Gość: bezportek
IP: *.unassigned.ntelos.net
29.01.09, 00:04
Bezwzgledna i brudna wojna propagandowa tak zwanej partii
demokratycznej z 43 prezydentem USA okazala sie swietnym biznesem
dla marnych artystow. Kazdy, kto publicznie,odwaznie jak nikt, z
narazeniem zycia i zdrowia, zaatakowal Busha, mial zagwarantowane
superduper rewelacyjne zdjecia i pochwalne pienia w "niezaleznej"
prasie. Plus korzystne kontrakty z macherami porno/media/audio
lewackiej mafii Zachodniego Wybrzeza. Zdarzalo sie, ze publicznosc w
mniej zdegenerowanych stanach wybuczala takie Dixie siksy, ale
generalnie - plucie na Busha stalo sie najzyskowniejszym zajeciem,
zwlaszcza podstarzalych madonn i zapomnianych hippisow. Jak malpka
umiejetnie rzucila ekskrementami, dostawala banana. Stopien
degeneracji amerykanskiej maszyny eksportujacej papke niby-kultury
dla euromeneli rosnie proporcjonalnie do oszalamiajacych zyskow z
tego procederu, przy okazji pomagajac sprowadzic polityke lewicy do
poziomu naszystow putina czy hitlerjugend. Zasadnosc krytyki lub
prawdziwosc zarzutow zadnego debila z lewej nogawki nie interesuje -
liczy sie kasa za wydanie wrzasku. Poki co, system dziala,
pasozytnicza klika geszefciarzy umiescila w Bialym Domu malo
rozgarnietego figuranta, a w obu izbach setki sprzedajnych
krzykaczy. Klopot w tym, ze jak uczy historia, w demokracji
amerykanskiej zdarzaja sie zwroty nieprzewidywalne dla kombinatorow.
Nie zdziwi mnie, jesli Obama zdradzi sponsorow jak zrobil to JFK,
ani jesli paru demokratow znienacka zacznie myslec. To sie juz
zdarzalo, dzieki temu istnieje Ameryka i cywilizacja Zachodu.