Dodaj do ulubionych

Czy zawód pilota miałby rację bytu bez kursu?

23.10.11, 13:02
Przeklejam swoją wypowiedź jako nowy wątek, bo w drugim, w którym argument jednego z kolegów zmotywował mnie do jej napisania, dotyczyła pobocznej tezy:

Oczywiście, że TEORETYCZNIE tak - specjaliści do pracy z grupami i tak są weryfikowani po pierwsze w praktyce, po drugie przez rynek (polecenia i "antyrekomendacje").

Podróże są bardzo modne i wiele osób, nawet bardzo małymi środkami potrafi zorganizować ciekawe wypady zagraniczne dla grupy przyjaciół i de facto stają się na tych wyjazdach nie tylko mini-organizatorami ale i mini-pilotami. Ok jasne pewnie już to w ich mniemaniu predestynuje te osoby do pracy w turystyce, gdyby się nią interesowały.

Tu jednak pytanie czy kursy (nie tylko same egzaminy często niestety - widząc szczegółowość i bezcelowość wielu pytań - w części bzdurne) nie są właśnie pierwszym sitem, dzięki któremu pasjonat podróży dowie się o różnicy pomiędzy wypadem ze znajomymi a wyjazdem z klientami, uświadomi sobie, że to jednak praca a nie tylko same "bajeczne" i tanie podróże, za które na dodatek płacą, gdzie młody adept komercyjnej turystyki dowie się jak to jest naprawdę i że często jest nielekko oraz jak rozwiązać standardowe problemy (i że w ogóle one są, że są często, że są w zasadzie STANDARDOWE) i jak na nie reagować, że dowie się jakie są obowiązki w tej PRACY a nie tylko w tym "fajnym życiu pilota" jak część turystów (a także pilotów jeszcze nie znających zawodu pilota) postrzega tą pracę, dowie się ile naprawdę płacą. Czy nie jest tak że uczestnik kursu szybciej niż jakikolwiek absolwent szkoły średniej, któremu zamarzy się praca z turystami bez żadnego kursu uświadamiany jedynie przez lektury i przez tych pracowników branży, którzy w ogóle zechcą z nim rozmawiać, właśnie na kursie dowie się jak i gdzie i jakiej pracy w pilotażu może szukać dla siebie i zastanowi się czy to na pewno to czego oczekuje oraz po prostu będzie lepiej przygotowany, żeby nie zawalić (co i tak jest strasznie łatwe na początek).

Czy nie jest więc tak, że kurs pokazuje jednak kompleksowość pracy w turystyce, że nie są to tylko wycieczki, plaże, hotele, baseny i imprezy. Młodzi ludzie często nie mają pojęcia z czym to się je, i moim zdaniem lepiej by się dowiedzieli o tym przed pracą niż już w praktyce, niż byśmy każdemu z nich z osobna mieli powtarzać to ponownie.

Zapytam też więc: bez kursów - na ilość podstawowych pytań kto by odpowiadał? Kto miałby uczyć profesjonalizmu zawodowego każdego nowego pasjonata pukającego do drzwi biura podróży, lub tym bardziej mianującego się samemu "profesjonalistą" w zręcznym marketingowym sosie, w łącznej liczbie pewnie jeszcze większej niż ta która decyduje się zapłacić za wcale nietanie kursy? Życie? Starsi piloci? Za darmo? Pracownicy biur podróży? Turyści?

Pytanie czy koszty (wymierne i niematerialne), poświęcony czas (na jednostkowe powtórki tego co teraz opowiada się w biznesie szkoleniowym pewnie kilku tysiącom nowych osób rocznie) nie byłyby o wiele wyższe niż to co musi ponieść teraz osoba zdecydowana rozpocząć pilocko-przewodnicką pracę.

Uważam, że brak obowiązkowych kursów byłby przede wszystkim jeszcze bardziej zamkniętą furtką dla "znajomych królika" równoznaczną z brakiem profesjonalizmu, jeszcze bardziej zamykałby zawód w "kaście profesjonalistów" nie dopuszczających do rynku nowych (być może jeszcze lepszych), że wpływałby na dalsze pogorszenie wizerunku pilotażu (przewodnictwo i specjalizacja przewodników są równoznaczne z wyższymi wymaganiami) jako zawodu łatwego, przyjemnego i prostego dla sprzątaczek czy kasjerek (jak przekonywał mnie kiedyś na tym forum pan z jednego biura zatrudniający i... szkolący młodych pilotów (bez żadnych formalnych certyfikatów czy zezwoleń).

Przy wizji "uwolnienia" pilotów od certyfikatów i urzędowych zobowiązań (ok jakiejś tam kuli u nogi i źródła zarobku dla urzędników i ogona biznesowego) z drugiej strony, że kursy byłyby dalej. Może ostałyby się tylko te bardziej znaczące i droższe, bo byłoby ich mniej, i może byłyby bardziej profesjonalne - bo organizatorzy przykładaliby większe znaczenie do opinii o swoich absolwentach na rynku. Mogłoby być jednak odwrotnie - nastąpiłaby tak samo jak przy braku podstawowej wiedzy młodych adeptach pilotażu dewaluacja wszelkich nieznaczących papierków od tych, co to bez żadnych regulacji, ale też na pewno nie za darmo, staraliby się jednak czegoś wcześniej nauczyć tłum młodych pilotów zwabionych perspektywą ciekawej pracy.

smerv napisał:
> Problemem jest nadpodaż absolwentów kursów i nowych
> adeptów zdających egzaminy.

Nie "nadpodaż absolwentów kursów i nowych adeptów zdających egzaminy" lecz raczej atrakcyjność naszego zawodu jest tu tym, co niektórzy starsi na rynku (i niektórzy młodsi próbujący znaleźć na nim miejscu) koledzy czy koleżanki - nazywają "problemem". Ja bym to nazwał "rzeczywistością". Dodam tu jeszcze, że rzeczywistością, która naturalnie czasem "skrzeczy" i oczywiście jak najbardziej jestem za by starać się ją zmieniać. Byleby na lepsze.
Obserwuj wątek
    • kamyk4 Re: Czy zawód pilota miałby rację bytu bez kursu? 23.10.11, 13:28
      A ja bym poszła w zupełnie inną stronę. Kursy tak, ale egzaminy państwowe nie. I wtedy kursy mogłyby trwać 12 misięcy a nie 3, rzeczywiście czegoś uczyć, i przede wszystkim mieć konkretne zajęcia praktyczne na faktycznych wycieczkach, z prawdziwym turystą i pilotem, a nie na jednym pseudowyjeździe donikąd. Bo moim zdaniem pilot musi przerobić wszystko w praktyce. I dopóki nie sprawdzi jak to jest z awanturującym się bądź zgubionym turystą to żadna teoria mu nie pomoże. I znajomość ustawy, czy zasad ubezpieczenia KL też w niczym się nie przyda kiedy są korki, grupa się spóźnia a przewodnik wystawia cię do wiatru.
      Moim zdaniem biura wywiedziałyby się błyskawicznie, która szkoła wypuszcza prawdziwych pilotów, a która tłucze kasę. Wtedy zupełnie niepotrzebny byłby egzamin państwowy bo rynek sam by weryfikował efekty takiego kursu.
      Poza tym taka sytuacja spowodowałaby ograniczenie nadprodukcji pilotów z przypadku bo kurs nie "zwracał by się po jednym wyjeździe" i jest szansa, że PUPy przestały by płacić za nic z naszych podatków.
      • mkaczka Re: Czy zawód pilota miałby rację bytu bez kursu? 23.10.11, 15:25

        > A ja bym poszła w zupełnie inną stronę. Kursy tak, ale egzaminy państwowe nie.
        > I wtedy kursy mogłyby trwać 12 misięcy a nie 3.

        Wtedy nie trwałyby nie 12 ani nie 3 miesiące tylko 3 dni. :)
    • mkaczka Re: Czy zawód pilota miałby rację bytu bez kursu? 23.10.11, 15:14
      "Jeden Pan" przypomni jeszcze raz pewną prawdę, że nie tylko "on sam" we własnym biurze szkoli pilotów ale tak postępują wszystkie biura za naszą zachodnią granicą. Jak obliczyłem z dostępnych danych statycznych, co najmniej 80% produktów turystycznych w Europie jest sprzedawanych na rynkach w krajach gdzie nie istnieją ŻADNE regulacje zawodów pilota czy przewodnika. Natomiast - o ile zawód przewodnika lokalnego jest gdzieniegdzie regulowany, o tyle czynności pilota takim regulacją nie podlegają poza absolutnymi wyjątkami w niektórych do cna zbiurokratyzowanych krajach południa. Niemcy, Wlk Brytania, Skandynawia - Holandia, kraje w którym z każdym z osobna rynek usług turystycznych jest 5-10 razy większy niż w Polsce, państwowych licencji nie potrzebuje i dziwnym trafem nikt tam stawia pytań "czy zawód ma racje bytu". Przez branżę przewija się dziesiątki tysięcy pracowników i jest niewyobrażalne żeby od każdego żądać długotrwałych kursów. Ktoś to tego nie wie i wypisuje powyższe dyrdymały nie ma najmniejszego pojęcia o funkcjonowaniu biznesu turystycznego na świecie.

      "Dla znajomych królika?" biuro w Polsce może sobie założyć każdy, nie potrzeba do tego już się legitymować paroletnią praktyką. I zatrudniać do pilotowania kogo się chce, co najwyżej umieszczając stosowne zapisy w umowach. Głupawe docinki przedpiscy pod adresem takich osób (nie pierwszy raz zresztą) świadczą że nie ma pojęcia na czym polega rynek. Czegoś takiego jak "fachowość", "sprzedawalność", "Sukces" nie definiuje żaden urzędnik ani ustawa tylko klient, świadomie wybierając to a nie inne biuro.

      Ale wiemy co boli - istniejący system "państwowych szkoleń" z sezonu na sezon będzie ukazywał coraz bardziej rażącą bezsensowność, nieprzystawalność do realiów czy też najzwyklejszą korupcyjność - od kogoś kto potrafi wykonywać zawód żąda się opłacenia kursów i egzaminów, zakupu podręczników na druku których pewna firma zarabia itp. I to rozumiem obawy, że źródełko lada moment może wyschnąć.


      Przykro mi. Oczywiście wiemy o co chodzi i co powoduje -




      • turdoradca do 'mkaczka' 24.10.11, 17:06
        Panie Macieju Zimowski:

        - po pierwsze pan najwyraźniej myli mnie z kimś innym odnosząc tą wypowiedź do mnie jako do autora wątku (nie uprawiam tzw działalności naukowej, ani tym bardziej takiej którą pan "łaskawie" określa "pseudonaukową" btw samo określenie łaskawie to po prostu jeszcze ledwo akceptowalny eufemizm):

        mkaczka napisał:
        > To jest kolejny tego typu głos, autor wątku też w swoich pseudonaukowych pracac
        > h wypisywał dywagacje typu "zatrudnianie osób przypadkowych, udających przewodn
        > ików".

        - po drugie nie wiem dlaczego miałbym choćby wspominać - najwyraźniej w pańskim mniemaniu - o panu kiedy najwyraźniej na własne szczęście nie wdawałem się w żadne polemiki z pańską zapalczywą obroną "wolnego przewodnictwa":

        mkaczka napisał:
        > "Jeden Pan" przypomni jeszcze raz pewną prawdę, że nie tylko "on sam" we własny
        > m biurze szkoli pilotów ale tak postępują wszystkie biura za naszą zachodnią gr
        > anicą.

        - po trzecie znając ów pański "styl dyskusji" i te same wielokrotnie do znudzenia powtarzane argumenty [z być może już setek pańskich wypowiedzi na tym forum często w tych samych wątkach], z którymi o ile dobrze pamiętam wysyłano pana do walki o nie na specjalnie stworzone w tym celu forum "wolne przewodnictwo" na które też - o ile wiem z już raczej dowcipnych rozmów z innymi pilotami o pańskim zaangażowaniu w ciągle chyba jednoosobową misję zmiany prawa turystycznego - za panem jednak nikt się nie przeniósł, to już powiem dosłownie: ja po prostu nie mam ochoty polemizować z czymś takim:

        mkaczka napisał:
        > ...Głupawe docink
        > i przedpiscy pod adresem takich osób (nie pierwszy raz zresztą)...


        ...w rozpoczynającej ten wątek wypowiedzi odniosłem się tylko do wypowiedzi kolegi Smerv, a w formie "jeden pan" do starej dyskusji z osobą podpisującą się Malediwypiotrs i żadne odniesienie nie było "docinką", a żeby im tym bardziej przypisywać "głupawość" to już jest to jedynie pana własne świadectwo tego co pańska kultura dyskusji (na tym forum) świadczy o nim samym :@...

        życzę większego powodzenia i lepszego stylu w przekonywaniu do własnych racji... i proszę już nie spodziewać się ode mnie odpowiedzi, bo na tym forum jest wygodna opcja wygaszania autorów których nie chce się więcej czytać, opcja aktywna od dzisiaj u mnie dla postów autora 'mkaczka'
        • mkaczka Re: do 'turdoradca' - w pomyłkach 1:1 24.10.11, 17:44
          > - po pierwsze pan najwyraźniej myli mnie z kimś innym

          Tu się rzeczywiście przyznaję, pomyliłem pana z innym Kruczkiem, mianowicie Zygmuntem, który swojego czasu w sposób dość knajacki atakował mnie i innych akcjonariuszy "wolnego przewodnictwa" i publikował różne śmieszne rzeczy pod egidą Krakowskiej AWF. Zakładam że to przypadkowa zbieżność nazwisk i skoro tak to przepraszam.

          Natomiast w inicjalnym tekście wspomina pan o kimś kto twierdzi że samo szkoli pilotów na użytek własnego biura i ma gdzieś regulacje - owszem m.in. ja tak robię. Z tekstu wynika że są i tacy inni - nie dziwie się. Oczywiście że są i bardzo dobrze.

          Niestety Pan mnie też pomylił z kim innym pisząc:

          > - po trzecie znając ów pański "styl dyskusji" i te same wielokrotnie do znudzen
          > ia powtarzane argumenty [z być może już setek pańskich wypowiedzi na tym forum
          > często w tych samych wątkach], z którymi o ile dobrze pamiętam wysyłano pana do
          > walki o nie na specjalnie stworzone w tym celu forum "wolne przewodnictwo"

          No cóż, to Pana forum więc proszę sobie sprawdzić archiwum, nie brałem udziału w żadnych dyskusjach tego typu, to była inna osoba dla której pan utworzył wątek z którą proszę mnie nie mylić ani nie łączyć.

          Co do meritum to piszę po prostu prawdę - pilotaż nie jest licencjonowany w żadnym kraju na zachód od Polski i w tym świetle pytanie postawione przez Pana jest bez sensu. I obojętnie czy powiem to sam jeden czy 1000 innych osób, faktu to nie zmieni.
        • agnes-05 Re: do 'mkaczka' 24.10.11, 20:50
          tourdoradca napisał:
          > . i proszę już nie spodziewać się ode mnie odpowiedzi, bo na tym forum jest wyg
          > odna opcja wygaszania autorów których nie chce się więcej czytać, opcja aktywna
          > od dzisiaj u mnie dla postów autora 'mkaczka'

          Tak Piotrze, to bardzo wygodna opcja, tez z niej jakiś czas temu skorzystałam i od pewnej chwili posty użytkownika mkaczka stały się dla mnie niewidoczne. Wprawdzie czasami coś tam przeniknie w cytatach, ale trudno, nie ma sytuacji idealnych..))
    • smerv Re: Czy zawód pilota miałby rację bytu bez kursu? 23.10.11, 22:08
      Z mojego doświadczenia - jeszcze PRL-owskim Almaturze zostałem członkiem Klubu Pilotów, ze szlachetnym zadaniem umacniania przyjaźni młodzieży i studentów bratnich krajów. Potem było jakieś zgrupowanie w mieście Łodzi, z którego niewiele pamiętam, za to pamiętam dogłębną integrację, czasem do świtu. Koledzy z Ordynackiej opowiadali, jak doszło do podpisania porozumienia zakopiańskiego, głównie dzięki temu, że delegaci krajów dysponujących lepszą bazą turystyczną, niż siermiężny PRL, nie wytrzymali konkurencji przy stole. Egzamin był, a jakże, w miłej i przyjaznej atmosferze, bo już dużo wcześniej byliśmy zintegrowani z wykładowcami kursu i jednocześnie członkami komisji. Potem - kto chciał działać w turystyce, musiał wykazać się sprytem, zmysłem organizacyjnym, chytrością i przebiegłością, bo przecież wszystko trzeba było "załatwić", umieć się "dogadać". Ale też trzeba było wiedzieć, że pilot z wycieczką jest zdany wyłącznie na własne siły, bo o telefonie z zagranicy to można było pomarzyć.
      Jasne, teraz warunki są inne, pilotów trzeba nieporównywalnie więcej. Więc jakaś forma nauki zawodu jest są potrzebna, tak, jak potrzebne jest zdobywanie umiejętności w każdym zawodzie. Ale to może być równie dobrze na zasadzie terminowania u majstra, jak majster trafi na łebskiego czeladnika, to szybko da mu poważniejsze zadania. Jak trafi na tępaka, to go wypieprzy. Uczeń /czeladnik obciąża budżet majstra, więc majster najlepiej wie, co ten facet /panienka musi umieć, żeby obsłużyć mu wycieczkę.
      Jak komuś mało, to proszę bardzo - niech sobie są kursy. Ale masówka wspomagana przez UP, szkoły wyższe, władze lokalne, itp. jest
      1) bez sensu, jak każda masówka,
      2) korupcjogenna, jak każda działalność, gdzie obraca się publicznymi pieniędzmi,
      3) niskiej jakości, bo przy masówce po prostu nie ma po prostu kto uczyć (vide szkoły językowe - wszyscy gdzieś się uczą języków, ale jak trzeba wykazać się znajomością języka, to beeeeeeeeeeeee).
      Naturalną drogą jest rozpoczęcie pracy od przekładania papierów w biurze podróży, a jak właściciel /szef stwierdzi, że ktoś dojrzał do kolejnego kroku, to pośle go na jakiś prosty wyjazd, trudniejszy, itp. A jego miejsce zajmie kolejny kandydat do przekładania papierków. A jak taki pilot po pewnym czasie stwierdzi, że woli sam sobie być szefem, to zwolni miejsce innym.
      Przy masowości kursów otrzymanie zlecenia i tak jest zarezerwowane dla krewnych i znajomych królika, więc czy kandydat ma ten papier, czy nie - na jedno wyjdzie. Więc kursy tak, ale fakultatywne i za własne pieniądze uczestników. Bez żadnych państwowych egzaminów. Wtedy skończenie dobrego kursu będzie rekomendacją dla przyszłego pracodawcy, a nie papier od wojewody, więc powstanie realna konkurencja pomiędzy organizatorami. Najważniejsze - żeby nie było tej pompy, która tłoczy młodych i naiwnych w system bez sensu. Pompy, napędzanej dopłatami, subsydiami, skierowaniami z UP, gdzie marnuje się 90% pieniędzy.
      Jak właściciel firmy stwierdzi, że panienka do przekładania papierków nadawałaby się na pilota, to zasponsoruje jej dobry kurs (za swoje pieniądze), żeby mieć dobrego pracownika. A jak stwierdzi, że bez tego da sobie paniusia radę, to ją wyśle na głęboką wodę. Przerażające? Zawsze można odmówić, jak w każdej pracy.
      I jeszcze o atrakcyjności zawodu. Nawet dobry pilot z tego nie wyżyje. Trudno w rocznym przekroju wyciągnąć średnią krajową. Na początku jeszcze kręcą wyjazdy, ale 736 objazd Włoch już na pewno nie podnieca.
      • mkaczka Re: Czy zawód pilota miałby rację bytu bez kursu? 24.10.11, 09:27
        Fajna epistoła, Ale dodam parę sprostowań..

        > Przy masowości kursów otrzymanie zlecenia i tak jest zarezerwowane dla krewnych
        > i znajomych królika, więc czy kandydat ma ten papier, czy nie - na jedno wyjdz
        > ie.

        To jest kolejny tego typu głos, autor wątku też w swoich pseudonaukowych pracach wypisywał dywagacje typu "zatrudnianie osób przypadkowych, udających przewodników". Ja nie wiem czy panowie zauważyli że PRL się skończył, nie ma państwowych orbisów i almaturów, szef biura nie jest jakimś urzędnikiem który dostaje "Z PRZYDZIAŁU" turystów do obsługi. I zły, niedobry, okrutny zatrudnia jakichś "przypadkowych" znajomych, krewnych itp. a tacy strasznie profesjonalni i fachowi piloci z papierami zostają bez pracy.

        Jest wolny rynek i ogromna konkurencja. Polega to na tym, że aby zebrać grupę chcących zapłacić za wycieczkę trzeba wykazać się umiejętnościami marketingowymi i poniesieniem nieraz ogromnych kosztów na reklamę w mediach, stoiska targowe, serwis biurowy itp. I jeśli po tych wszystkich staraniach grupa jest, czeka na wyjazd, to co będzie sobie sam strzelał w stopę i puszczał ją z kimś kto popsuje imprezę? Popłynie bardzo szybko. Prawda jest brutalna, jedzie ten, kto lepiej spełnia oczekiwania rynku.

        Problem z tymi państwowymi kursami i egzaminami polega na tym że egzaminuje "państwo" ale to nie państwo organizuje imprezy (jak to było za PRL-u) tylko podmioty prywatne. I o ile w przewodnictwie krajoznawczym gdzie się opowiada o historii można jeszcze mówić o jakiejś uniwersalnej, obszernej wiedzy, o tyle forma obsługi imprezy, system rozliczeń z podwykonawcami itp. to jest wewnętrzna sprawa każdego z biur. I to się przekazuje pilotom w formie krótkiego szkolenia, na koszt organizatora a nie pilota.

        Obecny system jest korupcyjny, ale tak to niestety wszystkim pasuje, biura zachowują się oportunistycznie bo to jest okazja do zarobku na "jeleniach" którzy zapisują się na kurs i dostają jakiś papier, który naprawdę nic nie daje ani niczego nie gwarantuje. W dodatku wiem że bywa tak, że na tych kursach różne "leśne dziadki" uczą ludzi złych nawyków, złych form postępowania z turystami, wyniesionych to z prl-owskiej tradycji. Dla niektórych organizatorów znak że jakiś kandydat ma "papiery pilota" może być niedługo wręcz odstraszające.

        > Jak właściciel firmy stwierdzi, że panienka do przekładania papierków nadawałab
        > y się na pilota,

        Obawiam się że tu ma pan błędne wyobrażenie o ludziach dziś pracujących w biurach.. Może za czasów "almaturowych" były panienki-paprotki. Dziś etat w biurze dla właściciela firmy to poważny koszt. Wyszkolenie pracownika biurowego do całego kompleksu czynności typu rozliczanie imprez, informowanie o szerokiej ofercie to jest nieraz cały rok płacenia za etat, dopiero po tym roku, po całym przepracowanym sezonie jest pełnowartościowy. I kierowanie go do pilotażu, zadania nieporównanie prostszego i łatwiejszego jest marnotrawstwem. Chyba że w dwóch przypadkach - raz dla przykładu żeby zobaczył jak w praktyce wygląda dana impreza, dwa w sytuacjach awaryjnych.

        Właśnie na tym cały witz, że w całym kompleksie zadań składających się na prowadzenie biura takich jak marketing, kontrola finansów, pilotaż grup jest stosunkowo najłatwiejszą i najprostszą czynnością. A z tego państwo "egzaminuje" - absurd. Długo to się na pewno nie ostanie.
        • smerv Re: Czy zawód pilota miałby rację bytu bez kursu? 24.10.11, 10:37
          Może wyszła epistoła, ale sens jest jeden - żeby było normalnie. Czyli, sprawy turystyki,. szkoleń kursów, mają podlegać tym samym zasadom rynkowym, co każde inne rzemiosło. I proszę mi nie opowiadać o jakiejś szczególnej misji, wzniosłych celach, itp. Róbmy swoje, w miarę dobrze. I to wszystko.
          Może masz szczęście zatrudniając pracowników do biura - a może inne realia. Piloci mają czasem problem z organizatorami, bo coś się dzieje, trzeba decydować szybko, a panienka mówi - ja nie wiem, a szefa nie ma.
          • mkaczka Re: Czy zawód pilota miałby rację bytu bez kursu? 24.10.11, 11:14
            > inne rzemiosło. I proszę mi nie opowiadać o jakiejś szczególnej misji, wzniosły
            > ch celach,

            A to tak, to się zgadzam, no ale do każdej pracy można dorobić ideologię, a cukiernik - jakiż to wzniosły zawód, sama śmietanka zawodów, cream of the crop! Jakbym miał wydawnictwo podręczników szkoleniowych dla cukierników, nie takie rzeczy bym wymyślał żeby nakręcać ich sprzedaż :)

            > Może masz szczęście zatrudniając pracowników do biura - a może inne realia. Pil
            > oci mają czasem problem z organizatorami, bo coś się dzieje, trzeba decydować s
            > zybko, a panienka mówi - ja nie wiem, a szefa nie ma.

            To rzeczywiście chyba jakieś "szemrane firmy" bez przyszłości... normalnie musi być jakiś emergency number - czy komórka szefa, czy innego pracownika czynna non stop, nie wyobrażam sobie inaczej.
            • gabriielle Re: Czy zawód pilota miałby rację bytu bez kursu? 24.10.11, 16:02
              uważam, że powinnien być taki kurs z perpektywy posiadanych uprawnień - robiąc kurs pilota miałam za sobą pożądny i niekomercyjny, bardzo wymagający na podstawie wewnętrzynych egzaminów kurs pwd beskidzkiego.
              Poszłam na kurs pilocki bo potrzebny wtedy mi był do poprowadzenia zagranicznego obozu górskiego. I przeżyłam szok... jak mało muszą umieć Ci ludzie i jak niewiele wiedzą o metodyce prowadzenia grupy chociażby...
              i uważam, że to mało też warto wiedzieć...
              dlatego, że sporo "żółtodziobów" sporo spierniczy zanim nabierze doświadczenia...
              więc lepiej chociaż w pewnym stopniu pomóc im opanować pewne problemy...nawet w teorii
              w biurze nie ma szkoleń, ale często jest szef, sporo starszych b. doświadczonych pracowników, pod których okiem i po często ich weryfikacji młody adept działa...
              a w pracy pilota poza telefonem ICE jest skazany głównie na grupę...
              a moim zadaniem, grupy są coraz trudniejsze...
              i jakakolwiek weryfikacja zawsze służy weryfikacji i elitarności danego zawodu... czy jest on zajęciem czasowym czy stałym...
              a nie każdy kto idzie na kurs PUP to pokraka, która nie poradzi sobie wcale...
              są ludzie, dla których to ostatnia deska ratunku...
              a w każdej branży cenę za usługę kształtuje poza jakością jeszcze oferta konkurencji...
              BP spuszczają z cen więc siłą rzeczy pilot też mniej zarabia...
              taki rynek...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka