herr7
27.03.13, 13:37
Rządzący Polską układ usiłuje wprowadzić Polskę do strefy euro i to pomimo rosnącego w kraju sceptycyzmu dla naszego w niej uczestnictwa. Zastanawiają mnie motywy, jakimi rządzący kierują się w podejmowaniu tak kontrowersyjnej decyzji. Jak sądzę, motywy te są wyłącznie polityczne, a nie ekonomiczne. PO reprezentuje interesy 20% społeczeństwa, które stało się beneficjentami transformacji po 89 r. Te 20% to przede wszystkim biurokracja i wolne zawody, które dają możliwość dużego i zwykle nieopodatkowanego zarobku - prawnicy, lekarze. PO nie jest z pewnością wyrazicielem interesów polskich przedsiębiorców, a raczej geszefciarzy.
O co więc chodzi w tym wszystkim? Otóż wydaje mi się, że elita chce uzyskać coś w rodzaju koła ratunkowego na wypadek, gdyby w Polsce doszło do poważnego kryzysu związanego z rosnącym zadłużeniem państwa. A taki kryzys jest bardzo prawdopodobny, gdy w 2020 r skończy się pomoc unijna i państwo zetknie się z kryzysem finansów na skalę nieporównywalnie większą niż obecnie. Można też przyjąć za pewnik, że w ciągu 7-8 lat nie uda się w naszym kraju stworzyć innowacyjnej gospodarki skoro lokujemy się na samym końcu pod względem innowacyjności. Zresztą kto ma w Polsce tworzyć innowacyjną gospodarkę - czyżby montownie? Szansa na to, że kilku geniuszy jest w stanie stworzyć jakiś nowy produkt w swoim garażu jest niska nawet w Stanach.
Stawiam więc na to, że rządząca Polską elita stawia na ścisłe podporządkowanie Polski "naszej Złotej Pani Anieli" licząc na to, że ta wybawi ją kiedyś z kłopotów. Ostatnie wypadki na Cyprze pokazują jednak, że Niemcy nie muszą być zawsze mili wobec "podludzi", szczególnie gdy ci "podludzie" są całkowicie od nich zależni.