robisc
20.05.09, 18:50
bomba z opoznionym zaplonem; oczywiscie Orlen nie upadnie, ciekawe tylko ile
bedzie to kosztowalo podatnikow - szykuje sie nam bardzo fajny swojski
bailoucik; winnych nie ma i nie bedzie;
Wiarygodność Orlenu na śmietniku
Według agencji Moody’s wiarygodność kredytowa PKN Orlen jest już równa
„śmieciowej”, tzn. takiej na jaką w świecie finansów wycenia się tzw. "junk
bonds" czyli „papiery-śmieci”. Dając tym samym obecnym i potencjalnym
inwestorom czytelny sygnał, że w koncernie źle się dzieje, Moody’s nie odkrywa
jednak przysłowiowej Ameryki .
Już wcześniej rating przedsiębiorstwa obniżyła bowiem inna znana agencja
(Fitch), a sam Orlen zmuszony został do uzgodnienia z bankami nowych warunków
umów kredytowych, po tym jak naruszył postanowienia wcześniejszych. Na
kondycję firmy dostarczającej polskiemu budżetowi blisko 10 proc. podatków nie
można być obojętnym. Ale do jej sanacji zobowiązany jest pobierający
wielomilionowe apanaże zarząd oraz kontrolująca go rada nadzorcza. Pytanie czy
rzeczywiście owe gremia poradzą sobie z tym niełatwym zadaniem jest niebezzasadne.
Nie trzeba być wybitnym finansistą aby dojść do wniosku, że sytuacja Orlenu
jest jaskrawą ilustracją tego, co może stać się z podmiotem gospodarczym,
funkcjonującym nawet w tak dochodowym sektorze jak branża paliwowa, jeżeli za
biznes zabierają się politycy. Nawiasem mówiąc, gdyby naprawdę sprawdzali się
w polityce to pewnie nie musieliby maczać palców w biznesie.
Orlenowi ogromną czkawką odbija się kwota blisko 2,5 mld dolarów USA, które
wydał na zakup rafinerii Możejki. Do 2006 r. jej kontrolny pakiet akcji (53,7
proc.) należał do spółki-córki upadłego Jukosu, którego majątek przejmowało
właśnie rosyjskie państwo. Władze Rosji nie znalazły wówczas żadnych powodów
dla jakich miałyby zwrócić zachodnim akcjonariuszom pieniądze, które
zainwestowali oni w Jukos. Ci ostatni nie musieli jednak długo szukać
naiwnych. Znaleźli ich tuż obok – w… Polsce. To Polacy bowiem bez szemrania
(za to pod dyktando Dicka Cheneya - ówczesnego wiceprezydenta USA i zarazem
spiritus movens amerykańskiego świata finansów) zapłacili spółce Jukos
International absurdalnie wysoką cenę 1,49 mld dol. za jej wszystkie akcje
Możejek.
Najbardziej przykre, że politycy za ową kosztowną operację odpowiedzialni,
nawet teraz nie potrafią choćby posypać głowy popiołem. Co więcej, wolą
przedstawiać ją jako powód do dumy. Jeszcze dziś jeden z posłów, któremu
obecnie marzy się rozwinąć skrzydła na niwie Parlamentu Europejskiego, jest
oficjalnie lansowany przez popierającą go platformę polityczną słowami:
„Promował koncepcję bezpieczeństwa energetycznego, wspierając skutecznie zakup
przez Orlen rafinerii w Możejkach na Litwie”.
Jeżeli politycy zechcą utrzymać Orlen na fali równie irracjonalnych posunięć
jakim był zakup Możejek to może najwyższa już pora aby zadecydowali, że firma
ma wyemitować kolejną serię obligacji i uzyskanymi z ich uplasowania
pieniędzmi wesprzeć Moody's? W ratingu agencji PKN pewnie poszybowałby w górę
i wszyscy byliby zadowoleni. Takie domniemanie nie jest bezzasadne jako że gdy
w ub.r. rozpoczynał się światowy kryzys liczne były opinie o konieczności
zreformowania wynagradzania agencji ratingowych, w których wielu upatrywało
głównego winowajcę kryzysu. Jak widać przeciwny tym pomysłom lobbing zadziałał
skutecznie bo do dziś z szumnych zapowiedzi nic nie wyszło.
ft.onet.pl/167216,27143,wiarygodnosc_orlenu_na_smietniku,komentarz.html