turdoradca
23.10.11, 13:02
Przeklejam swoją wypowiedź jako nowy wątek, bo w drugim, w którym argument jednego z kolegów zmotywował mnie do jej napisania, dotyczyła pobocznej tezy:
Oczywiście, że TEORETYCZNIE tak - specjaliści do pracy z grupami i tak są weryfikowani po pierwsze w praktyce, po drugie przez rynek (polecenia i "antyrekomendacje").
Podróże są bardzo modne i wiele osób, nawet bardzo małymi środkami potrafi zorganizować ciekawe wypady zagraniczne dla grupy przyjaciół i de facto stają się na tych wyjazdach nie tylko mini-organizatorami ale i mini-pilotami. Ok jasne pewnie już to w ich mniemaniu predestynuje te osoby do pracy w turystyce, gdyby się nią interesowały.
Tu jednak pytanie czy kursy (nie tylko same egzaminy często niestety - widząc szczegółowość i bezcelowość wielu pytań - w części bzdurne) nie są właśnie pierwszym sitem, dzięki któremu pasjonat podróży dowie się o różnicy pomiędzy wypadem ze znajomymi a wyjazdem z klientami, uświadomi sobie, że to jednak praca a nie tylko same "bajeczne" i tanie podróże, za które na dodatek płacą, gdzie młody adept komercyjnej turystyki dowie się jak to jest naprawdę i że często jest nielekko oraz jak rozwiązać standardowe problemy (i że w ogóle one są, że są często, że są w zasadzie STANDARDOWE) i jak na nie reagować, że dowie się jakie są obowiązki w tej PRACY a nie tylko w tym "fajnym życiu pilota" jak część turystów (a także pilotów jeszcze nie znających zawodu pilota) postrzega tą pracę, dowie się ile naprawdę płacą. Czy nie jest tak że uczestnik kursu szybciej niż jakikolwiek absolwent szkoły średniej, któremu zamarzy się praca z turystami bez żadnego kursu uświadamiany jedynie przez lektury i przez tych pracowników branży, którzy w ogóle zechcą z nim rozmawiać, właśnie na kursie dowie się jak i gdzie i jakiej pracy w pilotażu może szukać dla siebie i zastanowi się czy to na pewno to czego oczekuje oraz po prostu będzie lepiej przygotowany, żeby nie zawalić (co i tak jest strasznie łatwe na początek).
Czy nie jest więc tak, że kurs pokazuje jednak kompleksowość pracy w turystyce, że nie są to tylko wycieczki, plaże, hotele, baseny i imprezy. Młodzi ludzie często nie mają pojęcia z czym to się je, i moim zdaniem lepiej by się dowiedzieli o tym przed pracą niż już w praktyce, niż byśmy każdemu z nich z osobna mieli powtarzać to ponownie.
Zapytam też więc: bez kursów - na ilość podstawowych pytań kto by odpowiadał? Kto miałby uczyć profesjonalizmu zawodowego każdego nowego pasjonata pukającego do drzwi biura podróży, lub tym bardziej mianującego się samemu "profesjonalistą" w zręcznym marketingowym sosie, w łącznej liczbie pewnie jeszcze większej niż ta która decyduje się zapłacić za wcale nietanie kursy? Życie? Starsi piloci? Za darmo? Pracownicy biur podróży? Turyści?
Pytanie czy koszty (wymierne i niematerialne), poświęcony czas (na jednostkowe powtórki tego co teraz opowiada się w biznesie szkoleniowym pewnie kilku tysiącom nowych osób rocznie) nie byłyby o wiele wyższe niż to co musi ponieść teraz osoba zdecydowana rozpocząć pilocko-przewodnicką pracę.
Uważam, że brak obowiązkowych kursów byłby przede wszystkim jeszcze bardziej zamkniętą furtką dla "znajomych królika" równoznaczną z brakiem profesjonalizmu, jeszcze bardziej zamykałby zawód w "kaście profesjonalistów" nie dopuszczających do rynku nowych (być może jeszcze lepszych), że wpływałby na dalsze pogorszenie wizerunku pilotażu (przewodnictwo i specjalizacja przewodników są równoznaczne z wyższymi wymaganiami) jako zawodu łatwego, przyjemnego i prostego dla sprzątaczek czy kasjerek (jak przekonywał mnie kiedyś na tym forum pan z jednego biura zatrudniający i... szkolący młodych pilotów (bez żadnych formalnych certyfikatów czy zezwoleń).
Przy wizji "uwolnienia" pilotów od certyfikatów i urzędowych zobowiązań (ok jakiejś tam kuli u nogi i źródła zarobku dla urzędników i ogona biznesowego) z drugiej strony, że kursy byłyby dalej. Może ostałyby się tylko te bardziej znaczące i droższe, bo byłoby ich mniej, i może byłyby bardziej profesjonalne - bo organizatorzy przykładaliby większe znaczenie do opinii o swoich absolwentach na rynku. Mogłoby być jednak odwrotnie - nastąpiłaby tak samo jak przy braku podstawowej wiedzy młodych adeptach pilotażu dewaluacja wszelkich nieznaczących papierków od tych, co to bez żadnych regulacji, ale też na pewno nie za darmo, staraliby się jednak czegoś wcześniej nauczyć tłum młodych pilotów zwabionych perspektywą ciekawej pracy.
smerv napisał:
> Problemem jest nadpodaż absolwentów kursów i nowych
> adeptów zdających egzaminy.
Nie "nadpodaż absolwentów kursów i nowych adeptów zdających egzaminy" lecz raczej atrakcyjność naszego zawodu jest tu tym, co niektórzy starsi na rynku (i niektórzy młodsi próbujący znaleźć na nim miejscu) koledzy czy koleżanki - nazywają "problemem". Ja bym to nazwał "rzeczywistością". Dodam tu jeszcze, że rzeczywistością, która naturalnie czasem "skrzeczy" i oczywiście jak najbardziej jestem za by starać się ją zmieniać. Byleby na lepsze.