krzyd
03.11.05, 11:52
To symptomatyczne, że coraz częściej – chociaż niby żartem – dyskutuje się o
podzieleniu się naszego kochanego kraju, o rozwodzie wschodu z zachodem (jak
Czechy i Słowacja). To jest, rzecz jasna, political fiction, ale atrakcyjność
tematu nie jest bynajmniej przypadkowa. Nawet wizyty na tym forum pokazują,
że Polacy nie dzielą się, jak normalne demokratyczne społeczeństwa, na
zwolenników takiej czy innej opcji politycznej: na lewicowych, prawicowych,
konserwatystów, liberałów, chadeków i kogo tam jeszcze. W Polsce coraz
wyraźniejszy jest podział na dwa światy, na dwie cywilizacje zupełnie do
siebie nie przystające.
Jeden świat to społeczeństwo ludzi zdominowanych przez klerykalną konserwę
słabo wykształconych i mało potrafiących, nie radzących sobie na wolnym rynku
pracy i idei, spędzających czas na kolejnych pielgrzymkach, wyszukujących
jakieś poronione płody w szpitalnych piwnicach i uroczyście je grzebiących,
budujących kolejne akademie myśli JPII, walczących nieustannie i zaciekle z
komuną i żydokomuną, z Rosją, z Niemcami, z Europą, z kapitalistycznymi
złodziejami i uważających się za moralnie lepszych od wszystkich innych
Europejczyków. To taki Iran nad Wisłą, to taki skansen społeczny i
obyczajowy: brud, chamstwo, prostactwo, ale zlane święconą wodą i okryte
gigantycznym fałszem i hipokryzją. To wyborcy Kaczyńskich, wierzący, że
Kaczory ze swoimi Wassermanami i Ziobrami tylko marzą o tym, aby dziadom żyło
się lepiej, że Kaczory wzięły władzę, aby dziadom budować szklane domy w
ilości 3 milionów, dawać im prace, dbać o zdrowie, o wykształcenie dzieci i
chronić ich przed zbójami.
Drugi świat to społeczeństwo bliskie Europie XXI wieku: nie wierzy w cuda,
szczególnie gospodarcze, ale wierzy w sukces zbudowany indywidualnym i
wspólnym wysiłkiem, ceni mądrych i wydajnych, opiekuje się słabymi, wyklucza
jakąkolwiek oficjalną ideologię państwową (po nauczce stalinowskim komunizmem
i włoskim i niemieckim faszyzmem) sprawy wiary zostawiając wyłącznie
indywidualnym wyborom. To świat, w którym nie ma się złudzeń, co do natury
władzy i ludzi władzy, przeto mozolnie wspiera się społeczeństwo obywatelskie
(te wszystkie fundacje, pozarządowe instytuty, samorządy, inicjatywy lokalne
itd.) i święty jest trójpodział na niezależne władze wykonawcze, ustawodawcze
i sądownicze (chociaż każdemu wiadomo, co to za niezależność, i stąd wielka
rola wolnych mediów, aczkolwiek – o czym też powszechnie wiadomo – tez nie
tak znowu wolnych). To świat, w którym najważniejszymi inwestycjami państwa i
instytucji gospodarczych są inwestycje rozwojowe, w naukę, w nowe
technologie, organizacje pracy, w jakość życia. Owszem, i tam ktoś gdzieś
bada aprioryczne aspekty paradygmatu dziewictwa Maryi – ale robi to za swoje
pieniądze i na własne potrzeby, a nie na subwencjonowanych przez podatników
Uniwersytetach. To świat, w którym zawodzące religijne pienia pielgrzymki
ogląda się na tematycznych kanałach TV w relacjach z Polski lub Iranu właśnie.
I to są światy nieprzystające. Bardziej różne, niż wizje społecznego ładu
Augustyna i Marksa. Najgorsze zaś jest to, że ten pierwszy świat – rozmnaża
się po azjatycku (Bóg dał dziecko, Bóg da na dziecko) i coraz silniej wpływa
na organizacje państwa. Mojego państwa. Ta coraz liczniejsza masa wybierze
każdego, kto jej obieca, że jej zrobi dobrze, da jej zdrowie i pieniądze i to
bez wysiłku, tylko trzeba w imię Boga dobić wroga. A kto wróg – wskaże
dobrodziej.