robisc
24.02.05, 20:42
Nawet Gronicki wreszcie przynaje, ze osiagniecie 5% wzrostu PKB w tym roku
(zalozonego w budzecie) jest malo realne. Oznacza to niezrealizownanie planu
przychodow budzetu. W konsekwencji, przy sztywnych wydatakch, rzad bedzie
finansowal deficyt dlugiem. Rezultat: dalsza aprecjacja zlotowki.
To moj scenariusz na tem rok.
A teraz przejdzmy na chwile do mikroekonomii. Eksporterzy sprzedaja na granicy
rentownosci lub sa juz ponizej tej granicy (obserwacje z pierwszej reki, nie
zadne przypuszczenia). Aprecjacja zlotowki z dnia na dzien ich sytuacje
pogarsza. Koncza sie tez rezerwy w cieciach kosztow - w koncu najlepsze firmy
juz wdrozyly nowowczesne technologie, a wszystkich ludzi zwolnic nie moga. Aby
zachowac plynnosc sprzedaja nawet ze strata, liczac na odwrocenie trendu. Nie
doczekaja sie w tym roku - przetrwaja najsliniejsze kapitalowo. Agonia chwile
jeszcze potrwa (zyski z lata poprzednich, zabezpieczenie ryzyka kursowego),
ale fala bankructw w sektorze spozywczym, transportowym, meblarskim i paru
innych nadejdzie predzej czy pozniej. Banki znowu przestarsza sie recesji i
wykosza kolejne firmy, odcinajac je od kredytowania. Bezrobocie wzrosnie.
Zagrozenie utrata pracy tez wzrosnie. Sklonnosc do konsumcji spadnie. Bedziemy
miec jednoczesnie spadek popytu wenwtrzenego i zewnetrznego. Deja vu.
Panie Premierze Belka - na Panskim miejscu tez wolalbym wybory wiosna.