06.04.04, 22:54
Trzech Polaków rannych, a zabitych Amerykanów telewizje przestały już nawet
liczyć. Większość terytorium Iraku objęta jest powstaniem Szyitów, wyznawców
tej podobno łagodniejszej odmiany islamu. Sytuacja polityczna w kraju nieco
przesłania nam rosnące napięcie w Iraku i zagrożenie dla naszych żołnierzy.

Bush traci poparcie, a Kerry będzie prawdopodobnie dążył, jeżeli nie do
wycofania wojsk amerykańskich całkowicie, co wydaje mi się mało
prawdopodobne, to co najmniej do rozciągnięcia nad Irakiem parasola ONZ. To
wszystko może się jednak okazać działaniem spóźnionym a nasi żołnierze zaczną
wracać do kraju w czarnych workach. To tylko kwestia czasu.

Kwaśniewski i spółka zdają sobie pewnie sprawę z powagi sytuacji. Sami jednak
postawili się w tym dramatycznym położeniu: wycofanie wojsk teraz oznaczałoby
przyznanie się do błędu i staliby się pośmiewiskiem na skalę światową. Muszą
wiec brnąc w to bagno, w które wdepnęli. Jeżeli jednak zaczną seryjnie ginąć
polscy żołnierze, może się to skończyć dla nich nie tylko skazaniem na
polityczny niebyt, ale i Trybunałem Stanu. Kwaśniewski istotnie przeżywa
trudne chwile: Bush wystawił go do luftu, a Urban śmieje się w twarz. Jak to
się mówi: nieczęścia chodzą parami.
Obserwuj wątek
    • robisc Czytaliście? 07.04.04, 22:36
      Wiadomości

      "Wszystko się wali"
      07.04.2004 20:42 (aktualizacja 22:16)

      Koalicjanci przestają sobie radzić z sytuacją /
      W Iraku "wszystko się wali" - komentuje sytuację w okupowanym kraju "Washington
      Post". Tymczasem Donald Rumsfeld zapewnia, że USA nie utraciły kontroli nad
      sytuacją i że liczba napastników jest niewielka.

      Minister obrony Stanów Zjednoczonych podkreślił, że USA w żadnym wypadku nie
      zamierzają wycofywać się teraz z Iraku i zapowiedział zdecydowaną walkę z
      rebeliantami.

      Kolejny dzień walk - synteza

      Prezydent George Bush, przebywający od wczoraj na wakacyjnym wypoczynku w
      swojej rezydencji w Crawford w Teksasie, dziś naradzał się na temat Iraku ze
      swymi najbliższymi współpracownikami z Białego Domu, z cywilnym administratorem
      w Bagdadzie Paulem Bremerem oraz brytyjskim premierem Tonym Blairem.

      Kogo zabili Polacy?

      Jak wynika z najnowszego sondażu ośrodka badania opinii Pew Research Center,
      społeczeństwo amerykańskie coraz bardziej wątpi w zdolność Busha do rozwiązania
      konfliktu w Iraku. 53 procent Amerykanów nie aprobuje polityki prezydenta w
      Iraku, natomiast aprobuje ją 40 procent.

      Okupacja była błędem

      Ogólne poparcie dla Busha spadło do 43 procent - najniższego poziomu w ciągu
      całej jego prezydentury. Ale jednocześnie nadal większość Amerykanów - 57
      procent - uważa wojnę w Iraku za uzasadnioną.

      Apel wielkiego ajatollaha

      Komentatorzy podkreślają, że na kilka dni przed 1. rocznicą zdobycia Bagdadu
      nie sprawdziły się optymistyczne przewidywania administracji Busha, że po kilku
      miesiącach po obaleniu reżimu Saddama Husajna wojska koalicji zyskają szerokie
      poparcie Irakijczyków i sytuacja w Iraku będzie stabilna.

      Obserwatorzy zwracają uwagę, że o ile dotychczas opór w Iraku pochodził głównie
      ze strony sunnickich niedobitków reżimu Saddama i przybyłych z zagranicy
      ekstremistów islamskich, to obecnie ma tam miejsce powstanie, w którym do
      wspomnianych grup dołączyli szyici, zradykalizowani jątrzącymi mowami
      duchownych, z Muktadą al-Sadrem na czele.


      Manifestacja radykalnych szyitów /
      W USA nasilają się głosy krytyki całej polityki w Iraku od momentu obalenia
      starego reżimu. Zdaniem demokratycznego senatora Billa Nelsona z Florydy,
      ogromnym błędem było np. rozwiązanie armii irackiej w maju ub.r.

      - Teraz ci byli żołnierze są przeciwko nam, a mogliby być z nami - powiedział
      Nelson w środę w telewizji Fox News.

      Demokratyczny kandydat na prezydenta, senator John Kerry, unika bezpośredniego
      komentowania wydarzeń w Iraku. W środę powiedział, że "składa hołd ofiarom
      żołnierzy w Iraku". - Mimo rozbieżności co do polityki, wszyscy jesteśmy
      zjednoczeni w poparciu dla naszych wojsk - podkreślił.

      Sprawdzian wytrwałości sojuszników USA

      W przeciwieństwie do senatora Edwarda Kennedy'ego, który powiedział niedawno,
      że Irak staje się "Wietnamem prezydenta Busha", Kerry nie używa takich
      porównań, sugerujących, że z Iraku należy się szybko wycofać. Demokratyczny
      kandydat tego nie proponuje, a nawet nie wyklucza poparcia wysłania do Iraku
      większej liczby wojsk.

      Kerry skrytykował jednak we wtorek Busha za upieranie się przy 30 czerwca jako
      dacie przekazania władzy w ręce Irakijczyków. - Myślę, że rząd chce wycofać
      wojska z Iraku, przeprowadzić transfer władzy jak najszybciej, bez względu na
      stabilizację w Iraku - powiedział senator.

      (PAP)

      fakty.interia.pl/news?inf=489993
      • przycinek.usa Wyglada na to, ze Kerrego Irak tez parzy. 07.04.04, 23:01
        Pewnie, ze czytalismy, dzisiejsze newsy sa tak ciekawe, ze juz 3 godziny
        czytam. He he he.

        Teraz obaj panowie Bush i Kerry gimnastykuja sie nad wyborcami.
        Nasmiejszniejsze jest jednak widowisko przemawiajacego Kerrego do tlumu, ja
        akurat ogladalem jego wystepy na uniwersytecie w San Diego.

        Tego nie da sie przekazac, bardzo chcialbym moc opisac te jego metode lania
        wody. On mowi tak, "zapytacie jak demokraci zamierzaja za to (Przypominam:
        postulaty o social security, powszechnym dostepie do sluzby zdrowia, itp.)
        zaplacic? Ja wam powiem jak zamierzamy za to zaplacic: zamierzamy zlikwidowac
        deficyt budzetowy, tak jak zrobilismy to za Clintona" (...) he he he "trzeba
        zmienic w koncu te polityke zadluzania sie i ja wam to obiecuje".

        He he he, tak wyglada tlumaczenie tlumowi studentow amerykanskich, jak
        demokraci zamierzaja za to zaplacic. A ze tlum glupi, to i lyka i raczkami
        klaszcze. To bedzie jednak cyrk jak tego Kerrego wybiora. Juz to widze.

      • franzmaurer Re: Czytaliście? 09.04.04, 03:56
        robisc napisał:

        > Koalicjanci przestają sobie radzić z sytuacją /
        > W Iraku "wszystko się wali" - komentuje sytuację w okupowanym
        > kraju "Washington Post". Tymczasem Donald Rumsfeld zapewnia, że USA nie
        > utraciły kontroli nad sytuacją i że liczba napastników jest niewielka.

        Sam już nie wiem...
        Pewnie taniej by wyszło żyć nadal z Saddamem zamiast pakować miliardy dolców i
        setki tysięcy ludzi w piachy Iraku...
        Na samym początku miałem pewne przeczucie że Amerykanie porywają się z motyką
        nie tyle na Saddama co zupełnie obcą im mentalność.
        Plan był niby prosty - obalić Saddama i zasiać ziarenko demokracji, korzystając
        przy okazji z irackiej ropy.
        Cały dowcip polega na tym że Saddam mógł własny naród trzymać za ryj bo był u
        siebie w domu.
        Bush i Rumsfeld za ryj nikogo chwycić tak naprawdę nie mogą, żeby nie narazić
        się opinii i mediom, choć z drugiej strony każdy "amerykański chłopiec" w worku
        to gwóźdź do trumienki Busha... kółko się zamyka... pat totalny.

        Jakoś tak czuję że syn zapłaci za zaniechania ojca (Bush Senior miał przecież
        doskonałą okazję rozwalić Saddama już w czasie pierwszej wojny w Zatoce), chyba
        że pastuchy z Al-Kaidy znowu zmalują jakiś większy numer nakręcając sprężynkę...

        Żeby jakoś lekko zakończyc ten temat - kliknijcie sobie
        minibytes.mondominishows.com/alqaeda/main.asp?Affil=fan smile)
    • robisc Ultimatum 08.04.04, 22:34
      fakty.interia.pl/news?inf=490054

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka