Gość: ellf
IP: 217.153.183.*
27.02.04, 15:40
Starałam się przez 40 cykli, a teraz od niedawna przyzwyczajam się do myśli o
bezdzietności. Jednak to forum nadal przyciąga moją uwagę. Wchodzę więc na
nie i złoszczę się sama na siebie, że to robię, bo to pobudza wszystkie
wspomnienia z okresu, który postanowiłam już za sobą zamknąć. Nie mam siły
czytać smutnych postów o kolejnym niepowodzeniu bo przypominam sobie to
wszystko i czuję się cholernie bezsilna. Radosne posty o pozytywnym wyniku
testu ciążowego – szczerze się przyznam – drażnią mnie. Tak, jestem
zazdrosna. Ale to zupełnie logiczne, że tak się czuję. Oto bowiem, tuż obok,
czyimś udziałem staje się cud, którego po tylekroć mi odmawiał - nie wiem –
Bóg lub los. Nie cierpię już tak bardzo, ale jeszcze nie jestem na etapie
pogodnego zrozumienia mojego losu. Jeszcze chyba nie pogodziłam się z Bogiem.
Negatywne uczucia są w nas, zwłaszcza kiedy rodzą się na gruncie czegoś tak
intymnego, intensywnego jak starania o zajście w ciążę. Może
moje „wypraszające posty” były próbą poradzenia sobie z nimi poprzez
ujawnienie ich i danie okazji rozmówcom na rozbrojenie …? Może podświadomie
liczyłam, że ktoś sprytnie sparuje moje „zarzuty”…. Jeśli będziemy mówić o
negatywnych uczuciach, może nauczymy sobie z nimi radzić a osoby które ich
doświadczają uzyskają jakąś pomoc, radę.
Wydało mi się, że znam sposób, aby „i wilk był syty, i owca cała”. Znam tą
radość, którą chciałoby się wykrzyczeć na cały głos. Człowiek w szczęściu nie
chce się hamować, chce je w pełni przeżyć, podzielić się z innymi, powiedzieć
im. Ja to naprawdę rozumiem. Głoszenie szczęścia, które się czuje jest
naturalne, to raczej tłumienie go było by chore. Ale tak jak nie powinnam się
czulić do męża w obecności bliskiego kolegi, który wiem, że cierpi z powodu
samotności, tak jak nie powinnam opisywać cudownych wrażeń z jazdy na nartach
przy osobie niepełnosprawnej jeśli wiem że cierpi z powodu swojej ułomności,
tak samo nie powinnam niefrasobliwie głosić swojej radości z zajścia w ciążę
w miejscu, gdzie niektórych by to zabolało. Nieistotne nawet jest w tym
momencie, że ich zazdrość jest negatywna, niewłaściwa. Istotne jest, że
trudno jest się przemóc, przemienić. Może kilka z was potrafi już reagować
pogodnie i odwzajemniać tą radość, o której mowa. Ale …. Wydaje mi się, że
mało jest dziewczyn, które reagują współ-radością (tylko i wyłącznie), z
powodu swojej wewnętrznej dobroci, mądrości, spokoju. Więcej jest raczej
dziewczyn, które stosunkowo od niedawna starają się o ciążę i mają jeszcze w
sobie duży zapas nadziei i wiary albo są to dziewczyny które już są w ciąży
albo już mają dzieci. Tylko forum to miejsce publiczne i nie wiemy, kto
przeczyta nasz radosny post o ciąży. Może przeczytać go koleżanka, która też
jest w ciąży, wyjątkowy ktoś kto odpowiada na to „czystą radością”,
szczęśliwa mama, początkująca „starająca” jeszcze pełna nadziei … albo ktoś
kto znajduje się w trudnym momencie tej drogi.
Odpowiedzieć czystą radością może ktoś, kto ma już tą (jakąś) radość w sobie.
To tak jak z rozdawaniem miłości – trzeba najpierw ją od kogoś odczuć.
Radosne posty o ciąży to rozdawanie nadziei – ale nie każdy ma ją w sobie,
nie u każdego zostanie ona spotęgowana przez post. Z osobami „w trudnym
momencie drogi” trzeba tą nadzieję rozdawać ostrożniej, delikatniej.
Trzeba być odpowiedzialnym za swoje słowo. I ja też nie wykluczam, że
niebacznie mogłam kogoś urazić tym swoim „wypraszaniem”. Dlatego proszę o
nawiązanie rozmowy i okazję do wytłumaczenia się, jeśli kogoś dotknęłam.
Podział na zaciążonych i starających się istnieje czy nam się to podoba czy
nie. To nie jest jeden jednolity padół szczęśliwości. Moje posty to próba
poradzenia sobie z problemem. Jeśli ktoś czuje, że mógłby dodać coś od
siebie, bardzo proszę o odpowiedź na ten (przydługawy) post.
Nie miałam na myśli tego, żeby na forum „Niepłodność” pojawiały się tylko
posty „znowu się nie udało”. To absurd. Nie odmawiam też prawa wstępu i
wypowiadania się tym którzy są już w ciąży. Apelowałam tylko o większą
delikatność. Przecież osoba która szczęśliwie jest już w ciąży może
delikatnie włączyć się w post kogoś kto sygnalizuje problemy. W trakcie
obecności „na czyimś poście” ujawnianie swojej ciąży nie jest
przecież „zakazane”. Ale to kwestia wyczucia, kiedy i jak to ujawnić. A jeśli
już się jest w ciąży i chce się omówić kwestie związane z ciążą, lepiej
radzić się na forum „dziecko” albo „ciąża” itd. Przecież tam są osoby
bardziej w temacie, prawda? I nikomu nie będzie przykro, kiedy przeczyta, że
ktoś właśnie jest po pierwszej wizycie u ginekologa potwierdzającej ciążę
albo właśnie zobaczył fasolkę na USG.
Nie jestem przeciwko osobom w ciąży. To by było głupie. Ale proszę o
delikatność i nie powiększanie jaskrawej różnicy w położeniu osoby która
stara się bezskutecznie a osoby „szczęśliwie w ciąży.” Chyba można apelować o
szlachetne nie uwydatnianie tego, jak bardzo „nam jest lepiej” prawda…?
Napiszcie, co o tym sądzicie, i nie napadajcie na mnie.