02.04.06, 12:56
Linki do stron przydatnych pod kątem informacji nt. Niemiec
Obserwuj wątek
    • turdoradca forum na gazeta.pl nt. Niemiec - turystycznie 02.04.06, 12:56
      Forum turystyczne o Niemczech, ale przynajmniej jak na dzień dodania, mało
      informacji:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=27172
    • turdoradca WÖRLITZ - RP 31.03.06 02.04.06, 12:58
      Z Rzepy, bo wrzucają do płatnego archiwum szybko:

      WÖRLITZ Sentymentalno-romantyczna posiadłość z jedynym w Europie sztucznym wulkanem

      Wörlitz leży dwadzieścia kilometrów od Dessau, stolicy księstwa Anhalt. O
      zamożność księstwa zadbał żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku książę Leopold
      I von Anhalt-Dessau. Zasłużony marszałek armii pruskiej, dobry gospodarz, władca
      absolutny. Pieniądze przeznaczał na skupowanie od drobnej szlachty ziemi i
      przyłączanie jej do swych dóbr. Prawie całe księstwo należało do niego.

      Jego wnuk, książę Leopold III Friedrich Franz, odziedziczył po przodku
      zapobiegliwość i talenty organizacyjne. Uległ jednak zupełnie nowym prądom w
      myśleniu o sposobie sprawowania władzy. Był władcą oświeconym, zafascynowanym
      przy tym Anglią i kulturą starożytnego Rzymu.

      Na jego zamówienie architekt Fridrich Wilhelm Erdmannsdorff wybudował mu pałac
      (1769 - 1773) w modnym wówczas w Europie stylu klasycystycznym, jeden z
      pierwszych takich obiektów w Niemczech. Pałac otoczył parkiem krajobrazowym, w
      którego kompozycji wykorzystał naturalne jezioro. Jezioro i dwa stawy połączył
      kanałami. A na brzegach i sztucznych wyspach postawił kilka
      sentymentalno-romantycznych budowli - Domek Angielski, świątynie Westy, Flory i
      Wenus, Panteon (miniaturę), Nimfeum, sztuczne ruiny i groty. Nawet drzewa miały
      swoją rolę w tym krajobrazie - topole miały zastąpić cedry, a sosny pinie.
      Cesarz i córka ogrodnika

      Na brzegu jeziora, przy przystani, cumują szerokie, płaskie, drewniane łodzie.
      Turyści zajmują miejsca na ławkach. Barczysty wioślarz zanurza wiosła w wodzie,
      rozpoczyna bezszelestny rejs. Z wody można zobaczyć kolejne obiekty. Kapitan,
      wioślarz i przewodnik w jednej osobie, opowiada o dziejach rodu Anhalt-Dessau,
      objaśnia znaczenie mijanych budowli.

      Po drugiej stronie jeziora, niemal na wprost pałacu, stoi niewielki pałacyk w
      stylu neogotyckim. To Domek Gotycki. Książę zafundował go... pięknej córce swego
      ogrodnika. Co na to żona Leopolda? Nie wiemy, kilkanaście kilometrów od Wörlitz
      księżna miała własny pałac i park. W okolicy podobne majątki mieli zresztą też
      jeszcze i ciotka, i brat księcia. Rezydencja w Wörlitz była jednak pierwsza,
      największa i najładniejsza. Drugiej takiej nie było w całych Niemczech. Nie dziw
      więc, że UNESCO otoczyło ją opieką i wciągnęło na listę dziedzictwa kultury
      światowej.

      Cały czas trwa remont parku i jego budowli. Ostatnio udało się odnowić stojący
      na sztucznej wyspie... wulkan Wezuwiusz. Stożek, z którego podczas różnych
      uroczystości strzelały w górę sztuczne ognie, służył do zadziwiania gości
      księcia. Jednym z nich był Napoleon, wojujący właśnie z Prusami. Po wizycie w
      Wörlitz i rozmowie z księciem cesarz postanowił nie tylko nie grabić
      posiadłości, ale nawet zostawić w spokoju całe księstwo Anhalt. A łup był łatwy
      do zdobycia - księstwo miało 35 tysięcy mieszkańców i ani jednego żołnierza.

      Skoro o odwiedzinach zagranicznych gości mowa, warto wspomnieć, że w Wörlitz
      gościła też księżna Izabela Czartoryska. Prawdopodobnie magnaci wymieniali
      doświadczenia. Polska księżna założyła, jak wiadomo, podobny park sentymentalny
      w Puławach.
      Barany z Hiszpanii, krowy ze Szwajcarii

      Łódź wpływa w kanały. Ciemno tu od gęsto rosnącej zieleni. Nad wodą przerzucono
      mostki. W sumie jest ich siedemnaście. A każdy inny. Kamienne, drewniane,
      żelazne. Wiszące, łańcuchowe, łukowe, schodkowe, pływające.

      Trzeba wiedzieć, że park był tylko częścią zamysłu nietuzinkowego władcy. Przy
      parku zorganizował on bowiem jeszcze gospodarstwo rolne. Dziś powiedzielibyśmy
      "doświadczalne".

      Książę zainspirowany ideami oświeceniowymi i angielską rewolucją przemysłową
      postanowił stworzyć wieś modelową. Sprowadzał z zagranicy nowoczesne maszyny
      rolnicze, bydło, trzodę chlewną i konie nowych ras. Na przykład krowy ze
      Szwajcarii, a barany z Hiszpanii. Szkolił chłopów w nowoczesnych metodach
      uprawiania roli i hodowli. Nie zapominał też o ich rozrywkach - co roku urządzał
      im wiejską olimpiadę z różnymi zawodami.

      A jako że był władcą oświeconym swój park udostępnił poddanym. Każdy mógł wejść
      i korzystać z jego uroków. Dzisiaj mamy możność nie tylko tu spacerować, ale i
      wejść do pałacu. Jeśli skorzystamy teraz z tego przywileju, zobaczymy, że książę
      mieszkał dosyć skromnie. Nie otaczał się zbytkownymi przedmiotami, kosztownymi
      meblami, dywanami. Koncentrował się raczej na gromadzeniu starożytnych rzeźb lub
      ich kopii, które sprowadzał z Włoch.

      Jeszcze w 1918 r. pałac i park przeszły w zarząd fundacji rodzinnej, później
      przekształconej w publiczną. Po upadku muru berlińskiego rodzina książęca
      próbowała odzyskać majątek, ale bezskutecznie.
      FILIP FRYDRYKIEWICZ
    • turdoradca Saksonia-Anhalt RP 31.03.06 02.04.06, 13:00
      Rzepa wrzuca do archiwum płatnego, dlatego tutaj kopia :)

      SAKSONIA-ANHALT Średniowieczne i awangarda

      Na romańskiej drodze

      Wyruszyłem do Saksonii-Anhalt, by zobaczyć najcenniejsze kościoły tamtejszej
      drogi romańskiej (Strasse der Romanik). Tak określa się sześćdziesiąt (tak, to
      nie pomyłka!) obiektów z X-XII wieku, objętych przez UNESCO opieką jako zabytki
      mające szczególne znaczenie dla światowej kultury.

      Na miejscu przekonałem się, że kraina ta ma do zaoferowania o wiele więcej
      wspaniałych miejsc, zabytków i budowli najwyższej jakości. Właściwie z niemal
      wszystkich stylów i epok - od romanizmu po projekty słynnego architekta
      Friedensreicha Hundertwassera.

      Podróż przez Saksonię-Anhalt jest jak podróż przez historię architektury,
      chociaż równie dobrze może być wycieczką przez parki (jest ich tu mnóstwo) lub
      podróżą śladami słynnych ludzi, jak pierwszy cesarz Rzeszy Niemieckiej Otton I,
      artyści Jan Sebastian Bach i Łukasz Cranach, reformatorzy Kościoła Marcin Luter
      i Melanchton lub architekci Friedrich Erdmannsdorff i Walter Gropius, którzy
      żyli i działali na tym terenie.

      Pierwszy na mojej drodze romańskiej był Magdeburg. Miasto zostało zniszczone
      bombardowaniami aliantów w kwietniu 1945 r. aż w 90 procentach. Później
      zabudowane zostało socjalistycznymi klockowatymi blokami i urzędami.
      Największymi jego skarbami są romański klasztor Najświętszej Marii Panny,
      kościół św. Piotra, kościół św. Sebastiana i romańsko-gotycka katedra.
      Przypominają one o latach świetności Magdeburga, gdy rezydował w nim cesarz
      Otton I Wielki. Miasto, jako stolica Pierwszej Rzeszy Niemieckiej, aspirowało do
      miana drugiego Rzymu.

      Cesarz zabiegał u papieża o pozwolenie na posadowienie w Magdeburgu
      arcybiskupstwa. I osiągnął to. Później rozpoczął budowę katedry, w której też
      spoczął po śmierci. Obecna budowla jest jednak o 200 lat późniejsza od
      pierwotnej. Kto uważnie przyjrzy się jej fasadzie, zobaczy w jednej trzeciej
      wysokości wieży północnej dwie postaci wyrzeźbione w kamieniu. To dwaj biedni
      pasterze, którzy - według legendy - gdy znaleźli garnek ze złotymi dukatami,
      oddali skarb na budowę katedry.

      W środku ciekawsza od symbolicznego miejsca spoczynku pierwszego cesarza będzie
      dla nas stojąca pod jednym z filarów rzeźba świętego Maurycego, bo to pierwsze
      przedstawienie Murzyna w sztuce średniowiecznej. Koniecznie trzeba też wejść do
      przedsionka portalu północnego, by przyjrzeć się oddanym niezwykle sugestywnie
      Pannom Głupim i Pannom Mądrym (1240 - 1250).
      Jak na planie filmu

      Przy wielkim prostokątnym placu, przy którym stoi katedra, mają również siedziby
      lokalny parlament i władze landu oraz bank. Nic dziwnego, że magdeburczycy
      potocznie zwą ten rejon miasta miejscem mocy. Z placu, niemal spod szacownej
      katedry, widać, jak przy jednej z głównych ulic miasta powstaje obiekt, który
      być może już niedługo przyćmi sławą poczerniały kościół. Otóż miasto kupiło
      ostatni projekt zmarłego w 2000 r. słynnego ekscentrycznego grafika, malarza i
      architekta austriackiego Friedensreicha Hundertwassera. Kosztem 27 mln euro
      buduje ogromny obiekt, który pomieści sklepy, biura, mieszkania, w tym dwu- i
      trzypoziomowe, garaż podziemny, a nawet przedszkole.

      Wielka wrzosowa bryła wybija się w pejzażu miasta. Już wywołuje ogromne
      zainteresowanie i komentarze. Mieszkania zostały sprzedane błyskawicznie,
      chociaż nie były tanie.

      To bardzo typowy dla Hundertwassera projekt: żadnych linii prostych i ostrych
      kątów. Wszystko musi mieć kształty występujące w naturze. Nierówne są więc
      wszystkie ściany, a nawet podłogi. Materiały wykończeniowe też niecodzienne:
      surowy beton, kolorowe, nieregularne kafle o żywych kolorach. I tak
      charakterystyczne dla Hundertwassera ozdobne kolumny, wyglądające jak duże
      klocki nasadzone na patyk. A wszystko razem robi wrażenie, jakby zrodziło się w
      niczym nieskrępowanej wyobraźni dziecka.

      Oprócz niezwykłej wartości zabytków średniowiecza Magdeburg ma także inne
      atrakcje. By wymienić tylko najstarszy przystanek tramwajowy w Niemczech, most
      zwodzony z pierwszej połowy XIX w. czy kompleks sportowo-rekreacyjny na terenach
      po stacjonującej tu dawniej jednostce wojsk radzieckich. Ale do szczególnie
      stylowych i wartych odwiedzenia miejsc zaliczyłbym niedawno odnowiony kwartał
      ulic z bogato zdobionymi eklektycznymi kamienicami z przełomu XIX i XX wieku.
      Dzielnicę odrestaurowano niezwykle starannie, pamiętając nawet o bruku jezdni,
      trawnikach i metalowych ogrodzeniach przed domami. Wszystko jak na starych
      pocztówkach. Wystarczy wynająć stare samochody i przebrać trochę statystów i
      można kręcić tu każdy film, którego akcja toczy się w przedwojennych Niemczech.
      Dumne matrony

      Gdy majstrowie zatrudnieni przy budowie katedry w Magdeburgu skończyli swoją
      robotę, przenieśli się do Halberstadt (pocz. XIII w.). Tu rozpoczęli wznoszenie
      kolejnej budowli. Już wtedy miasto miało wielkie tradycje, bo pierwsze
      biskupstwo zakładał tu prawie 400 lat wcześniej Karol Wielki.

      Halberstadt, podobnie jak Magdeburg, bardzo ucierpiał w drugiej wojnie
      światowej. W niczym nie przypomina więc dumnego, prężnego ośrodka handlowego,
      gęsto wypełnionego historycznymi budynkami, jakim był przed wojną. Niemal
      zrównany z ziemią, do dzisiaj nosi blizny w postaci pustych przestrzeni w środku
      miasta. Klockowate powojenne bloki robią przygnębiające wrażenie.

      Rzadko się zdarza, by zaledwie trzysta metrów od siebie stały dwie tak potężne i
      zarazem podobne budowle romańskie. Owalny plac Katedralny z jednej strony
      flankuje fasada katedry św. Stefana (XIII w.), z drugiej apsyda kościoła
      Najświętszej Marii Panny (X - XII w.). Jakby dwie szacowne matrony stały jedna
      za drugą.

      Już sam rozmach, z jakim je zbudowano, pokazuje potęgę średniowiecznego
      Halberstadtu. Obydwa kościoły szczycą się wspaniałymi ogromnymi krucyfiksami,
      tak charakterystycznymi dla monumentalnej rzeźby romańskiej tych terenów. Komu
      mało jeszcze pamiątek romańskich i gotyckich, powinien zajrzeć do skarbca
      katedralnego, w którym zgromadzono wiele wspaniałych rzeźb.
      Zaryglowany Kwedlinburg

      Tylko 15 kilometrów na południe znajduje się zupełnie inne w charakterze miasto
      Kwedlinburg (Quedlinburg). Inne, bo wyszło obronną ręką z wojennej zawieruchy.
      To jedno z najlepiej zachowanych miast średniowiecznych Niemiec: nieregularne
      ulice, to zwężające się, to rozszerzające, przy których stoją rzędy domów
      ryglowych, czyli takich, do których budowy użyto i drewnianych bali, i cegieł
      (pruski mur). Doliczono się w mieście ponad 1500 takich domów. Najstarszy z nich
      pochodzi z 1349 r.

      Niesamowite wrażenie robi takie nagromadzenie podobnych budynków, stawianych tu
      od XIV do XIX wieku. Stare, czarne belki często były rzeźbione i malowane. W
      balach nad progami widać wyryte podpisy budowniczych i daty powstania domów, np.
      "Anno Domini 1654". Przyjemnie jest spacerować z zadartą głową i wyszukiwać
      kolejne ciekawe wzory, odczytywać daty. Kręcąc się tak, odkryjemy drogę w na
      wzgórze Burgberg. W tym naturalnie obronnym miejscu stanęły najważniejsze
      budowle - zamek (obecnie pałac renesansowy), klasztor św. Matyldy dla panien z
      arystokracji oraz, jakżeby inaczej, romańska kolegiata św. Serwacego. Ta
      ostatnia tradycyjnie ma formę wielkiej trójnawowej hali. Towarzyszą jej dwie
      wysokie, kwadratowe wieże. To wyjątkowo cenny obiekt, bo wnętrza zachowały się w
      niezmienionym stanie przez tysiąc lat. Surowe sklepienie podpierają kolumny z
      rzeźbionymi przez włoskich mistrzów głowicami. Kto zabrał lornetkę, będzie też
      mógł obejrzeć na zewnątrz, wysoko pod dachem, galerię stworów zdobiących fryz
      obiegający korpus kościoła.

      Ze wzgórza zamkowego rozpościera się kapitalny widok na miasto. Robi się późno,
      w uliczkach rozbłyskują stylowe latarnie. W takiej scenerii trudno oprzeć się
      wrażeniu, że przeniosło się w czasie. Kiedy zapada zmrok, przed starym ratuszem
      stojącym przy rynku zbiera się grupa ludzi. Po chwili przychodzi do nich
      mężczyzna w czarnej pele
    • turdoradca Więzienie Stasi w Berlinie - tekst 06.04.06, 00:25
      Więzienie - atrakcją turystyczną. Więźniowe - przewodnikami po niej!

      Dwadzieścia lat temu Thomas Raufeisen spędził kilkanaście miesięcy w tajnym
      więzieniu Stasi w Berlinie. Dziś oprowadza po nim turystów.
      O tajnym areszcie śledczym Stasi, znajdującym się w dzielnicy wschodniego
      Berlina Hohenschönhausen, dowiedziano się jesienią 1990 roku. Wtedy to
      zachodnioniemieckim urzędnikom, którzy przejmowali enerdowskie Ministerstwo
      Bezpieczeństwa Państwowego, ktoś wręczył klucz do więziennej bramy. Tajny areszt
      działał wtedy już od prawie pół wieku, a przeszły przezeń tysiące więźniów.

      Za czasów NRD nikt nie wiedział o jego istnieniu. Raufeisen, były więzień i
      jednocześnie przewodnik po areszcie wyjaśnia - Więzienie było w sercu
      ogrodzonego murem sektora Stasi. Za murem rozciągały się osiedla domków
      jednorodzinnych dla funkcjonariuszy, gdzie obcy nie mieli wstępu.

      Hubertus Knabe, dyrektor muzeum Memoriał Stasi wspomina - Gdy w 1995 roku w
      murach więzienia tworzyliśmy muzeum, postanowiliśmy, że będą po nim oprowadzać
      ofiary bezpieki. To bardziej przekonujące, gdy przewodnik mówi ludziom: "W tym
      miejscu siedziałem podczas przesłuchania". Żaden historyk tak tego nie przedstawi.

      Większość więźniów trafiła do aresztu w latach siedemdziesiątych i
      osiemdziesiątych, kiedy Stasi w Hohenschönhausen wydobywała zeznania z
      dysydentów i niedoszłych uciekinierów z NRD. Przez wiele lat w szkole Stasi w
      Poczdamie opracowywano naukowo pod nazwą "psychologii operacyjnej" metody
      łamania ludzi.

      Najstarszy z przewodników trafił do Hohenschönhausen w latach pięćdziesiątych.
      Miał wtedy 15 lat, a więzieniem zarządzało wtedy sowieckie NKWD.

      Raufeisen urodził się i wychował w zachodnioniemieckim Hanowerze. W
      Hohenschönhausen spędził 14 miesięcy. W 1979 roku okazało się, że jego ojciec
      prowadził w RFN podwójne życie jako szpieg Stasi. Po zdemaskowaniu Raufeisen
      uciekł wraz z rodziną do NRD.

      Jednak przeprowadzka na Wschód okazała się dla Raufeisenów katastrofą. Próbowali
      uciec z powrotem na Zachód, lecz zniweczyła to enerdowska bezpieka. W 1981 roku
      cała rodzina trafiła do berlińskiego aresztu, a następnie po kilkuletnim
      śledztwie do ciężkiego więzienia Stasi w Budziszynie. Raufeisen senior został
      skazany na dożywocie i zmarł w tajemniczych okolicznościach. Natomiast Thomas
      odsiedział trzy lata za próbę ucieczki z NRD i "kontakt z przedstawicielem
      wrogiego państwa" - chodziło o rozmowę telefoniczną z bratem, który został w RFN.

      Teraz 43-letni Raufeisen zajmuje się oprowadzaniem po więzieniu turystów.
      Prowadzi ich do piwnic budynku, który przypomina bunkier. Ochrzczono je mianem
      U-boota, ze względu na wąskie korytarze, niskie sufity i brak okien.

      Przewodnik opowiada - Ludzi izolowano od otoczenia. Aresztant nie wiedział,
      gdzie jest, ani nawet, czy jest noc, czy dzień. Do jednej celi wciskano
      kilkanaście osób. Świeże powietrze dochodziło przez wąziutką szczelinę. Tych,
      którzy nie chcieli zeznawać, torturowano. W latach sześćdziesiątych, gdy NRD
      zabiegała o międzynarodowe uznanie, tortury zastąpiono łamaniem psychiki.
      Więźniowie byli wtedy przetrzymywani w nowym gmachu, mieszkali w pojedynczych
      celach o oknach z nieprzejrzystego szkła.

      Raufeisen dodaje - Więźniów przywożono do więzienia furgonetkami bez szyb. Z
      kwatery głównej Stasi jedzie się Hohenschönhasuen kilkanaście minut, ale by
      zdezorientować więźniów, furgonetka jechała kilka godzin. Nawet na spacerniak
      wozili nas furgonetkami. Człowiek zupełnie nie wiedział, gdzie jest.

      W 2005 roku muzeum odwiedziło 130 tys. osób. Większość z nich to byli Niemcy z
      Zachodu. Jednak byli pracownicy Stasi uważają, że wyniki są fałszowane.

      Pracownicy muzeum przyznają - Po zjednoczeniu byli ludzie Stasi bili się w
      pierś. Dziś coraz ostrzej walczą o dobre imię swojej służby. Byli ubecy
      kolportują broszury gloryfikujące NRD i co jakiś czas, udając turystów,
      zwiedzają cele. Podobnie dzieje się we większości muzeów dokumentujących
      historię NRD. Wtedy zwykle dochodzi do kłótni z przewodnikami. Byli więźniowie
      opowiadają o torturowaniu więźniów, a byli pracownicy Stasi głośno temu zaprzeczają.


      Źródło: Metro, 2006-03-23
    • pilot_poz Trochę linków 12.04.06, 23:04
      Takie ogólne o Niemczech :
      www.niemcy-turystyka.pl
      www.niemcy.glt.pl

      Niezrównane :) berlińskie muzea :
      www.germanien.net/Berlin/Museen
      www.smb.spk-berlin.de
      www.berlin.de/museen-galerien
      www.museumsinsel-berlin.de

      O murze : (co ciekawe, najchętniej słucha o nim młodzież ;) )
      www.berlinermaueronline.de
      www.mauer-museum.com
      www.wall-berlin.org
      www.berlin-mitte.de
      www.berliner-mauer.de
    • pilociwycieczek.pl Ratyzbona - tekst Benedykta XVI w sprawie islamu 19.11.06, 00:55
      www.forum-znak.org.pl/index.php?t=studia&id=192
    • turdoradca Kennedy w Berlinie 14.02.07, 22:15
      Kennedy w Berlinie

      W Berlinie nieopodal Bramy Brandenburskiej otwarto muzeum poświęcone
      prezydentowi USA Johnowi Fitzgeraldowi Kennedy'emu (1917-1963)

      Najważniejszą częścią ekspozycji są pamiątki z jego wizyty w Berlinie Zachodnim
      26 czerwca 1963 r. Przed ratuszem Schoeneberg Kennedy wypowiedział wówczas
      słowa: "Jestem berlińczykiem", wyrażające solidarność z berlińczykami żyjącymi
      za murem wniesionym w 1961 r. przez władze NRD. Można obejrzeć m.in. notatki ze
      słynnego przemówienia, złotą księgę miasta z wpisem prezydenta, zdjęcia z
      ośmiogodzinnej wizyty, aktówkę z czarnej krokodylej skóry, okulary, breloczek z
      podobizną papieża Piusa XII oraz kreacje żony Kennedy'ego Jackie.

      2007-02-12
      serwisy.gazeta.pl/turystyka/1,62491,3908226.html
    • turdoradca Tropical Islands pod Berlinem 14.02.07, 22:22
      www.my-tropical-islands.com

      serwisy.gazeta.pl/turystyka/1,51077,3753677.html:
      Tropiki pod Berlinem

      Beata Tokarz
      2006-11-27

      Tańce na plaży, flirty pod wodospadem, kąpiel w lagunie - aby powitać Nowy Rok
      pod palmami, nie trzeba jechać na Karaiby

      Tropical Islands pod Berlinem przykrywa kopuła wielkości ośmiu stadionów do
      piłki nożnej. Jest tu m.in.: ogród, bagno, laguna, las tropikalny, plaża z setką
      palm kokosowych i 12-metrowymi fikusami. No i baseny. Jeden w kształcie laguny,
      z jaskiniami, bulgoczącymi siedziskami, wodospadami, drugi wielkości trzech
      basenów olimpijskich. Przed samym sylwestrem zostanie wykończona 25-metrowa
      zjeżdżalnia, na której będzie można uzyskać prędkość do 70 km/godz. W noc
      sylwestrową w wiosce tropikalnej zagra zespół na żywo, DJ nad Południowym
      Pacyfikiem będzie serwował hity z lat 80., w lagunie zaś potańczymy do reggae i
      sunshine. Gwoździem programu jest pokaz iluzjonistów. W cenie biletu jest też
      noworoczny szampan i bufet z egzotycznymi specjałami. O północy wielki pokaz
      fajerwerków. Dla dzieci przygotowano m.in. dyskotekę i pochód z latarniami przez
      całą wyspę.

      Impreza sylwestrowa rozpoczyna się o 19, bilet - 99,95 euro, dzieci 4-14 lat -
      66,95; do kupienia w kasach teatralnych oraz w dużych punktach przedsprzedaży
      biletów z systemem CTS w całych Niemczech, na stronie www.eventim.de lub
      dzwoniąc na infolinię 0 71 710 87 48 (w języku polskim); zwierzęta można
      zostawić w specjalnym pomieszczeniu przy wjeździe na parking - 10 euro/doba.

      Tropical Islands leży przy A13 Berlin - Drezno, po mniej więcej 100 km zjazd z
      autostrady na Staakow, potem bardzo dobrze oznakowaną trasą; na miejscu darmowy
      parking strzeżony. Pociągiem - linia regionalna RE 2 i RB 14 z Berlina co
      godzinę do Brand (Niederlausitz), stamtąd bezpłatne busy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka