olesa
24.11.09, 12:04
Jestem tu nowa i bardzo się cieszę, że znalazłam to forum.
Mam córeczkę, Hania ma prawie 2lata i 8miesięcy. Mieszkamy w UK.
Hania od samego początku była "wyjątkowym" dzieckiem, bardzo
wrażliwa, przez pół roku walczyliśmy z kolkami, potem zaczęły się
zęby itp. Cały nasz świat jest podporządkowany Hani. Późno zaczęła
siadać, raczkowała i zaczeła stawać dopiero na roczek. Chodziła w
wieku 16miesięcy. Gdy miała półtora roku myślałam, że ma autyzm. Był
z nią ograniczony kontakt, tzn. reagowała na imię, niektóre
polecenia, ale tylko gdy miała ochotę. Nie pokazywała nic paluszkiem
do 2 lat. Będąc co pół roku w Polsce odwiedzaliśmy pediatrę,
mielismy skierowania do neurologa, rehabilitanta (ze względu na
opóźnione siadanie). Ale wszyscy mówili, że jest ok.
Tu Hania jest pod opieką Health Visitor i od ponad pół roku Speech
and Language Terapist (ktoś w rodzaju logopedy, ale raczej tylko
terapeuty). HV robi z Hanią co pół roku testy ogólnorozwojowe
(rozwój fizyczny, manualny, językowy, zachowania społeczne,
interreakcje). Gdy miała 1,5roku wiekszość obszarów testu wyszła w
normie i powyżej, tylko język i "samodzielność" były na poziomie
15miesiąca, czyli ogólnie dobrze. HV wykluczyła autyzm, stwierdziła,
że Hania jest wrażliwa, boi się ponieść porażkę i dlatego nie chce
wykonywać pewnych rzeczy, nie chce nawet próbować, żeby nie byc
uznaną za "fool".
Kolejne testy pokazały rozwój w każdym obszarze, ale nadal mamy
półroczne opóźnienie w mowie i "samodzielności" .Jest to powiązane,
bo dziecko nie mówiące i tak "uparte" jak moje , nie chce
współpracować i się usamodzielniać.
Terapeuta mowy skolei bagatelizuje nasz problem, zwalając wszystko
na fakt dwujęzyczności. Jej wskazówki wykonuję już od dawna (zanim
jeszcze trafiliśmy do SLT), są proste i nie dają żadnego efektu.
Hania mówi ok.75 słów po polsku i 20 po angielsku. Przy czym 90% są
to jej własne, wymyślone wyrazy. Np. makaron to "tyka", ketchup
to "oci", wszystkie zwierzątka nazywa używając ich odgłosów "hauhau,
miau, miau" itd. Wiele wyrazów ma u niej tę samą nazwę np. "oci" to
ketchup i motyl. Na dodatek Hania mówi niewyraźnie, miś powie "mi",
klej "ke", ogon "odo"itp.
Trudno się z nią porozumieć, bardzo szybko się denerwuje, gdy nie
łapię w mig o co jej chodzi. Mam wrażenie, że jej rozumienie jest
też ograniczone. Rozumie i wykonuje proste polecenia, typu:przynieś,
otwórz, pokaz, idziemy, potrafi wybrać buty, czy jedzenie. Ale
wytłumaczenie do czego słuzy nocnik, albo, że mama musi teraz coś
zrobić, czy wyjść, ale wróci jest zbyt trudne. Nie mozna dotrzeć do
niej gdy jest zdenerwowana, a późniejsze tłumaczenie nie ma sensu bo
ona nie pamięta i mnie nie rozumie. Nie wiem ile powinien rozumieć
2,5latek. Czytam inne mamy, które mówią "moje dziecko nie mówi, ale
wszystko rozumie". Co to znaczy wszystko???
Czy rzeczywiście bedzie więcej rozumieć, gdy zacznie wiecej mówić?
Takiego zdania jest ta nasza terapeutka.
Ćwiczę z Hanią wg książki "Zaczynam mówić" Hania mówi samogłoski,
potrafi też wymówic większość sylab,wydaje mi się, że buzie ma
przygotowaną, bardzo ładnie nasladuje zwierzęta, intonuje
np. "beee", klekocze jak konik, ale jej słowa są głównie
dwusylabowe "mama, papa" lub dźwiękonasladowcze. Powie "ła" i "ta"
ale już nie chce powiedzieć "łata".
Nie wiem co dalej robić. widzę, że mam problem z kontaktem, Hania
rzeczywiście jest uparta i nie chce współpracować, ma kłopot z
koncentracją. Znalazłam książki "Słucham i uczę się mówić" ale moje
dziecko nie załozy słuchawek.
Drogie mamy i tatusiowie (nie wim czy też tu są) proszę was o jakieś
rady? Głownie ile takie dziecko powinno rozumieć i czy jak w końcu
zacznie mówić, bedzie rozumieć więcej. I jak skłonić ja do mówienia,
nie chcę naciskać i zmuszać, bo w naszym przypadku nie tędy droga.
Nie mam możliwości kontaktu z prawdziwym logopedą, czy psychologiem,
może przy okazji wizyty w Polsce kogoś poszukać. ale czy jedne
spotkanie nam coś pomoże.
Rozpiszałam się strasznie, ale chciałam, żebyście wiedziały o nas
jak najwięcej.
Pozdrawiam Ola i Hania