Dodaj do ulubionych

jestem prawie ok i nic - znasz to

IP: 155.91.64.* 27.07.04, 09:50
Cześć
proszę o kontakt te z Was kt praktycznie są zdrowe ( partner też) ale ze
starań nici. Te które usłyszały, że problem tkwi w psychice. Te które nie są
pewne swoich odczuć i obaw.
Mam dokładnie taki problem. może razem jesteśmy w stanie jakoś sobie pomóc ?
Obserwuj wątek
    • Gość: Kamilla Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: 217.153.54.* 27.07.04, 10:24
      hej, widzę że ja pierwsza. Ja zdrowa, nigdy nic mi nie było. hormony w normie a
      mąż to zdrowy ideał. Niestety 14 cykli starań i same porazki. Podobno zbyt chcę
      i zbyt zestresowana jestem. Ale aż mi trudno uwierzyć że tylko 'głowa' tak
      przeszkadza mi zajść.U ciebie podobnie?
    • kkk27 Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 27.07.04, 10:28
      cześć
      myśle że ja właśnie mam taki problem, u mnie mąż jest super zdrowy, u mnie jak
      narazie nic nie wykryli. próbowałam różnych sposobów wpływania na psychikę, np.
      wyobrażanie sobie przed snem że zachodze w ciąże i mam piękne zdrowe dziecko,
      jestem świetną matką itp.(choć wydaje mi się że to może być niebezpieczne takie
      wmawianie sobie), nawet wyprowadziałam się z domu rodziców bo sądziłam że może
      to ta blokada ale nic nie skutkuje.
      Jak ty masz jakieś inne pomysły to napisz.
      • Gość: Kaśka Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 10:44
        Po pięciu latach starań i zmianie lekarzy (było ich 3), wmawiali mi wciąż że
        wszystko jest ok, że nie wiadomo o co chodzi ale według wyników i badań
        wszystko wygląda w porządku. I ta bezradność w ich oczach, zalecenia jakiś
        bezsensownych zabiegów nic nowego już nie wnoszących (to chyba żeby mi się
        wydawało że mnie leczą). W lipcu pojechałam do nowej Pani doktor, która po
        pierwsze na podstawie moich starych wyników stwierdziła że jest problem (żaden
        wcześniej tego jako problem nie uważał, zrobiła mi usg dopochwowe po którym
        stwierdziła że jest w macicy polip (przez 5 lat nikt go nie widział) i jeszcze
        dała parę możliwości problemów ze strony możliwych zaburzeń immunologicznych.
        Więc ja już bym nie wierzyła że wszystko jest ok skoro sama wiem że nie, i na
        Waszym miejscu szukałabym nowego lekarza, który będzie mógł Wam pomóc. Od lipca
        moje leczenie nabrało rozpędu i dostałam nowej nadzieji (choć przez 5 lat niby
        wszystko było ok) Nie czekajcie jednak tak długo jak ja i szukajcie dalej.
        Życzę Wam wszystkim tego upragnionego bobaska na którego ja też czekam od wielu
        lat.
    • lidek0 Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 27.07.04, 10:37
      Psychika jest o tyle ważna, że stres może powodować okresowy wzrost prolaktyny
      a ta jak wiadomo utrudnia zaciążenie. Piszesz, że wszystko jest ok, a jak
      badanie na drożność jajowodów i badanie na wrogość śluzu?
      Podobno wizualizacja bardzo pomaga.
      • gg24 Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 27.07.04, 11:04
        U mnie przez 2 lata wszyscy twierdzili, że jest ok. W trakcie 3-go roku starań
        (nagle, po szczegółowych badaniach) okazało się, że mam problemy
        immunologiczne, polipa w szyjce macicy i HPV. Ciekawa jestem co mnie jeszcze
        czeka. Teraz nie dam się namówić na wyluzowanie jako środek leczniczy!
        • lidek0 Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 27.07.04, 11:18
          Ja też jestem zdania, że zamiast tracić czas na mówienie o luzie lepiej zrobić
          badania. Ale ta teoria jest niestety mało popularna. Wiele osób z badań robi
          straszny stres, a one mogą często skrucić starań.
      • Gość: nina Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: 155.91.64.* 27.07.04, 11:16
        drożnośc jajników ok, cykle regularne i normalne ( poza tym, ze od zawsze
        potwornie bolesne -nie żartuję, wcześniej co miesiąc zastrzyki, teraz tylko
        tabletki).
        Co do wrogości ślulu - mam ten problem, ale in vitro mi nie wychodziło...
        Lekarze doszli do wniosku, że kłopot tkwi w psychice - czyli, albo jestem wrogo
        nastawiona, albo to nie ten partner ( choć uważam że mój mąż będzie doskonałym
        ojcem), albo za bardzo skupiam sie na chęci posiadania dziecka.
        Prawda jest taka: rzeczywiście od zawsze byłam bardzo silną osobowością, nie
        jestem typem slodkiej, ciepłej kobietki. Kiedyś mi sie to podobało, po
        ujawnieniu kłopotów z potomstwem zaczęłam nad tym pracować z pomocą psychologa.
        Czy któraś z was ma podobne cechy i problemy - b. intensywna praca, trochę
        głodu sukcesu, silna osobowość, nie do konca jasność czy chcę mieć dziecko, a
        jednak czasem silne poczucie jego braku?
        • Gość: Kaśka Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 12:01
          Po laparoskopii drożność ok, cykle jak w zegarku co 28 dni ale bardzo bolesne
          jak u Ciebie i to jest główny powód do diagnostyki dlaczego tak się dzieje i u
          mnie powodem silnych bóli okazał się poli (dziś mija tydzień jak się go
          pozbyłam i pierwszy raz od wielu lat nie musiałam brać tabletek w czasie @).
          Ja leczę się już długo jeżeli wcześniejsze starania można nazwać leczeniem. Po
          ślubie odstawiłam pigułki i pierwszy rok nic, drugi, trzeci, czwarty ale wtedy
          jakoś nie zależało mi na tym tak jak teraz. Chodziłam regularnie do lekarza,
          mówiłam że nie mamy dziecka pomimo regularnego współżycia bez zabezpieczeń i
          potrafiłam zadowolić się półśrodkami. Wtedy było mi tak wygodniej bo nasz firma
          jeszcze młoda, bo studia bo coś tam i tak zawsze było coś co tak dokońca nie
          pasowało aby nagle pojawiło się dziecko. W zeszłym roku zaczełam sprawy
          traktować poważnie (szkoda mi tylko tych wszystkich straconych lat. Prywatne
          kliniki, specjaliści, kupa badań i nic (chociaż niby wszystko ok). Doły
          psychiczne z miesiąca na miesiąc, każdego miesiąca miałam wszystkie objawy
          ciąży i co miesiąc niemiła niespodzianka. Ale teraz od Pani doktor dowiedziałam
          się że w sumie to jeszcze młoda jestem jak na dziecko (30 lat) a wszystko da
          się wyleczyć. Mam nową nadzieję i myślę że już w tym roku się uda. We wrześniu
          wybieram się jeszcze do szpitala na jakiś czas na obserwację cyklu. Jednak
          najważniejsze jest to że znowu wierzę.
          • Gość: nina Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: 155.91.64.* 27.07.04, 12:29
            No to witaj Koleżanko - ja tez mam 30-stkę i zakonczony etap "letnich starań".
            Dokładnie jak Ty niby robiłam coś w kierunku posiadania dziecka, ale w gruncie
            rzeczy nie czułam, że muszę JUŻ koniecznie je mieć. Dużo lepiej do roli rodzica
            był przygotowany mój mąż.
            Raczej - wypadało je mieć, bo już wszyscy mieli.
            Zaczynam czuć upływ czasu i (chyba) hormony.
            Powiedź proszę - co to jest za "pies" to poli.
            Czy mozesz mi polecić kogos w Warszawie ?
          • lidek0 Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 27.07.04, 13:05
            A mówił Ci lekarz, że po laparo mogą być zrosty? Poza tym może masz okresowe
            skoki prolaktyny od stresu?
            • tekla12 Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 27.07.04, 13:29
              Kiedy czytam o blokadzie psychicznej i propozycjach zmiany partnera to ogarnia
              mnie wściekłość. Dziewczyny NIE WIERZCIE w te brednie. Przecież w ciążę
              zachodzą i kobiety, które marzą o dziecku i takie, które tak bardzo nie chcą go
              mieć, że decydują się na aborcję. Im mniejsze kompetencje lekarza tym więcej
              opowieści o blokadach psychicznych. Nina, jeśli masz wrogi śluź to możesz mieć
              przeciwciała przeciwplemnikowe a one zagrażają każdemu etapowi rozwoju ciąży i
              in vitro też zawodzi. Tyle, że to można leczyć, ale immunologicznie a nie
              ginekologicznie i z powodzeniem. Zrosty w macicy wychwytuje hsc i można je
              usunąć w trakcie tego zabiegu. Zawsze jest jakaś przyczyna i trzeba jej szukać.
              Nie ma sensu dawać sobie wmawiać, że wszystko jest w porządku, bo gdyby tak
              było to miałybyście dzieci.
              • Gość: nina Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: 155.91.64.* 27.07.04, 14:10
                Tekla, masz rację mówiąc że w ciążę zachodzą też te kobiety które nie chcą mieć
                dzieci. Dałaś mi tym samym pewnego rodzaju balans.
                Jednak jest i druga strona medalu: zachodzą w ciążę matki adoptowanych dzieci
                które leczyły się przez wiele lat i nic z tego nie wychodziło. Niejednokrotnie
                słyszały, ze na mają szans na ciążę. Po adpocji i przekierunkowaniu uwagi na
                dziecko - bardzo często zachodzą w ciążę ( wiem to ze źrodeł - czyli z Domu
                Dziecka). Żeby tego było mało widywano u niektórych kobiet laktację - po
                adopcji małego dziecka!!!
                • tekla12 Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 27.07.04, 14:22
                  Z tą drugą stroną medalu sprawa nie jest taka oczywista. Oczywiście, że kobiety
                  zachodzą po adopcji ale starające się też zachodzą (widziałam dane - korelacja
                  między adopcją a naturalnym macierzyństwem po jest zerowa). Zachodzą w ciążę
                  kobiety po przerwaniu leczenia, ale często to leczenie bardziej przeszkadza niż
                  pomaga zachodzić w ciążę (sama jestem tego przykładem, gin prowadził stymulację
                  menogonem ale pregnyl podawał kiedy pęcherzyk miał ponad 30 mm i potem robił
                  inseminację pod tę torbiel). Zachodzą w ciążę kobiety po nieudanym ifv albo
                  bezspośrednio przed, najprawdopodobniej z odbicia po poprzednich stymulacjach
                  itd. A wywołanie laktacji to żaden problem, tak jak jej przerwanie.
            • Gość: nina Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: 155.91.64.* 27.07.04, 14:15
              Przy okazji ostatniej laparo postawiono diagnozę o drożności jajowodów.Tyle że
              niedrozność nie ma wpływu na powodzenie in vitro, a mi nie wychodziły.
              Z tą prolaktyną - to jestem zielona.
              Fakt jest taki że od kilku lat żyję bardzo szybko i intensywnie, bardzo często
              podróżuję. Jeśli możesz coś więcej mi powiedzieć oprolaktynie będę wdzięczna.
              • Gość: Kaśka Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 16:02
                W tym linku znajdziesz dobrze skumulowane wiadomości na temat prolaktyny
                www.poludnie.com.pl/4_20.htm. U mnie kiedyś prolaktyna była ok ale
                ostatnie wyniki z przed paru dni nie są za wesołe gdyż jest znacznie
                podwyższona, ale za tydzień wizytka u lekarza i zaczniemy z nią walczyć.
                Niestety nie znam żadnego lekarza z Warszamy gdyż mieszkam na Śląsku.
                Próbowałam leczenia w Łodzi w Centrum Zdrowia Matki Polki ale nie polecam.
                Pozdrawiam Kaśka
                • lidek0 Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 28.07.04, 08:04
                  Lekarza z Warszawy mogę polecić
                  • Gość: nina Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: 155.91.64.* 28.07.04, 09:17
                    Poproszę Lidek o informacje ad lekarza z Warszawy
                    • lidek0 Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 28.07.04, 09:38
                      dr Marzena Padzik Moczydłowska, przyjmuje niestety tylko prywatnie ul.Marsa
                      101/103 tel 611 87 43 we wtorki i czwartki od 16 do ostatniej pacjentki czyli
                      nawet do 23, na usg w gabinecie /bez dodoatkowych dopłat/ Cena wizyty 100 pln,
                      pracuje na Żelaznej.
                      pozdrawiam
    • jaroosi Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 28.07.04, 13:48
      Witam bardzo ciepluchno,
      ja jestem właśnie taką kobietą, u której "anatomicznie nie ma przeciwskazań" a
      nic się nie działo. Pragnę zaznaczyć, że odwiedziliśmy z mężem wielu lekarzy i
      diagnozy wszędzie były identyczne: "Państwo możecie mieć dzieci", "owulacja
      książkowa można studentom pokazywać za wzór". Ciągle słyszałam te same
      komentarze. Po ponad dwóch latach łykania różnych hormonów,( bo tylko to
      zmieniało się wraz z kolejnymi lekarzami )trafiliśmy do pewnego doktora. Bardzo
      miły i sympatyczny starszy pan, który stwierdził w ten sposób: "Proszę
      odpowiedziec sobie, czy podświadomie nie obawiamy się, że nie damy rady. Może
      nasza sytuacja finansowa nas martwi, może nie mamy warunków mieszkaniowych?
      Odpowiedzieliśmy, że nie to akurat jest okey. Więc usłyszeliśmy bardzo mądrą
      poradę: "Dzieci kochane (miałam wóczas 29lat), to bądźcie ze sobą, kochajcie
      sie tak naprawdę. Nie z zegarkiem w ręku, z kalendarzykiem. Przestańcie się
      zastanawiać czy dzisiaj jest płodny dzień czy nie. A po wszystkim czy już nam
      sie udało. Kochajcie sie dla samych siebie, zapomnijcie o dziecku, bo im więcej
      sie o tym myśli to tym bardziej psychika działa na naszą niekorzyść". Nie
      wiedzieliśmy -wierzyć, nie wierzyć. I STAŁ SIĘ CUD. Dwa miesiące później byłam
      w ciąży. Dzisiaj nasz synek ma już 14 m-cy. Uważam, że coś w tym jest.
      Naprawdę!!! Moc naszej psychika jest nieodgadniona. Kochajcie sie dla siebie.
      Będzie dobrze. tego życzę i pozdrawiam. Jaroosi
      • Gość: nina Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: 155.91.64.* 28.07.04, 14:00
        Jaroosi, tylko jak Wy to zrobiliście - to" niemyślenie".
        Ja przez ostatnie dwa lata staram się "nie myśleć", nie wspomagam zabiegów w
        żaden inny sposób, a jednak chyba mi to niemyślenie nie wychodzi.
        Kiedy wiedzieć że to o taki własnie stan psychiki chodzi.
        Czekać koejne lata ( mam 30) czy coś poprawiać w naturze ???
    • Gość: maksia Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 15:37
      Krótko streszcze o sobie: 32 lata, 10 lat małżeństwa, 7 lat starań i nic, od 2
      lat juz przestałam sie zajmować zachodzeniem i zyje swoim zyciem ciesząc się z
      tego co mam. Niby nie miałam powazniejszych problemów, kłopoty z PRL, którą
      zbijałam regularnie, 2 laparo, które wykazały, ze wszystko jest OK. Móz mąż
      może nie jest supermanem ale jednak nie jest z nim źle. Nikt nie wykrył u mnie
      poważniejszych przyczyn. Nie wierze jednak w to zeby wszystko było dobrze.
      Gdyby tak było byłabym juz od dawna mamą. Myslę, ze mój problem nie jest zbyt
      wielki, tylko nikt go jakoś nie wykrył. Może nie przeszlismy z mężem
      kompleksowych badań w odpowiedniej kolejności? A co do luziku, to moze u wielu
      to pomogło, ale u mnie nie, bo dwa lata na luzie nic mi nie dały
      Ostatnio siostra namawiała mnie na kuracje pewnymi naturalnymi specyfikami, byc
      może spróbuję, bo na pewno nie zaszkodzą, a podobno wielu osobom pomogły. Na
      razie przechodzę na diete wg grupy krwi, bo po hormonach trochę mi
      przybyło.Jestem w tej komfortowej sytuacji, ze po tylu latach podchodze do tego
      bez stresu i jesli nic mi nie wyjdzie to przynajmniej nie wpadne w depreche.
      Pozdrawiam wszystkie wytrwałe, a jeśli coś mi wyjdzie z tą kuracją na pewno dam
      znac.
      • Gość: Iwona Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 16:12
        Nie chce tu umniejszac roli psychiki,ale z Waszych postow tez wnioskuje ze
        jesli wszystko jest ok. wg jednego z lekarzy to inny "cos" znajdzie. Dlatego
        jestem za gruntowna diagnostyka. Nie "zwalajcie" wszystkiego na psychike bo
        poziom homonow jest dobry. Nie mowie by popadac w skrajnosc ale po dluzszym
        okresie staran bezowocnych rozsadne jest robienie dalszych badan(monitoring
        cyklu,droznosc jojowodow itd).I jeszce jedno proponuje czasem zapomniec o
        kalendarzyku , liczeniu dni i kochaniu sie na gwizdek. Natura sama podpowie
        kiedy nalezy "sie poprzytulac". Sama tak staram sie zyc, choc przyznam ze
        czasem tez mam chwile zwatpienia.Wowczas mysle ze jestem pechowcem i wszystko
        co osiagnelam to wlasna praca i gdyby dziecko mozna bylo "wypracowac" nawet
        ciezko w polu to bym miala. sad(( I.
        • Gość: nina Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: 155.91.64.* 28.07.04, 17:08
          czyżby mała korelacja pomiedzy : prawie zdrowa, silna i ciężko pracująca
          zawodowo( nawet z przyjemnością)a brak dzieci nie wiedziec czemu ???...
          • jaroosi Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 06.08.04, 08:08
            Wiem, że to naprawde trudno. To niemyślenie polegało na tym,że wyjeżdżaliśmy na
            romantyczne wekeendy, albo robiąc zakupy na mieście wpadaliśmy do hoteliku na
            godzine. To było coś innego, niespodziewanego, podniecającego....Ale tak
            naprawde udało nam się po 3 miesięcznej nieobecności męża. Wyjechał do pracy,
            jak wrócił to byliśmy tak stęsknieni, wyposzczeni, że dawaj...I wiesz co nasz
            Oskarek to autentyczna wpadka. Nie przypuszczałam, że moge zajść w ciąże. Można
            powiedzieć,pogodziliśmy się z faktem,że nigdy nie będziemy mieć dzieci. Nawet
            pojawiały się rozmowy o adopcji. Kiedy nie pojawiły się co miesięczne
            przypadłości to myślałam, że to stres....Bardzo długo zwlekałam z testem. Nie
            wiem co mam Wam poradzić. U nas tak się przytrafiło, udało i chyba dlatego ma
            na imię Oskar, bo dla nas to taka największa nagroda, oczekiwana statuetka.
      • Gość: neerroo Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: *.wlanet.wla.pl 07.08.04, 23:07
        maksiu,powiedz proszę gdzie znajdę diete według grup krwi?
        ja tez niby nie mam żadnych przeciwskazań,a dziecka wciąż nie mamy! i nie
        pomaga żadne wyluzowanie.
        Pozdrawiam.
        • Gość: maksia Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 09.08.04, 11:38
          Cześć!
          Dostałam info o diecie od mojej siostry. Ona ma w domu gruba księgę na ten
          temat, ale wiem , że w księgarniach, można kupić małe księżeczki dotyczące
          tylko jednej grupy krwi. Ja mam grupę B i odpisałam sobie czego powinnam unikać
          (tzn jeść okazjonalnie)a czego powinnam zamieścic na stałe w swojej diecie w
          większych ilościach. Wiem, ze produkty z pszenicy i żyta powinnam w ogóle
          praktycznie wykluczyc. Nie jem juz chleba i czuje sie lżejsza. Chleb próbowałam
          odstawić już wczesniej, zanim dowiedziałam sie o tej diecie, i zrzuciłam 2.5
          kilo chyba w 1.5 miesiąca. Więc chyba coś w tym jest.
          Do tej diety dołaczyłam ziołowe suplementy kalifornijskie. Ale biore je dopiero
          od paru dni, więc jeszcze za wczesnie żeby juz widzieć rezultaty. Jednym z nich
          jest Noni. Ktos tu niedawno pisał na ten temat, ale nie odezwał sie na mojego
          posta, a nawet watek został skasowany. Nie wiem dlaczego.
          Wybieram sie dzisiaj do księgarni i jesli dostanę tą książeczkę o dietach, to
          podam Ci autora.
          Pozdrawiam
          • neerroo Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 10.08.04, 00:24
            Maksiu dziękuję za odpowiedź,już myślałam,ze tu nie zajrzysz.
            Ja też mam grupę krwi B Rh +.
            Czekam na tytuł książki.Pozdrawiam.smile
            • Gość: maksia Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.08.04, 07:52
              Cześć!
              Praktycznie zaglądam na forum codziennie - przyzwyczajenie?
              Książkę będę miała dopiero w czwartek, musiałam zamówic, bo nie było.
              Jesli chcesz to pisz na: maxa007@interia.pl
              Napisze Ci coś więcej o diecie. A na razie spróbuj odstawić, albo bardzo
              ograniczyc jesli je lubisz, produkty pszenne i zytnie, pomidory i wszystko co
              sie z nich robi oraz mięso, przede wszystkim wieprzowine, kurczaki, gęsi i
              kaczki.
              Jedz natomiast duzo nabiału (ser feta!), pij mleko chude lub 2% (bedziesz
              wielka)kefir, jogurt.
              To tyle co pamiętam
              Pozdrawiam
              • Gość: maksia Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 14.08.04, 15:53
                Hej!
                Niestety książeczka nie doszła. Ale podam Ci autora i tytuł
                d'Adamo & Whitney - "Jedz zgodnie z grupa krwi" Chyba jakoś tak jeśli niczego
                nie przekręciłam.
                Pozdrawiam
    • rafal_md Re: jestem prawie ok i nic - znasz to 08.08.04, 17:29
      Zwykle jest tak, ze jak sie bardzo starannie szuka, to "jakas" przyczyna sie
      znajdzie. Jeszcze 20 lat temu, ze 60% nieplodnosci ma niewyjasniony charakter,
      teraz optymisci mowia o 6-10%. Niezaleznie od cyferek, sprawy bywaja jeszcze
      bardziej skomplikowane - sa przeciez tacy, co maja endometrioze albo PCO i nie
      mieli problemu z ciaza, sa tacy jak Nina, u ktorych przyczyna jest nieuchwytna.

      Ja na Waszym miejscu usiadlbym z kompetentnym ginekologiem, przeanalizowal krok
      po kroku wszystkie etapy diagnostyki, nawet te najbardziej oczywiste, i
      wypelnil wszystkie luki. Moze sie nie doczytalem, ale jakie sa rezultaty tak
      podstawowych krokow jak histeroskopia, laparoskopia (poza stwierdzeniem
      niedroznosci jajowodow), itp?

      Jesli tu wszystko bedzie bez odpowiedzi, a nadal bedziesz jej szukac, to mozna
      skontaktowac sie z jakims osrodkiem zorientowanym naukowo (PAN, niektore
      kliniki akademickie). Jest masa badan niewykonywanych rutynowo (drogie,
      niepewna wartosc) - np. liczne przeciwcial, antygeny zgodnosci tkankowej, ocena
      zmiennosci pewnych genow (tzw.polimorfizmy) kodujacych wazne dla rozrodu
      substancje, zaawansowane badania obrazowe. Moze tam tkwic feler, choc osobiscie
      nie skupialbym sie na tak wnikliwej diagnostyce, lecz przeszedl do dzialania.

      Niezaleznie od przyczyn, arsenal wzglednie skutecznych srodkow i lekow jest
      stosunkowo ograniczony, nie warto dlugo czekac. Przyczyna ewentualnych
      niepowodzen w stymulacji do stosunku, w IVF lub w inseminacji tez czasem daja
      sie jakos odkryc, a blad nie tkwi w samej metodzie.

      Bywa, ze pacjentka jest przekonana, ze juz wszystkoz roiono, a stymulowano ja
      np. przy niedroznych jajowodach, albo w sposob nieskuteczny dla danej metody
      (np. klomifenem do inseminacji). Nawet przygotowanie do IVF warto
      zindywidualizowac - wtedy efekty tej samej procedury moga byc wielokrotnie
      lepsze.

      Jesli chodzi o udzial czynnikow psychicznych w trudnosciach z zajsciem w ciaze,
      to dane sa wciaz tak rozproszone, ze nie sposob wyprowadzic z nich w pelni
      konstruktywnych zalecen - co nie znaczy, ze psychika nie ma wplywu. Dynamicznie
      rozwijajaca sie dyscyplina - psychoneuroimmunologia - dostarcza sporo
      przeslanek, ze "pies moze byc pogrzebany" we wplywie substancji produkowanych w
      ukladzie nerwoym na uklad immunologiczny i - upraszczajac - zaburzone proporcje
      czastek odpowiadajacych za "komunikacje" miedzy komorkami (np.cytokiny). Troche
      wiecej napisalem w starym watku:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=191&w=13552240&v=2&s=0
      Nie traccie nadziei, dzieki Bogu co trzecia para zachodzi w ciaze "ni z tego,
      ni z owego" przed ukonczeniem diagnostyki, czego i Wam zycze!

      Rafal
      • tekla12 do Rafala_md 08.08.04, 20:25
        Miło cię tu znowu zobaczyć. Czy mógłbyś mi wskazać swoje źródło informacji nt.
        zaburzeń profilu cytokin? Pozdrowienia T.
        • rafal_md Re: do Rafala_md 08.08.04, 20:59
          Samych cytokin jest trzydziesci kilka, konfiguracji w jakie wchodza odpowiednio
          wiecej, a jeszcze wiecej badan, probujacych te zwiazki opisac i odniesc do
          kliniki. Co miesiac kilkanascie prac, ktore by Cie zainteresowaly, publikuja
          np. "Human Reproduction", "Molecular Human Reproduction" albo "Fertility &
          Sterility" (sa najbardziej wyspecjalizowane i najbardziej wiarygodne), a tylko
          tymi problemami zajmuje sie np. "Journal of Reproductive Immunology"
          i "American Journal of Reproductive Immunology". No i
          takie "ogolnoginekologiczne" giganty jak "Obstetrics and Gynecology"
          czy "American Journal of Obstetrics and Gynecology". Duzo prac dot.
          biologicznych mechanizmow w zjawiskach psychicznych i ich wplywu np. na uklad
          immunologiczny znajdziesz w "Biological Psychiatry", "Neuropsychobiology"
          albo "Neuroimmunomodulation". Z regularnej lektury po jakims czasie wylania sie
          pewien obraz.
          • rafal_md Re: do Rafala_md 08.08.04, 21:04
            Mialo byc "samych interleukn jest trzydziesci kilka" (wliczjac cale "rodziny").
            Cytokin jeszcze wiecej smile
    • Gość: miś Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: *.3vnet.pl 09.08.04, 12:35
      Ja też starałam się 7 m-cy w przekonanoiu że nie moge mieć dzieci (byłam na
      początku leczenia -monitoring i temeratura) mówiłam lekarzowi, ze cały czas o
      tym myślę, że nawet jak wydaje mi się że nie mysle to i tak łapie sie na tym że
      jednak myslę itp. On stwierdził, że jak wyeliminujemy wszystkie możliwe
      problemy to dopiero zajmiemy sie psychiką! I co okazało się,że brakowało
      progetsreronu i po duphastonie zaszłam - chociaż jak zwykle myślałam nawet w
      trakcie kochania!!!!!!!!!! Pozdrawiam i życzę powodzenia
      • Gość: DODA Re: jestem prawie ok i nic - znasz to IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.04, 18:25
        Cześć dziewczyny Czytając Wasze posty zastanawiam się czy faktycznie z naszym
        organizmem jest wszystko ok.
        Opowiem Wam pokrótce moją historię o ile Was nie zanudzę
        Mam 32 lata(!!!!!!!!!!!!!!) z mężem znamy się od 14 lat od 6 jestem szczęśliwą
        mężatką tylko brakuje nam upragnionego dzidziusia Na początku myślałam że nie
        możemy "trafić" w te moje dni płodne (mąż często wyjeżdżał) Po dwóch latach od
        ślubu postanowiłam sama zająć się tym problemem, poszłam do przychodni (w innym
        mieście) gin przebadał mnie skrupulatnie i to wszystko w domu zgrzyty bo nie
        potrafiłam mężowi powiedzieć że pragnę mieć dziecko i widocznie to jest jego
        wina(nie znałam jeszcze poszczególnych faz leczenia) Od koleżanki dowiedziałam
        się o lekarzu który zajmuje się leczeniem niepłodności. Wizyta mianęła b. miło
        choć krępująco, zlecił badanie nasienia, i monitoring po 6 miesiącach leczenia
        i obserwacji decyzja inseminacja, zaznaczę iż nasienie męża-ok, hsg-ok,
        miesiączka co 28 dni owulacja jest piękny pęcherzyk uwalnia się ciałko żółte u
        niego miałam 6 razy iui bez skutku skierował mnie do Kliniki tam badanie
        hormonów w określonych dniach (wyniki wszystkich hormonów idealne)następnie
        decyzja iui Trzy cykle bez rezultatu, Wykryto u mnie wirusa HPV(skutek brania
        hormonów) usunięto, następnie laparoskopia- jajowody drożne, brak ognisk
        endometriozy, usunięto mi mięśniaka, i torbiel, Prof bardzo zadowolony zapewnił
        mnie że w tastępnych cyklach zajdę w ciążę i znowu 3Xiui bez skutku, Decyzja
        zaczynamy się leczyć za granicą Wizyta i decyzja chcę ivf, przez pierwszy
        miesiąć tabletki antykoncepcyjne, następnie zastrzyki i oczekiwany WIELKI
        DZIEŃPunkcja i czekanie. na drugi dzień dowiaduję się że: PANI DOKTOR ZNALAZŁA
        PRZYCZYNĘ DLACZEGO NIE MOGĘ ZAJŚĆ W CIĄŻĘ , mianowicie, MAM ZA GRUBĄ OSŁONKĘ
        KTÓRA OTACZA MOJE JAJECZKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Płacz, i jeszcze raz placz cała nadzieja ulotniła się żal do siebie dlaczego
        nie podjęłam decyzji o ICSI, ale w końcu P. doktor stwierdziła że nie ma takiej
        potrzeby, przecież wszystkie badania są ok.
        Tak więc myślę że przyczyna zawsze gdzieś jest tylko ciężko ją zdagnozować, w
        tej chwili po dwumiesięcznej przerwie przygotowuję się do icsi, i może znowu
        coś wynajdą
        ALE NADEJDZIE TAKI DZIEŃ KIEDY I MY BĘDZIEMY SZCZĘŚLIWYMI RODZICAMI CZEGO WAM
        KOCHANE DZIEWCZYNY Z CAŁEGO SERCA ŻYCZĘ I CIESZĘ SIĘ ŻE JESTEŚCIE I ROZUMIECIE
        CO TO ZNACZY
        POZDRAWIAM DODA

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka