przycinek.usa
09.03.05, 06:20
Postawie pewna teze. Przeczytalem zeznania Dochnala i uderzyla mnie jedna
sprawa. Ten facet jest doradca inwestycyjnym. Z moich oberwacji w Polsce
zapamietalem sobie jedna rzecz. Masa inwestorow. Wszedzie pelno ludzi, ktorym
sie wydawalo, ze cos wiedza o rynku kapitalowym. Oprocz tego poznalem kilku
maklerow i wymagania egzaminacyjne na "maklera". To umiarkowanie trudny
egzamin, wymagajacy wiedzy. Niewielu ludzi mialo ochote sie uczyc. Ten
egzamin byl trudny. Dla wielu nie do przejscia. Natomiast egzamin na doradce,
to juz jest kobyla nie do zdania. Taka jest panujaca opinia. Znam naprawde
wiele osob, zajmujacych eksponowane stanowiska w roznych firmach w Warszawie,
ktore nigdy "nie mialy okazji" tego egzaminu zdac. Pomimo tego, ze chcialy!
Jezeli ten Dochnal jest doradca, to wyroznia go sposrod tej calej holoty w
tym sensie, ze na pewno dysponuje on rozumem, ktorego niewatpliwie brak
politykom wszystkich szczebli. Dochnal to jest mozg. I musze przyznac, ze ja
w tym calym zamieszaniu traktuje jego wypowiedzi calkiem powaznie. Mysle, ze
ostatnia rzecza ktora mozna zrobic jest zlekcewazenie jego zeznan.
Mysle, ze ten Dochnal mowi prawde. Moze nie cala, ale prawde.