leny20-4-7
12.09.14, 13:07
Niektórych z nas lęki biorą na myśl jakie to standardy cywilizacyjne będą tutaj obowiązywały gdy do władzy dojdzie ten plugawy (bo niby jaki?) PiS. I już miałem szukac argumentów aby uspokic skołatane serca i przygasic fobie tych czy owych, gdy wdrug dostzregłem ten oto text spod Skierniewic czyli centrum kraju.
Autor Coryllus
"Mamy tu blisko dwie szkoły, jedną wiejską, do której chodzi moje starsze dziecko i drugą osiedlową, nowoczesną, położoną przy ogromnym osiedlu domków jednorodzinnych, o których krążą różne legendy, takie na przykład, że mieszka tam Małgorzata Foremniak. Ja nie wiem czy to prawda, ale ludzie tak gadają.
W tej wiejskiej szkole było bardzo sympatycznie dopóki ludzie nie dowiedzieli się, że to jest właśnie mała wiejska szkoła i dzieci, wszystkie klasy, zaczynają tam zajęcia na rano. Z roku na rok dzieci przybywało i w tym roku w szkole tej rozpoczęło naukę 483 uczniów. Miało tam rozpocząć swoją szkolną przygodę również moje młodsze dziecko, ale nie rozpoczęło. Okazało się bowiem, że trzy razy w tygodniu miałoby mieć zajęcia na 12.40, a dwa razy na 7.30 rano. Ja musiałbym więc odwozić oboje na różne godziny i z mojego harmonogramu prac zostałby wióry. Przenieśliśmy więc nasze dziecko do innej szkoły. Nie myślcie jednak, że do tej osiedlowej, jeszcze nie zwariowaliśmy. Mała chodzi do szkoły po drugiej stronie miasta, bo tam pracuje moja żona i po prostu jeżdżą sobie tam razem każdego ranka we dwie. Prawie każdego, bo kilka razy jej zajęcia zaczynają się później. A to z tego względu, że jedna ze szkół w mieście, które dziś liczy już ponad 40 tysięcy mieszkańców, a za dwa lata pewnie przerośnie Pruszków i Skierniewice, jest w remoncie. No i dzieci z tej szkoły też chodzą tam gdzie moja córka. Zrobił się tłok, ale i tak jest tam mniej uczniów niż w naszej wiejskiej szkole. O ile pamiętam o jakąś setkę mniej.
No, ale dlaczego ja nie zdecydowałem się posłać dziecka do tej osiedlowej szkoły, co jest tu za krzakami z drugiej strony ulicy? Z powodu anegdotki, którą usłyszałem. Do szkoły tej chodzą dzieci z osiedla, czyli dzieci ludzi bliskich duchowo i mentalnie Foremniakowej i dzieci ze wsi, które dawniej chodziły do małej szkółki, teraz pustej i wystawionej na sprzedaż. Niby wszystko jest dobrze i normalnie, ale co jakiś czas do naszych uszu dochodzą odgłosy awantury pomiędzy kadrą, dyrekcją tej szkoły, a tymi rodzicami. Chodzi oczywiście o rodziców z osiedla. Mają oni idiotyczny zwyczaj ingerowania w kompetencje nauczycieli, bo ci jak wiemy z mediów nie dość, że są głupi to jeszcze mają szereg całkowicie niezasłużonych przywilejów, których inni, ciężko pracujący ludzie zostali pozbawieni. No więc rodzice z osiedla wiedzą lepiej. Ponoć teraz wymyślili, że dobrze byłoby utworzyć z tych wiejskich dzieci specjalny oddział, żeby ich nie mieszać z tymi dziećmi z osiedla, bo właściwie po co. Ja rozumiem te tendencję, bo sam kiedyś chodziłem do takiej klasy utworzonej z dzieci wiejskich, dzieci słabszych, takich, które miały daleko do szkoły i musiały iść przez bagna. A do tego większość z nich przeszła wszawicę. Wiem więc doskonale jak to jest i motywacja rodziców z osiedla, którzy przecież chcieli dla swoich dzieci jak najlepiej jest dla mnie całkowicie zrozumiała.
Najciekawsze jest jednak to co wydarzyło się kiedy oni przyszli z tą propozycją do nauczycieli. Jedna z pań zaproponowała, z ironią rzecz jasna, żeby tym wiejskim dzieciom, co mają chodzić do oddzielnej klasy, naszyć na ubrania takie specjalne znaczki, żeby one się jeszcze bardziej odróżniały od reszty. I wyobraźcie sobie, że większość tych rodziców aż podskoczyła z radości, że ktoś prócz nich jeszcze wpadł na ten sam pomysł, a w dodatku wyartykułował go głośno i dzięki temu oni już nie muszą się wstydzić sami przed sobą, że coś takiego przychodzi im na myśl, kiedy rozmawiają wieczorem po powrocie z pracy."
Początkowo chciałem to co powyżej jakoś spointowac w stylu oto jasnapolska, albo chociaż bardziej unaocznic REALNY PROBLEM utraty wspólnoty po 7 latach rządów Tuska, który obserwuję od jakiegoś czasu na Wisłą...ale odpuściłem, chociaż napisanego textu nie wykasowałem. A nóż widelec, ktoś pójdzie po rozum do głowy.