makinetka82
10.02.16, 09:29
Na to forum trafiłam przed chwilą...czytam wasze posty z wątku "co zrobić aby nie ranić" i nie mogę się oprzeć jednej myśli... macie pretensje do całego świata, do krewnych, którzy mają dzieci, do znajomych w ciąży i do ludzi z waszego otoczenia. Gdybym pojawiła się tu z postem "no mam dwójkę cudownych dzieciaków, więc probujcie, bo warto, na pewno wam się uda ", pewnie byście mnie zjadły , a przecież taki post byłby wyrazem życzliwości .... Ja wiem, że wasza sytuacja was boli. Ja wiem, że to dla was tragedia. Ale wy w swoim " próbujemy juz dwa lata i nic" , " nie możemy mieć drugiego dziecka" , " mój synek nie bedzie miał siostrzyczki" , zapominacie zupełnie, że ktoś moze mieć jeszcze gorzej... Mam 34 lata, od zawsze chciałam mieć dzieci... ale nie będę miała. Jakiś czas temu wycięto mi macicę. Wy macie nadzieję, mi tę nadzieję odebrano.. Użalacie się nad sobą, i to rozumiem, bo tragedia jaka nas spotkała jest ogromna. Ale czemu macie żal do rodzin z dziećmi... kiedy ja dowiaduję się, że ktoś mi bliski jest w ciąży, cieszę się,ze przynajmniej ktoś ,kogo kocham może być szczęśliwy. Owszem, czuję ukłucie. Czasem łapię się na tym, jak by to było gdyby tego cholernego guza nie było. Jestem jednak świadoma, że pomimo tego wszystkiego miałam szczęście... bo żyję, bo nie spędzam 5 dni w miesiącu na chemioterapii, bo nie wypadły mi włosy , bo to coś we mnie było niezłośliwe. Komentarze znajomych? Moi raczej wiedzą, co mnie spotkało, więc pewnie mam łatwiej niż wy... Nie wiedziałam, czy znajdę sobie kogoś taka wybrakowana...czy nadaję się na żonę, skoro matką już nie będę . Nie chcę was atakować tym postem, nie taki jest moj zamiar. Chcę wam tylko pokazać, że są inni, którzy nie mają nawet najmniejszych szans na dziecko, żadnej nadziei, a mimo to nie mają pretensji do innych, że oni rodzą/wychowuja/cieszą się swoim dzieciaczkiem