sen.dzia.li
05.09.03, 11:19
Agresywny, nieartykułowany okrzyk - kolejny uczeń podbiega do biurka robiąc
wymachy jak z filmu karate. W tych warunkach anglista odpytuje Stefana, który
zdaje angielski... na wyższą ocenę.
Filut rapuje dalej: - Sam siebie nakręcam, skułem się tymczasem! Pobujajcie
se kutasem!
Przerwa. Pod nieobecność nauczyciela przewracają mu biurko do góry nogami. Na
tablicy napis "ch..." i rysunek fallusa.
Anglista wraca. Teraz widać już przerażenie w oczach. Próbuje podnieść
biurko. Klasa szydzi: - No dawaj! O jeny, kręć malutki, kręć, stop, uważaj na
znak stopu! Masz pierwszeństwo, jedziesz!
W końcu z pomocą jednego z uczniów stawia biurko na nogi.
Koledzy dopingują "kamerzystę": - Na niego! Uważaj, coś będzie!
I rzeczywiście: chłopak z białym kapturem brudzi nauczycielowi twarz gąbką do
tablicy. Ten ściąga okulary, próbuje czyścić.
Jeden z chłopaków do kamery: - Trzy słowa dla pana: ch... ci w d...!
Chłopak w brązowej bluzie pokazuje ciosy karate. Jego noga co chwila uderza
kilka centymetrów przed twarzą nauczyciela. Anglista nie może się powstrzymać
przed robieniem uników, jest już wykończony.
Głos zza kadru: - Chcielibyśmy panu podziękować za ten rok szkolny.
Koniec lekcji, ale uczniowie nie chcą go wypuścić. Zastawiają mu drogę
ławkami. Anglista zrezygnowany siada przy biurku.
Chłopak w białym kapturze zakłada mu plastikowy kubeł od śmieci na głowę.
Śmiech. Anglista ściąga wiadro. Tymczasem ktoś usypał mu na biurku "ścieżkę"
z pokruszonej kredy [ścieżka - kupka kokainy gotowa do wciągnięcia nosem].
Filut: - Ale masz ściechę, stary! Wciągaj!
Brunetka masuje znieruchomiałemu nauczycielowi ramiona.
Filut: - A teraz dawaj dwie dychy, bo ja jestem jej alfonsem!
Ostatnia scena. Kilka osób włącza dzwonki komórek. Przystawiają mu telefony
do głowy. Ten już tylko się kuli. W przeraźliwym pisku przenikających się
melodyjek i budzików uczniowie otaczają ofiarę.
Nauczyciel próbuje zatykać uszy. Na twarzy widać udrękę. Wreszcie wstaje.
Kamera na Filuta, który wdzięcząc się śpiewa: "Są tacy, to nie żart, dla
których jesteś wart mniej niż zero...".