocie", w 1968 roku wybrał pobyt na Zachodzie (w Szwecji), gdzie
      został przyjęty z otwartymi rękami, jako prześladowany emigrant polityczny...

      ** ** **
      Z bogatego w takie rodzinne życiorysy środowiska "Gazety Wyborczej" pokazaliśmy
      zaledwie dwa przykłady. Jest ich dużo, dużo więcej. Problemu lustracji w Polsce
      nie można sprowadzać tylko do okresu "Solidarności" (czyli od 1980 roku) i
      tylko do tajnych i świadomych współpracowników (TW). Może się bowiem okazać, że
      łapiemy tylko płotki, a szczupaki dalej sobie swobodnie polują. Także dziś i na
      nas wszystkich.

    • Gość: opoka nr.32 Re: SWIADEK LUSTRACYJNY M. GIERTYCHA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.07.05, 08:41
      Gdzieś ok. roku 1977 przyszedł do mnie do pracy jakiś smutny pan, przedstawił
      się jako pracownik służb specjalnych. Miał do mnie interes. Wiedział, że
      właśnie jadę do Anglii. Prosił bym namówił ojca, by opublikował w Opoce
      informację o Stefanie Michniku, bracie Adama, zamieszkującym w Szwecji i
      pisującym w paryskiej Kulturze pod nazwiskiem Szwedowicz. W latach
      stalinowskich był on sędzią w Sądzie Wojskowym i wydawał wyroki śmierci na AK-
      owców. Odpowiedziałem, że ustnej informacji ojciec nie opublikuje, natomiast
      jeżeli chcą to mogą mu dostarczyć jakieś materiały drukowane, na które mógłby
      się w tej sprawie powołać i że do tego nie potrzebują mojego pośrednictwa. Po
      moim powrocie z Anglii „smutny pan” odwiedził mnie ponownie i powtórzyłem mu tą
      samą odpowiedź, teraz już potwierdzoną przez ojca. Potem ukazała się notatka w
      sprawie Szwedowicza w piśmie Narodowiec wychodzącym w Lens we Francji
      (29.XI.77). Zapewne więc i tam docierały nasze służby specjalne. Informację z
      Narodowca mój ojciec zacytował w artykule o Michniku (Opoka 15, czerwiec 1978).

      Następnie zjawił się ktoś już w latach osiemdziesiątych. Roku nie pamiętam, ok.
      1985, również przed moim wyjazdem do Anglii. Proponował bym przekazał ojcu
      zaproszenie do Polski. Chcą by zobaczył PRL, to lepiej zrozumie co się w Polsce
      dzieje. Odpowiedziałem, że ojciec nie ma obywatelstwa angielskiego,
      tylko „paszport nansenowski”, nie może więc podróżować do Polski (był już na
      Węgrzech). Oni o tym wiedzieli i proponowali, by ojciec przyjechał do NRD lub
      CSSR, a stamtąd oni już załatwią przyjazd tak, że nie będzie śladu w
      paszporcie. Informację tą ojcu przekazałem. Nie chciał korzystać z
      jakiejkolwiek uprzejmości władz PRL. Po moim powrocie zainteresowany znowu się
      zjawił i dostał odpowiedź odmowną.

      Zapewne wszystko to jest w mojej teczce. Nazwisk moich rozmówców nie pamiętam,
      ale i nie starałem się zapamiętać, bo na pewno nie podawali mi prawdziwych.
      Rozmówca w sprawie Michnika chciał mnie zaprzysiąc, ale odmówiłem.
      Stwierdziłem, że jeżeli nie ma do mnie zaufania, to niech mi głowy nie zawraca.
      Bez zobowiązań z mojej strony powiedział co chciał.

      To wszystko jest na pewno w mojej teczce. Piszę o tym sam, by mi nikt nie robił
      jakichś insynuacji.

      Natomiast bardzo ciekaw jestem na ile moja teczka zawiera informacji o
      działalności, którą przed władzami ukrywałem.

      Od pierwszej chwili pojawienia się w Polsce szukałem kontaktów z środowiskami
      narodowymi. Rozprowadzałem emigracyjną literaturę narodową, a przede wszystkim
      książki, które wydawał mój ojciec. Każdemu mojemu wyjazdowi za granicę, każdy
      przyjazd któregoś z mojego rodzeństwa, polegały m.in. na przywożeniu z Londynu
      książek, a także paryskich Horyzontów redagowanych przez Witolda Olszewskiego,
      w których ojciec regularnie pisywał, a po zamknięciu Horyzontów Opoki
      redagowanej przez mego ojca.

      Prowadziłem też inną działalność. Poszukiwałem rękopisów dzieł Feliksa
      Konecznego. Przepisywałem je lub załatwiałem przepisywanie i dostarczałem do
      Londynu, gdzie ojciec je wydawał. Czy ktoś o tym wiedział? Cywilizację żydowską
      przepisywałem własnoręcznie na początku lat siedemdziesiątych (pomagał mi też
      śp. Rufin Twardowski). Sądzę, że gdyby specsłużby o tym wiedziały nie
      pozwoliłyby mi tego wywieźć do Londynu. Wtedy nie było komputerów. Powstały
      tylko trzy kopie maszynowe. Pierwszą dostarczyłem do Londynu, druga została u
      mnie, a trzecią miał Twardowski. W pewnym momencie jemu ten maszynopis ktoś
      ukradł. Ale wtedy książka już była w druku. Jeżeli złodziej był ze specsłużb,
      to po czcionkach na pewno rozpoznano moją maszynę. Nikt jednak mi w pracy nad
      spuścizną Konecznego nie przeszkadzał. Może nie znali ważności tej pracy. Dziś
      Konecznego kupić można w każdej księgarni. I jest czytany.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka