gandalph
01.01.15, 18:47
Gdy w 1917 r. bolszewicy przeprowadzili pucz, w krótkim czasie doszło do tego, w czym Rosjanie są mistrzami świata, mianowicie w syfiarstwie; krótko mówiąc, nawalili sobie w papiery, wszędzie, gdzie się tylko dało (a przy okazji zasmrodzili pół świata). Diabli wzięli cały dorobek Rosji carskiej, która jakkolwiek będąc czynnikiem podejrzanym, była jako-tako obliczalna.
Bolszewicy postawili sobie tyle ambitny, co nierealny program industrializacji. Tymczasem upaństwowiwszy, mówiąc eufemistycznie, obcy kapitał i inwestycje, byli zdani sami na siebie. Tu dygresja:
Całe przekleństwo Rosji aż do dzisiaj zaczęło się najpóźniej w latach 1552 i 1554, kiedy to Moskwa podbiła, odpowiednio, Chanat Kazański i Chanat Astrachański. Otworem stanęła Syberia. I to właśnie ciąży Rosji aż do dzisiaj: olbrzymie przestrzenie nie tylko nie przynoszą sensownych zysków, to jeszcze wymagają ogromnych nakładów na to, by je utrzymać. Z kolei bez Syberii, a od niedawna Ukrainy i Kazachstanu, Rosja staje się niczym (wedle kryteriów rosyjskiej tromtadracji) albo staje przed olbrzymią szansą normalności.
Wracając do rzeczy…
Rosji bolszewickiej prawie nikt na świecie nie uznawał, z paroma tylko krajami Moskwa miała stosunki dyplomatyczne, m.in. z Polską i – przede wszystkim – z Niemcami. Tu warto wspomnieć poważne problemy proceduralne, jakie mieli bolszewicy w związku z przystąpieniem do Ligi Narodów, siedziba której mieściła się w Szwajcarii, która w ogóle nie utrzymywała stosunków z ZSRR.
W kwestiach handlowych było jeszcze gorzej: z jednej strony z bolszewikami nikt nie chciał rozmawiać w związku ze sprawą długów carskich, nota bene niezałatwioną do dzisiaj (pisałem już o tym jakiś czas temu), po drugie w związku z konfiskatą kapitałów obcych w samej Rosji. Tymczasem bolszewikom były potrzebne dobra inwestycyjne. Tu przypomnę, że cały handel od czasów fenickich opiera się w zasadzie na zaufaniu. Gdy ktoś jest niewiarygodny, ma tylko jedno wyjście: 100% przedpłaty w żywej gotówce i zakup na bazie ex-works. Inaczej mówiąc, zapłata z góry i w momencie opuszczenia bramy fabryki klient, w danym przypadku – bolszewicy, przejmują całe ryzyko. Każdy, kto ma do czynienia z biznesem, wie, jak niedogodne są to warunki. Problem ma aspekt podwójny, bo aby mieć żywą gotówkę w walucie wymienialnej, trzeba najpierw coś sprzedać, a więc znaleźć kupca. W warunkach izolacji politycznej i ekonomicznej sprowadza się to do 1) łańcucha pośredników, którym trzeba zaufać i których trzeba opłacać, 2) uzyskiwania skrajnie niekorzystnych cen i warunków handlu. Krótko mówiąc, Rosja bolszewicka/ZSRR była mocno dojona. Już nie mówię o takich, stosunkowo drobnych przykrościach, jak COCOM.
Różnym naiwniakom na Zachodzie wydawało się, po upadku ZSRR, że Rosję można ucywilizować. Putin udowadnia właśnie, jak bardzo się mylili. Ale z drugiej strony tenże Putin, wychowanek szkół KGB, czyli specjalista w oszustwie, mistyfikacji i dezinformacji, w pozostałych dziedzinach – idiota, nie raczył zauważyć, że Rosja porusza się w dalszym ciągu starą koleiną, wytyczoną jeszcze przez Iwana IV, a może nawet wcześniej, która periodycznie, z regularnością plam na Słońcu, wstrząsa Rosją. To nie jest bowiem tak (jak umyślili sobie propagandziści w Moskwie), że to zdradziecki Hitler ukuł „Fall Barbarossa” i napadł na „miłujący pokój Kraj Rad”. „Fall Barbarossa" istniał (oczywiście nie w ostatecznej wersji) i w 1939 r., i w 1930 roku, i w 1918, i w 1914. To nikt inny niż jeszcze dawniejszy kanclerz Niemiec von Bülow raczył był zauważyć, że Rosji wcale nie trzeba podbijać (czy to zresztą możliwe?), Rosji trzeba tylko co jakiś czas, powiedzmy co 25-30 lat upuścić sporo krwi, mówiąc dosadniej: przetrzepać skórę, aby wystarczyło do następnego razu. Liczmy: 1904-5 wojna rosyjsko-japońska, trudno tu mówić o upuście krwi, raczej o utracie wizerunku. Ale pamiętajmy, że Japonia była dopiero beniaminkiem w „lidze światowej”. Przypadek właściwie nietypowy, będący reakcją na „ściśle tajny raport” gen. Kuropatkina do cara z 1900 r.
1914-8 Niemcy przetrzepali Rosji skórę i to solidnie. W dodatku zasadzili im "sadzonkę rewolucji" (historia z zaplombowanym wagonem z przesyłką ze Szwajcarii). Przy okazji Polsce również pomogli, ale to inna sprawa.
W 1939 r. sprawy wyglądałyby zupełnie inaczej, gdyby nie ograniczenie polskich czynników rządowych, tym niemniej:
1941-5 jeden Niemiec zabity na froncie wschodnim kosztował Sowietów 10 własnych. To tylko stalinowska propaganda przekuła największą klęskę narodową w historii w wielkie zwycięstwo. Wojna skończyłaby się zupełnie inaczej, gdyby nie idee fixe Roosevelta, ale FDR i tak osiągnął swój cel, zdegradował Niemcy, Japonię, Francję i W. Brytanię, czyniąc przy okazji ZSRR niezdatnym do użycia z uwagi na straty, a jeszcze bardziej przy okazji wypromował USA w superpotęgę z potężnym kompleksem zbrojeniowym.
1985-9 Ronald Reagan, innymi metodami, wykończył ZSRR.
Prawdę mówiąc, w tamtym czasie nie miałem nadziei, że komunizm upadnie za mojego życia, bowiem trudno było liczyć na to, że konieczność zmian dotrze do każdego zapijaczonego ryja w kołchozie, ale nie przewidziałem 1. Reagana, 2. względnego męża stanu, Gorbaczowa („względnego”, tzn. w wymiarze rosyjskim).
A dzisiaj? No cóż, czasy się zmieniły, ale prawidłowości nie bardzo. Rosji nikt nie zamierza podbijać (bo i po co miałby brać sobie syf na głowę?), ale mija właśnie ca. 25 lat od ostatniego trzepania, jeśli nie liczyć dekady Jelcyna. No i Putin, wzorem swoich poprzedników, sam się podkłada. Wystarczy wyrzucić Rosję z WTO, do której do organizacji należy od 2012; to spowoduje m.in. to, że rosyjskie towary „z automatu” w każdym kraju podpadną pod najwyższe stawki celne. Wystarcz rosyjskie banki wyrzucić z systemu SWIFT, wreszcie sam kraj odciąć od Internetu. I niepotrzebne pershingi, tomahawki i inne zabaweczki.
Jako, że Putin udowodnił, że próby ucywilizowania tego kraju wzięły w łeb, świat dojdzie zapewne do wniosku, że najlepsze będzie coś na kształt deja vue z czasów Jelcyna, czyli utrzymywanie Rosji w stanie totalnego syfu, ziszczenia czego z Nowym Rokiem sobie i rodakom życzę.