gandalph
04.11.14, 01:15
Dawno, dawno temu, będzie ze 30 lat, albo więcej, gdy o Internecie jeszcze nikt nie słyszał, a w literaturze tematu o II W. Św., AK itd. pisano w określonym duchu, ale z różnych strzępów wiedziałem jednak o istnieniu ZWZ pod okupacją sowiecką oraz o tym, co się działo na wschodzie od 1944, zastanawiała mnie jedna kwestia, na którą nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi. Mianowicie: ZWZ/AK miała takie czy inne osiągnięcia, wykradała tajemnice (V1, V2), wysadzała pociągi, likwidowała konfidentów, ba, nawet samego Franza Kutscherę, a tymczasem na wschodzie Sowieci zrobili porządek w parę miesięcy. Zaś po 1944 kolejno: NKWD, Smiersz, Armia Sowiecka, UB, KBW itd., wyłapywały taśmowo konspiratorów. Jak to możliwe, że takie gestapo, jeśli nawet kogoś złapało, to najczęściej przez przypadek, a „czerwoni" robili, co chcieli? Wtedy mi się wydawało, że to 5-6 lat wojny, ludzie zmęczeni, łatwo wpadali… Niektórzy zaś pewnie jeszcze dzisiaj uważają, że w gestapo/SD/Abwehrze służyli amatorzy, którzy powinni byli uczyć się od mistrzów, tj. NKGB/NKWD/Smiersz itd.
Narażę się różnym święto.ebliwym i łysym pałom, ale w oparciu o nowsze opracowania wyłania się nieco inny obraz; ani gestapo, SD i Abwehra nie były takie gapowate, jak można by sądzić, ani polskie podziemie niepodległościowe nie było takie wspaniałe, jak się niektórym wydaje. „Na deser” zaś zostawię sobie problem „AK wobec służb sowieckich”.
Zacznijmy od tego, że słabość służb niemieckich na okupowanych terenach Polski polegała na tym, że już na samym początku mieli tu trafić najlepsi funkcjonariusze Służb, tymczasem poszczególni szefowie skorzystali z okazji, aby pozbyć się różnych łapowników, pijaków, sadystów i innych imbecyli. Charakterystyczny jest przypadek Otto Meisingera, który narozrabiał do tego stopnia, że groził mu pluton egzekucyjny. Ale koledzy jakoś go wybronili i jesienią 1940 r. prosto z Warszawy trafił do Tokio jako przedstawiciel gestapo. (Dlaczego akurat tam, to jest temat na inną dyskusję: polski wywiad miał bardzo długie ręce i sięgał także Japonii).
Jednak rysą w tym monolicie rzekomej ślepoty niemieckiej i niemożności powinna była być relacja mec. Stanisława Roweckiego (tak, tak, brat Komendanta AK), który jako przedstawiciel RGO musiał kontaktować się z Niemcami. Otóż zastał on pewnego razu w gabinecie oficera SD planszę na ścianie z rozrysowaną strukturą AK, nazwiskami, pseudonimami i adresami, być może również numerami telefonów. Dlaczego Niemcy nie zrobili z tego użytku? A po co? Przecież dzięki armii konfidentów i donosicieli oni wiedzieli wszystko, ale – w odróżnieniu od Sowietów – nie wywozili jak leci. Wiedzieli, kto prowadzi „tajne” nauczanie, przechowuje Żydów w piwnicy, kolportuje ulotki itd. Dobrze wiedzieli jednak, że likwidacja jednej siatki spowoduje pojawienie się następnej i zabawa zacznie się od nowa. Właśnie to świadczy o profesjonalizmie niemieckiej SD; to właśnie ta służba, a nie żadne tam gestapo stało za walką z podziemiem, walką zza biurka. (Przy okazji, gestapo przestało istnieć we wrześniu-październiku 1939). Krakowskie ”gestapo” liczyło ledwie kilkunastu funkcjonariuszy, ale konfidentów mieli setki albo i tysiące.
Z drugiej strony, z różnych źródeł, czasem między wierszami, aż bije po oczach beztroska, lekkomyślność, wręcz głupota w łamaniu elementarnych zasad konspiracji. Czasami uchodziło na sucho (bo Niemcy byli „ślepi i głusi”), czasami kończyło się tragicznie.
A z Sowietami sprawa miała się zupełnie inaczej. Jak pisze Zychowicz w „Obłędzie ‘44” przez całą wojnę AK miała zakaz likwidacji szpiegostwa sowieckiego/komunistycznego oraz takich-że organizacji. Dlaczego? To jest dobre pytanie! Być może wynikało to ze zbrodniczo błędnego rozeznania sytuacji przez rząd londyński, w którym po wyeliminowaniu sanacji, endecji, zmarginalizowaniu PPS rej wodzili ludowcy i drobne ugrupowania typu Stronnictwa Demokratycznego. Gwoździem do trumny była akcja „Burza”. Wbrew Nacz. Wodzowi KG AK nakazała ujawnianie się nadciągającym Sowietom, ci zaś już wcześniej mieli dobre rozeznanie. Potem Okulicki na Łubiance wyśpiewał wszystko, dołożył płk Rzepecki. Tak, moi drodzy, AK (czy raczej to, co z niej zostało po formalnym rozwiązaniu), została wsypana przez własnych przywódców: Okulickiego za wódę, pozostałych piętnastu (z moskiewskiej szesnastki) - za iluzoryczne obietnice. Oni nie poszli na tragiczne spotkanie z gen. Iwanowem, ups, Sierowem, aby coś ratować. Oni liczyli na stołki w nowym rozdaniu; zawsze uważałem ludowców za qrwy!
To nie jest wszystko, co można na ten temat napisać, ale licznik znaków bije…