gruby.andro Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 07.10.06, 22:12 najgorszy to chyba wyjazd z Madrytu w kierunku Valencji, a później czekanie na stopa w środku Kastylii la machy w jakiejs wiosce przed Cuencą, notabene podrzucili mnie tam Bułgarzy, którzy dziwili sie że na jestem na saksach. tez wyjazd z okolic Berlina w stronę Polski najfajniejszy to chyba rajd po Niemieckich autostradach z powrotem do kraju Odpowiedz Link Zgłoś
wisnia_w_desperacji Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 16.12.06, 12:14 Najgorszy - na samym poczatku mojego autostopowania jechalam z kolezanka z Belgii do Francji. Zatrzymal sie samochod z dwoma chlopakami, ktorzy jechali dokladnie tam gdzie chcialysmy dojechac. Wszystko wygladalo wspaniale do czasu kiedy postanowili nagle zatrzymac sie na nocleg. Potem zaczely sie "dziwne podchody" i przepychanki. Skonczylo sie na tym, ze "albo pojdziemy z nimi spac, albo zostawiaja nas tu gdzie jestesmy". Zostalysmy... Od tej pory zawsze wsiadalysmy do samochodow z samym kierowca albo z rodzina. Najlepszy - oj, bylo tego sporo (zdecydowana wiekszosc :). Mase fajnych osob (rodzin) zapraszajacych nas do domu (na dzien, tydzien, dluzej - np. cudowna hiszpanska rodzinka z Barcelony, gdzie mieszkalysmy "gratis" przez tydzien :), troche rewelacyjnych osob, z ktorymi caly czas mam kontakt... Odpowiedz Link Zgłoś
aramisek Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 05.01.07, 22:17 to ja z tej opisze pewne wrazenia ale z tej drugiej strony-jako kierowca:) z powodow czystko przezornych nie zabieram autostopowiczow jak jade sama, ale raz zrobilam wyjatek. Otoz jechalam z Bialegostoku do Wawy, to byl srodek dnia, piatek bodajze. jade sobie a tu ktos macha patrze....zakonnice...i to az 2:)nie weim dlaczego akurat zakonnicom zaufalam , bo przeciez tez kobiety mogly sie przebrac, ale to bylo na przystanku. pakuja sie , wsiadaja. jechaly caly dzin gdzies z glebokiej rosji, bo tam mialy swoja misje, jedna byla przelozona, druga zwyczajna zakonnica.poopowiadaly mi torche o swojej misji, ze tam jezdza stara siena i ze w polsce drogi jak marzenie, a tam...praktycznie nie ma drog:) wiec mialam bardzo sympatyczna podroz z blogoslawieniem:))) Odpowiedz Link Zgłoś
nolechu Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 06.01.07, 02:24 stopem jeżdziłem ćwierć wieku temu.Były złe i niezłe.Ulubiony był Zuk skrzyniowy (m-sca leżące) a komfortowy Kamaz.Ale potem byłem posiadaczem kultowego VWbusa-tzw.ogórka,z szyberdachem,leżanką i słomianką.I wtedy to ja polowałem na autostopowiczów.i taka anegdotka:wracamy sobie ze Zarnowca (ja i cała banda moich narąbanych kolegów "jak zobaczysz sklep to się zatrzymaj",oraz wyposażenie baru).autostopowicze za Gdańskiem.hamuję,ale samochód przeciążony i rozpędzony zatrzymał się na końcu "kolejki" To była śliczna dziewczyna.Tak śliczna,że obaj(z pilotem),nie umawiając się zacieraliśmy ręce.ona,biedna,zdębiała.i wtedy,nasz kolega,wystający przez szyberdach,rzekł: "co się tak gapisz? do wozu!"ale wtedy dobiegli ci,których minąłem i pytaniem:"Którędy na dworzec?"rozładowali atmosferę.Zabraliśmy wszystkich,ale niektórzy uciekli na najbliższej stacji benzynowej bo brałem od pilota piwo,udawałem że piję i z okrzykiem:"bakteria!" rzucałem się wyprzedzać Odpowiedz Link Zgłoś
mail.ru Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 06.01.07, 11:29 Kiedys jechalam z muzykiem Odzialu zamknietego. Tez nie skojarzylam od razu, bo w latach ich swietnosci przechodzilam pewnie z pieluch na nocnik, ale fajnie sie rozmawialo o muzyce i tym co dzieje sie za scena. Na koniec dostalam CD z ich plyta i slucham sobie do dzis. Innym razem zabrali mnie poczatkujacy muzycy (studenci), ale zupelnie innego nurtu. Zona spiewala po hiszpansku, a maz z kumplami rozbili muze z kastanietami itp. Jak mi sie to podobalo, ale CD nie dostalam, bo mieli juz tylko jedno, a jechali akutrat na spotkanie z jakims producentem. Zaluje ze jakos nie wyplyneli na szeroki rynek, bo byli suuuuper. Odpowiedz Link Zgłoś
yasmay25 Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 26.02.07, 20:29 hej, moja przygoda ze stopem w zasadzie trwala 2 lata- tyle ile moja znajomosc z moim owczesnym chlopakiem, ktory byl starym wyjadaczem stopowym, no i tylko pare epizodow pozniejszych, bo jakos znajomi nie chciali dac sie przekonac do tego sposobu podrozowania, a samej - wiadomo...:) najbardziej chyba w pamiec zapadaja te momenty, ktore wyzwalaja adrenaline, jadną z takich "przygod" pamietam byla 2 h jazda trzydrzwiowym samochodem osobowym, ktorego wlasciciel mial wlaczona kasete z trzema czy czterema piosenkami zaspolu, ktory niekoniecznie nalezy do moich ulubionych. Tzn nic takiego gdyby nie fakt ze te piosenki lecialy w kolko przez cala jazde i to dosc glosno, bo kierowca niezbyt chetny do rozmowy. Po godzinie bylam tak padnieta, ze odliczalam kilomerty do konca. Ale wiadomo, trzeba byc wdziecznym za kazdy srodek transportu jaki tylko sie nam zatrzyma nawet gdyby leciala jedna piosenka w kolko przez kilka godzin, wiec to oczywiscie tylko taka mala dygresja. Problem w tym, ze ja ulokowalam sie z tylu. Niedaleko celu poprosilismy zeby nasz dobroczynca sie zatrzymal i wyrzucil nas na poboczu. Chlopak wypakowal sie z auta a ja juz odchylalam oparcie fotela i zamierzalam wygramolic sie z tylu, kiedy kierowca nagle zablokowal mi wyjscie ramieniem i oznajmil dosc stanowczym tonem ze mnie nie wypusci jesli nie zaplacimy mu za przejazd. Mowiac to trzymal noge na gazie. Szczerze mowiac mialam serce w gardle bo byl na tyle przekonujacy ze bylam gotowa w to uwierzyc! Po krotkiej niezbyt przyjemnej wymianie zdan facet jednak wygral, mial za mocne argumenty- ja bylam chyba tym naj... Ktos na tym forum slusznie napisal, ze w trzydrzwioym samochodzie to dziewczyna powinna siadac z przodu i mial swieta racje!! Naprawde niewiadomo na kogo sie trafi... Innym razem bylo chyba wiecej strachu niz zagrozenia. Zatrzymal sie tir z Turcji zaraz za skrzyzowaniem, chociaz nie bylo to za wygodne dla neigo (dopiero zaczynalismy lapac oddalajac sie od swiatel). Facet nie wygladal za przyjaznie do tego nie mowil ani po rosyjsku ani po angielsku wiec rozmowa byla zdawkowa i do tego praktycznie namigi. Wiekszosc czasu spedzilam lezac na miejscu do spania za fotelami, bo z przodu byl tylko jeden fotel dla pasazera (chlopak). Kierowca postanowil zrobic sobie przerwe i zjechac na postoj. Za nami jechal jego znajomy drugim tirem, ktory zrobil to samo. Siedzielismy z nimi przy ich tradycyjnej kawie na polowych krzeselkach pomiedzy samochodami (nie bylo jak odmowic). Pamietam ze rozmawiali w swoim jezyku mierzac mnie wzrokiem z gory na dol. Mialam wtedy dlugie blad wlosy...i bujna wyobraznie. Nic sie oczywiscie nie stalo, ale scenariusze w myslach to ja mialam ciekawe;) Na szczescie bardziej niebezpiecznych przygod nie przezylam. Z reguly naprawde trafia sie na sympatycznie nastawione osoby, niezadko tez ciekawe. I jest to caly przekroj spoleczny;) Duzo mozna sie dowiedziec m.in poprostu o zyciu. Tak mi tego brakuje...gdzie ta wiosna??? :) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
yanuszka ......... 13.04.07, 11:43 najlepszy i najgorszy? mnie jakoś w pamięć zawsze te najlepsze zapadają, więc może najpierw spróbuję wymyślić który najgorszym był? to chyba będzie nocna podróżna trasie Ustrzyki Grn - Wetlina, gdzie po około pół godziny marszu, gdzieś m-dzy 1 a 2 w nocy, zatrzymał się jadący [cudem jakimś, bo gdzie o tej godzinie w takim miejscu auto??!] polonez.. super, super, ino pan nienazbyt świeży, także na górskich serpantynach po poboczu pędzący, bo akurat po papieroska schylić sie zachciało.. po oddechu oceniliśmy na około 3-4 promile, ale to oczywiście już w trakcie podróży.. jednak najgorzej ne było - bo pan miejscowym był, zatem [w co staraliśmy się wierzyć] trasę na pamięć znać musiał, więc na autopilocie dojechaliśmy.. cóż, my także pierwszej świeżości nie byliśmy, z racji miejsca i godziny, ale wrażenia i tak mocne były - bo jak polonez tak pędizć może? i na tych zakrętach? ech.. teraz to się z uśmiechem wspomina, ale jak nas wysadził pod Bazą, tośmy musieli jeszcze po dwa piwa wypić, by nam ręce z przerażenia drżeć przestały.. ;) a najlepsze? chyba wszystkie pozostałe;) i busem policyjnym, i kolejką leśną, i w seicento z trzema rosłymi facetami i trzema rosłymi didgeridoo [pełna kompresja;)].. eee, wiem co najlepsze! UAZ-em na połonienkę Wetlińską! to był hit! na pace, z której się prawie wypadało, bo taka stromizna.. ach było, było.. ech.. Odpowiedz Link Zgłoś
piecsiedem z pozycji kierowcy 15.08.07, 23:56 najgorszy: na wylocie z Lublina zabrałem dwu jakby studentów do Warszawy. Jeden strasznie się mądrzył na wszystkie możliwe tematy. Najpierw go podpuszczałem, potem już nic nie mówiłem mając nadzieję że zaśnie. Drugi puszczał bąki - starałem się dać mu coś do zrozumienia pytając czy coś czuje i czy to jakiś nawóz z pola, ale bez skutku. najlepszy: pod Oranami na Litwie zabrałem starszą Rosjankę, która 3 godziny łapała stopa do Wilna. Opowiadała fantastycznie ciekawe rzeczy o wszystkim - głównie o tzw. życiu - pod koniec aż zwalniałem, żeby rozstać się z nią jak najpóźniej. Odpowiedz Link Zgłoś
myslenie-szkodzi Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 17.08.07, 22:16 Najlepszy: Jakieś 10 dni temu, łapiemy stopa [w 5 osób!] na trasie z Augustowa do Sejn. Chcemy dojechać tylko do Przewięzi [ok 8 km]. Niestety, tylko jak wyszliśmy na szosę, zaczęło padać. Nie, lać. Schowaliśmy się w lesie, mój chłopak dzielnie stał na drodze. Na próżno, trzy miłe panie jadące małym 3drzwiowym autkiem zatrzymały się, jak już przestało ;) Pani kierowca śmiała się, że to tylko dzięki temu, że jej jadąca z nami córka sama podróżuje autostopem i zmusiła ją do tego ;) Wsiedliśmy tam we trójkę [!]. Kiedy dojechaliśmy do Przewięzi pani stwierdziła, że pojedzie po naszych dwóch dzielnych panów, którzy nadal stali na szosie i szukali szczęścia :)) Po paru minutach dołączyli do nas :) Najgorszy stop - następnego dnia, ta sama trasa, łapiemy stopa we czwórkę. Przeszliśmy chyba ze 3 kilometry machając do każdego. O dziwo, zatrzymuje się bmw na zagranicznych blachach. Nie obrażając nikogo, w środku siedział typowy przedstawiciel grupy społecznej zwanej kierowca beemy. Włosy na krótko, dres, łańcuch. Może to nas powinno odstraszyć...? Mój chłopak otwiera przednie drzwi, rzuca "Do Przewięzi?" "No.", odpowiada kierowca. Drzwi z tyłu otwiera Marcin, wsiada, za nim Marlena, mój chłopak zamyka drzwi z przodu, ja jestem jedną nogą w samochodzie, a koleś... rusza! Uderzył mnie w udo i pośladek, przejechaliśmy tak kawałek (ja ciągnąc jedną nogą po żwirze na poboczu i krzycząc, żeby się zatrzymał). Zatrzymał się obrażony, nic nie powiedział, wsiadłam do auta i... dobrze że mi pociemniało w oczach i o tym, ile koleś jechał, dowiedziałam się po dotarciu do celu :P 160 km/h na nieszerokiej szosie! 110 w ostrych zakrętach! Jak Marlena mnie zapytała, czy wszystko w porządku, zgłośnił muzykę i basy dały nam po uszach... Brrr, zatrzymał się w Przewięzi, wysiadaliśmy jak tylko mogliśmy najszybciej, idiota ruszył z piskiem opon. Zdecydowanie nikomu nie polecam takich wrażeń! Odpowiedz Link Zgłoś
lena36 Kulawy dziad we Włoszech i fajny Szwajcar 08.11.07, 14:28 Najgorszy: we Włoszech stary wstrętny obleśny kulawy facet zabrał nas (mnie i koleżankę) autem dwudrzwiowym Siedziałam z tyłu, bagaż był w bagażniku, koleżanka obok niego.. To była noc i on niby mówił ze jedzie tam gdzie chciałysmy ale po drodze zaczął nam proponowac pieniądze za seks z nim.Mówił tylko po włosku (my nie) ale można sie było szybko zorientować co chce. Na początku udawałyśmy że nie rozumiemy ale on zjechał na pusty zalesiony parking. Juz myślalam ze trzeba mu będzie przywalić w łeb ale zaczęłyśmy z nim rozmawiać żeby nas zawiózł na jakąs stację i tak zrobił i tam nas zostawił. Brr...okropne to było. Najlepszy: W Szwajcarii byłysmy bardzo zmęczone i głodne, zabrał nas Szwajcar, zaprosił do swego domu w BAzylei, dał jeść, spanie w czystej pościeli i jeszcze zrobił nam pranie:))) A rano odwiózł na autostradę. Zaznaczam że niczego w zamian nie chciał:))) Acha i jeszcze też w Szwajcarii zabrali nas tacy grajkowie peruwiańscy...mieli przyczepę i tam jechałyśmy. Och były czasy...już nie jeżdzę, za stara jestem:))) Odpowiedz Link Zgłoś
camel_3d za stara? 19.11.07, 19:37 > nie jeżdzę, za stara jestem:))) ja mam 33:) i jeszcz eczasem jezdza..i kurcze wiesz...laski sie zatrzymuja:) hehe..:) Odpowiedz Link Zgłoś
wesyasz Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 08.11.07, 15:55 Najgorszy - zabrał mnie gość TIRem gdzieś z pomiędzy Wrocławia a Zielonej Góry do Świebodzina i zaczął najpierw pytać czy nie uważam, że właśnie marnuję swój czas i swoje życie tracąc tydzień na jakiś bezsensowny wyjazd (jechałem do Holandii akurat, qmpel czekał już na mnie w Świebodzinie) i w ogóle to powinienem się zająć jakimś konkretnym zajęciem w życiu. Na to, że póki co studiuję stwierdził, że teraz ludzie po studiach to i tak się do niczego nie nadają ;) Jakiś przemądrzały pracoholik, do tego opowiadał jak to on dobrze TIRem nie jeździ i że reszta kierowców to się do niczego nie nadaje ;) Gdyby mi się nie spieszyło to bym jasno powiedział co o nim myślę i bym wysiadł, no ale przemęczyłem jakoś. Szczerze to naprawdę niektórzy tylko pieniądze widzą w życiu ;). Najlepszy - uhm, dużo było takich, które naprawdę świetnie wspominam. I tch znacznie więcej jest od tych gorszych, bo te gorsze trafiają mi się sporadycznie. Głównie jakość stopa zależy od ludzi jacy Cię zabiorą (przynajmniej dla mnie) - tego jacy są, a nie to ile km Cię podwiozą.. choć do drugie też się wspomina miło. Najmilem wspominam te, po których aż szkoda było się rozstawać z kierowcą i miałem wrażenie jakbyśmy znali się dłużej niż ta jedna 'podwózka' ;). I tak, chyba najlepszy: - Francja, gdzieś koło Avignon - staliśmy z koleżanką 4h przy peage jakiegoś małego miasteczka, wyjeżdżał jakoś jeden samochód na 2 minuty i 80% zjeżdżało na autostradę w przeciwnim kierunku do tego, w którym jechaliśmy my :). W końcu kiedy nawet nie łapaliśmy stopa tylko narzekaliśmy jak to jest źle zatrzymało się auto, którego nawet nie zauważyliśmy ;) zaczął trąbić... okazało się, że to Hiszpan jadący aż w okolice Dortmundu (ok. 1100km). Do tego mieliśmy niezłą przygodę po drodze z policją... ale to już na inną okazję opowieść :D Oraz z ostatniego czasu pamiętam jeden też bardzo fajny: - Jechałem ostatnio z Wrocławia do Warszawy, zatrzymały się zaraz za Wrocławiem dwie kobiety po trzydziestce - prosto do Warszawy i mimo różnicy wieku ponad 10 lat pogadaliśmy sobie i naprawdę sympatycznie i miło wspominam tą trasę :) Po drodze jeszcze zostałem zaproszony na kawę za którą zabroniono mi płacić ;). Ogólnie dobre auto, mega sympatyczni ludzie i dobre auto - raj autostopowy... na dodatek na tego stopa czekałem chyba 2 minuty :) Było tego o wieeeeele więcej, ale ciężko tak teraz sobie przypomnieć ;). Odpowiedz Link Zgłoś
wesyasz Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 08.11.07, 16:14 Ach, zapomniałbym :) Z takich mega przyjemnych o których nie można nie wspomnieć to łapaliśmy od południowej strony pod Amsterdamem stopa do Alkmaar, stoimy na stacji z tabliczką.. podjeżdża auto z piękna jak się okazało Marokanką w środku :) Do Alkmaar nie jechała, ale zabrała nas do Amsterdamu na dworzec kolejowy i kupiła bilety do Alkmaar :) Ogólnie bardzo sympatycznie wspominam tego stopa choć długo nie trwał ;). No i sporo dowiedziałem się o Maroko - do którego fakt faktem chcę się wybrać - z 'pewnego źródła' ;). Odpowiedz Link Zgłoś
white23 Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 15.11.07, 13:42 Raz w życiu pojechałem stopem :) Jechałem na rowerze przez Szwajcarię, zimno, pierwsza w nocy, pada deszcz i wogóle nieprzyjemnie. Wtem zatrzymuje się gigantyczny van. Myślę sobie, że zaraz wyskoczy bandzior i tak się skończy moja kariera. Wtedy damska ręka do mnie macha. Long story short: Kobieta mnie podwiozła pod największe górki i zostawiła w jakieś mieścinie, gdzie miałem bardzo fajną dalszą podróż. A jej historia? Szwajcarka, która świetnie znała angielski, a to z tego powodu, że jej mąż był kapitanem w angielskiej flocie wojennej :D Odpowiedz Link Zgłoś
matheu Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 17.11.07, 15:46 Parę lat temu byłem w Bieszczadach chyba pierwszy raz jechałem stopem - zatrzymali się mili państwo z dzieckiem. Ja usiadłem z tyłu i zacząłem opowiadać o górach, pokazałem też pióro długie na prawie pół metra, które parę dni temu znalazłem w lesie. Tak się to spodobało, że państwo swierdzili, że dotąd nie brali autostopowiczów, i mnie zabrali trochę z zaskoczenia, ale teraz chyba zaczną brać ludzi na stopa. Było fajnie. Odpowiedz Link Zgłoś
camel_3d z punktu widzenia kierowcy II 19.11.07, 19:32 teraz tez jezdze jeszcze czasem stopem,..dla frajdy i zeby sprawdzic czy jeszcze mam szanse:;)) ale nei wazne, sporo jezdze tez wlasnym autem i czasme zabieram ludzi. kiedys kupilem sobie VW New Beatle:)) i jechalem dumny jak paw do Polski:) Po drodze, jakies 80 km przed Poznaniem zapralem matke zdzieckiem (takim 4 latka)... no i mi si edziecko porzygalo na tylne siedzienie. Na szczesci etylko troszke..wiekszosc poleciala mu na kurtke i spodenie..ufffffffffffffffffffffffffffff :)) Odpowiedz Link Zgłoś