Gość: stachu34
IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl
21.08.04, 00:05
Ja wiem, jak trudno dzielić życie z osobą uzależnioną. Tym bardziej trudno,
gdy chodzi o własne dziecko. W niwecz obraca się całe staranie o człowieka, o
dziecko mające być podpora, dumą, zabezpieczeniem starości i to wcale nie
materialnym zabezpieczeniem. Ale jeszcze bardziej martwi mnie pragnienie
ratowania przed czymś, o czym nie mamy zielonego pojęcia. Jak ratować
topielca, skoro nie umiemy pływać...
Kto mi powie, co to są „dobre ośrodki leczenia alkoholizmu”? „Z dobrymi
terapeutami,” i do tego jeszcze skuteczne. Alkoholizm to nie jest wycięcie
wyrostka robaczkowego, gdzie dobry chirurg zeszyje brzuch tak, że nie będzie
śladu blizny!!!! Alkoholizm to amputacja chorej psychiki, chorej osobowości
odpowiedzialnej za kontrolę picia. Tu nawet przeciętny lekarz, posunę się
dalej znachor, przy dużej chęci chorego do trzeźwego życia, potrafi doskonale
pomóc. I nawet piwnica może być doskonałą „salą operacyjną”.
Jak alkoholik chce się leczyć, to niech leczy się w zwykłym ZOZ-ie, a będzie
z tego znakomity skutek. Nie szukajmy „cudu na kiju”, bo jak nie chce się
leczyć...To możemy podłubać palcem w nosie i to tylko swoim nosie.