gandalph
03.06.17, 00:26
Odszedłem jakiś czas temu z Forum, bo szkoda mi czasu na dyskusje o d… Maryni ani nie mam ochoty na użeranie się z bęcwałami i nieukami. Zakładam jednak, może nadmiernie optymistycznie, że 5-15% odwiedzających rzeczywiście interesuje się historią. I dla nich jest ten wątek. Na głupoty odpowiadać nie mam zamiaru.
Historią interesuję się na tyle długo, by zauważyć, że jej uprawianie nawet w wydaniu amatorskim przypomina z jednej strony działanie wywiadu, z drugiej strony – układanie puzzli. Różnica wobec układania puzzli polega na tym, że w tym drugim przypadku wiemy, co ma wyjść. Ostatecznego obrazka układanki wywiadowczej/historycznej nie znamy i taki zresztą nie istnieje, bo ta układanka nie ma końca. W związku z tym, jeśli taka historyczna układanka nam nie wychodzi, są następujące możliwości: a) ktoś nam podp… któryś z klocków, b) dotychczas ułożony obrazek jest błędny, c) ktoś nam dosypał trochę fałszywych klocków albo d) niepasujący do układanki klocek jest z innego kompletu.
Już pisałem o tym kiedyś, że CAŁA historia XX w. (i nie tylko, nie tylko!) nadaje się do napisania na nowo. Łgali nie tylko komuniści, łgali również piłsudczycy (jeśli trzymać się rodzimego gruntu), łgali sikorszczacy, łżą katofaszyści IV RP itd. Ale wszystkich, którzy są historią zainteresowani, muszę uprzedzić, czeka ich niezła bomba, to jest tylko kwestia czasu, kiedy nowe odkrycia dotrą w końcu i do podręczników szkolnych. Bo te odkrycia są już za horyzontem. A nie są to enuncjacje rangi Suworow – anty-Suworow sprzed kilku-kilkunastu lat, choć ów osobnik swoje zrobił: posłużył za lodołamacz na lodowym oceanie kłamstwa. Tyle, że jest tak samo naiwny, jak i cała „historiografia” rosyjska/sowiecka.
Cztery są żelazne argumenty przemawiające za potrzebą przewartościowania całej historiografii dotyczącej XX w.; jest ich więcej, ale te cztery wystarczą. Po pierwsze, wszyscy bez wyjątku zgodzą się zapewne z tezą, że nie można pisać poważnie o historii I połowy XX w. bez uwzględnienia Francji, która do czerwca 1940 była jednym z kluczowych rozgrywających. Nie można zatem pominąć źródeł francuskich. Tymczasem tych źródeł NIE MA. Gdy w 1940 r. Francja uległa Niemcom, niemieckie służby wpadły w amok: konfiskowali wszelkie możliwe archiwa: od sztabu generalnego po związek hodowców gołębi pocztowych, od Sûreté po organizacje feministyczne, od wywiadu i kontrwywiadu po związek filatelistów. Po zakończeniu wojny pewna niewielka część tych archiwaliów została odnaleziona w Polsce (być może część była w złowieszczych Radomierzycach – sprawdzić sobie!), reszta trafiła do jakichś bunkrów pod Moskwą. Efekt był np. taki, że pewne typki we Francji, które przed wojną wysługiwały się Sowietom, potem cieszyły się czystą kartoteką. Dopiero po stłumieniu puczu Janajewa Francuzi wytargowali od ekipy Jelcyna zwrot archiwaliów. W roku 2001 ostatni transport trafił do Francji. Francuscy archiwiści porządkują to, ale potrwa jeszcze trochę czasu, zanim historycy coś z tego wykrzeszą. Pewne jaskółki już są, patrz np. publikacje Sophie Coeuré.
Po drugie, nie można poważnie pisać o XX w., a konkretnie pierwszej jego połowie, nie uwzględniając Japonii. Tymczasem źródeł japońskich brak… Pod koniec II W. Św. Japońscy sztabowcy poniszczyli, co się dało, aby nie wpadło w ręce aliantów. Dopiero od 20-25 japońscy historycy zaczynają nieśmiało pisać. Zaczynają wychodzić na jaw sprawy jeszcze z czasów wojny rosyjsko-japońskiej. Usilnie polecam generał baron Motojiro Akashi „Rakka ryūsui” (jest dostępna w języku angielskim). Dalej Yuriko Onodera „An den Gestaden der Ostsee – Onodera Makoto als japanischer Heeresattaché in Riga und Stockholm”, książka na temat działalności jej męża, generała Makoto Onodery, rezydenta wywiadu japońskiego w Europie.
Po trzecie, amerykańska NSA odtajniła setki i tysiące stron materiałów TICOM, wszystko na temat, „co wiedzieli Niemcy?”. A wiedzieli o wiele więcej niż nam się wydaje.
Po czwarte, z utęsknieniem czekam, aż dzieło prof. Erkki Hautamäki, „Finlandia w oku cyklonu” zostanie przetłumaczona na jakiś zrozumiały język. Znam tylko ogólny sens – z wywiadów i recenzji. Oj, będzie się działo!
Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny!