byly-kadi
24.09.13, 21:40
Moj glos jest na NIE.
Temat powraca jak bumerang w mediach polonijnych....a ja juz to olewam, jako ze ewentualny powrot do Polski rozmyl sie dawno we mgle, chocby tylko ze wzgledu na wrogosc i nienawisc panstwa polskiego do szarego a wlasnego obywatela.
Co innego mi przyszlo jednak do glowy, jako ze autor na koncu napomyka cus o instytucji przedawnienia .....
Gdybym ja albo inny Kowalski w roku 1980 naostrzyl siekiere, polozyl leb sasiada na pieniek i spokojnie go odrabal, to zakladajac ze Panswto Polskie nie zamknelo mnie do dzis ( bo np. zwialem, do USA) bylbym calkowiecie czysty wlasnie ze wzgledu na przedawnienie . Najbrutalniejsza bowiem zbrodnia , zabojstwo z gwaltem na nieletniej czy siekierezada na sasiedzie juz by sie przedawnilo, 7 lat temu. Czysty, wolny, nieniepokojony chodze sobie w gore i w dol Monciakiem w Sopocie i sacze modzajto za 25 PLN w Max Barze.
Tym sposobem idiota, ktory naiwnie odkladal zarobiona kase na legalne, zgloszone konto C ( pamietacie konto C, lza siem w oku kreci....) dzis jest w ogolnie rzecz biorac sytuacji gorszej niz zbrodniarz, morderca, gwalciciel. Bo zbrodniarz, morderca, gwalciciel nie podlega juz zadnej formie scigania , a oszczedny scibol za swoje marne grosze- TAK. Do pudla wprawdzie nie pojdzie, ale za to z zemsty, Panstwo Polskie go finansowo zrowna z ziemia. A jak bedzie sie opieral i nie bedzie mial dokad i jak zwiac, ze wzgledu chociazby na postepujacy artretyzm to cholera wie, moze go i zamkna?
Swietne, co ?
„Przychody z pracy na czarno zalegalizowane 20–30 lat temu urzędnicy mogą teraz potraktować jak pochodzące z nieujawnionych źródeł i obłożyć 75-proc. podatkiem. Zdaniem ekspertów niesłusznie.
W 2010 r. małżeństwo na emeryturze kupiło mały domek. Zapłaciło pieniędzmi, które od dwudziestu kilku lat zdeponowane były w polskim banku, a które pochodziły z pracy na czarno w Niemczech, Francji i Holandii w latach 80. Przekraczając granicę, małżonkowie zawsze zgłaszali przywóz dewiz, co było warunkiem ich wpłaty na rachunek „C”.
– Zakup domku od 2012 r. uruchomił gehennę – procedurę domiaru 75-proc. podatku – żali się czytelniczka z Warszawy w liście do redakcji.
Urzędnicy twierdzą, że nie mają dowodu legalności zarobków z lat 80. Mimo że czterech świadków potwierdziło wyjazdy małżeństwa i pracę za granicą, a zgromadzone pieniądze aż do czasu zakupu domku leżały w polskim banku.
Arkadiusz Michaliszyn, partner w CMS Cameron McKenna, twierdzi, że nie jest to, niestety, przypadek odosobniony. Urzędy skarbowe często obierają sobie za cel zwykłego człowieka i zmuszają go do spowiadania się ze źródeł pochodzenia jego majątku (niekoniecznie dużego). – Z perspektywy ekonomiki ściągania należności budżetowych przypomina to strzelanie z armaty do wróbla – komentuje.
Czy ujawnione, czy nieujawnione
W opisanej sprawie podstawowa wątpliwość jest taka, czy w ogóle mamy do czynienia z nieujawnionymi źródłami przychodów.
– Jak sama nazwa wskazuje, możemy o nich mówić wtedy, gdy podatnik nie wskazał ich fiskusowi – twierdzi adwokat Andrzej Ossowski. W opisywanym przypadku małżeństwo informuje jednak, że pracowało na czarno za granicą. A co najważniejsze – że oficjalnie zgłaszało zarobione kwoty przy przekraczaniu granicy, co stanowiło podstawę do wpłaty pieniędzy na konto w banku. Zdaniem Andrzeja Ossowskiego trudno utrzymywać, że nie zostały one ujawnione. – Organy władzy publicznej PRL miały wszelkie podstawy do obliczenia ewentualnego podatku – podkreśla mec. Ossowski.