toja3003
18.06.08, 10:22
Romantyczne pseudohasełka forsowane
przez panów Mickiewiczów i innych
Sienkiewiczów wyrządziły wiele
szkód w gorących głowach wierzących
w te wszystkie bajeczki o naszej
wyjatkowości, "misji" a nie w to,
że po prostu trzeba ciężko pracować
a z innymi umieć współpracować.
Uważam, że lepiej być żywym "tchórzem"
niż "bohaterem" w sosnowym płaszczyku.
Co dało nam w czasie wojny rzucanie się z szablami
na czołgi? Francuzi sobie tańcowali. W tym czasie np. Czesi też
spokojnie pociągali swoje piwko a po wojnie i my i oni
dostaliśmy to samo, bo pionki na szachownicy
ustawia kto inny a na pewno nie Czechy czy Polska.
Tyle, że nasze straty były olbrzymie.
A oni walczyli racjonalnie, tam gdzie był sens, np. w brytyjskich
dywizjonach lotniczych.
Niewiele się nauczyliśmy. Kiedy inni
spokojnie odchodzą do swoich dziejów
my szarpiemy się nadmuchani rzekomą wielkością.
Dla świata jesteśmy przeważnie kuriozalni
ale możemy to oczywiście ignorować
i dusić się we własnym sosiku...
Przecież wiemy, że to my mamy rację.
Szkoda tylko, że znowu jest to racja przegrywających. Bo na ME,
owszem, nie miałbym pretensji gdyby nasi walczyli jak Czesi czy
Francuzi i po dobrej grze odpadli ale piłka nożna wymaga biegania a
nie stania. W ten sposób nawet z 52-tą drugą drużyną Europy (rezerwy
skacowanych Chorwatów, grających o pietruszkę) się nie wygra. Tak,
my mamy naszą polską specjalność: rozpaczliwe obrony, dlatego dajemy
światu tak dużo znakomitych bramkarzy – od Jana Tomaszewskiego przez
Dudka do Boruca. Dobre i tyle(?) – niech zatem każdy kibic sam
zadecyduje czy rozpaczliwe obrony są powodem do dumy czy do rozpaczy.