abram777
22.01.06, 14:00
Pewien fanatyczny zwolennik PO powiedział, że „platformersko elperowe becikowe jest odstępstwem Platformy Obywatelskiej od doktryny liberalnej, ale ze względu na okoliczności można taki wyskok wybaczyć". Innych można więc krytykować za rozdawnictwo społecznych pieniędzy, natomiast jeśli to robią „nasi”, to jest wszystko w porządku. „Moralność Kalego” od zawsze cechuje świat polityki i sam się sobie dziwię, że jeszcze reaguję na takie zachowania. Ale nie o tym chciałem. Zastanowiło mnie użyte określenie „doktryna liberalna”, którą autor owego przebaczenia zastosował w stosunku do PO. Czym jest więc ta „doktryna liberalna” w wykonaniu ugrupowania politycznego, które nazywa siebie liberalnym.
Ale zanim zaczniemy dyskusję, najpierw należałoby chyba zdefiniować czym w ogóle jest liberalizm. Różne są definicje liberalizmu i wielu myślicieli nad nim rozprawiało. Ale najważniejszym i jednocześnie wspólnym mianownikiem cechującym wszystkie nurty liberalizmu jest poszanowanie własności prywatnej, bowiem możliwość kumulacji dóbr materialnych prowadzi do wolności decyzyjnej każdego człowieka. I stąd właśnie wynika hasło głoszone przez zwolenników tego kierunku, że liberalizm = wolność.
Jak więc ma się stosunek polityków Platformy Obywatelskiej do tak rozumianego ogólnospołecznego pojęcia liberalizmu? Ano, nijak. Wg wyliczeń, o których często mówi JKM, 80% dochodu obywatela w Polsce pochłaniają różnego rodzaju opłaty i podatki (ZUS, VAT, pod. dochodowy i in), więc ci, którzy rządzili, a byli to również także i obecni politycy PO, nie uczynili nic, aby wprowadzić zasady liberalizmu w nasze życie! Jestem niesprawiedliwy? Trochę, bo jeśli się zastanowić, to przecież istnieje pewna wąska grupa ludzi, którzy skutecznie wykorzystują zasady liberalizmu dla kumulacji własnych dóbr materialnych, co prowadzi do zwiększania ich zdolności decyzyjnych (nie mylić z wolnością decyzyjną). Ta właśnie grupa najgłośniej mówi o liberalizmie i chce ciągłego poszerzania swobody działań, ale tylko w stosunku do własnej grupy. A jak się nazywa ta grupa? He, he, wyszło mi z głowy.
Powojenny okres w historii Polski to okres wielkich niesprawiedliwości. Odbierano ludziom majątki gromadzone przez pokolenia, nacjonalizowano fabryki, wywłaszczano właścicieli ziemskich. I w tych sprawach sporo już naprawiono, choć nadal ciągną się sprawy np. Zaburzan. Ale nikt nie mówi, że nacjonalizacją objęta została również praca ludzi tamtego okresu. Nikt nie mówi, że ekonomia socjalistyczna tak karmiła obywatela, aby tylko nie umarł (często powtarzana jest kwota 20 dolarów na miesiąc), a pozostałą część tego, co wypracował nacjonalizowano i inwestowano w odbudowę zniszczonej Polski, w budowę miast i fabryk. Co najgorsze, żaden z liberałów PO czy PD, nie mówi, że w dalszym ciągu nacjonalizuje się nasze zarobki, nie dając nam wolności decyzyjnej, poprzez ściąganie obowiązkowych składek na ubezpieczenia społeczne, na które coraz więcej płacimy, a coraz mniej otrzymujemy w zamian.
Jaka jest recepta PO na służbę zdrowia? Popierany przez liberałów Minister Zdrowia oficjalnie mówi, że należy zwiększać składkę na ubezpieczenia zdrowotne, ale to nie wystarczy i będzie trzeba dokupować dodatkowe ubezpieczenia. Minister Zdrowia nic nie mówi o totalnym łapownictwie w służbie zdrowia, natomiast chce podtrzymywać chory system kosztem zwiększenia obciążeń społeczeństwa.
A co ci politycy, którzy nazywający siebie liberałami, robią w temacie systemu emerytalnego? Otóż liberałowie nie robią nic. Natomiast dużo mówią, podpuszczając na siebie poszczególne grupy zawodowe i wiekowe, aby poprzez wzajemne wytykanie sobie najdrobniejszych przywilejów, w rezultacie pomniejszyć wysokość wypłacanych świadczeń. Nic panowie liberałowie nie robią się w kierunku odejścia od pokoleniowego argentyńskiego systemu emerytalnego, który obowiązuje w Polsce, a który jest na najlepszej drodze do bankructwa. Potrafią jedynie nazwać darmozjadem górnika pracującego w pocie czoła kilometr pod ziemią, nacjonalizując jednocześnie jego składki emerytalne. Czy liberałowie, w myśl wcześniej przytoczonej definicji, nie powinni walczyć o wolność wyboru przystąpienia do jakiegokolwiek funduszu? Składka emerytalna powinna być własnością tego, kto ja wypracuje. Liberałowie jako z definicji -"strażnicy własności" - powinni walczyć o możliwość odzyskania przez każdego obywatela zagarniętych bez jego zgody obowiązkowych składek na ubezpieczenie emerytalne, tak jak wywalczono to np. dla właścicieli ziemskich? Każdy powinien mieć wybór czy zostać nadal w ZUS, czy zabrać pieniądze i ubezpieczyć się gdzie indziej, czy zabawić się na Wyspach Wielkanocnych.
Przytoczone przeze mnie przykłady to relikty przeszłości, które obowiązują do dziś i są utrwalane przez polityków nazywających siebie liberałami. To nieporozumienie. Politycy ci uzurpują sobie prawo do słowa „liberalizm” wynaturzając go, bo jest to im wygodne. Postawa i działalność tych polityków sprawiła, że słowo „liberał” stało się obelgą w powszechnym odczuciu społecznym. A przecież liberalizm jest zupełnie czymś innym. No tak, ale czemu mnie jeszcze dziwi taka polityczna „moralność Kalego”? Sam nie wiem. Powinienem się już przyzwyczaić. Nie, jednak nie przyzwyczaję się.