przycinek.usa
01.10.04, 01:52
"(...)Jak przyznają sami przedstawiciele niezależnych producentów i
dystrybutorów części, "zamienniki" pojawiają się na rynku dopiero po kilku
latach od momentu rozpoczęcia produkcji danego modelu samochodu, np. po
czterech latach. Możliwe jest więc takie rozwiązanie, w którym dyrektywa
unijna dawałaby koncernom samochodowym pełne prawo do ochrony wzoru
przemysłowego części "widocznych" - ale tylko na określony czas, np. trzy-
cztery lata. Przez ten czas realizowałby dodatkowy zysk ze sprzedaży części
zapasowych - potrzebny, by produkcja nowych samochodów stawała się opłacalna.
Właściciele nowych samochodów i tak wolą pojechać do Autoryzowanego Salonu
Obsługi (ASO) i kupić część oryginalną. Choćby dlatego, że dzięki pieczątkom
i wpisom ASO do książki napraw pojazdu po kilku latach uzyskają wyższą cenę
za swój samochód na rynku wtórnym.
Po kilku latach, licząc od daty wprowadzenia samochodu na rynek, ochrona
patentowa by się kończyła. Na rynek mogliby wchodzić producenci niezależni. -
Im opłaca się wytwarzać części do starych modeli, które dla koncernów są
tylko obciążeniem - twierdzi Andrzej Senkowski z firmy Polcar, jednego z
większych dystrybutorów części samochodowych w Polsce."
Calosc:
https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2315915.html
Kto zarobi na częściach do aut?
Analiza, Konrad Niklewicz 30-09-2004, ostatnia aktualizacja 30-09-2004 16:39
Czy można pogodzić interesy konsumentów, koncernów samochodowych i
niezależnych producentów części samochodowych? Oto propozycja takiego
kompromisu
W połowie września Komisja Europejska zaproponowała reformę przepisów
prawnych, regulujących ochronę patentową tzw. widocznych części samochodowych
(elementów karoserii, szyb, lusterek i lamp). Zgodnie z obecnie obowiązującym
prawem każde państwo UE może zadecydować, czy na jego terytorium koncerny
samochodowe będą mogły zastrzegać "wzory przemysłowe" tych części. Takie
zastrzeżenie wyklucza z rynku producentów niezależnych (czyli wytwórców tzw.
zamienników).
Alternatywą byłaby liberalizacja rynku - umożliwienie niezależnym formom
kopiowania części widocznych stosowanych do napraw powypadkowych i innych.
Państwa Unii podzieliły się na dwa obozy. Po jednej stronie znalazła się
Francja (gdzie koncerny mają faktyczny monopol na części), po drugiej - np.
Hiszpania, gdzie części można swobodnie wytwarzać. Polska plasuje się gdzieś
po środku: koncerny mogą zastrzegać wzór przemysłowy części, ale robią to
tylko dwa - Fiat i Skoda.
Rewolucja, którą 14 września zaproponowała Komisja Europejska, polegałaby na
tym, że "klauzula naprawcza" - czyli nieograniczona możliwość produkcji kopii
części widocznych - stawałaby się od 2008 r. obowiązkowa w każdym państwie
Unii.
Ogłoszony przez Komisję projekt dyrektywy wywołał burzę. Zaprotestowały
koncerny samochodowe, producenci "zamienników" równie głośno przyklasnęli.
Satysfakcja tych ostatnich nie jest jednak zagwarantowana. Bo żeby projekt
dyrektywy stał się obowiązującym prawem, muszą go jeszcze zaakceptować Rada
Unii Europejskiej (czyli rządy "Dwudziestkipiątki") i Parlament Europejski.
Emocje, jakie towarzyszą projektowi, łatwo zrozumieć. Toczy się bowiem bitwa
o wielkie pieniądze: sam tylko polski rynek części zamiennych do samochodów
ma gigantyczną wartość, nawet 3,2 mld zł! Licząc razem z kosztem napraw,
mówimy o kwocie dwa razy większej. I szybko rosnącej, w związku z masowym
importem używanych samochodów zza zachodniej granicy.
O wyższości kawałka plastiku
Polski rząd zajął stanowisko korzystne dla koncernów samochodowych -
wiceminister gospodarki Jacek Piechota z trybuny sejmowej określił propozycję
Komisji Europejskiej jako "przedwczesną". Argumenty rządu i koncernów
samochodowych są podobne.
Po pierwsze, znaczna część dochodów producentów samochodów pochodzi właśnie
ze sprzedaży części. Dzięki temu koncerny mogą obniżać ceny nowych
samochodów. A "niezależni producenci", kopiując ich produkty, stosują
nieuczciwą konkurencję - bo przecież nie partycypują w kosztach
zaprojektowania danej części (np. kształtu szyby, zderzaka).
Po drugie, bezpieczeństwo. Obowiązkowa homologacja (upraszczając, kontrola
jakości) dotyczy tylko niektórych części widocznych: szyb, lusterek i lamp
(reflektorów oraz lamp tylnych). Elementy karoserii homologowane już być nie
muszą... A to - zdaniem koncernów, a także rządowych ekspertów - jest
ryzykowne. Jeśli nie dla kierowcy, to dla pieszego. Firmy takie jak
Volkswagen, Opel, Ford i Renault (i oczywiście wszystkie inne znane marki) są
gwarantem tego, że części "widoczne" są po prostu bezpieczne. Pytanie, czy
potrafią to zagwarantować niezależni producenci.
Argument kolejny, podnoszony już tylko przez przedstawicieli koncernów (w
Polsce takim lobby jest Związek Motoryzacyjny SOIS): demonopolizacja rynku
części samochodowych byłaby nie fair. Koncerny mają bowiem kosztowny
obowiązek trzymania w swoich magazynach prawie przez dekadę wszystkich części
zapasowych, także tych, na których zarobek jest zerowy. A wytwórcy
nieoryginalnych części takiego obowiązku nie mają.
I wreszcie argument czwarty: ochrona patentowa części widocznych wcale nie
oznacza, że niezależni producenci nie będą mogli ich wytwarzać. Będę mogli,
tyle że po wykupieniu licencji (o ile oczywiście koncerny zechcą jej
udzielić).
Dla bogatych czy dla biednych?
Przedstawiciele niezależnych firm (wytwórcy zamienników) kontrują wszystkie
te argumenty.
Po pierwsze, koszt opracowania (designu) nowych części powinien być zawarty w
cenie nowego samochodu, tak jak to się dzieje np. z telewizorami lub
komputerami.
Po drugie, części "widoczne" nie podlegające homologacji, nie mają żadnego
wpływu na bezpieczeństwo (w każdym razie nie wynika to z analiz statystyk
wypadków prowadzonych w tych krajach UE, gdzie na rynku oryginały konkurują
z "zamiennikami"). Stowarzyszenie Producentów Części Motoryzacyjnych (polskie
lobby zrzeszające niezależnych producentów) podnosi jeszcze inny argument:
pozostawienie koncernom możliwości czerpania znacznych zysków ze sprzedaży
części byłoby społecznie niesprawiedliwe. Części "widoczne" najczęściej
nabywają właściciele starszych samochodów, kupionych jako używane. Korozja i
zmęczenie materiałowe odciskają swoje piętno. Takie samochody są kupowane
przez osoby uboższe. - Czy one mają przepłacać po to, żeby osoby bogatsze
(kupujące samochody nowe) mogły korzystać z niższych cen w salonach
samochodowych? - zastanawia się Antoni Dąbrowski, prezes SPCM. Można ten
argument uznać za populistyczny, ale trudno odmówić mu logiki.
- Ochrona własności intelektualnej poszła za daleko. Teraz to jest blokowanie
rozwoju. Rozumiem, że można patentować istotne wynalazki, ale kształt
plastikowego błotnika? - zastanawia się Janusz Jankowiak, prezes i
współwłaściciel firmy Jaan, dużego producenta szyb samochodowych, jednego z
większych w Koszalinie pracodawców. - Liberalizację rynku popieram nie tylko
jako przedsiębiorca, ale także jako konsument. Niech koncerny pozwolą
decydować konsumentom, czy oni chcą błotniki oryginalne czy chińskie.
Za pełną liberalizacją rynku "widocznych" części samochodowych opowiedziała
się też Polska Izba Ubezpieczeniowa zrzeszająca wszystkie polskie firmy
ubezpieczeniowe. Im niższe koszty napraw, tym niższe składki ubezpieczeniowe -
twierdzi Izba.
Propozycja kompromisu
Być może z tego klinczu jest wyjście. Jak przyznają sami przedstawiciele
niezależnych producentów i dystrybutorów części, "zamienniki" pojawiają się
na rynku dopiero po kilku latach od momentu rozpoczęcia produkcji danego
modelu samochodu, np. po czterech latach. Możliwe jest więc takie
rozwiązanie, w którym dyrektywa unijna dawałaby koncernom samochodowym pełne
prawo do ochrony wzoru przemysłowego części "widocznych" - ale tylko na
określony czas, np. trzy-cztery lata. Przez ten c