umka_
30.05.04, 21:20
odkryłam ,że rower mej znajomej się kurzy biedny i dusi u niej w pokoju,
dlatego też, by weekendowo się nie lenić zupełnie, postanowiłam zabrać go ze
sobą na dłuuuuuugi spacer wzdłuż odrzańskich brzegów. niestety, droga po ów
rower nie jest najłatwiejsza - aby go zdobyć trzeba najpierw wdrapać się na
trzecie piętro starej kamienicy (co dla stworzenia parterowego nie lada jest
wyczynem). schody doprawdy robią wrażenie - drewniane, ażurkowe, trzeszczące
pod każdym stąpnięciem. dłuuugi dzwonek do drzwi (pani stenia jest
przygłucha, a na dodatek często zasypia w fotelu). znoszę rowerzysko na dół
(co już lekko mnie wykańcza) i potem hopla na siodełko i w drogę... pierwszy
etap wśród samochodowych spalin, ale juz po chwili skręcam i zanurzam się w
zielony tunel nadrzeczny. mosty, mosty i potem wzdłuż zoo - dzieciaki
spacerowe podglądają przez każdą możliwą szparkę zwierzynę. wiadomo,
niedziela i wały oblegane przez tłumy to spacerowiczów to rowerzystów
właśnie. nad odrą najpiękniejsze domy - tajemnicze, zarośnięte bluszczem...
juz znalazłam jeden dla siebie, niech no na mnie poczeka jeszcze troszkę.
postanawiam i się i rower zmęczyć okrutnie, co mi nieźle wychodzi. niestety
dopadł mnie katar, więc pędzę z otwartą buzią, co wykorzystują muszyska maści
wszelakiej (na szczęście wszystkie zatrzymują się na wysokości zębów;). co
niektóre wpadają do uszu by uraczyć mnie swym bzyyyy... szkoda też ,że
siodełko i wertepy są tak niemiłe dla pupy, chichi. (czy istnieją portki z
poduszką?) ale wszystkie niedoskonałości rekompensują widoki... nie
wiedziałam, że aż tak urocze... rozlewisko rzeczne, kwieciste łąki, pola z
falującymi kłosami, tysiące zielonych odcieni... spokój sielski... jadę, w
ogóle nie wiedząc gdzie - mieszkam tu tyle czasu, a po raz pierwszy zaszyłam
się aż tak daleko. intuicja jednak podpowiada, że jadę w dobrym kierunku, co
wcale nie jest prawdą, bo wyjeżdżam kilka kilometrów za miastem, ech. po
przebiciu się przez ścianę samochodów, znowu skręcam na nadrzeczną ścieżkę...
ledwo żywa zalegam na trawie i łapię promienie słońca, mniam... jeszcze tylko
te ażurowe schody...
rower pomruczał do mnie z zadowoleniem na do widzenia. w środę go znowu
odkurzę :)