szutnik
10.08.10, 12:32
Czytam tu (i nie tylko zresztą tu) opinie, że PiS jest lepszym
rozwiązaniem dla Polski od PO. Więc chciałbym poświęcić ten wątek
konkretnie argumentom zwolenników PiS, by przekonali mnie, że moje
odczucie, ze cała polska elita polityczna jest "po jednych
pieniądzach" jest błędne i rzeczywiście PiS = poprawa sytuacji
Polski. Dlaczego miałbym głosować na PiS?
Proszę o konkrety a nie ogólniki i nic nie znaczące sformułowania,
że "będzie bardziej patriotycznie", "nie będziemy sługami Niemiec,
Rosji", "Polacy będą godnie żyli we własnej Ojczyźnie" itp - bo to
jest dla mnie propagandowa mowa-trawa, a nie poważna argumentacja.
Nie interesują mnie też odpowiedzi wekslujące temat na inne tory, w
rodzaju: a Platforma to, a SLD tamto. Konkretnie: PiS wygrywa i co
dalej? Mało tego, że co dalej – w jaki sposób i jakimi siłami?
Proszę mnie przekonać, ze naprawdę warto oddać władzę PiS, bo ta
partia ma rozwiązania problemów Polski.
Zacznijmy od sprawy budżetu państwa, jako najbardziej chyba
wyrazistego problemu, który trzeba rozwiązać w najbliższych 2-3
latach. Bardzo ważne spostrzeżenie Wojciecha Białka na jego blogu, w
komentarzach. W taki oto sposób zareagował na reklamiarstwo swej
partii przez zwolennika PiS o nicku „Arnigo”, pokazując przy okazji
dość istotne dla sprawy informacje:
wojciechbialek.blox.pl/2010/07/Krzyze-smierci-nad-gieldami-i-inne-strachy-la.html?pn=3
-
bialek.wojciech 2010/08/03 12:32:10
arnigo:
"PIS obniżyło ludziom podatki, PO je podnosi. Lekkie zaskoczenie
(wszak jesteśmy zieloną wyspą), prawda?"
Obniżenie podatków bez obniżki wydatków oznacza po prostu
zwiększenie zadłużenia, co zwiększa ryzyko bankructwa w przyszłości.
Polska zmierza w stronę kłopotów fiskalnych, które - w dekadowym
rytmie - powinny wypłynąć dokładnie 10 lat po ujawnieniu "dziury
Bauca" latem 2001 roku:
W naszym kraju 12-miesięczny deficyt budżetowy spada r/r jedynie
wtedy, gdy dynamika PKB przekracza 5 proc.
Przy tempie wzrostu gospodarczego niższym niż 3 proc. deficyt
powiększa się o ponad 10 mld zł rocznie.
Przy tempie wzrostu gospodarczego niższym niż 1,5 proc. deficyt
powiękasz się o ponad 20 mld zł rocznie.
W warunkach recesji - spadku PKB realnego r/r - deficyt powiększyłby
się o ponad 30 mld zł w ciągu roku.
www.analizy.pekao.com.pl/pdf.php?id=2542
A tak wyglądałaby ścieżka dynamiki PKB w naszym kraju, gdyby
okazała się ona średnią z 3 poprzednich:
www.analizy.pekao.com.pl/pdf.php?id=2532
Jak widać, gdyby wszysko miało odbyć się w typowy sposób, to
przez najbliższe 3 lat obecny deficyt wynoszący ok. 45 mld zł cały
czas by się powiększał. A wszystko to odbywałoby się w latach, kiedy
wszyscy na świecie będą próbowali zrolować rekordowe ilości długu.
Gołym okiem widać, ze problem jest potężny i ktokolwiek wygra wybory
w 2011 r. musi się z nim naprawdę zmierzyć – uników nie da się już
dłużej robić. Oczywiście dobrze byłoby, by już obecna ekipa zaczęła
wreszcie coś poważnie robić w tej sprawie, niestety mamy rok
wyborczy i jak uczy praktyka, pewnie nic z tego nie będzie.
Widać wyraźnie, że tego nie opędzluje się tylko podwyżkami podatków,
tak samo jak i to, że wbrew obiegowym opiniom, bez podniesienia
podatków w tej chwili niestety obyć się nie może. Polska nie ma
szans w najbliższych latach na wzrost +5% PKB r/r, więc deficyt
będzie narastał pomimo podwyżek podatków, które są jedynie
półśrodkami. Trzeba ciąć wydatki i zmienić całą strukturę budżetu.
Łatwo powiedzieć, o wiele trudniej zrealizować w sytuacji, gdy
prawie 80% wydatków budżetu to tzw. wydatki stałe, w wysokościach
gwarantowanych ustawami. Aby naprawdę ciąć wydatki, trzeba więc
zmienić te dziesiątki ustaw, gwarantujących swymi zapisami ich
wysokość – inaczej beneficjenci ustaw wygrywają w każdym sądzie
należne sumy z odsetkami.
W większości są to ustawy tematycznie dotyczące
obszarów „wrażliwych” czyli opieka socjalna, ochrona zdrowia,
emerytury, płace budżetówki, armia (zobowiązania wobec NATO co do
wysokości nakładów na sprzęt) itd. Bez tarć politycznych i poważnych
protestów społecznych zmiany tych ustaw nie przejdą.
Mamy też oczywiście kwestię dużego rozrostu administracji w
ostatnich 10 latach i tzw. fundusze celowe (te wszystkie Agencje:
Rozwoju Przemysłu, Inwestycji Zagranicznych itd.) Teoretycznie
cięcie wydatków w tym obszarze powinno być łatwe. W praktyce nie
jest, bo są to miejsca, będące dla każdej władzy (po kolei dla
wszystkich bez wyjątku koalicji: AWS/UW, SLD/PSL, PiS/SO/LPR i
PO/PSL) obszarem nagradzania swych wiernych i zasłużonych władzą i
apanażami. Nie łudźmy się też, ze wystarczy ciąć w tym obszarze i
problem narastającego deficytu budżetowego zniknie. Nie zniknie,
jedynie przesunie się w czasie. Czy władza, jakakolwiek, będzie
miała dość odwagi, by ten obszar interesu (w tym swojego) naruszyć?
Wniosek z tego krótkiego szkicu kwestii budżetu jest prosty –
reformę budżetową musi zrealizować siła polityczna, mająca znaczące
poparcie społeczne, wyraźnie zarysowaną, wielokierunkową koncepcję
co trzeba w budżecie zmienić, do tego zdolna zawrzeć z opozycją coś
w rodzaju „Paktu dla Polski”, bedącego gwarancją, ze opozycja nie
będzie cynicznie rozgrywać spraw cięciowych dla swoich doraźnych
korzyści politycznych.
Czy PO albo SLD jest do tego zdolne nie jest tematem tego wątku.
Tematem jest czy PiS jest w stanie to zrealizować. Ja szczerze
mówiąc nie widzę takiej możliwości, ale może się mylę – tu zostawiam
pole do popisu zwolennikom PiS; przekonajcie mnie, że nie mam
racji!
Dlaczego nie widzę takiej możliwości? PiS zawsze miał krótką ławkę
ludzi od gospodarki i finansów. Ta krótka ławka ostatnio jeszcze się
skróciła – w Smoleńsku zginęła pani Natali-Świat, a p. Gilowska
poszła do RPP. PiS jest partią typu wodzowskiego, a więc pierwszym
sprawdzianem PiSowskiego Reformatora budżetu będzie przekonanie
Jarosława Kaczyńskiego, by zaryzykował swoją popularność polityczną
i zechciał firmować swoją twarzą cięcia. Już to jest trudnym
zadaniem. Z tego co wiem, tylko 2 ww. panie miały u JK
wystarczający „posłuch”. Kto oprócz nich miałby dość charyzmy by
zostać takim Reformatorem, osobiście pilotującym naprawę budżetu
(skala zadania wymaga skupienia się tylko na nim!)? Kto mógłby
uzyskać wsparcie JK, być wystarczająco mocno zorientowanym w temacie
budżetu i jeszcze umieć to „sprzedać” Społeczeństwu? Ja kogoś
takiego w PiS zwyczajnie nie widzę...
O sprawie zyskania choćby tylko życzliwej neutralności opozycji dla
reformy budżetowej nawet nie wspomnę. PiS nie jest do tego zdolny,
zbyt ostro sobie „pogrywał”.
Dlaczego miałbym więc zmienić swoje zdanie i zagłosować na PiS w
najbliższych wyborach do Parlamentu?
Proszę mnie przekonać, że warto, bo PiS ma sensowne rozwiązania
gospodarcze i ludzi, mogących je realizować.
Stawka jest istotna lub nie, jak kto woli - stawiam mój głos
wyborczy w przyszłych wyborach parlamentarnych.
Przekonany, zagłosuję na PiS.