Dzisiaj bylam na badaniu hormonow i okazalo sie,ze hcg mi nie wzroslo

A
wlasciwie wzroslo, ale tylko o jakies dwadziescia kilka jednostek zamiast sie
podwoic, co sugeruje, niestety, ciaze pozamaciczna...Moj maz jak sie o tym
dowiedzial urwal sie z pracy, spotkalismy sie w domu i przez godzine oboje
ryczelismy... Najchetniej gdzies bym sie teraz zaszyla i w ogole...Bylismy
tak niewiarygodnie szczesliwi przez te dwa dni! Jest jeszcze cien nadzei, ze
to jest po prostu ciaza biochemiczna, ze zarodek sie nie zagniezdzil.
Wolalabym te opcje, moze umialabym sobie wytlumaczyc ze zarodek byl za slaby
albo z wadami genetycznymi i tak po prostu musialo byc - ale ciaza
pozamaciczna to cos zupelnie innego...Sama nazwa mnie przeraza, co dalej?
Szpital, zabieg? Nic nawet nie wiem na ten temat, Boze, nie chce nawet
myslec...Po spojrzeniu pielegniarki, ktora niosla moje wyniki, wiedzialam
juz, ze cos nie tak. Jak czekalam przed gabinetem na wizyte, bylam tak
zdenerwowana, ze doslownie cala sie trzeslam! Jestem tym wszystkim przerazona
i jest mi tak potwornie smutno, nasza fasoleczka nie zostanie z nami...Sorry
ze tak sie wyzalam, ale nie pojde z tym do znajomych ktorzy albo w ogole
jeszcze nie chca miec dzieci, albo sa na etapie wozeczkow, przecierkow itp. I
tylko zadaja najbardziej przeze mnie znienawidzone pytanie: a kiedy wy? Na co
czekacie? Udusic takich!...