Dodaj do ulubionych

po półtora roku

17.01.07, 18:33
myslalam, ze bedzie juz dobrze - ze jako madra dwudziestolatka zaakceptuje
nowa partmerke tatusia, a mame bede wspierac. ze wszystko co najgorsze mamy
juz za soba. tym czasem... sa łzy w poduszke, po kryjomy, nieprzespane noce i
ciagle udawanie przed i tak zdolowana mama, ze jest ok. a nie jest!bo poprostu
cholernie tesknie!!
Obserwuj wątek
    • kolczatka Re: po półtora roku 18.01.07, 21:31
      Tak się będziesz czuła jeszcze jakiś czas niestety. Zawalił się cały Twój
      dotychczasowy świat i nie łatwo budować go samemu od podstaw. Na szczęście upływ
      czasu działa na Twoją korzyść i bolesność tej sytuacji przestanie być powoli tak
      dokuczliwa.
      • sibeliuss Re: po półtora roku 18.01.07, 22:08
        Mimo to czkawką wraca chyba przez całe życie.
        • prabucianka Re: po półtora roku 19.01.07, 15:35
          ja sie tradycyjnie nie zgadzam ze czkawka powraca przez cale zycie. To jest
          bolesne doswiadczenie, nie ma co udawac ze nie, ale moim zdaniem, nie ma co
          robic dramatu. I ja wole miec rodzicow rozwiedzionych i w szczesliwych
          zwiazkach niz nieszczesliwych razem.
          Rodzice maja prawo do swojego zycia, jesli zadecydowali ze oddzielnie- trudno.
          Ale pamietaj, Ty masz swoje zycie, musisz sie na nim skupic. POgadaj z nimi,
          nie kryj zalu. Ale Ty juz jestes dorosla, masz swoje zycie- idz do przodu
          zamiast rozpaczac.
          i sie zastanow, czy wolisz miec nieszczesliwych rodzicow razem, czy
          szczesliwych osobno.
          No i zawsze mowie, ze warto isc na terapie.Jak sie nie pojdzie to wraca czkawka.
          Sami jestesmy odpowiedzialni za swoje zycie, nikt nie powiedzial, ze bedzie
          latwo.
          • kolczatka Re: po półtora roku 19.01.07, 17:24
            Biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy po trosze sumą naszych życiowych doświadczeń
            trudno mówić, że tak doniosłe wydarzenie w naszym życiu jak rozwód rodziców
            można tak spokojnie przepracować na kozetce u psychologa. Oczywiście na pewno
            się da, tak samo jak można się uporać z takimi doświadczeniami na własną rękę,
            nie zmienia to jednak faktu, że czasem, w najmniej oczekiwanym momencie takie
            blizny emocjonalne dają o sobie znać.
          • sibeliuss Re: po półtora roku 19.01.07, 18:45
            Piszesz o tym jak o uprasowaniu pogniecionej koszuli, mnie sztywne kołnierzyki
            uwierają i nie zamierzam robić dobrej miny do złej gry.
            • prabucianka Re: po półtora roku 22.01.07, 11:10
              I cale zycie zamierzacie sie nad soba uzalac??
              Zamiast isc do przodu?

              Uporanie sie z rozwodem moich rodzicow nei bylo dla mnie jak uprasowanie
              koszuli, to byly dla mnie lata wysilku, nie tylko z mojej strony, ale takze
              rodzicow.
              Nie chce zyc ze stygmatem i nie zyje. Naprawde uwazam ze wieksze dramaty chodza
              po ludziach niz rozwod rodzicow, zwlaszcza jak sie jest doroslym.
              Gdybym ja teraz rozne swoje niepowodzenia zrzucala na karb rozwodu rodzicow,
              to, o losie, czulabym sie tragicznie- bo jaki wplyw na sytuacje mam wtedy?

              Moim zdaniem jak czlowiek jest dorosly, to sam odpowida za swoje zycie,nie
              mozna zyc cale zycie ze stygmatem i jak ci cos nie wyjdzie to mowic "tak,
              jestem sierota czy cos w tym stylu.

              A co do kozetki u psychologa, to moim zdaniem sa rzeczy,z ktorymi wlasnie tam
              sie powinno isc, zeby byc bardziej swiadomym swoich skryptow i relacji, nie
              powielac bledow w kolenych pokoleniach.
              Ot i tyle.




              • kolczatka Re: po półtora roku 22.01.07, 19:02
                W żadnym razie się nad sobą nie użalam. Nie żyję ze stygmatem rozwodu rodziców,
                bo to sprawa o której rzadko rozmawiam w realu. Sama jednak piszesz, że uporanie
                się z tym faktem kosztowało Cię lata wysiłków. Czemu więc nie rozumiesz, że
                niektórzy znajdują się dopiero na początku tej drogi, którą Ty już przebyłaś?
                Nie zrzucam swoich niepowodzeń na karb moich rodziców. Uważam tylko, że w jakimś
                sensie ten właśnie rozwód zdeformował moje widzenie świata. Nie zamierzam jednak
                tym faktem zamykać dyskusji o moich problemach. Dla mnie to punkt wyjścia do
                zrozumienia moich własnych emocji. Zazdroszczę Ci tego, że także Twoi rodzice
                włożyli wysiłek w Twoje uporanie się z ich rozwodem. Moi nie byli tak
                wspaniałomyślni.
                Przede wszystkim jednak życzę Ci więcej tolerancji i zrozumienia dla ludzi,
                którzy nie są tak silni jak Ty i dopiero uczą się żyć w nowych warunkach, oraz
                życzę Ci byś nigdy nie przekonała się, że takie wydarzenia zostawiają niezatarty
                ślad w naszej psychice i nawet najwspanialsze przepracowanie nie wymaże tego
                faktu z Twej biografii.
                • prabucianka Re: po półtora roku 23.01.07, 15:40
                  kurcze, nie zrozum mnie zle, przepraszam jesli uogolnilam.
                  Moim zdaniem gorsze od rozwodu jest ciagle do niego wracanie i skupianie sie na
                  nim, zamiast proba odbudowania relacji z rodzicami i ewentualnej relacji z ich
                  nowymi partnerami.

                  Rozumiem, ze niektorzy znajduja sie na poczatku tej drogi, trzymam za nich
                  kciuki i naprawde zycze powodzenia, natomiast chce przestrzec, przed
                  podleganiem stereotypom i stygmatom.

                  Rozwod moich rodzicow nigdy nie byl i nie bedzie dla mnie tematem tabu, zmienil
                  moje widzenie swiata, ale- tego jestem pewna- nie tylko na gorsze.

                  Przepraszam, jesli poczulas sie urazona, naprawde nie to bylo moja intencja.
                  • alutek26 Re: po półtora roku 26.02.07, 19:03
                    od rozwodu moich rodziców minęło 12 lat. Kawał czasu. Teraz juz mnie to
                    wszystko nie boli jest dobrze. Lepiej niz kiedy byli razem, ale kiedyś
                    kosztowało mnie to wiele zdrowia. Teraz przyjaznie się z moją macochą. Gramy co
                    piątek razem w karty, jest naprawdę fajnie. I jedyną rzeczą, która pozwoliła
                    nam na zacieśnienie relacji był CZAS. I dobre chęci z dwóch stron. Tata na nic
                    nie nalegał, nie naciskał, dlatego się udało. życzę Ci powodzenia w godzeniu
                    się z trudną sytuacją i dużo siły bo tego Ci najbardziej teraz będzie potrzeba,
                    ale głowa do góry, wszystko złe się kiedyś kończy a to co dobre jeszcze przed
                    nami
              • sibeliuss Re: po półtora roku 23.01.07, 19:59
                Idę do przodu, a użalanie jest mi obce. Zbyt przerysowujesz moje wypowiedzi.
                • imme1981 hm 24.01.07, 10:52
                  a z sytuacją gdy moi rodzice rozwiedli się gdy ja miałam pół roku, więc ojca nie
                  pamiętam, dla mnie normalna rodzina to ja i mama,bardzo mądra i kochająca, na
                  kogo wyrosłam? na osobę zakompleksioną do granic, nie wierzącą w siebie, swój
                  potencjał, mającą problem z okazywaniem czułości, bojącą się, że mój przyszły
                  mąż i tak mnie zostawi, nie potrafiącą do końca zaufać. Niby nie przeżywałam
                  rozwodu rodziców, ale teraz wiem, jakie są skutki braku normalności, niestety
                  brak mi odwagi by coś z tym zrobić, nie wiem gdzie szukać pomocy, bardzo bym
                  chciała sobie pomóc, ale sama sobie nie pomogę, staram się jedynie by było
                  lepiej, ale wiem, że powinnam iść na terapię. dlatego jestem tu i szukam
                  namiarów na dobrego specjalistę i czy jest możliwość leczenie się gdzieś
                  bezpłatnie, nie stać mnie na wizyty za 150zł
                  • sibeliuss Re: hm 24.01.07, 20:52
                    Jeśli możesz, napisz. Dlaczego nie miałaś kontaktu z ojcem?
                    • chalsia Re: hm 25.01.07, 01:08
                      a jakie to teraz ma znaczenie? Niesmiałość, brak zaufania i inne rzeczy, które
                      Imme opisała nie znikną tylko przez zrozumienie tego co się kiedyś działo.
                      Chalsia
                  • chalsia Re: hm 25.01.07, 01:19
                    sprawdź w necie Stowarzyszenie Opta - sporo robią bezpłatnie dzięki dotacjom.

                    Generalnie przy dłużej trwającej terapii (tak powyżej 10 spotkań) ceny są ok.
                    90 zł za ok. 50 minut. Tylko pierwsza wizyta to koszt rzędu 150 zł.
                    Chalsia
                    • a_gratka Re: hm 25.01.07, 18:42
                      nie uzalac sie nad soba? a czy fakt, ze tesknie za osoba, z ktora mieszkalam
                      przez ostatnie 20 lat,ktora budowala moj swiatopoglad, ktora byla ze mna pod
                      czas wszystkich, dotychczasowych wydarzen mojego zycia - czy to znaczy ze ja sie
                      uzalam?
                      oczywiscie, ze nie chce, aby rozwod moich rodzicow byl filmem, ktory bedzie sie
                      przewijal w mojej psychice do przodu i do przodu. ale nie mam zamiaru wymazac
                      tez z pamieci jak duzo zlego wyrzadzono mnie, mojej mamie i mojemu bratu...
    • leo76 Re: po półtora roku 26.03.07, 11:58
      ja tam się ciesze ze moi rodzice 15 lat temu się rozwiedli, sam namawiałem do
      tego mamę, dzieki temu szybciej skończył sie ten koszmar, jakim bylo ich
      wspólne mieszkanie.
      • kalina81 Re: po półtora roku 09.04.07, 21:33
        akurat niska samoocena i strach, że facet zosatwi, nie wynika z tego, że jest
        się DDRR, a ztego w jaki sposób zostało się wychowanym. Jeśli się latami
        słyszało "faceci to świnie" "zapewniają o uczuciu,a i tak zostawiają" to nic
        dziwnego, że potem się w to wierzy. Ja miałam 8 lat, gdy moi rodzice się
        rozwiedli, nigdy nie robiłam z tego problemu na wielką skalę, dlatego, że nikt
        inny go nie robił. Poczucie własnej wartości na poziomie bardzo dobrym posiadam,
        stały dobry związek pełny wzajemnego szacunku, bez chorej zazdrości,
        czarnowidztwa itd.też. Może niektóre z Was urażę, ale zauważyłam ostatnio
        niepokojący trend tłumaczenia swoich życiowych porażek "bo jestem z rozbitej
        rodziny, moi rodzice się rozwiedli, nalezy mi współczuć" i ten trend mnie wkurza
        niemiłośiernie. Jak ktos mądry wczesniej napisał, należy zyć teraźniejszośćią, a
        nie w nieskończoność robić z siebie żałobną płaczkę, bo nasze łzy raczej nic już
        nie zmienią. Pielęgnowanie w sobie żalu i nienawiści potrafi zniszczyć nasze
        życie o wiele bardziej, niż rozwód rodziców.
        • skiela1 Re: po półtora roku 10.04.07, 00:32
          Rozwod rodzicow jest dla dzieci ogromnym przezyciem.To ,ze rzutuje na ich dalsze
          zycie, wiemy nie od dzis.

          Pamietaj,ze poziom wrazliwosci u kazdego jest inny.To,ze po Tobie "splynelo',nie
          znaczy,ze u kazdego ma byc tak samo.

          A cos mi sie wydaje,ze Ty sama siebie oszukujesz.To tez terapia,ale niestety
          plaster na bol glowy nie pomoze.
        • fatherless Re: po półtora roku 10.04.07, 16:49
          Cześć,

          zdaje mi się że znacznie upraszczasz sprawę. Moim zdaniem to nie sam rozwód jest
          tutaj "generatorem" wielu dyskusji, lecz jego bezpośrednie następstwo, tzn.
          dorastanie w niepełnej rodzinie. Widocznie miałaś szczęście - Twoi rodzice
          umieli się rozejść w spokoju, a Tobie zapewnić możliwie bliskie "normalności"
          środowisko dojrzewania. Widać nie miałaś kontaktu z toksyczną matką, czy ojcem -
          psychicznym katem. Żaden z nich nie wyładowywał na Tobie swoich pretensji do
          świata. Szczęściara z Ciebie. Proszę jednak, byś cieszyła się swoim szczęściem
          na uboczu i nie snuła publicznie tak mylnych wniosków i postrzeżeń, bo zdaje się
          że za mało po prostu doświadczyłaś, by głosić tego typu teorie.

          Pozdrawiam i mam nadzieję, że nie byłem zbyt kąśliwy bo nie to było moją intencją.
          • kalina81 Re: po półtora roku 11.04.07, 00:15
            akurat kąśliwość mnie słabo dotykasmile
            tak się składa, że mam toksyczną matkę, od dawna udzielam się na forum "macochy"
            gdzie znana jest wszystkim moja historia, przeżyłam więcej, niż można się
            spodziewać, ale po prostu nie robię z tego dramatu, nie użalam się nad sobą, bo
            szkoda mi po prostu na to czasu, a wierz mi, że mogłabym.
            Ważne jest, by zrozumieć, że ludzie mają prawo do odkochania się, do zmienienia
            obiektu uczuć, a dla dziecka najlepszym wyjściem jest jednak ułożenie sobie
            stosunków z każdym rodzicem oddzielnie w takiej sytuacji i nauczenia się
            czerpania korzyści z takiego układu. Gdybym pogrążała się w rozpaczy, że moi
            rodzice nie są razem i obsesyjnie myślała co by było gdyby, nie umiałabym
            dostrzec, że moi rodzice tworzą bardzo szczęśliwe i kochające się związki, z
            których mogę czerpać wzorzec dla swych przyszłych układów damsko-męskich.
            Mogłaby,m się skupić tylko na tym, że oni to powinni mi pokazać żyjąc ze sobą i
            skupiona na tej utopii niewiele bym zyskała oprócz żalu do losu, do nich. I
            każdemu życzę umiejętności widzenia więcej, niż czubek własnego nosa, poważnie.
            Natomiast jeśli meritum sprawy jest toksyczna matka, czy znęcający się
            psychicznie ojciec, to nazwa forum powinna brzmieć "dzieci toksycznych
            rodziców", bo rozwiedziony nie jest tożsamy z toksyczny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka