jenny_s
14.12.03, 16:36
Muzeum Opowiadaczy Historii istnieje naprawdę. W Konstancinie-Jeziornie, przy
ulicy Diamentowej rzecz jasna, w którąśtam sobotę miesiąca, należy umawiać
się telefonicznie.
No to się umawiamy, grupą przyjaciół, żeby było raźniej, na Noc Perskich
Opowieści. Wchodzimy do niskiego domu, raczej izby niż pokoje, szarawo.
Onieśmielający nieco widok niewielkiego podwyższenia, na którym, z
zamkniętymi oczami, siedzi brodaty mężczyzna. Przed podwyższeniem – dywan,
gospodarz kiwnięciem głowy odpowiada na nasze nieme pytanie: tak to tu,
siadamy po turecku. Okropnie niewygodnie. Słyszę szept: jak to będzie długo
trwało, to mi kręgosłup nie wytrzyma.
Cisza. Po chwili mężczyzna zaczyna mruczeć nisko, miarowo kiwając się do
przodu i w tył i co jakiś czas wydaje niezrozumiałe dźwięki. Spoglądamy na
siebie: co my tu robimy? Stopniowo mruczenie przechodzi w monotonną
początkowo opowieść w nieznanym nam języku, zamykam oczy, zaczynam czuć.
Wplatają się coraz nowe elementy, ruchy rąk, naśladowanie odgłosów, potem
wstaje i zaczyna się szybko poruszać po scenie. Cały czas mówi, monotonia
znikła bez śladu, ma silny, dźwięczny głos, nadal nie rozumiem ani słowa, ale
wiem o czym opowiada. Kulminacja trwa kilka minut, potem wyczerpany powoli
siada i słowa stopniowo przechodzą w mruczenie, a potem w ciszę. Całkowitą.
Jesteśmy oszołomieni.
Po wyjściu przez chwilę spieraliśmy się o czym była historia: o polowaniu, o
zdobywaniu serca kobiety, o walce ze śmiercią, każde z nas poczuło inaczej.
jen
PS. Tak naprawdę nie byłam nigdy w Muzeum Opowiadaczy Historii. Wyobrażenie
jest tak silne, że rzeczywistość musiałaby rozczarować. Ale niech trwa
opowieść, tego Wam wszystkim życzę. Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi...