Dodaj do ulubionych

Machają przygłupy szabelką

18.03.14, 19:13
ale walczyć nit nie będzie za nich, lud wręcz z rozkoszą zrobi to co na Ukrainie.

"przez 25 lat transformacji dla maluczkich – poza oczywiście obciążaniem ich kosztami zmian – dzisiaj może trzymać rękę w nocniku. Nic więcej, ponieważ zwykli ludzie nie utożsamiają się z państwem opartym na ludobójczej neoliberalnej doktrynie ekonomicznej, ledwo wytrzymują w tych rzekomo cieplarnianych warunkach,...."

Ojczyzna chciałaby wezwać… A tu nie ma frajerów?
obserwatorpolityczny.pl/?p=20014
Pięknie społeczeństwo odpowiedziało establishmentowi na jego zapytanie w sprawie chęci poświęcenia się dla Ojczyzny, zarówno wyniki badań statystycznych jak i licznie przeprowadzanych przez media badań uczestniczących – dają niesłychanie negatywną odpowiedź. Polacy – w statystycznej większości – raczej nie mają szczególnego zamiaru poświęcać się dla tego… establishmentu. Ponieważ większość społeczeństwa postrzega państwo, jako „Ich” tzn., beneficjentów systemu, podczas gdy „My”, jako większość musimy na „Nich” robić w pocie czoła i za wszystko płacić. Stąd też nie można się dziwić, że ludzie nie mają najmniejszej ochoty poświęcać się/umierać za to, co się wydaje naszym rządzącym, bez jasnej strategii i powodu.

Szczególnie bawi to święte oburzenie establishmentu, któremu się chyba wydawało, że pracujący na umowach śmieciowych młodzi Polacy będą ginąć za ich chęć niesienia bratniej pomocy dla „zaprzyjaźnionej” jakiejś odległej „krainy”. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło, ponieważ zarabiający tysiąc kilkaset złotych młodzi Polacy mają na utrzymaniu rodziców otrzymujących około tysiąca złotych przeciętnie emerytury lub jeszcze mniej renty. Oczywiście establishment nie rozumie, nie jest w stanie zrozumieć i nie zamierza rozumieć, że nie robiąc nic przez 25 lat transformacji dla maluczkich – poza oczywiście obciążaniem ich kosztami zmian – dzisiaj może trzymać rękę w nocniku. Nic więcej, ponieważ zwykli ludzie nie utożsamiają się z państwem opartym na ludobójczej neoliberalnej doktrynie ekonomicznej, ledwo wytrzymują w tych rzekomo cieplarnianych warunkach, przeważnie dławiąc emocje – powstrzymują się od wybuchu – ci ludzie mieliby bronić fortun swoich panów? Jak w ogóle można wymagać od Narodu, który żyje tak nędznie, w praktyce został porzucony przez establishment i wydany komornikom, bankom oraz przestępcom na żer – żeby teraz bronił status quo? Czy to nie jest, co najmniej naiwne, może oportunistyczne lub nazywając rzecz po imieniu – bezczelne?

Jeżeli państwo – ze względu na złą politykę, złe relacje w zakresie partycypacji w kosztach utrzymywania systemu, jak również poprzez poniżający ludzi system prawnego półprawa – pozwala na to, żeby społeczeństwo nędzniało i nie miało perspektyw, – czego najlepszym dowodem jest masowa ucieczka ludzi oraz zapaść demograficzna – to takie – zwijające się państwo – nie powinno tego wynędzniałego społeczeństwa wystawiać na ryzyko zewnętrznego resetu systemu, przynajmniej na tyle na ile takie zagrożenie powstaje i jest realne w wyniku własnej aktywności politycznej.

Takie działania warstw rządzących i posiadających doprowadzą w końcu do wybuchu społecznego niezadowolenia – kopii ukraińskiego Majdanu, nawet wbrew ogłupianiu społeczeństwa przez usłużne łże-media mainstreamowe. Zewnętrzne zagrożenie może być głównie katalizatorem przemian. Kwestią jest, kiedy pojawi się taka siła polityczna, dla której kwestia przetrwania Narodu zarówno w warstwie ekonomicznej jak i biologicznej będzie kluczowym wyznacznikiem przynajmniej dla odrobiny pragmatyzmu w polityce zewnętrznej.

Nasz problem polega na tym, że znowu usiłujemy coś robić pchnięci impulsem, pojedynczym impulsem. Wcześniej przez 25 lat nikomu nie przeszkadzała stopniowa erozja armii, nawet na początku roku – ścięto wydatki inwestycyjne na MON. Dzisiaj mamy z dnia na dzień coś zrobić, czego nie byliśmy w stanie w sposób odpowiedni prowadzić przez 25 lat rzekomo wolnej Polski? Nawet, jeżeli uznamy likwidację zasadniczej służby wojskowej, jako błąd systemowy, – który miał prawo być popełniony, to nic nie tłumaczy liczenia na to, że „jakoś tam będzie”. Przecież kryzys armii jest totalny i jest po prostu zbyt mała! Każdy to wie od lat, nikomu to nie przeszkadzało, nawet nikomu nie przeszkadzała porażka systemu Narodowych Sił Rezerwowych. Jeżeli establishment chce wezwać ludzi do broni – powinien zdobyć się na odwagę i oprócz rzeczywistej Obrony Terytorialnej, dać broń ludziom.

Nie ma takiego odważnego – przed fazą silnej robotyzacji wojsk, który wszedłby do Polski, jeżeli nasze społeczeństwo miałoby powszechny i nieskrępowany dostęp do broni. Trzeba się przestać oszukiwać i zaklinać rzeczywistość, nie ma innego sposobu w znaczeniu strategicznym niż powszechne uzbrojenie. Jednakże na to ten establishment się nigdy nie zgodzi, ponieważ boi się własnego społeczeństwa, które traktuje, jako płatników i pracowników, a nie równych, wolnych i samodzielnie myślących obywateli.

Nic nie dało ludziom na świecie więcej wolności, egalitaryzmu i rzeczywistej równości niż AK-47! No, ale widocznie, to się rządzącym nie opłaca… Tymczasem będzie jeszcze gorzej! W kraju, w którym trzeba za wszystko piekielnie dużo płacić ludzie traktują wszystko na zasadach „coś za coś”, – do czego mają pełne prawo. Państwo neoliberalnego establishmentu pobiera podatki od społeczeństwa, – więc ma zapewnić także bezpieczeństwo zewnętrzne, a jeżeli nie jest w stanie to ESTABLISHMENT NIE POWINIEN PROWADZIĆ POLITYKI, KTÓREJ SKUTKÓW NIE JEST W STANIE ANTYCYPOWAĆ, ponieważ jest to polityka ryzyka, w którym beneficjentem jest ktoś trzeci, płatnikiem polskie społeczeństwo a swoją prowizję oczywiście póki się da – zbierze establishment… Tymczasem, to nie Ojczyzna, to ESTABLISHMENT wzywa!
Obserwuj wątek
    • nannek A Ukraińska jak i Polska armia nie istnieje 18.03.14, 19:21

      Boris Nad: Co stanie się na Ukrainie w najbliższych dniach i miesiącach?
      xportal.pl/?p=12975
      Szef Pentagonu Chuck Hagel pochwalił niedawno ukraińską armię i jej “niezwykłe opanowanie” w sporze z Rosją. Brzmi to dokładnie tak jak (nieprzekonująca) kijowska propaganda: „Ukraińscy żołnierze są niezwykle cierpliwi, nie reagują na prowokacje i nie opuszczają jednostek. (…wink Głównodowodzący armii osobiście podziękował żołnierzom za wierność przysięgom i przeciwstawianie się agresywnym intencjom sąsiadów.” W podobnym tonie wypowiadał się komentator serbskiej telewizji publicznej która od początku mówiła o „rosyjskiej inwazji na Krymie” i dużych możliwościach przeciwstawiania się jej przez armię ukraińską, przywołując najdokładniejsze statystyki na temat jej liczebności. Odniesiono się też do oceny stopnia zmotywowania armii dla rozpoczęcia i prowadzenia wojny.

      Ukraińska armia nie istnieje

      Fakty mówią co innego. Działania rosyjskich wojsk na Krymie przebiegają z chirurgiczną precyzją, bez ofiar i bez ani jednego oddanego strzału. Ukraińskie bazy i garnizony zostały zablokowane, większość żołnierzy poddała się, jednostki dokonały „samorozpuszczenia” lub przysięgły wierność nowym władzom na Krymie. Pokazuje to profesjonalizm armii rosyjskiej. Z drugiej strony, dowódca ukraińskiej marynarki wojennej zaledwie dzień po mianowaniu przeszedł na stronę Rosji. Ukraiński pułk operacji specjalnych z Kirowogradu odmówił wykonania rozkazu udania się na Krym. Siły samoobrony Krymu mają dziś 45 samolotów bojowych, co odpowiada jednej czwartej stanu ukraińskiego lotnictwa. Ogłoszona w pośpiechu mobilizacja według danych oficjalnych objęłą 1.5 % rezerwistów (0.5% należy traktować jako wynik bardziej wiarygodny).

      By zrozumieć co naprawdę się dzieje, wystarczy wspomnieć słowa jednego z zachodnich komentatorów który porównał wyposażenie żołnierzy Ukrainy i Rosji. Pierwsi wyglądają jak z lat osiemdziesiątych, albo jak żołnierze rosyjscy z pierwszej wojny czeczeńskiej, drudzy wyposażeni są zgodnie ze standardami XXI wieku. Miroslaw Lazanskij konkluduje: „Głównym problemem ukraińskiej armii jest morale, brak motywacji sił zbrojnych które przyglądały się wydarzeniom w kraju, a także powszechna korupcja i problemy z wyszkoleniem odnośnie technik walki. Rosja ma zaś wyraźnie postawione cele, monolityczną i dobrze wyszkoloną armię i przywództwo państwa skupione w jednym ręku. Szanse na wysłanie ukraińskiej armii na Krym są czysto teoretyczne. Nie mają kogo, z czym i dokąd wysłać.” .

      Przyznał to także niechętnie deputowany do ukraińskiej Werchownej Rady Giennadij Moskaliow „Mieliśmy dwadzieścia dwa lata na rozbudowę armii. Powiem wam coś co jest tajemnicą państwową: nie mamy czym latać, nie mamy czym walczyć, nie mamy nic. Kogo zmoblizować? Co wydać żołnierzom? Maski?”

      Izraelski analityk Jakob Kedmi dostarczył bardzo jasnej, niemal brutalnej oceny: “W wypadku konfliktu zbrojnego z Rosją, ukraińska armia po prostu nie istnieje. Nie ma czegoś takiego. Ukraińska armia przez lata była rozbrajana i okradana. Są ludzie którzy noszą jej mundury i możliwe, że podejmą oni próbę przeciwstawienia się zajmowaniu strategicznych punktów przez Rosję. Ale nie będzie to miało żadnego prawdziwego znaczenia.”

      Ukraina nie jest przygotowana na wykorzystanie armii lecz jedynie paramilitarnych bojówek neonazistów z Galicji, najemników, bojowników i rusofobów. Prawy Sektor i podobne organizacje mogą walczyć, ale ich walka nie będzie prowadzona w imię interesów Ukrainy lecz amerykańskich elit politycznych, przeciwko Rosji i przeciwko Europie. W narastającym kryzysie politycznym jest tylko jedna strona zainteresowana wybuchem wojny na Ukrainie – Stany Zjednoczone. I zrobią wszystko by wojna wybuchła.

      Nic nie zależy od Kijowa

      Jest zatem jasne, że nic nie zależy od kijowskiej junty. Niekompetencję przywódców Euromajdanu można porównać jedynie z niekompetencją administracji Obamy. Opadły maski przywódców przewrotu i widać kim byli od początku: jedynie marionetkami Zachodu. Kijów nie był sceną „narodowej rewolucji” a raczej teatrzykiem kukiełkowym. Część posunięć nowych władz wydaje się zupełnie bezsensowna (jak decyzja o mobilizacji), inne zaś są tragikomiczne tak jak wystąpienie prze partię Julii Tymoszenko o przyspieszone przyjęcie Ukrainy do NATO i UE. Możliwe jest jednak, że na kijowskiej scenie przygotowywany jest kolejny akt krwawego dramatu. Nie ma jednak wątpliwości, że czas działa na niekorzyść Kijowa.

      Tymczasem, nowe władze stają w obliczu buntu na południu i wschodzie, “Rosyjskiej wiosny” w której udział biorą nie tylko Rosjanie lecz, co dla wielu zaskakujące, wielu etnicznych Ukraińców i przedstawicieli innych nacji. Odpowiedź władz była łatwa do przewidzenia: mianowanie oligarchów na gubernatorów i próba stłumienia buntu za pomocą prywatnych armii i sił specjalnych NATO, tak jak podczas przejęcia władzy w Kijowie. Protesty przeciwko nowym władzom w Kijowie tworzonym przy udziale starych oligarchów w rodzaju Tymoszenko nabrały aspektów socjalnych. Próbując stłumić bunt, Kijów musi mieć się na baczności przed przekroczeniem czerwonej linii wyznaczonej przez Moskwę. Prezydent Putin wyraźnie powiedział: Rosja zastrzega sobie prawo do interwencji militarnej na Ukrainie.

      To tylko część problemów, z którymi muszą uporać się nielegalne władze. Inne to coraz trudniejsza i coraz bardziej dramatyczna sytuacja na kontrolowanym przez nie terytorium. Według wielu analiz w ciągu dwóch lub trzech tygodni nastąpi drastyczne pogorszenie sytuacji społecznej. Bardzo prawdopodobne jest wstrzymanie wypłacania pensji i emerytur oraz spłacania zadłużenia zagranicznego. Ukraińska gospodarka może zostać sparaliżowana lub całkowicie zniszczona. Ci, którzy mieli nadzieję na prawdziwą finansową lub militarną pomoc Zachodu, mogą porzucić złudzenia. Co wtedy stanie się z kijowskim Majdanem kontrolowanym przez zbrojne bandy, nad którymi nie panuje kijowska junta?

      Krym to pierwszy krok

      Strategia Rosji jest, dla kontrastu, bardzo wyraźna: zachęca ona mieszkańców południa i wschodu do formowania własnych struktur militarnych i politycznych. Krym to tylko pierwszy krok. Przejęcie władzy przebiega obecnie w sposób pokojowy. Ostatni akt rozegra się w Kijowie siłami obywateli Ukrainy, a nie rosyjskiej armii. Dopóki to się nie stanie, kryzys ukraiński pozostaje przedmiotem konfrontacji wielkich mocarstw.

      Rosja nie ma powodu do zmiany swojej strategii przeciwko puczystom, która okazuje się bardzo skuteczna. Po przewrocie w Kijowie wszystkie mocne karty są w rękach Putina. Kryzys ukraiński zmienia się w długotrwałą grę nerwów między Waszyngtonem a Moskwą (nie Kijowem a Moskwą czy Berlinem a Moskwą), w której każda ze stron wyklucza użycie siły. Użycie siły przez Rosję musi zakładać gotowość do zastosowania broni atomowej jeśli, by użyć terminologii amerykańskiej, zagrożone są jej kluczowe interesy, do których bez wątpienia należy Ukraina. Jak dotąd Moskwa niewiele robi sobie z amerykańskich gróźb sankcji militarnych czy gospodarczych. Nie ma powodu by reagować: Rosja jest gotowa zastosować odpowiedzi na sankcje (o czym mówił doradca prezydenta Siergiej Głazjew), a Chiny ku zaskoczeniu wielu obserwatorów wyraźnie stanęły po stronie Rosji. Nie wszystkie kraje Zachodu popierają plany Waszyngtonu. Rozłam ten datuje się od czasu kryzysu wokół Syrii gdzie wiele krajów Zachodu okazało sprzeciw, lub co najmniej ostrożność wobec amerykańskich planów otwartej wojny z siłami Assada. Wojna na Ukrainie nie leży zwłaszcza w interesie Niemiec, co wyraźnie ogłosił szef niemieckiego MSZ Frank-Walter Steinmeier ostrzegający Amerykę, że wykluczenie Rosji z grupy G8 będzie kosztowne dla Zachodu. Potencjalna wojna będzie się toczyć zbyt blisko niemieckich granic, dlatego rząd Niemiec wzywa do opanowania.

      22 lutego – tech

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka