Po ponad miesiącu od unkonstytuowania się rządu Beaty Szydło (czytaj: Jarosława Kaczyńskiego) widać kilka cech charakterystycznych rewolucji pisowskiej, którą ten rząd dzielnie wprowadza.
Arogancja - to przede wszystkim. "My i tak zrobimy swoje", jak to wdzięcznie ujęła posłanka Gosiewska (ta od całonocnego picia z biskupem i awantury na lotnisku). W sejmie - na sali obrad i w komisjach - nie ma żadnej dyskusji z opozycją. Ustawy procedowane w rewolucyjnym pośpiechu, często nocą. Bez konsultacji, bez opiniowania.
Ale tym, co najbardziej widać we władzy PiS jest kompletny chaos decyzyjny. Przykłady z brzegu:
1. Program 500+ - kwestia objęcia nim rodzin emigrantów. Premier Szydło mówi co innego (że nie objęci), premier Morawiecki miał inne zdanie, ale je zmienił.
2. Kwestia publikacji wyroków TK z 3.12 - była tutaj spora kakofonia ze zmienianiem stanowisk. Mimo twardej zapowiedzi Kaczyńskiego, ze publikacji nie będzie - jednak była. Zdanie zmienił, bo ustawa "naprawcza" i tak demoluje TK.
3. Ustawa "naprawcza" TK - zmiana postanowień dotyczących liczebności składów orzekających. Zapis, że siedziba ma być poza Warszawą został wycofany. Poseł Piotrowicz: "to był test dla opozycji" (sic!).
4. Ustawa o podatku bankowym - z podstawy opodatkowania wyjęto papiery skarbowe. Widać ktoś w PiS przeczytał Robisca

- była groźba, ze banki będą się polskich papierów pozbywać (a z pewnością zmniejszy się na nie popyt).
5. Dzisiaj okazało się, że ubezpieczyciele zostaną objęci stawką podatku jak banki (0,39% rocznie, nie 0,6%). Akcje PZU na giełdzie wystrzeliły.
Widać jak na dłoni, że "szuflady pełne projektów" są w istocie puste. Rozwiązania zmienia się na bieżąco, pod wpływem doraźnej refleksji - lub z potrzeby chwili. Nie uzgadnia się stanowisk i w mediach panuje zamieszanie na każdy temat. Nikt nic nie wie.
Jarek wie, ale trudno wymagać, żeby jeden człowiek ogarnął całość dowodzenia rewolucją. Reszta ciska się.
Chaos.