turdoradca 02.04.06, 12:56 Linki do stron przydatnych pod kątem informacji nt. Niemiec Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
turdoradca forum na gazeta.pl nt. Niemiec - turystycznie 02.04.06, 12:56 Forum turystyczne o Niemczech, ale przynajmniej jak na dzień dodania, mało informacji: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=27172 Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca WÖRLITZ - RP 31.03.06 02.04.06, 12:58 Z Rzepy, bo wrzucają do płatnego archiwum szybko: WÖRLITZ Sentymentalno-romantyczna posiadłość z jedynym w Europie sztucznym wulkanem Wörlitz leży dwadzieścia kilometrów od Dessau, stolicy księstwa Anhalt. O zamożność księstwa zadbał żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku książę Leopold I von Anhalt-Dessau. Zasłużony marszałek armii pruskiej, dobry gospodarz, władca absolutny. Pieniądze przeznaczał na skupowanie od drobnej szlachty ziemi i przyłączanie jej do swych dóbr. Prawie całe księstwo należało do niego. Jego wnuk, książę Leopold III Friedrich Franz, odziedziczył po przodku zapobiegliwość i talenty organizacyjne. Uległ jednak zupełnie nowym prądom w myśleniu o sposobie sprawowania władzy. Był władcą oświeconym, zafascynowanym przy tym Anglią i kulturą starożytnego Rzymu. Na jego zamówienie architekt Fridrich Wilhelm Erdmannsdorff wybudował mu pałac (1769 - 1773) w modnym wówczas w Europie stylu klasycystycznym, jeden z pierwszych takich obiektów w Niemczech. Pałac otoczył parkiem krajobrazowym, w którego kompozycji wykorzystał naturalne jezioro. Jezioro i dwa stawy połączył kanałami. A na brzegach i sztucznych wyspach postawił kilka sentymentalno-romantycznych budowli - Domek Angielski, świątynie Westy, Flory i Wenus, Panteon (miniaturę), Nimfeum, sztuczne ruiny i groty. Nawet drzewa miały swoją rolę w tym krajobrazie - topole miały zastąpić cedry, a sosny pinie. Cesarz i córka ogrodnika Na brzegu jeziora, przy przystani, cumują szerokie, płaskie, drewniane łodzie. Turyści zajmują miejsca na ławkach. Barczysty wioślarz zanurza wiosła w wodzie, rozpoczyna bezszelestny rejs. Z wody można zobaczyć kolejne obiekty. Kapitan, wioślarz i przewodnik w jednej osobie, opowiada o dziejach rodu Anhalt-Dessau, objaśnia znaczenie mijanych budowli. Po drugiej stronie jeziora, niemal na wprost pałacu, stoi niewielki pałacyk w stylu neogotyckim. To Domek Gotycki. Książę zafundował go... pięknej córce swego ogrodnika. Co na to żona Leopolda? Nie wiemy, kilkanaście kilometrów od Wörlitz księżna miała własny pałac i park. W okolicy podobne majątki mieli zresztą też jeszcze i ciotka, i brat księcia. Rezydencja w Wörlitz była jednak pierwsza, największa i najładniejsza. Drugiej takiej nie było w całych Niemczech. Nie dziw więc, że UNESCO otoczyło ją opieką i wciągnęło na listę dziedzictwa kultury światowej. Cały czas trwa remont parku i jego budowli. Ostatnio udało się odnowić stojący na sztucznej wyspie... wulkan Wezuwiusz. Stożek, z którego podczas różnych uroczystości strzelały w górę sztuczne ognie, służył do zadziwiania gości księcia. Jednym z nich był Napoleon, wojujący właśnie z Prusami. Po wizycie w Wörlitz i rozmowie z księciem cesarz postanowił nie tylko nie grabić posiadłości, ale nawet zostawić w spokoju całe księstwo Anhalt. A łup był łatwy do zdobycia - księstwo miało 35 tysięcy mieszkańców i ani jednego żołnierza. Skoro o odwiedzinach zagranicznych gości mowa, warto wspomnieć, że w Wörlitz gościła też księżna Izabela Czartoryska. Prawdopodobnie magnaci wymieniali doświadczenia. Polska księżna założyła, jak wiadomo, podobny park sentymentalny w Puławach. Barany z Hiszpanii, krowy ze Szwajcarii Łódź wpływa w kanały. Ciemno tu od gęsto rosnącej zieleni. Nad wodą przerzucono mostki. W sumie jest ich siedemnaście. A każdy inny. Kamienne, drewniane, żelazne. Wiszące, łańcuchowe, łukowe, schodkowe, pływające. Trzeba wiedzieć, że park był tylko częścią zamysłu nietuzinkowego władcy. Przy parku zorganizował on bowiem jeszcze gospodarstwo rolne. Dziś powiedzielibyśmy "doświadczalne". Książę zainspirowany ideami oświeceniowymi i angielską rewolucją przemysłową postanowił stworzyć wieś modelową. Sprowadzał z zagranicy nowoczesne maszyny rolnicze, bydło, trzodę chlewną i konie nowych ras. Na przykład krowy ze Szwajcarii, a barany z Hiszpanii. Szkolił chłopów w nowoczesnych metodach uprawiania roli i hodowli. Nie zapominał też o ich rozrywkach - co roku urządzał im wiejską olimpiadę z różnymi zawodami. A jako że był władcą oświeconym swój park udostępnił poddanym. Każdy mógł wejść i korzystać z jego uroków. Dzisiaj mamy możność nie tylko tu spacerować, ale i wejść do pałacu. Jeśli skorzystamy teraz z tego przywileju, zobaczymy, że książę mieszkał dosyć skromnie. Nie otaczał się zbytkownymi przedmiotami, kosztownymi meblami, dywanami. Koncentrował się raczej na gromadzeniu starożytnych rzeźb lub ich kopii, które sprowadzał z Włoch. Jeszcze w 1918 r. pałac i park przeszły w zarząd fundacji rodzinnej, później przekształconej w publiczną. Po upadku muru berlińskiego rodzina książęca próbowała odzyskać majątek, ale bezskutecznie. FILIP FRYDRYKIEWICZ Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca Saksonia-Anhalt RP 31.03.06 02.04.06, 13:00 Rzepa wrzuca do archiwum płatnego, dlatego tutaj kopia :) SAKSONIA-ANHALT Średniowieczne i awangarda Na romańskiej drodze Wyruszyłem do Saksonii-Anhalt, by zobaczyć najcenniejsze kościoły tamtejszej drogi romańskiej (Strasse der Romanik). Tak określa się sześćdziesiąt (tak, to nie pomyłka!) obiektów z X-XII wieku, objętych przez UNESCO opieką jako zabytki mające szczególne znaczenie dla światowej kultury. Na miejscu przekonałem się, że kraina ta ma do zaoferowania o wiele więcej wspaniałych miejsc, zabytków i budowli najwyższej jakości. Właściwie z niemal wszystkich stylów i epok - od romanizmu po projekty słynnego architekta Friedensreicha Hundertwassera. Podróż przez Saksonię-Anhalt jest jak podróż przez historię architektury, chociaż równie dobrze może być wycieczką przez parki (jest ich tu mnóstwo) lub podróżą śladami słynnych ludzi, jak pierwszy cesarz Rzeszy Niemieckiej Otton I, artyści Jan Sebastian Bach i Łukasz Cranach, reformatorzy Kościoła Marcin Luter i Melanchton lub architekci Friedrich Erdmannsdorff i Walter Gropius, którzy żyli i działali na tym terenie. Pierwszy na mojej drodze romańskiej był Magdeburg. Miasto zostało zniszczone bombardowaniami aliantów w kwietniu 1945 r. aż w 90 procentach. Później zabudowane zostało socjalistycznymi klockowatymi blokami i urzędami. Największymi jego skarbami są romański klasztor Najświętszej Marii Panny, kościół św. Piotra, kościół św. Sebastiana i romańsko-gotycka katedra. Przypominają one o latach świetności Magdeburga, gdy rezydował w nim cesarz Otton I Wielki. Miasto, jako stolica Pierwszej Rzeszy Niemieckiej, aspirowało do miana drugiego Rzymu. Cesarz zabiegał u papieża o pozwolenie na posadowienie w Magdeburgu arcybiskupstwa. I osiągnął to. Później rozpoczął budowę katedry, w której też spoczął po śmierci. Obecna budowla jest jednak o 200 lat późniejsza od pierwotnej. Kto uważnie przyjrzy się jej fasadzie, zobaczy w jednej trzeciej wysokości wieży północnej dwie postaci wyrzeźbione w kamieniu. To dwaj biedni pasterze, którzy - według legendy - gdy znaleźli garnek ze złotymi dukatami, oddali skarb na budowę katedry. W środku ciekawsza od symbolicznego miejsca spoczynku pierwszego cesarza będzie dla nas stojąca pod jednym z filarów rzeźba świętego Maurycego, bo to pierwsze przedstawienie Murzyna w sztuce średniowiecznej. Koniecznie trzeba też wejść do przedsionka portalu północnego, by przyjrzeć się oddanym niezwykle sugestywnie Pannom Głupim i Pannom Mądrym (1240 - 1250). Jak na planie filmu Przy wielkim prostokątnym placu, przy którym stoi katedra, mają również siedziby lokalny parlament i władze landu oraz bank. Nic dziwnego, że magdeburczycy potocznie zwą ten rejon miasta miejscem mocy. Z placu, niemal spod szacownej katedry, widać, jak przy jednej z głównych ulic miasta powstaje obiekt, który być może już niedługo przyćmi sławą poczerniały kościół. Otóż miasto kupiło ostatni projekt zmarłego w 2000 r. słynnego ekscentrycznego grafika, malarza i architekta austriackiego Friedensreicha Hundertwassera. Kosztem 27 mln euro buduje ogromny obiekt, który pomieści sklepy, biura, mieszkania, w tym dwu- i trzypoziomowe, garaż podziemny, a nawet przedszkole. Wielka wrzosowa bryła wybija się w pejzażu miasta. Już wywołuje ogromne zainteresowanie i komentarze. Mieszkania zostały sprzedane błyskawicznie, chociaż nie były tanie. To bardzo typowy dla Hundertwassera projekt: żadnych linii prostych i ostrych kątów. Wszystko musi mieć kształty występujące w naturze. Nierówne są więc wszystkie ściany, a nawet podłogi. Materiały wykończeniowe też niecodzienne: surowy beton, kolorowe, nieregularne kafle o żywych kolorach. I tak charakterystyczne dla Hundertwassera ozdobne kolumny, wyglądające jak duże klocki nasadzone na patyk. A wszystko razem robi wrażenie, jakby zrodziło się w niczym nieskrępowanej wyobraźni dziecka. Oprócz niezwykłej wartości zabytków średniowiecza Magdeburg ma także inne atrakcje. By wymienić tylko najstarszy przystanek tramwajowy w Niemczech, most zwodzony z pierwszej połowy XIX w. czy kompleks sportowo-rekreacyjny na terenach po stacjonującej tu dawniej jednostce wojsk radzieckich. Ale do szczególnie stylowych i wartych odwiedzenia miejsc zaliczyłbym niedawno odnowiony kwartał ulic z bogato zdobionymi eklektycznymi kamienicami z przełomu XIX i XX wieku. Dzielnicę odrestaurowano niezwykle starannie, pamiętając nawet o bruku jezdni, trawnikach i metalowych ogrodzeniach przed domami. Wszystko jak na starych pocztówkach. Wystarczy wynająć stare samochody i przebrać trochę statystów i można kręcić tu każdy film, którego akcja toczy się w przedwojennych Niemczech. Dumne matrony Gdy majstrowie zatrudnieni przy budowie katedry w Magdeburgu skończyli swoją robotę, przenieśli się do Halberstadt (pocz. XIII w.). Tu rozpoczęli wznoszenie kolejnej budowli. Już wtedy miasto miało wielkie tradycje, bo pierwsze biskupstwo zakładał tu prawie 400 lat wcześniej Karol Wielki. Halberstadt, podobnie jak Magdeburg, bardzo ucierpiał w drugiej wojnie światowej. W niczym nie przypomina więc dumnego, prężnego ośrodka handlowego, gęsto wypełnionego historycznymi budynkami, jakim był przed wojną. Niemal zrównany z ziemią, do dzisiaj nosi blizny w postaci pustych przestrzeni w środku miasta. Klockowate powojenne bloki robią przygnębiające wrażenie. Rzadko się zdarza, by zaledwie trzysta metrów od siebie stały dwie tak potężne i zarazem podobne budowle romańskie. Owalny plac Katedralny z jednej strony flankuje fasada katedry św. Stefana (XIII w.), z drugiej apsyda kościoła Najświętszej Marii Panny (X - XII w.). Jakby dwie szacowne matrony stały jedna za drugą. Już sam rozmach, z jakim je zbudowano, pokazuje potęgę średniowiecznego Halberstadtu. Obydwa kościoły szczycą się wspaniałymi ogromnymi krucyfiksami, tak charakterystycznymi dla monumentalnej rzeźby romańskiej tych terenów. Komu mało jeszcze pamiątek romańskich i gotyckich, powinien zajrzeć do skarbca katedralnego, w którym zgromadzono wiele wspaniałych rzeźb. Zaryglowany Kwedlinburg Tylko 15 kilometrów na południe znajduje się zupełnie inne w charakterze miasto Kwedlinburg (Quedlinburg). Inne, bo wyszło obronną ręką z wojennej zawieruchy. To jedno z najlepiej zachowanych miast średniowiecznych Niemiec: nieregularne ulice, to zwężające się, to rozszerzające, przy których stoją rzędy domów ryglowych, czyli takich, do których budowy użyto i drewnianych bali, i cegieł (pruski mur). Doliczono się w mieście ponad 1500 takich domów. Najstarszy z nich pochodzi z 1349 r. Niesamowite wrażenie robi takie nagromadzenie podobnych budynków, stawianych tu od XIV do XIX wieku. Stare, czarne belki często były rzeźbione i malowane. W balach nad progami widać wyryte podpisy budowniczych i daty powstania domów, np. "Anno Domini 1654". Przyjemnie jest spacerować z zadartą głową i wyszukiwać kolejne ciekawe wzory, odczytywać daty. Kręcąc się tak, odkryjemy drogę w na wzgórze Burgberg. W tym naturalnie obronnym miejscu stanęły najważniejsze budowle - zamek (obecnie pałac renesansowy), klasztor św. Matyldy dla panien z arystokracji oraz, jakżeby inaczej, romańska kolegiata św. Serwacego. Ta ostatnia tradycyjnie ma formę wielkiej trójnawowej hali. Towarzyszą jej dwie wysokie, kwadratowe wieże. To wyjątkowo cenny obiekt, bo wnętrza zachowały się w niezmienionym stanie przez tysiąc lat. Surowe sklepienie podpierają kolumny z rzeźbionymi przez włoskich mistrzów głowicami. Kto zabrał lornetkę, będzie też mógł obejrzeć na zewnątrz, wysoko pod dachem, galerię stworów zdobiących fryz obiegający korpus kościoła. Ze wzgórza zamkowego rozpościera się kapitalny widok na miasto. Robi się późno, w uliczkach rozbłyskują stylowe latarnie. W takiej scenerii trudno oprzeć się wrażeniu, że przeniosło się w czasie. Kiedy zapada zmrok, przed starym ratuszem stojącym przy rynku zbiera się grupa ludzi. Po chwili przychodzi do nich mężczyzna w czarnej pele Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca Więzienie Stasi w Berlinie - tekst 06.04.06, 00:25 Więzienie - atrakcją turystyczną. Więźniowe - przewodnikami po niej! Dwadzieścia lat temu Thomas Raufeisen spędził kilkanaście miesięcy w tajnym więzieniu Stasi w Berlinie. Dziś oprowadza po nim turystów. O tajnym areszcie śledczym Stasi, znajdującym się w dzielnicy wschodniego Berlina Hohenschönhausen, dowiedziano się jesienią 1990 roku. Wtedy to zachodnioniemieckim urzędnikom, którzy przejmowali enerdowskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego, ktoś wręczył klucz do więziennej bramy. Tajny areszt działał wtedy już od prawie pół wieku, a przeszły przezeń tysiące więźniów. Za czasów NRD nikt nie wiedział o jego istnieniu. Raufeisen, były więzień i jednocześnie przewodnik po areszcie wyjaśnia - Więzienie było w sercu ogrodzonego murem sektora Stasi. Za murem rozciągały się osiedla domków jednorodzinnych dla funkcjonariuszy, gdzie obcy nie mieli wstępu. Hubertus Knabe, dyrektor muzeum Memoriał Stasi wspomina - Gdy w 1995 roku w murach więzienia tworzyliśmy muzeum, postanowiliśmy, że będą po nim oprowadzać ofiary bezpieki. To bardziej przekonujące, gdy przewodnik mówi ludziom: "W tym miejscu siedziałem podczas przesłuchania". Żaden historyk tak tego nie przedstawi. Większość więźniów trafiła do aresztu w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy Stasi w Hohenschönhausen wydobywała zeznania z dysydentów i niedoszłych uciekinierów z NRD. Przez wiele lat w szkole Stasi w Poczdamie opracowywano naukowo pod nazwą "psychologii operacyjnej" metody łamania ludzi. Najstarszy z przewodników trafił do Hohenschönhausen w latach pięćdziesiątych. Miał wtedy 15 lat, a więzieniem zarządzało wtedy sowieckie NKWD. Raufeisen urodził się i wychował w zachodnioniemieckim Hanowerze. W Hohenschönhausen spędził 14 miesięcy. W 1979 roku okazało się, że jego ojciec prowadził w RFN podwójne życie jako szpieg Stasi. Po zdemaskowaniu Raufeisen uciekł wraz z rodziną do NRD. Jednak przeprowadzka na Wschód okazała się dla Raufeisenów katastrofą. Próbowali uciec z powrotem na Zachód, lecz zniweczyła to enerdowska bezpieka. W 1981 roku cała rodzina trafiła do berlińskiego aresztu, a następnie po kilkuletnim śledztwie do ciężkiego więzienia Stasi w Budziszynie. Raufeisen senior został skazany na dożywocie i zmarł w tajemniczych okolicznościach. Natomiast Thomas odsiedział trzy lata za próbę ucieczki z NRD i "kontakt z przedstawicielem wrogiego państwa" - chodziło o rozmowę telefoniczną z bratem, który został w RFN. Teraz 43-letni Raufeisen zajmuje się oprowadzaniem po więzieniu turystów. Prowadzi ich do piwnic budynku, który przypomina bunkier. Ochrzczono je mianem U-boota, ze względu na wąskie korytarze, niskie sufity i brak okien. Przewodnik opowiada - Ludzi izolowano od otoczenia. Aresztant nie wiedział, gdzie jest, ani nawet, czy jest noc, czy dzień. Do jednej celi wciskano kilkanaście osób. Świeże powietrze dochodziło przez wąziutką szczelinę. Tych, którzy nie chcieli zeznawać, torturowano. W latach sześćdziesiątych, gdy NRD zabiegała o międzynarodowe uznanie, tortury zastąpiono łamaniem psychiki. Więźniowie byli wtedy przetrzymywani w nowym gmachu, mieszkali w pojedynczych celach o oknach z nieprzejrzystego szkła. Raufeisen dodaje - Więźniów przywożono do więzienia furgonetkami bez szyb. Z kwatery głównej Stasi jedzie się Hohenschönhasuen kilkanaście minut, ale by zdezorientować więźniów, furgonetka jechała kilka godzin. Nawet na spacerniak wozili nas furgonetkami. Człowiek zupełnie nie wiedział, gdzie jest. W 2005 roku muzeum odwiedziło 130 tys. osób. Większość z nich to byli Niemcy z Zachodu. Jednak byli pracownicy Stasi uważają, że wyniki są fałszowane. Pracownicy muzeum przyznają - Po zjednoczeniu byli ludzie Stasi bili się w pierś. Dziś coraz ostrzej walczą o dobre imię swojej służby. Byli ubecy kolportują broszury gloryfikujące NRD i co jakiś czas, udając turystów, zwiedzają cele. Podobnie dzieje się we większości muzeów dokumentujących historię NRD. Wtedy zwykle dochodzi do kłótni z przewodnikami. Byli więźniowie opowiadają o torturowaniu więźniów, a byli pracownicy Stasi głośno temu zaprzeczają. Źródło: Metro, 2006-03-23 Odpowiedz Link Zgłoś
pilot_poz Trochę linków 12.04.06, 23:04 Takie ogólne o Niemczech : www.niemcy-turystyka.pl www.niemcy.glt.pl Niezrównane :) berlińskie muzea : www.germanien.net/Berlin/Museen www.smb.spk-berlin.de www.berlin.de/museen-galerien www.museumsinsel-berlin.de O murze : (co ciekawe, najchętniej słucha o nim młodzież ;) ) www.berlinermaueronline.de www.mauer-museum.com www.wall-berlin.org www.berlin-mitte.de www.berliner-mauer.de Odpowiedz Link Zgłoś
pilociwycieczek.pl Ratyzbona - tekst Benedykta XVI w sprawie islamu 19.11.06, 00:55 www.forum-znak.org.pl/index.php?t=studia&id=192 Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca Kennedy w Berlinie 14.02.07, 22:15 Kennedy w Berlinie W Berlinie nieopodal Bramy Brandenburskiej otwarto muzeum poświęcone prezydentowi USA Johnowi Fitzgeraldowi Kennedy'emu (1917-1963) Najważniejszą częścią ekspozycji są pamiątki z jego wizyty w Berlinie Zachodnim 26 czerwca 1963 r. Przed ratuszem Schoeneberg Kennedy wypowiedział wówczas słowa: "Jestem berlińczykiem", wyrażające solidarność z berlińczykami żyjącymi za murem wniesionym w 1961 r. przez władze NRD. Można obejrzeć m.in. notatki ze słynnego przemówienia, złotą księgę miasta z wpisem prezydenta, zdjęcia z ośmiogodzinnej wizyty, aktówkę z czarnej krokodylej skóry, okulary, breloczek z podobizną papieża Piusa XII oraz kreacje żony Kennedy'ego Jackie. 2007-02-12 serwisy.gazeta.pl/turystyka/1,62491,3908226.html Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca Tropical Islands pod Berlinem 14.02.07, 22:22 www.my-tropical-islands.com serwisy.gazeta.pl/turystyka/1,51077,3753677.html: Tropiki pod Berlinem Beata Tokarz 2006-11-27 Tańce na plaży, flirty pod wodospadem, kąpiel w lagunie - aby powitać Nowy Rok pod palmami, nie trzeba jechać na Karaiby Tropical Islands pod Berlinem przykrywa kopuła wielkości ośmiu stadionów do piłki nożnej. Jest tu m.in.: ogród, bagno, laguna, las tropikalny, plaża z setką palm kokosowych i 12-metrowymi fikusami. No i baseny. Jeden w kształcie laguny, z jaskiniami, bulgoczącymi siedziskami, wodospadami, drugi wielkości trzech basenów olimpijskich. Przed samym sylwestrem zostanie wykończona 25-metrowa zjeżdżalnia, na której będzie można uzyskać prędkość do 70 km/godz. W noc sylwestrową w wiosce tropikalnej zagra zespół na żywo, DJ nad Południowym Pacyfikiem będzie serwował hity z lat 80., w lagunie zaś potańczymy do reggae i sunshine. Gwoździem programu jest pokaz iluzjonistów. W cenie biletu jest też noworoczny szampan i bufet z egzotycznymi specjałami. O północy wielki pokaz fajerwerków. Dla dzieci przygotowano m.in. dyskotekę i pochód z latarniami przez całą wyspę. Impreza sylwestrowa rozpoczyna się o 19, bilet - 99,95 euro, dzieci 4-14 lat - 66,95; do kupienia w kasach teatralnych oraz w dużych punktach przedsprzedaży biletów z systemem CTS w całych Niemczech, na stronie www.eventim.de lub dzwoniąc na infolinię 0 71 710 87 48 (w języku polskim); zwierzęta można zostawić w specjalnym pomieszczeniu przy wjeździe na parking - 10 euro/doba. Tropical Islands leży przy A13 Berlin - Drezno, po mniej więcej 100 km zjazd z autostrady na Staakow, potem bardzo dobrze oznakowaną trasą; na miejscu darmowy parking strzeżony. Pociągiem - linia regionalna RE 2 i RB 14 z Berlina co godzinę do Brand (Niederlausitz), stamtąd bezpłatne busy. Odpowiedz Link Zgłoś