Gość: miki
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
18.05.04, 12:30
Miałam 20 lat, poznałam wspaniałego (tak mi się wtedy wydawało) faceta. ona
miał 39 lat, od kilku lat rozwiedziony. Szalona miłość, wspaniały sex (mój
pierwszy mężczyzna), prezerwatywy lub stosunek przerywany i ... ciąża.
Zawiózł mnie do lekarki (chyba kiedyś coś ich łączyło), po dwóch dniach
zgłosiliśmy się na zabieg. Po 4 miesiącach znudziłam mu się.
Mam 32 lata, od roku jestem mężatką (ale mieszkamy razem od 6 lat). mój MĄŻ -
wspaniały człowiek ma 50 lat. Nie jest wulkanem sexu (wiek robi swoje).
Kocham go nad życie. Od 5 lat chcemy mieć dzidziusia.
Chcemy..... ale nic nam nie wychodzi.
Czasami, gdy mam chandrę myślę, że to Bóg mnie pokarał. I teraz odpowiadam za
błędy młodości. Mąż nie wie o mojej ciąży, nie wie nikt poza jej sprawcą i
doktórką, która to zrobiła.
A ja będę ze swoim sekretem cierpieć do końca moich dni.