Dodaj do ulubionych

Co może stać się dalej?

22.02.09, 21:37
Facet pije kilka lat. Do zeszlego roku wiedziala o tym tylko żona (i to od niedawna). Mają piękny dom, gośc jest wykształconym facetem, sporo zarabial, teraz coraz mniej pracuje, coraz więcej pije. W grudniu zdarzyło mu się zapić (błagał żonę, zeby nie wychodzila z domu, bo boi się zostać sam), po miesiącu kolejny raz. W międzyczasie nie pił (być może pil minimalne ilości, żona nie byla w stanie zauważyć tego). Facet leczy się od jakiegoś połtora roku, ale z mizernym skutkiem. Żona też wiele wie na tenat alkoholizmu, kontaktowala się z terapeutami, wie, jak postępować i probuje tak robić (nie zawsze to się jej udaje, bardzo emocjonalnie wciaz podchodzi do problemu). Jest w tym związku 10 letnie dziecko, ktore zaczyna się bac ojca (dziecko wie, że ojciec jest chory). I teraz pytanie: czy kobieta powinna zacząć działać? Jak? Poki co facet daje jej kasę na utrzymanie domu, kiedy nie pije jest normalnie. Czy to jest tak, ze facet zaczyna staczać się, wyrzucą go z pracy, straci oszczędności, zacznie wynosci z domu, wezmie kredyt (wersja pesymistyczna). Czy może lepiej tak życ- pogodzić sie z tym, że gośc zapija, a poki co zarabia, dzieci mają wszystko czego potrzebują (matka też pracuje zawodowo, ale nie stac jej byloby na życie na takim poziomie jak teraz). W domu nie jest normalnie, to wiadome. Dom jest jeden- czy żona ma się wynieśc, żeby był swięty spokój? Facet nie chce się wyprowadzić, nawet jesli mogliby kupić jakies male mieszkanko. Boże, jakie to wszystko trudne... Co poradzic dziewczynie?
Obserwuj wątek
    • maras2011 Re: Co może stać się dalej? 22.02.09, 23:21
      "Facet" musi się leczyć, i nie ma tu znaczenie na jakiej stopie żyje , jak
      spadnie to tylko z większym hukiem , zawsze kończy sie podobnie jesli nie
      przestanie, są dwie drogi; jedna prowadzi 2 metry pod ziemią , druga do życia w
      trzeźwości. Poradnie uzależnień , terapeuci, AA, wszystkiego trzeba próbować ,
      żeby udało mu się powrócić do trzeźwości, a na początek detox z tego co czytam.
      Nie ma pół środków i powrotu do kontrolowanego picia.
      Musi sam chcieć i dla siebie !!!
      • tenjaras Re: Co może stać się dalej? 23.02.09, 11:31
        > Musi sam chcieć i dla siebie !!!

        na pewno alkoholik by przestać pić i chcieć zrobić wszystko, by już
        do picia nie wracać, musi upaść na swoje dno - czyli znaleźć się w
        miejscu, do którego już nie będzie chciał wrócić, o ile przeżyje

        dno, można "przybliżyć", alkoholik nie musi wszystkiego przepić, by
        się tam znaleźć, ale do tego trzeba wiedzieć jak pomóc alkoholikowi
        osiągnąć to jego dno

        z taką wiedzą nikt się nie rodzi, wręcz przeciwnie, nawet
        najbardziej zainteresowane osoby nie posiadają jej za grosz, a
        większość ją odrzuca ponieważ nie w smak im przyznać się, że brały
        udział w degrengoladzie rodzinnej, tego trzeba się uczyć i mieć wolę
        podjęcia odpowiedzialności za własne zachowania

        alkoholizm to problem rodzinny, nie jedynie osoby uzależnionej i
        cała rodzina, nawet bez udziału pijącego może podjąć proces
        uzdrowienia siebie, do zdrowej rodziny alkoholik chętniej dołączy
        jak już przyjdzie jego czas zdrowienia
        • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Co może stać się dalej? 02.03.09, 10:17

          • 1962wolf Re: Co może stać się dalej? 02.03.09, 10:29
            wiesz Beko.............to tak zwane leczenie/ lub nauczanie/
            poprzez profilaktyczne przyblizenie dna. to wiedza , ktora
            ludzie maja juz od wiekow.
            nawet w wojsku to sie stosowalo przez stulecia. wpierw
            musieli rekruta zlamac-upodlic--------by stal sie odporny i
            potrafil to i owo potem.
            w stosunku do alkholikow------niektore kobiety-----tez potrafia
            same zastosowac takie metody-------bez zadnych nauk i
            terapii, lub innych "duchowych " podniet.
            jedne potrafia- inne nie
            i prawde mowiac-----z terapia, czy bez niej==mam na mysli
            to wiedze, ktora tak Ci "ubodla" u Jarasa-----skutek jest
            taki sam
            statystycznie i empirycznie.
            • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Co może stać się dalej? 02.03.09, 10:44

              Nie bardzo rozumiem o czym mowisz.

              Ja odnioslem sie do Jarasowego stwierdzenia, ze mozna jakoby sztucznie
              przyblizyc dno. Moze zle go zrozumialem, moze chodzi po prostuy o otwarcie komus
              oczu na to co robi- wtedy niepotrzebny jest ten zargon "przyblizanie operacyjne
              dna".

              Bo mnie kojarzy sie to z tym, co ze mna robiono- probowano mi wmawiac, ze jestem
              zlodziejem, bo "kazdy pijak to zlodziej", a ja juz zaczalem nawet w to wierzyc-
              juz mialem to "dno" az sie ocknalem i pomyslalem- co oni pierdziela. I efekt
              odwrotny od zamierzonego terapeuci osiaglneli- za co powinni oddac pieniadze,
              jakie wzieli na moje leczenie z budzetu- ale coz, latwiej zwalic na mnie, ze ja
              " nie chcialem", chociaz prawda jest taka, ze jak tylko moglem sie klonilem w
              pas i poddawalem, ale w koncu przekroczyono granie przyzwoitosci- zeby wmawiac
              komus ze jest zlodziejem, no bo przeciez jest do wypelnienia kartka na ktorej
              leczony alkoholik musi wymienic jak okradal najblizszych przez alkohol i puste
              pola koniecznie trzeba wypelnic!
              Smieszne to wrecz uwazam.
              • 1962wolf Re: Co może stać się dalej? 02.03.09, 11:51
                pijak wbrew pozorom nie koniecznie jest glupi Beka---i na
                manewr "operacyjnego przyblizania dna" da sie nabrac tylko
                raz.
                caly pic polega na tym.,............ze musi sam w nie
                wyrznac i sam uznac ,ze w nie pierd******. inaczej psu na
                bude-cala ta operacja
                a jesli jest ponawiana kilka razy-bez konsekwencji , to
                nawet na pol budy nie starczy .
                • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Co może stać się dalej? 02.03.09, 12:42
                  1962wolf napisał:

                  > pijak wbrew pozorom nie koniecznie jest glupi Beka---i na
                  > manewr "operacyjnego przyblizania dna" da sie nabrac tylko
                  > raz.
                  > caly pic polega na tym.,............ze musi sam w nie
                  > wyrznac i sam uznac ,ze w nie pierd******. inaczej psu na
                  > bude-cala ta operacja
                  > a jesli jest ponawiana kilka razy-bez konsekwencji , to
                  > nawet na pol budy nie starczy .


                  Do tegoz wlasnie zmierzam- ze to musi byc autentyczne "przebudzenie" a nie
                  nawrocenie.
                  A jesli nawrocenie to zrobione tak misternie, zeby sie delikwent do konca swych
                  dni nie zorientowal. W przypadku prostych niezbyt analizujacych zycie jednostek
                  to sie moze sprawdzic, w przypadku zaleznych i podatnych na wplywy rowniez, ale
                  to tyle.

                  zreszta nie wiem jak w praktyce mialoby to skutecznie wygladac?
                  No bo mowie, na chama to wiem jak- wmawianie i przekrecanie faktow, ale jak to
                  zrobic profesjonalnie?
                  Zorganizowac kamere i jak sie delikwent napije to go nagrac i puscic w sieci,
                  jak corka Hasselhoffa?
                  Tak, David napisal po tym ksiazke jak jest wdzieczny ( tak mu pewnie powiedzieli
                  na terapii) a 2 tygodnie na temu na Brit Awards nastukany wreczal nagrode a
                  potem zabawnie acz tez zalosnie na oczach telewidzow bajerowal prowadzaca.
                  David mogl sobie przetlumaczyc tak- wczesniej sie musial ukrywac z piciem a
                  teraz jak wszyscy juz i tak wiedza to co, moge pic jawnie?

                  Nie winie corki, pewnie byla zdesperowana i bezradna, zrobila co jej wydawalo
                  sie sluszne- narobic tatusiowi siary to sie przebudzi, ale operacja przyszla z
                  zewnatrz i jak widac niewiele na dluzsza mete dala.

                  • 1962wolf Re: Co może stać się dalej? 02.03.09, 12:49
                    ".........W przypadku prostych niezbyt analizujacych zycie jednostek
                    to sie moze sprawdzic, w przypadku zaleznych i podatnych na wplywy
                    rowniez, ale
                    to tyle.............."

                    i z tym sie zgadzam w 100%------caly tak zwany proces
                    terapiowy , lub AA-------tego wlasnie dowodzi
                    z cala ostroscia.
                    reszta alkoholkow musi jesli chce zyc--------radzic sobie sama
                    ja na terapie poszdlem w koncu.........z bezslinosci,
                    wscieklosci na siebie samego itd itp..........i przekonalem
                    sie o jednym
                    sam- sobie..............i nikt inny mi nie pomoze .
                    ale nie zaluje ,ze na terapii bylem........przynajmniej mam
                    swiadomosc ,ze wyczerpalem wszelkie dostepne mozliwosci.;
                    jakie tylko istnieja.
                    i fertig------reszta zalezy tylko ode mnie.


                    • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Co może stać się dalej? 02.03.09, 15:19

                      -wg mnie problem polega na sile a nie kierunku.
                      nie jestem anarchista i nie sadze, ze powinno byc tak, ze kazdy przychodzi na
                      terapie i ustala co chce i jak i sam rzadzi- trzeba sie podstosowac pod pewne
                      reguly, program itp.
                      Ale bez przegiecia- nie podoba mi sie taka atmosfera w osrodkach " oh ja glupi
                      alkoholik przyszedlem do madrych terapeutow i oni mi powiedza jak zyc" co
                      przyznaje w kwestii wytworzenia atmosfery jest czesto bardziej zasluga
                      "przerobionych" starych alkoholikow niz kadry chociaz tej czasem tez. 9 takie
                      kokieteryjne wypowiedzi typu jaras i jego terapki).
                      Nie kazdemu to jednak pasuje, nie kazdy chce sie wyrzec swoich praw "dla dobra
                      sprawy".

                      W ogole to slyszalem ze Kotanski podobno kopal i wyzywal podopoecznych- takie
                      mial metody, nie wiem czy to prawda, ale jesli tak to ciekawe jaka mial skutecznosc.
                      swoja droga...
                      Terapeuci przyjmujacy do osrodka powinni byc jak dobry handlowcy, umiec
                      przekonac do zakupu produktu i do pozakupowej satysfakcji, a nie jak oszusci
                      akwizytorzy, ktorzy mowia ze dobry prezent w promocji, biora kase, usmiech,
                      odwrot na piecie i w dluga, otwierasz paczke a tam dlugopis za zlotowke niepiszacy.
                      Tak i z alkoholikiem- wychodzi po terapii i zapija- ale zaraz glosy oburzenia "
                      to jego wina" albo wrecz moze
                      "no jeszcze tego brakowalo zeby prosic alkoholika na kolanach zeby sie leczyl".
                      Nie, jak ktos idzie na prywatny detoks to wybiera- jak chce to moze wybrac taki
                      gdzie go beda walic z liscia po twarzy, jego brocha, ale jak idzie na panstwoowy
                      to ma prawo wymagac jak i u kazdego innego lekarza szacunku i rzetelnosci a nie
                      rzadow pol pota.

                      • e4ska Re: Co może stać się dalej? 02.03.09, 15:53
                        Cóż, samo życie.

                        O Kotańskim też słyszałam. Narkomani ostrzegali się przed Monarem. No, ja nigdy
                        nie ćpałam, więc wiem tylko tyle, co głosi plotka.

                        Natomiast kto śmie o tym mówić czy pisać, tego zadziobać... bo reklamkom
                        zaszkodzi;-)
                        • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Co może stać się dalej? 03.03.09, 00:56
                          Zeby nie bylo, nie chce szykanowac Kotanskiego- wierze gleboko, ze intencje mial
                          dobre, zastanawiam sie tylko glosno, jak bylo z praktyka- bo bc moze tak, ze
                          pare osob faktycznie udalo sie w ten sposob mu uratowac, co wprowadzilo go w
                          stan jakiegos przekonania, ze tak widac trzeba?
    • halberek Można i tak 26.02.09, 18:34
      Piszesz, że żona wie co robić. Mnie do głowy przychodzi taka terapeutyczna
      konfrontacja pijącego i jego rodziny w obecności terapeuty. Żeby i żona i
      dziecko powiedzieli mu czego się boją, jakim staje się dla nich człowiekiem
      kiedy pije.
      Byłam na terapii z gościem który przystępował do leczenia po raz jedenasty. Pił
      ponad połowę swojego życia, zaliczył więzienie, nie miał nadziei na nic.
      Spotykam go często. Nie pije, udało się.
      Czasem zaskakuje za 11-stym razem, ale naprawdę pomyślałabym o konfrontacji -
      ona, on, dziecko + psycholog. jeśli sprawa jest warszawska służę namiarem.
      • 1962wolf Re: Można i tak -ale jakim kosztem? 27.02.09, 08:34
        11 razy na terapii?
        moim zdaniem o 9 za duzo. gdyby tak osoba po wypadku z
        uszkodzeniami kregoslupa- nieustannie opuszaczala i lekcewazyla
        sobie rehabilitacje powypadkowa----w koncu / i to dosc szybko/
        dostalaby kopa.........nie mozna wydawac w kolko pieniedzy z
        jednego wspolnego worka na "leczenie" osoby , ktora ma
        gdzies swoje wlasne zdrowie. a w tym samym czasie, brakuje
        pieniedzy na osoby chore , naprawde w niezawiniony przez
        siebie sposob.
        od takich nieustannych "zapitych" jest AA-lub armia zbawienia/
        przynajmniej w krajach cywylizowanych.
        lub prywatne osrodki.
        gdyby za kolejne detoxy trzeba bylo becelowac w szpitalu -10-
        tys zlotych itd etc........a za kolejna terapie zaplacic z
        wlasnej kieszeni 20 tys zl..........wielu pijakow, lub ich zony-
        -szybko by skalkulowali co sie bardziej oplaca-byc
        alkoholikiem czynnym, nie czynnym, lub skonczyc w pod mostem
        z braku srodkow do zycia.

        • kajda28 Re: Można i tak -ale jakim kosztem? 28.02.09, 21:54
          > gdyby za kolejne detoxy trzeba bylo becelowac w szpitalu -10-
          > tys zlotych itd etc........a za kolejna terapie zaplacic z
          > wlasnej kieszeni 20 tys zl..........wielu pijakow, lub ich zony-
          > -szybko by skalkulowali co sie bardziej oplaca-byc
          > alkoholikiem czynnym, nie czynnym, lub skonczyc w pod mostem
          > z braku srodkow do zycia.
          >


          wolf to by nikt nie poszedł na kolejne leczenie. A żony , a przede
          wszystkim matki alkoholików za wszystko obwiniałyby państwo a nie
          samych chorych.
          I o ile żona może wygonić męża pod most, jego matka już nie. Razem z
          detoxem powinny być obowiązkowe terapie dla najbliższej rodziny-
          może wtedy byłyby lepsze efekty.
    • 1962wolf Re: Co może stać się dalej? 27.02.09, 08:11
      skoro wszyscy w tym domu:
      lecza sie
      wiedza co i jak
      i tak dalej i tak dalej

      a jedynym bodzcem ,ktory hamuje jakiekolwiek dzialanie jest
      status finansowo-spoleczny na dzien dzisiejszy.
      znaczy tak im na dzis pasuje
      i tyle.
      nie mozna z reguly zjesc cukerka i miec go jednoczesnie--to
      niby banalny frazes, ale prawdziwy.
      i zadne terapie, nauki, psychologia, mityngi itd etc---------
      same z siebie nie zadzialaja.
      samo z siebie..........to tylko w bajkach
      • alfa36 Re: Co może stać się dalej?do wolf 01.03.09, 20:33
        Myślę, że to nie tak, ze im jest dobrze. Gdyby tak bylo, nie byloby tego wątku. Zadalam konkretne pytanie: lepiej tak żyć? czy lepiej zostawic wszystko i wraz z dzieckiem wynieśc się, może nie pod most, ale.... wynając mieszkanie i jakos probować poukladać sobie życie. Gość teraz, chyba zdając sobie sprawę z mozliwego rozwoju wypadkow, grozi żonie, ze ta nic nie dostanie w razie rozwodu, mowi że żona jest niczym, że wszystko co mają to zosluga jego pracy. A kobieta dośc konkretna zawsze byla, ambitna,a z drugiej strony chyba boi się przyszlosci i chcialaby ratowac związek. Pytanie moje, osoby z zewnątrz: czy warto ratować, skoro kobieta jest strzępkiem nerwów.
        • kajda28 alfa 01.03.09, 22:22
          ona powinna siebie ratować a nie związek. Jak w końcu zacznie myśleć
          o sobie to i może z związku coś będzie. Jest współuzależniona i nad
          tym powinna popracować. Wyprowadzka od męża nie wiele pomoże. Będzie
          miała spokój, ciszę- ale czy będzie umiała patrzeć jak jej mąż bawi
          się za pieniądze na które razem pracowali (bo nawet jak to on
          pracował a ona zajmowa się domem,dzieckiem to tak jakby razem na to
          pracowali)- to raczej nie da jej spokoju ducha.
          • kajda28 Re: alfa 01.03.09, 22:25
            sorry, dopiero przeczytałam główny wątek.
            Więc z tego co piszesz to powinna pójść do dobrego prawnika od
            rozwodów i podziału majątku. No i psycholog, aby mogła się trochę
            rozładować i uspokoić.
            • e4ska Re: alfa 01.03.09, 23:18
              Cóż - leczą się oboje półtora roku.

              A jakby tak esperal? Póki jeszcze można sobie zamówić zaszywanie? Nie on jeden,
              pijak, na którego terapia nie działa.
              Może być tak, że będzie się leczył i leczył, a zanim go zaleczą, zapije się
              pacjent na śmierć. Szukać trzeba innych metod.

              Prawnika żona powinna odwiedzić koniecznie. To najlepszy psycholog.
        • 1962wolf Re: Co może stać się dalej?do wolf 02.03.09, 07:43
          alfa36 napisała:

          > Myślę, że to nie tak, ze im jest
          dobrze. ..........................................> chcialaby
          ratowac związek. Pytanie moje, osoby z zewnątrz: czy warto ratować, s
          > koro kobieta jest strzępkiem nerwów.

          jakos nie bardzo wierze w to: " z zewnatrz"...........a to
          niestety ma wplyw na moje wypowiedzi.
          a decyzje owa kobieta i tak musi podjac sama-------tak jak
          i ryzyko
          zwiazek z mezem to jedno=a przyszlosc dzieci to drugie.

          moja zona...........przez dlugi czas bilansowala sobie straty
          i zyski z bycia ze mna.
          jak bylem trzexwy---------bylem chyba nienajgorszym ojcem i
          mezem.
          ale w koncu bilans wyszedl jej na minus------oczywiscie na
          moja niekorzysc.
          i miala racje........teraz gdy o tym rozmawiamy oboje-to
          dochodzimy do wniosku, ze szkoda , iz ten bilans nie wyszdl
          na minus kilka lat wczesniej.
          takbyloby pewnie lepiej dla nas wszystkich.
          choc ja osobiscie-----nie mam co narzekac. dzieci i zona
          nigdy nie wykopali mnie z swego zycia "na zawsze"..kopneli
          mnie prewencyjnie. i git

          • alfa36 Re: Co może stać się dalej?do wolf 03.03.09, 22:24
            Nie jestem na szczęście opisaną żoną. Rzeczywiście jestem "z zewnątrz", problem znam z opowieści owej żony.
          • alfa36 Re: Co może stać się dalej?do wolf 03.03.09, 22:25
            1962wolf napisał:

            dzieci i zona
            > nigdy nie wykopali mnie z swego zycia "na zawsze"..kopneli
            > mnie prewencyjnie. i git
            A jak to zrobili... to kopnięcie... prewencyjne?
            • 1962wolf Re: Co może stać się dalej?do wolf 04.03.09, 07:53
              ".........A jak to zrobili... to kopnięcie... prewencyjne?."

              zostawili mnie samego sobie- zupelnie. i mnie o tym
              uprzedzili. ze od teraz:-------radze sobie sam.
              ale jesli zdecyduje sie na powazne kroki w celu
              zaprzestania picia--------to byc moze, mi pomoga, ale dopiero
              wtedy gdy nabiora jakiej takiej pewnosci ,ze nie jest to
              moja kolejna sciema na potrzeby odroczenia i oszukania ich.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka