Dodaj do ulubionych

Nieuleczalny przypadek?

16.01.11, 09:20
Alkoholizm świadomy?
Kiedy można mówić o chorobie a kiedy o wyborze?
Kiedy wybór picia jest świadomy, a kiedy podyktowany chorobą? Po jakim czasie abstynencji, terapii?
Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 09:50
      Alkoholizm jako choroba zaczyna sie gdy chory jest tego nieświadomy,
      kiedy po terapii - już świadomie wybiera picie - jest samobójcą.
      Czy samobójca jest człowiekiem zdrowym?
      • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 11:30
        > Czy samobójca jest człowiekiem zdrowym?

        Nie jest, ale to już nie alkoholizm.

        Po 11 m-cach ZK wyszedł, tylko po to aby chlać. Nie uzupełnił warunku przedwczesnego zwolnienia więc po 3 m-ch chlania i drugich tyle przebywania w szpitalu znowu wrócił do ZK, na m-c. Przed tym m-c było OK. Wyszedł i nawet do dzieci nie przyszedł. Dzieci nawet nie pytają o niego. Dzisiaj się od córki (6 lat) dowiedziałam, całkiem przypadkiem, że jej kolezanka go widziała pijącego- ale mówiła to bez żadnych emocji, mniej to przeżywa jak ja.
        Mam wyrzuty że wolę jak go nie ma, że czekam na jego śmierć. Ale to małe wyrzuty, pewnie dlatego że go nie ma, że moje życie jest już poukładane bez niego, nie ma w nim miejsca na niego. Mimo wszystko szkoda człowieka... .
        • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 19:14
          kajda28 napisała:

          > Mam wyrzuty że wolę jak go nie ma, że czekam na jego śmierć.

          Ciekawe czy on ma wyrzuty, ze olewa Ciebie i dzieci...
          Pewnie nie musi, bo wszystko robisz za niego - pracujesz, przejmujesz sie jego zdrowiem i problemami z prawem, myslisz o Waszym zwiazku i masz wyrzuty ze ON pije.

          On zas tak sam z siebie to tylko pije.
          • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 21:04
            > Pewnie nie musi, bo wszystko robisz za niego - pracujesz, przejmujesz sie jego
            > zdrowiem i problemami z prawem, myslisz o Waszym zwiazku i masz wyrzuty ze ON p
            > ije.

            Niby czytasz większość moich postów, a wszystko i tak sobie tłumaczysz jak Ci akurat pasuje.
            Nie przejmuję się jego zdrowiem, ani problemami z prawem, ani tym bardziej nie myślę o naszym związku- bo czegoś takiego nie ma.
            Mam wyrzuty sumienia że czekam na jego śmierć, że gdy jest trzeźwy jest dla mnie nie wygodny, że na rękę mi jak pije. Pomimo wszystko on jest człowiekiem a ja nie mam prawa oceniać kto ile znaczy na tym łez padole. Pocieszam się że jego śmierć też mi trochę pokomplikuje życie- więc niech żyje i chla jak najdłużej.
            Nie pracuje za niego, pracuje za siebie i dla siebie i dzieci.
            • wiesj23 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 22:10
              więc ja alkoholik Cię z tych wyrzutów rozgrzeszam
              • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 09:01
                Dzięki, jest mi potrzebne. Zbieram takie rozgrzeszenia, mam już dwa.
                Odejście od alkoholika jest trudne, na każdym kroku trzeba być pewnym że to co się robi jest właściwe. Tylko tak to można przetrwać i nie zwariować.
                • wiesj23 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 10:54
                  fakt :normy wychowania,jakieś durne przeświadczenia otoczenia,normy religijne.
                  I sama musisz sobie z tym radzić.Faktycznie "paranoi" można dostać.
    • elfkabezhaltera Rzucam ręcznik ... 16.01.11, 10:05
      kajda28 napisała:

      > Alkoholizm świadomy?
      > Kiedy można mówić o chorobie a kiedy o wyborze?
      > Kiedy wybór picia jest świadomy, a kiedy podyktowany chorobą? Po jakim czasie
      > abstynencji, terapii?
      Za trudny temat dla mnie ....
    • wiesj23 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 11:20
      moim skromnym zdaniem nie ma czegoś takiego jak alkoholizm świadomy.Czy masohizm jest świadomy?Czy jest chorobą?
      Nie chce mi się wnikać na ile alkoholizm jest zaszczepiony w ciele?Wg mnie zaszczepienie w psychice powoduje,że w przypadku nieradzenia sobie z życiem/po terapii/nastepuje ucieczka od rzeczywistości w powtórne picie.Nie ze świadomością śmierci.Żaden alkoholik nie jest samobójcą.Nie znam badań ale wydaje mi sie,że samobójstwa występują w wyniku powikłań psychicznych z powodu zatrucia mózgu.Ewentualnie w wyniku pogorszenia sytuacji materialnej.A ona ogranicza dostęp do alkoholu.Żaden alkoholik /wg mnie/nie popełni samobójstwa gdy ma nieograniczony dostęp do wódy.
      • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 11:36
        Żaden alkoholik /wg mnie/nie popełni samobójstwa gdy ma nieograniczony d
        > ostęp do wódy.

        A czy alkoholizm nie prowadzi do śmierci? Prowadzi, więc picie to samobójstwo- przynajmniej jeżeli chodzi o picie takie jak mojego eks.
        Ograniczenie do wódki? Wg mnie dla alkoholika nie istnieje coś takiego, tylko wódkę zamieni na jakiś inny rodzaj alkoholu.
        Nie chodzi mi o śmierć.
        Chodzi mi tylko o picie .O to że ktoś wybiera picie zamiast trzeźwości. Picie nie piwa czy 10 dziennie, tylko zachlewanie się codziennie, spanie na ławkach lub pod. ON na trzeźwo wybiera picie, ma koło siebie ludzi którzy by mu pomogli (ma gdzie mieszkać, co jeść) a zawsze wybiera picie.
        • wiesj23 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 12:23
          chcę rzucić ręcznik,ale na razie odciągnę to w czasie.Alkoholizm jest tak skomplikowany,że trudno powiedzieć coś trafnego.Fakt prowadzi do śmierci,ale wiesz to Ty o niezmąconym umyśle.A umysł alkoholika nie myśli racjonalnie.Boli więc ból trzeba uśmierzyć/a tu nie chodzi tylko o ból ciała/.Zna tylko jeden sposób.Klin.Nie wiem jak inni,ale ja zawsze miałem nadzieję,że kolejne piwo czy setka pozwoli mi się przespać i zbudzę się jak młody bóg.Nawet wtedy gdy miałem świadomość przesunięcia kaca w czasie.Taka iluzoryczna nadzieja.
          Wybiera picie bo min. ma co jeść i gdzie spać.
          Nie da się tu uniknąć skutków na ciele.A dokładnie w biochemii mózgu.Mam dwa roczne okresy abstynencji.Na szczęście drugi trwa nadal.Poznałem jakie jazdy mogą robić zachwiania proporcji "neuroprzekażników".Np. huśtawka nastrojów.Bez racjonalnych przyczyn.Dlatego ważny jest pierwszy rok, by te proporcje się jakoś ustabilizowały.Myślę,że w drugim stablizacja ulega jakiemuś potwierdzeniu czyli się utrwala.Dlatego bez abstynencji w tym okresie nie ma mowy o trzeżwości.
          • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 13:11
            > Wybiera picie bo min. ma co jeść i gdzie spać.

            Jak pije to nie ma gdzie spać i co jeść.
            On przez picie stracił tylko żonę, dzieci dalej go kochają, dalej do niego lgną- nawet jak rok wcześniej go nie widziały. Myślę że tu już jest "otępienie uczuciowe" jeżeli można to tak nazwać. Rozumiem chęc wypicia kolejnej setki, kolejnego piwa. Rozumiem chęc wypicia jednego piwa kiedy ma się choćby nikłą nadzieję że się nie popłynie, choćby możliwość kłamania siebie samego. I próbuje też zrozumieć jego- bo przecież wszystko musi mieć jakiś sens.
            Przez 2,5 roku abstynencji regularnie miał głody alkoholowe- kwiecień, sierpień, grudzień. W te miesiące też zapijał. Teraz mu się przesuneło bo w grudniu był w ZK, to zaczął w styczniu.

            W tym przypadku nic nie można zrobić. Dla niego picie to chyba wolność, powrót do młodych czasów- pomimo że tak bardzo bolesne. Wtedy był kimś, coś znaczył. Szkoda. My dalej nawzajem się szanujemy, umiemy ze sobą rozmawiać- oczywiście w tych nikłych chwilach jego trzeźwości. Jak pije zero kontaktu.
            • wiesj23 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 13:36
              rzucam ręcznik.
              Kiedyś na aa mieliśmy temat:pomoc drugiemu alkoholikowi.
              Ja powiedziałem,że jest to trudne.Ktoś powiedział,że łatwe.Ja dalej uważam,że trudne.A nawet b.trudne.Jest tyle zmiennych/środowisko,osobowość,dzieciństwo itp itd/,że trudno wyrokować o sukcesie leczenia.
              A zrozumienie kolejnej setki czy piwa niestety jest poza twoim zasięgiem.Tak uważam.Trudno chodzić w jego butach.Nawet dla mnie.Każdy z nas ma inną psychikę.
              Dzieci go kochają,bo to ich ojciec.Złość nie wyklucza miłości.
              • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 14:26
                > A zrozumienie kolejnej setki czy piwa niestety jest poza twoim zasięgiem.Tak uw
                > ażam.Trudno chodzić w jego butach.Nawet dla mnie.Każdy z nas ma inną psychikę.

                Rozumiem, znaczy że ja bym sobie to tak tłumaczyła , kolejne moje piwo czy setkę. Ale masz rację, jego powody mogą być całkiem inne, a może ich nie być. Nie trzeba mieć okazji aby się napić. Próbuje zrozumieć aby to jakoś pojąć, poukładać, wytłumaczyć.

                > Dzieci go kochają,bo to ich ojciec.Złość nie wyklucza miłości.

                One nie są na niego złe- to pewnie nauczyły się ode mnie. Ale pomimo że kochają to mu nie wierzą, nie ufają, nie tęsknią. Masz rację kochają bo to ich tata, podobnie drugą babcię, ktróra zawsze będzie babcią- choć nie lubianą, i dziadka którego nigdy nie poznały. Chyba dzięki temu że są dziećmi radzą sobie z tym w miarę ładnie.
                • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 19:20
                  kajda28 napisała:

                  > One nie są na niego złe- to pewnie nauczyły się ode mnie.

                  Nieodlaczna cecha DDA jest brak uczucia zlosci wobec tych, ktorzy rania.
                  Jest to nic innego jak brak instynktu samozachowawczego.

                  > Chyba dzięki temu że są dziećmi radzą sobie z tym w
                  > miarę ładnie.

                  Przybierajac role, ktore pozwalaja, by sobie "ladnie" radzily jako dzieci, a w doroslym wieku uwieraja jak ciasny but.
                  • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 20:57
                    > Przybierajac role, ktore pozwalaja, by sobie "ladnie" radzily jako dzieci, a w
                    > doroslym wieku uwieraja jak ciasny but.

                    Pewnie masz rację. Ale to już one muszą to same przejść. Nie umiem okazywać złości tam gdzie jej nie czuję. Nie umiem być zła na kogoś kto jest chory.
                    • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 11:46
                      kajda28 napisała:

                      > Nie umiem być zła na kogoś kto jest chory.

                      Owszem, nawet wtedy gdy ta choroba jest niczym cios piescia w twarz.
                      Zobacz: z pokora znosisz krzywdy, "rozumiesz" i tlumaczysz krzywdzicieli a oddalenie sie od krzywdziciela okupujesz poczuciem winy i tlumaczysz sie z tego niczym z grzechu smiertelnego.
                      Tak pojmujesz dobroc i tak uczysz dzieci.
                      • kajda28 sabinac-0 17.01.11, 13:32
                        > Owszem, nawet wtedy gdy ta choroba jest niczym cios piescia w twarz.
                        > Zobacz: z pokora znosisz krzywdy, "rozumiesz" i tlumaczysz krzywdzicieli a odda
                        > lenie sie od krzywdziciela okupujesz poczuciem winy i tlumaczysz sie z tego nic
                        > zym z grzechu smiertelnego.
                        > Tak pojmujesz dobroc i tak uczysz dzieci.

                        Ok.
                        Poddaje się.
                        Co wg. ciebie powinnam zrobić i czuć?
                        • sabinac-0 Re: sabinac-0 17.01.11, 13:50
                          kajda28 napisała:

                          > Co wg. ciebie powinnam zrobić i czuć?

                          Nie pytac innych co czuc powinnas, tylko samej siebie co czujesz.
                          I pozwolic dzieciom by czuly to, co czuja.
                          • kajda28 Re: sabinac-0 17.01.11, 14:03
                            > Nie pytac innych co czuc powinnas, tylko samej siebie co czujesz.
                            > I pozwolic dzieciom by czuly to, co czuja.

                            Tak właśnie robię.
                            Nie czuję złości ani gniewu na eksa bo tak czuję. I dlatego ciebie pytam co w tym widzisz złego, i jak wg ciebie powinno byc dobrze.
                            • sabinac-0 Re: sabinac-0 17.01.11, 14:08
                              kajda28 napisała:

                              > Nie czuję złości ani gniewu na eksa bo tak czuję. I dlatego ciebie pytam co w t
                              > ym widzisz złego

                              Ze zloscia do czlowieka, ktory przyrzekal Ci milosc i wsparcie a potem "tylko" olal jest jak z wlascicielami jamnikow.

                              Tlumaczac z polskiego na nasze - jesli twierdzisz, ze "nie czujesz zlosci" to albo oszukujesz mnie, albo siebie.

                              P.S. Wlasciciele jamnikow dziela sie na tych, ktorzy spia z psem i na tych, ktorzy sie do spania z psem nie przyznaja.
                              • kajda28 Re: sabinac-0 17.01.11, 14:17
                                > Tlumaczac z polskiego na nasze - jesli twierdzisz, ze "nie czujesz zlosci" to a
                                > lbo oszukujesz mnie, albo siebie.

                                Czuję złość na niego kiedy jestem zła, kiedy pojawia się - średnio tydzień na rok. Ale przez pozostałe 51 tyg w roku nie czuję do niego złości.


                                > Ze zloscia do czlowieka, ktory przyrzekal Ci milosc i wsparcie a potem "tylko"
                                > olal jest jak z wlascicielami jamnikow.

                                Ale co mi da złość? Facet zawiódł, okazał się dupkiem, kłamcą ale dlaczego przez niego mam zatruwać swoje życie złością? Początek naszego rozstania był dla mnie cholernie bolesny, bardzo to przeżywałam - ale teraz po prawie 4 latach dalej mam rozpamiętywać że on jest nieodpowiedzialny- po co?

                                Co do tematu jamników to zapytam szwagra, on posiada.
                                • sabinac-0 Re: sabinac-0 17.01.11, 14:26
                                  kajda28 napisała:

                                  > Czuję złość na niego kiedy jestem zła, kiedy pojawia się - średnio tydzień na r
                                  > ok. Ale przez pozostałe 51 tyg w roku nie czuję do niego złości.
                                  >
                                  A co czujesz?
                                  >
                                  > Ale co mi da złość? (...) dlaczego prze
                                  > z niego mam zatruwać swoje życie złością? (...) dale
                                  > j mam rozpamiętywać że on jest nieodpowiedzialny- po co?
                                  >
                                  Jak wspomnialam na poczatku - zlosc wobec tych, ktorzy nas skrzywdzili jest objwem instynktu samozachowawczego.
                                  Jesli bedziemy sobie wmawiac, ze nasz krzywdziciel jest "dobry tylko chory", ze nie wolno sie zloscic bo on tylko potrzebuje wsparcia i milosci ktorej my nie bylismy w stanie mu dac, bedziemy miec wyrzuty, ze to MY zawiedlismy.
                                  A wtedy latwo jest znow wejsc w g...o, bo gdy sie spotka nowego krzywdziciela, ulega sie pokusie pokazania sobie i swiatu, ze tym razem nie zawiedziemy...
                                  • kajda28 Re: sabinac-0 17.01.11, 14:44
                                    > A co czujesz?

                                    Nic. Nie ma go , niemyślę o nim więc i nic nie czuję wziązku z nim.

                                    > Jesli bedziemy sobie wmawiac, ze nasz krzywdziciel jest "dobry tylko chory", ze
                                    > nie wolno sie zloscic bo on tylko potrzebuje wsparcia i milosci ktorej my nie
                                    > bylismy w stanie mu dac, bedziemy miec wyrzuty, ze to MY zawiedlismy.

                                    Nie mam wyrzutów że dałam mu za mało miłości, ze pije przeze mnie. On nie jest moim krzywdzicielem- zawiódł i tyle. Traktuje go jak każda inna rozwódka traktuje swojego eksa- niezależnie od tego jaka była przyczyna rozstania. Gdyby nie pił miałabym mniej pieniędzy od niego, musiałabym spłacić go z mieszkania a za to miałabym kilka godz w tyg mniej dzieciaki. Wolę jak pije, sama o wszystkim decyduje i to mi pasuje pod nikogo nie muszę się układać (jak muszą to robić rozwódki których eks jest kontaktowy).

                                    Nie zabiegam o miłość, nie zabiegam o poklask, nie zabiegam o pokazanie ludziom i światu jaka ja jestem- i pewnie dlatego o tym wszystkim piszę jako osoba anonimowa. Udowodniłam sobie samej że gdy będę się czuła krzywdzona to poprostu odejdę.
                  • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 21:24
                    > Nieodlaczna cecha DDA jest brak uczucia zlosci wobec tych, ktorzy rania.
                    > Jest to nic innego jak brak instynktu samozachowawczego.

                    Co by mi dała złość? Zatrułabym nią moje i dzieciaków życie. Z jednej strony kochałyby tatę a z drugiej strony czułyby się za to winne, bo widziałyby moją złośc na niego. Zamiast się złościć- czego on i tak by nie widział ani nie poczuł związku z tym żadnych konsekwencji po prostu wolałam go odstawić z mojego życia. Czasem mi go żal, tak po prostu jak drugiego człowieka, no może trochę więcej- jak ojca moich dzieci, osobą kiedyś mi bliską- tego nie umiem zapomnieć.
                    • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 11:39
                      kajda28 napisała:

                      > Z jednej strony k
                      > ochałyby tatę a z drugiej strony czułyby się za to winne, bo widziałyby moją zł
                      > ośc na niego.

                      Uwazasz, ze dziecko samo z siebie kochaloby kogos, kto najpierw zamienil mu zycie w pieklo a potem olal?

                      Raczej teraz czuja sie winne za kazdym razem gdy czuja do niego cos innego niz milosc przeczysta, bo przeciez on "jest dobry tylko biedny chory" i dlatego ma w d...ie ich i ich matke.

                      • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 13:31
                        > Uwazasz, ze dziecko samo z siebie kochaloby kogos, kto najpierw zamienil mu zyc
                        > ie w pieklo a potem olal?

                        Ale jakie piekło? Dzieci moga pamiętać jedną awanturę- choć tylko starsze, młodsza zna ją tylko z opowiadań. Wcześniej nie było awantur w domu. Mogą pamiętać jedno jego picie- dokładnie nie pamiętam ale jak byliśmy małżeństwem to miał 3 cugi po 2 tyg- na 4 lata małżeństwa- więc o jakim piekle mówisz? Kiedy się ono miało zacząć ja to skończyłam. Piekło dla dzieci jest wtedy gdy np nienawidzą tak swojego rodzica że pragną go zabić, czy choćby mniej skrajny przypadek wtedy kiedy muszą udawać że nie czują, że się nie boją, że tego nie ma. Moje dzieci tego nie miały- nie każę im kochać taty. One chcą. On ich jedynie olał. One to wiedzą, dlatego oprócz miłości do taty nie odczuwają współczucia, tęsknoty, już się nawet nie martwią się o niego. A babci jak im płacze że jestem zła bo nie wpuszczałam taty do domu mówią żeby go sobie sama pijanego wpuszczała.
                        Czekałam na cud, nie wyszedł, trudno. Żyję dalej tak jak umiem najlepiej i tak aby mi było dobrze. Gdybym nienawidziła byłabym nieszczęśliwa- a ja chce być szczęśliwa.
                        • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 14:01
                          kajda28 napisała:

                          > Ale jakie piekło? Dzieci moga pamiętać jedną awanturę

                          Pieklo dzieci pijaka polega nie tyle na awanturach (te zdarzaja sie we wszystkich rodzinach), ile na tym, ze rodzic jest niekontaktowy. Ot, dziecko sie smieje a on sie wscieka, dziecko placze a on sie smieje, dziecko pyta a on gada do siebie.

                          > nie każę im kochać taty. One chcą. On ich jedynie olał.

                          Chca kochac kogos kto ich JEDYNIE olal? :/
                          • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 14:11
                            Ot, dziecko sie smieje
                            > a on sie wscieka, dziecko placze a on sie smieje, dziecko pyta a on gada do si
                            > ebie.


                            Sorry nie rozumiem.

                            Wg. mnie byłabyś szczęśliwa gdyby dzieciaki nienawidziły swojego tatę bo on na to zasługuje. Ale czy wtedy byłoby im lepiej, czułyby się szczęśliwsze? Co one by wtedy z tego miały? Kochają go bo to ich tata, kochają go tak jak dziadka który umarł dawno przed ich urodzinami- bo to ich dziadek. Dziadka też powinny nienawidzieć bo był zły?
                            Dzieciaki czują złość, gniew ale nie pielęgnują tego w sobie, nie szukają zadość uczynienia.
                            • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 14:16
                              kajda28 napisała:
                              >
                              > Wg. mnie byłabyś szczęśliwa gdyby dzieciaki nienawidziły swojego tatę bo on na
                              > to zasługuje.

                              Uderza mnie, ze utozsamiasz zlosc z nienawiscia.
                              A ze przywyklo sie mowic, ze nienawisc jest zla, uznajesz ze zlosc jest zla, ze niekochanie jest zle i ze trzeba "kochac mimo wszystko", czyli kochac mimo tego, ze owa milosc dostarcza jedynie samotnosci i cierpienia.

                              Milosc bez wzajemnosci to ogromne cierpienie.

                              • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 14:25
                                > Milosc bez wzajemnosci to ogromne cierpienie.

                                Wiesz co, pewnie Ci się to nie spodoba. Ale ja naprawdę uważam że on je kocha. Na swój sposób, tak jak umie i może. Pomijając nawet te listy w których pisał o tym.

                                Dla mnie złość to uczucie bardzo krótkie, w danej chwili na konkretne działanie. Rozmyślanie o tym , myślenie, rozpamiętywanie sprawia że złość zamienia się w nienawiść.

                                Nie uważam że złość jest zła, przecież jest uczuciem. Często oczyszcza umysł, daje nowe rozwiązania. Gdyby dzieci niekochały tatę to by go nie kochały- to byłby ich wybór. Nie wymagam też od nich aby mnie kochały.
                                • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 14:31
                                  kajda28 napisała:

                                  > ja naprawdę uważam że on je kocha.

                                  Tylko czy one doznaly czegokolwiek pozytywnego z jego strony?
                                  Czy tylko tak kochaja w proznej nadziei, ze ta miloscia skrusza twarda skorupe?

                                  > Nie wymagam też od nich aby mnie kochały.

                                  Ale odpowiadasz na ich milosc.
                                  • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 14:48
                                    > Czy tylko tak kochaja w proznej nadziei, ze ta miloscia skrusza twarda skorupe?

                                    Wydaje mi się że kochają bezinteresownie, one nie wierzą w to że on nie będzie pił. Kiedy im np. mówię że tata wyszedł ze szpitala czy z ZK to młoda jedynie kwituje że znowu zacznie pić.
                                    • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 14:54
                                      kajda28 napisała:

                                      > Kiedy im np. mówię że tata wyszedł ze szpitala czy z ZK to młoda jedynie k
                                      > wituje że znowu zacznie pić.
                                      >
                                      Cos mi tu nie gra.
                                      Najpierw piszesz, ze eks dla Ciebie przestal istniec a potem ze opowiadasz dzieciom gdzie jest i co robi.
                                      • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 15:40
                                        > Najpierw piszesz, ze eks dla Ciebie przestal istniec a potem ze opowiadasz dzie
                                        > ciom gdzie jest i co robi.

                                        Mieszkam w małym mieście tu wszystko się wie. Szwagierka mieszka 20 m ode mnie. Wiedziałam że wyszedł z ZK bo go spotkałam na ulicy. Teraz znowu wyszedł w czwartek , wiem bo dzieci się pytały cioci kiedy wyjdzie. Do tej pory go nie było- jak już pisałam koleżanka młodej go widziała że był pijany.
                                        Pytałam dzieci czy kochają tatę i dlaczego: kochają bo to ich tata, bo je całuje, tuli, kupuje prezenty . Trochę niefortunnie zapytałam że przecież to nie jest całkiem normalne że kocha się kogoś kogo nie widuje się prawie wcale. To mi syn odpowiedział pytaniem: ty uważasz to za nienormalne?
                                        • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 16:17
                                          kajda28 napisała:

                                          > Mieszkam w małym mieście tu wszystko się wie.

                                          Nie pytam co wiesz, tylko czemu dzielisz sie tym wszystkim z dziecmi?

                                          > Pytałam dzieci czy kochają tatę i dlaczego: kochają bo to ich tata.

                                          No tak, tate "powinno sie kochac"... :P

                                          > zapytałam że przecież to nie jes
                                          > t całkiem normalne że kocha się kogoś kogo nie widuje się prawie wcale. To mi s
                                          > yn odpowiedział pytaniem: ty uważasz to za nienormalne?

                                          Bierze przyklad z matki.
                                          • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 19:17
                                            > Bierze przyklad z matki.

                                            Ale jego pytanie nie było typu: aha jak ty tak uważasz to i ja będę tak uważać. Tylko bardziej stwierdzenie że to moje zdanie.

                                            > Nie pytam co wiesz, tylko czemu dzielisz sie tym wszystkim z dziecmi?

                                            To mam im nie mówić że tata do nich przyjdzie? Nie dzielę się wszystkim z dziećmi. Ale jak widzę eks i on mówi że popołudniu przyjdzie to chyba normalne jest że uprzedzam o tym dzieci. Eks idąc do ZK mówił że idzie na m-c, dzwonił do nich, pisał listy. Myślałam że będą czekać, że będą zawiedzione że go nie ma, a one nawet słowa nie powiedziały. Ostatnio jak był to też wolały przebywać z moim partnerem niż ze swoim tatą.
      • czlowieek Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 13:18
        Jak mi się wydaje alkoholicy, w ogóle ludzie uwikłani, zniewoleni, wyjątkowo często myślą o samobójstwie, próbują się zabić... i dość często udaje im się to. Są przecież nieszczęśliwi. Bez nadziei. Cmentarze są pełne alkoholików. Robimy to albo przy pomocy sznurka, albo przy pomocy alkoholu. Bardziej lub mniej świadomie zapijamy się na śmierć.

        Sama abstynencja, nawet długa, zmienia tu niewiele. Niepijący alkoholik męczy się przecież nadal, zamienia sposób ucieczki ze świata na inny, idzie w hazard, jedzenie, miłość i seks, chorą pracę, wieczną użalankę, przesadę religijną... Chyba, że zacznie trzeźwieć. Wyjdzie z poczwarki. Przebudzi się. Przyjmie zupełnie nowe wartości.

        Okazuje się wtedy, że świat jest wspaniały, życie bardzo cenne, każda chwila, nawet ta trudna, jest piękna i potrzebna.

        Zdarza się to na szczęście dość często. Nawet wiadomo jak i gdzie do robić. Tylko chcieć. Przełamać lęk przed zmianą.

        Pozdrowienia
        • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 19:25
          czlowieek napisał:

          > Jak mi się wydaje alkoholicy, w ogóle ludzie uwikłani, zniewoleni, wyjątkowo cz
          > ęsto myślą o samobójstwie, próbują się zabić... i dość często udaje im się to.
          > Są przecież nieszczęśliwi. Bez nadziei. Cmentarze są pełne alkoholików. Robimy
          > to albo przy pomocy sznurka, albo przy pomocy alkoholu. Bardziej lub mniej świa
          > domie zapijamy się na śmierć.
          >
          Coz, biedne zuczki sa, i owszem.

          Tylko co maja powiedziec partnerzy alkoholikow, tak samo zniewoleni, uwiklani i nieszczesliwi, na dodatek oskarzani ze wszystkich stron o "wspoluzaleznienie", ulatwianie picia lub odwrocenie sie od biednego pijacego zuczka w jego nieszczesciu?
          Im nawet trudno sie zabic, bo ktos musi i o zuczka sie martwic, i jego dzieci wychowac...
          • wiesj23 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 22:06
            no właśnie.Co?
            I niech nikt nie mówi mi,że pomóc alkoholikowi to takie proste.
            • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 11:47
              wiesj23 napisał:

              > I niech nikt nie mówi mi,że pomóc alkoholikowi to takie proste.

              Uwazam, ze jedyne, co moze zrobic partner alkoholika, to pomoc sobie.
              • wiesj23 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 12:00
                ato też nie jest takie proste
                • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 14:03
                  wiesj23 napisał:

                  > ato też nie jest takie proste

                  Nie jest.
                  Najpierw trzeba sobie uswiadomic, ze zyciowa misja nie jest ratowanie "biednego zagubionego".
        • niki_de Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 21:18
          czlowieek napisał:
          > Sama abstynencja, nawet długa, zmienia tu niewiele. Niepijący alkoholik męczy s
          > ię przecież nadal, zamienia sposób ucieczki ze świata na inny, idzie w hazard,
          > jedzenie, miłość i seks, chorą pracę, wieczną użalankę, przesadę religijną... C
          > hyba, że zacznie trzeźwieć. Wyjdzie z poczwarki. Przebudzi się. Przyjmie zupełn
          > ie nowe wartości.

          Możesz mi napisać co masz na myśli? Program AA?

          Pozdrawiam
          Niki
          • wiesj23 Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 21:51
            długofalowo tak.Terapia w poradni nie trwa wiecznie.
            A program to taki sposób by mieć możliwość refleksji nad sobą.I to przydało by się nie tylko alkoholikom.
          • czlowieek Re: Nieuleczalny przypadek? 16.01.11, 23:34
            :)

            Tak Niki, mam na myśli przebudzenie duchowe, które jest wynikiem pracy „na programie” dwunastu kroków. Celem tej pracy jest właśnie duchowa zmiana. Oprócz AA program ten stosuje z powodzeniem w Polsce kilkadziesiąt innych wspólnot, także wspólnota chrześcijańska.

            To wszystko jest oczywiście trochę bardziej skomplikowane, bo np. sama decyzja, żeby poważnie zająć się zmianą, a nie tylko „chodzić” na mityngi, już w pewnym sensie jest duchowym przebudzeniem. Tak wybrałem ja i stosuję ten program z powodzeniem.

            Ale możliwe są oczywiście inne sposoby duchowego rozwoju, oparte np. na buddyzmie, na wskazaniach Kościoła Katolickiego, albo na współczesnych doświadczeniach EckahartaTolle. Na wyższym poziomie, kiedy przekroczymy powierzchowną nieufność, okazuje się, że te wszystkie pomysły na godne życie i postęp są dosyć podobne do siebie. To dla ducha...

            Ale jest jeszcze umysł. Też nim trzeba się zająć. Do tego służą wszystkie możliwości rozwoju osobistego, znane w Polsce już od lat siedemdziesiątych. Dostępne, na szczęście także bezpłatnie w poradniach leczenia uzależnień, na terapiach, różnego rodzaju warsztatach, na Pro. Można się nieźle odkłamać. Jeśli tylko ktoś chce, jeśli chce naprawdę, a nie gada tylko, to naprawdę może liczyć na wiele.

            Dla równowagi, dla dopełnienia CUDu jest oczywiście ciało, last, but not least. Tak naprawdę to podstawa zdrowia, także duchowego. Jest więc o co zadbać. Rach ciach i można cieszyć się życiem.

            Pozdrawiam Cię
            • aabroniewski Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 00:02
              DDA też bazują na 12 krokach, co dla mnie jest trochę niezrozumiałe ponieważ to one są ofiarami uzależnionego rodzica.
              Indukowanie chorych relacji, opartych na tzw. uczuciu ciągnie się latami i pewnie dlatego niejeden psycholog mówił swoim pacjentom by "zabili" swoich dręczycieli...
              Gdy, w ten sam sposób zachowują się obcy to nic się nie dzieje, ale wampiryczny rodzic wywołuje drżenie rąk, kluchę w gardle i inne dolegliwości, o których lepiej nie wspominać.
              Są to procesy energetyczne zaburzające pracę czakramów /charakterystyczne jest napięcie mięśni na wysokości splotu słonecznego/, zniewalające normalne funkcjonowanie.
              Nie sądźcie, że naczytałem się książek...
              Tak to właśnie wygląda - dzieci alkoholików, którymi żywił się ich dręczyciel .
              Bez alkoholu są nawet przymilni, po wypiciu stają się napastliwi i despotyczni - manipulujący swoim najbliższym otoczeniem - żerujący na psychice, szczególnie tych najwrażliwszych.
            • niki_de Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 00:21
              czlowieek napisał:

              > :)
              >
              > Tak Niki, mam na myśli przebudzenie duchowe...

              Ok, dzięki, że konkretnie odpisałeś. Wiem, że to brzmi jak egzaltacja, (której nota bene nie cierpię) - ale czuje się jak wrzucona w króliczą norę bez uprzedzenia... Tak czasami się dzieje - człowiek ledwie tknie tematu, nie przypuszczając jakie czeluści się otwierają... Muszę/Chcę zastąpić ignorancję wiedzą.

              Pozdrawiam :-)
              Niki
              • czlowieek Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 02:08
                I ja dziękuję Niki. Korzyść jest zawsze po obu stronach.

                Z króliczą norą... jest piękne. Zawsze myślałem, że jestem kreatywny, ale kiedy byłem w podobnym miejscu jak Ty teraz, tak mi się przynajmniej wydaje, to mówiłem, że coś wrzuciło mnie do pralki automatycznej. Twoja metafora piękniejsza.

                W sprawie zastępowania możesz na mnie liczyć. Tu na forum, albo poza. Kto daje ten bierze. Wariactwo. Zajrzyj do mnie, proszę. Może się do czego przyda.

                Co do słów Broniewskiego gorzkich... Program dwunastu kroków, choć stworzony, skompilowany przez alkoholika dla alkoholików, ma w istocie niewiele z alkoholizmem wspólnego. Jest drogowskazem, pomaga w rozwoju, może pomóc w rozwoju każdemu zagubionemu, zniewolonemu człowiekowi... Więc właściwie każdemu. Także DDA.

                Bo na przykład... Po kolei...

                Dwanaście kroków uczy mnie, żebym godził się z rzeczami, których nie mogę zmienić, akceptował je, bo szkoda energii na niezgodę, że nie jestem najważniejszy na świecie, a świat nigdy nie będzie taki, jak ja chcę, że dobrze jest, kiedy popatrzę na siebie uważnie od czasu do czasu, na moje dobre i złe strony, poznam siebie, i opowiem o tym, bo dobrze jest nie mieć obciążających tajemnic, a mieć czyste, lekkie sumienie, że mogę kształtować sam siebie, pozbywać się przeszkadzających w dobrym życiu wad, a pielęgnować cnoty, że jak komuś zrobię świństwo, to mam zadośćuczynić po prostu, a nie migać się, bo inaczej się nie godzi, że mam dbać o siebie, o moją relację ze światem, i wreszcie, że mam nie być sam dla siebie, a dla innych lepiej, bo kto daje, ten bierze, a ten kto nie daje, ten schnie w samotności.

                Pora spać.

                • niki_de Do Człowieka 17.01.11, 22:16
                  Dziękuję serdecznie, że podzieliłeś się ze mną swoim doświadczeniem, widzeniem świata. Pięknie piszesz, treściwie (to nie chadza zawsze w parze), pięknie dobierasz obrazy... Jestem wzruszona. Dużo ważnego na Twoim blogu dla mnie.

                  Pozdrawiam Cię :-)
                  Niki
                  • czlowieek Re: Do Człowieka 17.01.11, 23:33
                    A ja dziekuję za uznanie. ...ale fajnie, że to pisanie ukryło się trochę wśród innych postów.
    • boja55 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 16:17
      Nigdy nie spotkałem się by ktoś powiedział , że świadomie został alkoholikiem.
      Kajda28 przeczytałem co napisałaś i Cię rozumiem , choć nie do końca się z Tobą zgadzam .Możesz nienawidzić swojego byłego męża , ale nie wolno życzyć komukolwiek śmierci. Jesteś rozgoryczona,miotasz się i sama sobie nie pomożesz.Powinnaś poszukać sobie grupy Al-Anon , lub terapii dla współuzależnionych.
      • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 17.01.11, 19:08
        Chodziło mi o to że jest świadomy swojej choroby, ma dość długie przerwy w piciu a prawie zawsze pierwsze co robi to idzie się napić. Alkoholikiem nie został świadomie- choć świadomie zawsze wybierał picie i zabawę niż pracę.
        Dzięki, wiem że nie powinnam dlatego mam te wyrzuty sumienia.
        • aabroniewski Re: Nieuleczalny przypadek? 18.01.11, 08:35
          Świadomego wyboru może dokonywać osoba nieuzależniona - zakładając, że poznała oba te światy.
          Ten wybór będzie zależny np. od warunków, w jakich przebywa.
          Dla ludzi, którzy mieszkają na ulicy, perspektywa znoszenia tego stanu na trzeźwo jest nie do przyjęcia - co dla mnie jest całkiem zrozumiałe.
          Można to wytrzymywać /nie pić/ i być jednocześnie bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.
          • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 18.01.11, 11:30
            > Dla ludzi, którzy mieszkają na ulicy, perspektywa znoszenia tego stanu na trzeź
            > wo jest nie do przyjęcia - co dla mnie jest całkiem zrozumiałe.

            To rozumiem. Tylko że on jak nie pije ma gdzie mieszkać, co prawda to nie apartamenty i z mamusią ale jednak. Ostatnio miał chrapkę na nasze mieszkanie- ale jak zwykle na gadaniu się tylko skończyło- na szczęście dla mnie.
            • aabroniewski Re: Nieuleczalny przypadek? 18.01.11, 12:22
              Być może on wciąż, w Tobie mieszka i to jest problem.
              Tak jak matka albo ojciec, w sercu DDA.
              To jest również mój problem /straszny problem/ bo uczucia otwierają drzwi do naszego wnętrza, do którego wpływa trucizna.
              To uczucia są wszystkiemu winne - często słyszymy, że ktoś źle ulokował swoje uczucia, a zatem gdy nie ma uczuć problem nie istnieje.
              Trzeba uwolnić się od stworzeń.
        • boja55 Re: Nieuleczalny przypadek? 18.01.11, 15:39
          kajda28 napisała:

          > Chodziło mi o to że jest świadomy swojej choroby, ma dość długie przerwy w pici
          > u a prawie zawsze pierwsze co robi to idzie się napić. Alkoholikiem nie został
          > świadomie- choć świadomie zawsze wybierał picie i zabawę niż pracę.
          Alkoholik , nawet ten który przyzna się do tego że jest alkoholikiem , mimo długich przerw w piciu sięgnie po alkohol świadomie , czy nie bardzo świadomie , ale sięgnie.To właśnie jest bezsilność wobec alkoholu, to jest ta chęć picia.
    • kajda28 2 dni 22.01.11, 17:22
      Dopytałam się aby już całkowicie być pewna że pije a nie że go po prostu nie wypuścili o czasie. Po wyjściu z ZK 2 dni jeszcze chodził trzeźwy zanim się napił.

      Długo się zastanawiałam nad tym co czują dzieciaki do taty- kochają bo to tata, ale nie dlatego ze trzeba kochać, one same chcą. Chciałam abyśmy razem z nim poszli kupić im prezenty na Mikołaja- nie chciały. Teraz młoda jego picie skwitowała że teraz pije a później znowu będzie płakał że musi do szpitala iść. Ja jako dziecko "od zawsze" miałam do mamy pretensje że jest z tatą, że na to pozwala. Moje dzieciaki jak do tej pory nie mają do mnie podobnych pretensji, nawet o to że go nie wpuszczałam do domu- więc może nie będzie z nimi tak źle.
    • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 01.02.11, 15:13
      Trochę was pomęczę :)
      Dzisiaj mi mama powiedziała że go widziała, wszystko jej się zgadzało oprócz twarzy. Szła naprzeciwko niego patrzyła na niego i go nie poznawała.
      Przyszło mi na myśl że to prawie jak nowotwór, człowiek jest bezsilny i widzi jak druga osoba umiera i nie może jej pomóc. Straszne to wszystko, w takich chwilach chciałabym znowu nic nie czuć.
      • aaugustw Re: Nieuleczalny przypadek? 01.02.11, 16:37
        kajda28 napisała:
        > ... Straszne to wszystko, w takich chwilach chciałabym znowu nic nie czuć.
        __________________________________.
        W takich chwilach, nie wiem co napisac...!
        A...
        "Zycze Tobie Pogody Ducha, abys godzila sie z tym, czego nie mozesz zmienic
        i odwagi abys zmieniala to co mozesz zmienic..."
        • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 01.02.11, 18:33
          Dzięki Augustw.
          Wiem, pogodziłam się z tym że nie mogę tego zmienić- co nie zmienia faktu ojciec moich dzieci nie jest dla mnie obcą osobą, więc też nie całkiem obojętny. Widocznie w odpowiednim czasie od niego odeszłam że nie zdążyłam go znienawidzieć- np . za zniszczone życie. Chociaż dzisiaj przychodza mi głupie myśli że może jakbym wtedy nie odeszła... ale od razu je wypędzam.
          Ach jak ja nie lubię jak ktoś mi relacjonuje jak wygląda i co robi mój eks!!! Jak nie widzę, nie wiem to udaję że jest wszystko OK.
          • aaugustw Re: Nieuleczalny przypadek? 01.02.11, 19:50
            kajda28 napisała:
            > Dzięki Augustw.
            > Wiem, pogodziłam się z tym że nie mogę tego zmienić- co nie zmienia faktu ojci
            > ec moich dzieci nie jest dla mnie obcą osobą, więc też nie całkiem obojętny. W
            > idocznie w odpowiednim czasie od niego odeszłam że nie zdążyłam go znienawidzie
            > ć- np . za zniszczone życie. Chociaż dzisiaj przychodza mi głupie myśli że może
            > jakbym wtedy nie odeszła... ale od razu je wypędzam.
            > Ach jak ja nie lubię jak ktoś mi relacjonuje jak wygląda i co robi mój eks!!!
            > Jak nie widzę, nie wiem to udaję że jest wszystko OK.
            ______________________________________________.
            Rozumiem Cie doskonale i wiem co czujesz, ale wiedz, ze
            w tej chorobie nie ma przypadkow beznadziejnych, a to co
            Ty wtedy zrobilas bylo koniecznoscia, ktora podwyzszyla
            Twoje szanse na normalne zycie z 0% na 50%... -
            Na reszte pytan odpowie najlepszy z najlepszy lekarzy - Czas...!
            A...
            Ps. Celowo nie wspomnialem o nadzieji, bo ona jest dobra,
            ale w beznadziejnych przypadkach, a Ty masz odpuscic i nie
            trzymac sie kurczowo starego ukladu, bo nawet gdyby on
            przestal pic, Wasze zycie i tak musialoby rozpoczac od nowa,
            wraz z odbudowa uczuc do zupelnie nowego (ale doswiadczonego) czlowieka...!
            • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 01.02.11, 20:45
              > Ps. Celowo nie wspomnialem o nadzieji, bo ona jest dobra,
              > ale w beznadziejnych przypadkach, a Ty masz odpuscic i nie
              > trzymac sie kurczowo starego ukladu, bo nawet gdyby on
              > przestal pic, Wasze zycie i tak musialoby rozpoczac od nowa,
              > wraz z odbudowa uczuc do zupelnie nowego (ale doswiadczonego) czlowieka...!

              Czy naprawdę wszyscy uważają że jak mój eks by kiedyś skończył pić do bym do niego wróciła, bo się teraz martwię i źle mi z tym że on żyje jak żyje?
              Dlaczego !!!
              Ja do niego żywię jakiekolwiek uczucia tylko dlatego że to był kiedyś bliski mi człowiek, że to jest ojciec moich dzieci. I nawet gdybym była sama przez 10 lat i nikt by mnie nie chciał to bym z nim się nie zeszła. Mieszkaliśmy razem przed rozwodem, w jednym pokoju, nie kłóciliśmy się, nieźle się dogadywaliśmy ale nawet przez chwilę nie przyszło mi na myśl aby do niego wrócić.

              > Twoje szanse na normalne zycie z 0% na 50%...

              Tu masz racje.
              • aaugustw Re: Nieuleczalny przypadek? 01.02.11, 21:25
                kajda28 napisała:
                > Czy naprawdę wszyscy uważają że jak mój eks by kiedyś skończył pić do bym do ni
                > ego wróciła, bo się teraz martwię i źle mi z tym że on żyje jak żyje?
                > Dlaczego !!!
                - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                Jezeli Wszyscy mowia, ze masz "ogon z tylu", to cos w tym musi byc...!
                ________________________.
                kajda28 napisała wczesniej:
                Widocznie w odpowiednim czasie od niego odeszłam że nie zdążyłam go znienawidzieć- np . za zniszczone życie...
                ... Ach jak ja nie lubię jak ktoś mi relacjonuje jak wygląda i co robi mój eks!!! Jak nie widzę, nie wiem to udaję że jest wszystko OK.
                - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                Za tym kryja sie uczucia...!
                A to co ma znaczyc: Zniszczone zycie...!? -
                On Tobie je zepsul...!?
                Kiedy Ty sie obudzilas...!?
                (milosci szkodzi tylko obojetnosc, ale nie to co Ty nam tu piszesz...!)
                _______________________.
                kajda28 napisała wczesniej:

                (A...): > > Twoje szanse na normalne zycie z 0% na 50%...
                - - - - - - - - - - - - - - -
                > Tu masz racje.
                ________________________.
                Ja mialem na mysli jego, a nie szanse Twoje bez niego...
                Czego nie przerobilas jeszcze, ze tak cienkie (procentowo) dajesz sobie szanse...!?
                A...
                • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 02.02.11, 15:24
                  > Jezeli Wszyscy mowia, ze masz "ogon z tylu", to cos w tym musi byc...!


                  Nie teraz i nie ja. Ja potrafiłam kalkulator sprawdzać.


                  > Widocznie w odpowiednim czasie od niego odeszłam że nie zdążyłam go znienawidzi
                  > eć- np . za zniszczone życie...
                  > ... Ach jak ja nie lubię jak ktoś mi relacjonuje jak wygląda i co robi mój eks!
                  > !! Jak nie widzę, nie wiem to udaję że jest wszystko OK.
                  > - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                  > Za tym kryja sie uczucia...!
                  > A to co ma znaczyc: Zniszczone zycie...!? -
                  > On Tobie je zepsul...!?
                  > Kiedy Ty sie obudzilas...!?
                  > (milosci szkodzi tylko obojetnosc, ale nie to co Ty nam tu piszesz...!)

                  To zniszczone życie to bardziej ironia miała być. Bo moje życie tylko sama mogę sobie zniszczyć nikt inny nie jest wstanie tego zrobić. Ale gdybym z nim była dłużej pewnie winę za to że z nim jestem przerzuciłabym na niego że to on mi niszczy życie. On nic nie popsuł- nie mógł.


                  Ja mialem na mysli jego, a nie szanse Twoje bez niego...
                  > Czego nie przerobilas jeszcze, ze tak cienkie (procentowo) dajesz sobie szanse.
                  > ..!?

                  Przerobiłam życie bez alkoholika, odejście od niego- mam to opanowane i nie zawacham się użyć tej siły następnym razem- jeżeli będzie taka potrzeba. A tego czego nie przerobiłam na terapii przerobię w życiu, metodą prób i błędów, patrzenia i słuchania tego co czuję i czego chce.
                  • aaugustw Re: Nieuleczalny przypadek? 02.02.11, 20:55
                    kajda28 napisała:

                    (A...):
                    > > Czego nie przerobilas jeszcze, ze tak cienkie (procentowo) dajesz sobie szanse..!?
                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                    > Przerobiłam życie bez alkoholika, odejście od niego- mam to opanowane i nie zaw
                    > acham się użyć tej siły następnym razem- jeżeli będzie taka potrzeba. A tego cz
                    > ego nie przerobiłam na terapii przerobię w życiu, metodą prób i błędów, patrzen
                    > ia i słuchania tego co czuję i czego chce.
                    __________________________________.
                    Wspoluzaleznienie, jak i alkoholizm to choroba postepowa...
                    Nie wystarczy alkoholikowi nie siegac po ten pierwszy, tak
                    samo jak i wspoluzaleznionej nie wystarczy "odejście od niego"...!
                    A...
                    • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 03.02.11, 15:24
                      >wspoluzaleznionej nie wystarczy "odejście od niego"...!

                      Wiem, bo samo odejście niczego nie załatwia. Ja mam już wszystko za sobą więc ja juz odeszłam całkowicie, przestałam być współuzależniona- czasami mi jedynie go żal. Za mną się ciągnie DDA- dużo przerobiłam na terapii, dwa razy więcej w życiu. Cieszę się z tego jaka jestem, że mało we mnie złości, krzywdy, gniewu, że we wszystkim się dopatruje dobrych stron i tylko na nie zwracam uwagę. Lubię siebie.
                • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 02.02.11, 15:42
                  > Kiedy Ty sie obudzilas...!?
                  > (milosci szkodzi tylko obojetnosc, ale nie to co Ty nam tu piszesz...!)

                  Kiedy się obudziłam to przestałam go kochać.
                  Traktuję go jak rodzinę, można nie widzieć latami a i tak się czuje że to ktoś bliski. Czy tylko ja osobę z którą spędziłam 5 lat życia (tyle razem mieszkaliśmy, znamy się trochę dłużej) traktuję za kogoś mi bliskiego? Nie umiem go nienawidzieć. Jak mogę czuc wobec niego obojętność? Obojętny mi jest pijaczek pod sklepem który wygląda trochę lepiej jak mój eks- widzę i zapominam. Ale nie ktoś komu oddałam część siebie- jestem z pijackiego domu, w którym każdy miał swoje sprawy, nie miałam tam nikogo bliskiego. Eks był pierwszą taką osobą- może właśnie dlatego nie umiem ot tak , bez żadnych emocji przejść nad tym do porządku dziennego.
                  • aaugustw Re: Nieuleczalny przypadek? 02.02.11, 21:00
                    kajda28 napisała:
                    > Kiedy się obudziłam to przestałam go kochać.
                    > Traktuję go jak rodzinę, można nie widzieć latami a i tak się czuje że to ktoś
                    > bliski... ...traktuję za kogoś mi bliskiego? Nie umiem go nienawidzieć. Jak mogę czuc wobec niego obojętność? Obojętny mi jest pijaczek pod sklepem który wygląda trochę lepiej jak mój eks- widzę i zapominam. Ale nie ktoś komu oddałam część siebie- jestem z pijackiego domu, w którym każdy miał swoje sprawy, nie miałam tam nikogo bliskiego. Eks był pierwszą taką osobą- może właśnie dlatego nie umiem ot tak , bez żadnych emocji przejść nad tym do porządku dziennego.
                    __________________________________________________.
                    Dziwne, mam inne obrazy w glowie powstale z tych opisow,
                    ktore nam tu przytoczylas...!
                    Ale niech i tak bedzie, nawiaze do tego aktualnego... - Skoro tak
                    on nie jest Tobie obiojetnym, dlaczego nie wyciagniesz do niego
                    pomocnej reki, skoro wiesz, ze to choroba go toczy...!?
                    A...
                    • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 03.02.11, 15:18
                      - Skoro tak
                      > on nie jest Tobie obiojetnym, dlaczego nie wyciagniesz do niego
                      > pomocnej reki, skoro wiesz, ze to choroba go toczy...!?

                      Po pierwsze nigdy nie prosi mnie o pomoc, po drugie jedyne co mogłabym dla niego zrobić to... jak jest trzeźwy wpuszczam go do domu, nawet mu lampkę ostatnio oddałam bo poprosił, a jak pijany to nic dla niego nie zrobię- wszystkie adresy pomocy zna lepiej ode mnie, więc w żaden sposób nie mogę mu pomóc.

                      Po drugie tylko 2 osoby z tego forum uważają że ja chciałabym być znowu z moim eks, chyba że ktoś jeszcze tylko nic nie mówi. W realu nikt nie ma wątpliwości co do tego że my już nigdy razem nei będziemy.
                      • aaugustw Re: Nieuleczalny przypadek? 03.02.11, 17:45
                        kajda28 napisała:
                        > ... tylko 2 osoby z tego forum uważają że ja chciałabym być znowu z moim
                        > eks, chyba że ktoś jeszcze tylko nic nie mówi. W realu nikt nie ma wątpliwości
                        > co do tego że my już nigdy razem nei będziemy.
                        _________________________________.
                        To mowia ludzie, a co Ty odczuwasz...!?
                        A...
                        • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 03.02.11, 18:11
                          > To mowia ludzie, a co Ty odczuwasz...!?

                          To co Wam tu piszę już n-ty raz. To że boli mnie że mój eks żyje jak żyje w żaden sposób nie oznacza że kiedykolwiek bym chciała z nim być. Nawet gdyby nie pił- byłabym zadowolona bo dzieci miałyby ojca, i nie byłabym sama z problemami wychowawczymi i z chorobami- ale jestem pewna że nie zeszłabym się z nim.
                          • aaugustw Re: Nieuleczalny przypadek? 03.02.11, 18:30
                            kajda28 napisała:
                            > ... byłabym zadowolona bo dzieci miałyby ojca, i nie byłabym sama z problemami w
                            > ychowawczymi i z chorobami- ale jestem pewna że nie zeszłabym się z nim.
                            _____________________________________________________________.
                            Uwazam, ze te przytoczone wyzej dwa zdania wykluczaja sie wzajemnie...!
                            Chyba, ze chcesz miec tylko "dochodzacego" trzezwego partnera i ojca dzieciom...!?
                            A...
                            • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 03.02.11, 18:55
                              > Uwazam, ze te przytoczone wyzej dwa zdania wykluczaja sie wzajemnie...!
                              > Chyba, ze chcesz miec tylko "dochodzacego" trzezwego partnera i ojca dzieciom..
                              > .!?


                              Jakbyś sam wychowywał dzieci to byś wiedział że te dwa zdania w żaden sposób nie wykluczają się ze sobą.
                              • aaugustw Re: Nieuleczalny przypadek? 03.02.11, 20:15
                                kajda28 napisała:
                                > Jakbyś sam wychowywał dzieci to byś wiedział że te dwa zdania w żaden sposób n
                                > ie wykluczają się ze sobą.
                                __________________________________________________________.
                                Wiec i ja odpowiem podobnym "argumentem":
                                Gdybys byla mezczyzna, widzialabys to w ten sposob, jak ja to opisalem...!
                                A...
                                • kajda28 Re: Nieuleczalny przypadek? 04.02.11, 15:05
                                  > Gdybys byla mezczyzna, widzialabys to w ten sposob, jak ja to opisalem...!
                                  > A...

                                  Więc pewnie jestem naiwna.
                                  Ale też wiem że mój eks jak był trzeźwy właśnie taki był- miał codzienny kontakt z dziećmi, jak były jakieś problemy to wiedziałam że poprze moje zdanie wychowawcze - i to wszystko w czasie kiedy był już z inną kobietą.
      • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 01.02.11, 21:14
        kajda28 napisała:

        > Przyszło mi na myśl że to prawie jak nowotwór, człowiek jest bezsilny

        Ale to nie jest nowotwor.
        • aaugustw Re: Nieuleczalny przypadek? 01.02.11, 21:26
          sabinac-0 napisała:

          > kajda28 napisała:
          > > Przyszło mi na myśl że to prawie jak nowotwór, człowiek jest bezsilny
          - - - - - - - - - - - - - - - - - -
          > Ale to nie jest nowotwor.
          ______________________.
          Ale tez smiertelna choroba!
          A...
          • sabinac-0 Re: Nieuleczalny przypadek? 02.02.11, 13:45
            aaugustw napisał:

            > > Ale to nie jest nowotwor.
            >
            > Ale tez smiertelna choroba!

            Jak sie tak przyjrzec to samo zycie jest smiertelna choroba. :P
            • aaugustw Re: Nieuleczalny przypadek? 02.02.11, 14:21
              sabinac-0 napisała:
              > > > Ale to nie jest nowotwor.
              .............................................
              (A...):
              > > Ale tez smiertelna choroba!
              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
              > Jak sie tak przyjrzec to samo zycie jest smiertelna choroba. :P
              ______________________.
              Ale czy tez od urodzenia...!?
              A...

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka