ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE

IP: *.*.*.* 04.06.01, 10:55
Cieszę się, że temat adopcji wypłynął w naszych
listach.
Wszyscy zapewne o tym myślą… boją się sami sobie
przyznać że jest to jakieś wyjście.
Każdy, kto tak jak my walczymy z problemem założenia
rodziny, prędzej czy później staje przed tematem
adopcji. Jat to temat trudny i bolesny. Niestety tak
jak w wypadku IVF istnieje granica wiekowa, która
określa czy mamy szanse na adopcje noworodka – jest to
35-36 lat.

Doszliśmy do wniosku, że jedno drugiego nie wyklucza.
Jak się uda i tu (IVF) i adopcja to fajnie – od
przybytku głowa nie boli a dzieci lepiej chowają się
razem (ponoć), a niestety istnieje możliwość że
zwlekając z decyzją możemy zostać na lodzie – sami i
wszystkie nasze wieloletnie starania okażą się bez
sensu.

Nie jest to łatwe. Przypomnijcie sobie ile kosztowała
nas sama myśl o invitro.

Proponuje zacząć nowy wątek na forum.

Adopcja jest rozwiązaniem na nasze pragnienia
posiadania rodziny a naprawdę nie wyklucza innych
starań.


Napiszczie co o tym myślicie
    • Gość: Aśka Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: *.pai.net.pl 04.06.01, 20:19
      Myślę Rebas, że ten wątek nie wypali. Nie żeby nie był trafiony, ale zauważ
      jaka jest reakcja dziewczyn na adopcję: oburzenie, agresja, obojętność...
      Jedna stwierdziła, że jest to czyn szlachetny, a przecież nie o to tu chodzi
      (osobiście nie chciałabym znaleźć rodziny z ... litości). Poza tym zauważ
      jakimi stereotypami posługują się dziewczyny. Narkoman! Tak jakby narkomani
      byli tylko wśród adoptowanych dzieci. A ci wszyscy przestępcy i alkoholicy to
      pewnie też wywodzą się z adopcyjnych rodzin.
      Wracając do tematu, ja jeszcze nie czuję się na siłach, ale powoli zaczynam
      myśleć o adopcji. Nie zdecyduję się na ten krok dopóki nie będę przekonana, że
      nie robię tego dla zabicia pustki i na otarcie łez. To decyzja na całe życie
      nie tylko nasze ale i dziecka, i nie może być podjęta zbyt pochopnie.
      Rebas,piszesz o niemowlętach, a co sądzisz o adoptowaniu maluszka w wieku 1-
      2latka?
      • Gość: Mag Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: *.duke-energy.com 04.06.01, 23:49
        Ciesze, ze masz tak otwarta postawe do adopcji. Kiedy robilismy ostatni IVF, to
        powiedzielismy sobie z mezem, to jest ostatni raz, po tym adoptujemy. Jakims
        zrzadzeniem losu zaszlam wtedy w ciaze, ale ciagle uwazam, ze naprawde nie ma
        roznicy, czy dziecko jest wlasne czy nie - kocha sie je jednakowo. Opowiem Ci
        interesujaca historie: moja znajoma z pracy (mieszkam i pracuje w Stanach)
        zdecydowala sie zaadoptowac dziecko, bo nie chciala byc przezywac rozczarowan i
        trudow zwiazanych z IVF. Zaadoptowala sliczna, 18-miesieczna dziewczynke z
        Rosji. Widzialam te mala tuz po przyjedzie, zastraszona, wychudzona, z ciezkim
        przeziebioniem, a potem 3 miesiace pozniej. Roznica byla tak zasadnicza, ze
        myslalam, ze to inne dziecko. Nawiazywala z ludzmi kontakt, usmiechala sie,
        urosla. Jej adoptowana mama powiedziala, ze nawet dla niej zmiana jest
        nieslychana; na pocztku ta mala nie umiala nawet sama nic zjesc, a kapiel to
        byla gehenna. Po tych kilku miesiacach nie bylo nawet sladu tamtego dziecka.
        Najzabawniejsza, ze ta znajoma, po prawie 10 latach bezdzietnosci, po zaledwie
        2 miesiacach zajmowania sie jej adoptowanym dzieckiem, zaszla sama z siebie w
        ciaze i urodzi w listopadzie.
        • Gość: Aśka Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: *.pai.net.pl 05.06.01, 21:55
          Dzięki Mag smile
          • Gość: EwaP Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 194.181.127.* 06.06.01, 09:34
            Do niedawna też wierzyłam, że się uda naturalnie, potem, że wystarczy inseminacja i będzie wszystko
            wspaniale, potem, że in vitro i będą bliźniaki. Teraz po drugim IVF nie wiem w co wierzyć i stoję przed dylematem
            jeśli nie własne to może jednak adopcja bo życie we dwoje (mąż i ja) jakoś dalej sobie nie wyobrażam i boję się,
            że za te kilka lat będziemy starymi ludźmi w pustym mieszkaniu, odciętymi od świata, bo wszyscy mają to
            szczęście, którego nam los poskąpił.
            • Gość: Malina Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 157.25.86.* 06.06.01, 12:22
              Ja mam dokladnie te same odczucia co EwaP. Tez nie wyobrazam sobie zycia bez
              pieluch, kupek, zabkowania, gaworzenia. Obydwoje z mezem kochamy dzieciaki i
              jezeli kiedys trzeba bedzie przerwac ta walke o wlasne dziecko, na pewno
              zdecydujemy sie na adopcje. Ale poki co, bedziemy robili wszystko aby zostac
              naturalnymi rodzicami. I nie jest to nasz egoizm czy chec udowodnienia swiatu,
              ze my tez mozemy. My poprostu tak zwyczajnie, jak miliony innych ludzi, chcemy
              miec cos absolutnie swojego.
              I jesli rzeczywiscie dojdzie do adopcji, to bedzie to swiadoma decyzja, ktorej
              nie bedziemy traktowali jako srodek zastepczy. A ludzie nich sobie mowia co
              chca.
              Malina
              Malina
              • Gość: EwaP Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 194.181.127.* 06.06.01, 13:42
                Dzięki za wsparcie, bo już przez chwilę myślałam, że chcę sobie wziąć jakiegoś potworka na głowę. Niektórzy
                potrafią (a nawet świadomie wybierają taką drogę) żeby żyć we dwoje ale dla nas to jakby ktoś odebrał jakąś
                cząstkę nas samych. Ja też bym wolała mieć swojego bobaska ale co jeśli nasza walka nie przynosi rezultatów?
      • Gość: Ola do Aśki IP: 212.244.46.* 07.06.01, 08:23
        Aśka, przytaczasz moje zdanie (ponoć stereotypowe) więc czuję się zmuszona do
        odpowiedzi. Z tego co napisałaś wnioskuję, że w ogóle nie pojęłaś tego co ja
        napisałam w związku z adopcją. Główną moją myślą była obawa o wychowanie
        takiego dziecka, że ja mogę sobie nie poradzić. Jak trudne jest to wiem, a
        ponadto poparłam przykładem chłopaka narkomana i nie napisałam, że wszyskie
        dzieci adoptowane są narkomanami!!! Aśka nie wkładaj mi w usta to czego nie
        napisałam!!!
        • Gość: Aśka Do Oli IP: *.pai.net.pl 07.06.01, 20:42
          Masz rację, Olu, zupełnie nie rozumiem, w jakim celu przytoczyłaś przykład tego
          narkomana.
          • Gość: Ola Re: Do Aśki IP: 212.244.46.* 08.06.01, 08:44
            Dlaczego? Ano dlatego, że np. był adoptowany... Podejrzewam, że żadna z was
            tematem adopcji jeszcze się tak naprawdę nie zainteresowała. Czy któraś z Was
            zgłosiła się do ośrodka adopcyjnego, w celu zapoznania się z warunkami jaki
            stawia się przyszłym rodzicom? Romawiałayście z osobami, które adoptowały
            dziecko? Dzieci te mają lęki, mają chorobę sierocą, mają pewne obciążenia
            psychiczne wynikające często z ich dramatycznych przeżyć. (Asiu - nie mówię o
            wszystkich!) Czy jesteście gotowe na kilka miesięcy, zrezygnować z pracy, z
            wyjazdów, aby być non stop z maluszkiem? Bo ono na pewno będzie się bało, że
            znów zostanie samo. Ja ten temat "wałkowałam" już 2 lata temu i jeśli stracę
            nadzieję na "swoje" na pewno zgłoszę się do ośrodka (ponownie...),
            zastanawiałam się nawet nad rodzinnym domem dziecka lub rodziną zastępczą...
            ale to jest już inny temat. Teraz dziewczyny skupcie się na sobie i własnym
            dziecku... i niech wam czasem nie przyjdzie do głowy myśl, że adopcja pomaga
            zajść w ciążę! Powodzeniasmile
            • Gość: REBAS Adopcja - do wszystkich IP: *.*.*.* 08.06.01, 08:48
              Zapewne wszyscy możemy przytoczyć przykłady nie udanej
              adopcji – od narkomanów, dziwek, ucieczek z domu itp.
              To prawda, że dzieci te są bardziej wrażliwe, wymagają
              więcej uwagi, więcej miłości, ponieważ nie dostały jej
              od razu.
              Prawdą jest też, że dzieci te (jak my wszyscy) są
              uwarunkowane genetycznie – ale czy jesteście pewni
              waszych przodków. Pewni, że dziadek dziadka nie miał
              skłonności do butelki lub sąsiadki… a sami jesteśmy
              tacy idealni…?
              Poza tym dzieci oddawane do wczesnej adopcji nie
              koniecznie pochodzą z rodzin patologicznych (a
              przecież tego się najbardziej obawiamy). Rodziny
              patologiczne nie oddają dzieci do adopcji – szkoda
              pieniędzy z zasiłku albo nie myślą o zrzeczeniu się
              praw rodzicielskich, bo nie zależy im na dobru
              dziecka. Myślę, że jeśli matka oddaje dziecko do
              adopcji, a zapewne jest to decyzja nie łatwa) to
              zależy jej na jego dobru i wybiera najmniejsze zło – w
              każdym razie chcę tak myśleć i wierzyć, że pokochana
              przez nas istota i my zapomnimy, że adopcja w ogóle
              miała miejsce. Czy to się uda? Czy ktoś życzliwy nie
              skrzywdzi naszego dziecka? Czy nasi rodzice nie będą
              dzielić wnuki na lepsze i gorsze?
              A my sami, czy będziemy wstanie pozbyć się myśli, że
              to tak nie do końca nasze i że bóg wie, jacy byli jego
              naturalni rodzice. Tyle pytań…?

              Sam jednak miałem ostatnio okazje mieć na rękach
              paromiesięczną istotkę i wiecie co … wszystkie te
              pytania przestały być istotne…

              {przepraszam... rozgadałem się}
            • Gość: EwaP Re: Do Aśki IP: 194.181.127.* 08.06.01, 09:23
              Tak byliśmy w ośrodku i zaczęliśmy procedurę i wiemy co to znaczy. Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie
              dalej takiego życia jak prowadzimy.
              Jestem gotowa zrezygnować z pracy na jakiś czas a może i dłużej, życie pokaże.
    • astra13 Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE 08.06.01, 10:35
      Witam wszystkich.
      W końcu po długich poszukiwaniach natrafiłam na forum z ludźmi ktorzy na pewno
      mnie zrozumieją bo mają ten sam problem co ja. Adoptować czy nie. W tej chwili
      nastawiam się psychicznie na IVF,( moje pierwsze).Moim największym problemem
      jest stan psychiki i nie umiem sobie z tym poradzić ( na razie uciekam"w Pracę"
      niedługo będę pracować 24 na dobę)
      Adopcji sie nie boje. Kuzyn adoptował chłopca i podejrzewam że jego własny nie
      byłby tak fantastyczny ale na to przecież nie ma reguły. Zastanawiam się jednak
      nad możliwością adopcji dziecka starszego nawet 5-0 letniego, czy jest to zły
      pomysł?

      • Gość: EwaP Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 194.181.127.* 08.06.01, 10:44
        Napisz ile masz lat, te przeklęte 35 są granicą wszystkiego - płodności i niemowlaka do adopcji.
        My boimy się starszego dziecka i próbujemy adoptować niemowlaka, wtedy takie dziecko nie miało kontaktu z
        naturalnymi rodzicami (choć zawsze pozostaje 9 miesięcy ciąży) i mamy nadzieję, że będzie miało mniejsze
        przeżycia.
        • astra13 Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE 08.06.01, 11:17
          Rozpisałam sie strasznie i cos mi wszystko zjadło wiec teraz napisze w skrócie.
          Moj poprzedni lekarz powiedział ze na rodzenie dzieci to jestem juz za stara i
          oddelegował mnie od razu na IVF. Wię psychicznie się zdolowałam . To było rok
          temu i miałam wtedy 28 lat. Na szczęście w klinice mnie pocieszyli. Skierowanie
          na IVF pozostało.
          Ale i tak ta diabelna bariera wiekowa sie zbliża i adopcja być może bedzie
          nieunikniona. Myslimy o starszym dziecku , dlatego ze jest ono świadome powagi
          sytuacji. Nie bedzie narazone na "życzliwych" uświadamiających mu ze to nie
          jego tata i mama, no i nie robi siku w majtki ale to przeciez najmniej wazne.
          na IVF pójdę tylko raz i nie dlatego że nie mnie nie stać ale dlatego że
          pieniędzmi tymi mogę uszczęśliwić inne samotne dzieci.
          • Gość: EwaP Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 194.181.127.* 08.06.01, 11:53
            Dziewczyno chciałabym mieć tyle lat co Ty, to podobno najlepszy wiek. Głowa do góry na pewno się uda tylko idź
            do specjalistów.
            • astra13 Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE 08.06.01, 12:10
              Ewa
              a ty myślisz że do kogo ja chodze?
              Do tych miejscowych małomiasteczkowych dorobkiewiczów??
              Nam może pomóc tylko IVF chociaż jest jeszcze inne wyjście:
              inny mąż,(dawca nasienia, bo na inseminacje sie nie kwalifikuje) ale ja chcę
              mieć ze swoim.
              I dopiero w klinice mi to uświadomili ( poza tym mam hiperprolaktynemię ale to
              inna bajka).
              Co do bariery wiekowej to w Szczecińskiej Klinice PAM-u IVF udało się 45-o
              latce!!!!
              A poza tym dzięki za słowa otuchy bo właśnie tego najbardziej potrzebuję.
              • Gość: mama Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 157.25.125.* 08.06.01, 12:15
                trafiłaś na złe forum. otwórz sobie niepłodność i tam
                poczytaj. zajmie Ci to trochę czasu, ale chyba warto.
                Poza tym złe /bardzo złe/ nasienie męża lub nawet
                całkowity brak nie jest wcale przeciwwskazaniem do
                byćia rodzicami. w klinice Novum np. / jak jest gdzie
                indziej nie wiem/ pobierają bezpośrenio z komórek
                plemnikotwórczych nasienie i za pomocą
                mikromanipulacji, bo w tym przypadku samo in vitro nic
                nie da, pomagają kobietom zajść w ciąże. Jesteś jeszcze
                bardzo Młoda. to potwierdzi każdy lekarz, który
                specjalizuje się w in vitro. Ale zanim cokolwiek
                zrobisz....poczytaj. Powodzenia
              • Gość: EwaP Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 194.181.127.* 08.06.01, 12:23
                Właśnie, napisz gdzie się leczysz.
                • Gość: astra13 Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: *.avionmedical.com 08.06.01, 13:02
                  zaczęłam 4 lata temu w mieście rodzinnym, w tej chwili w Klinice Pam-u (
                  Szczecin) wprawdzie oni od niedawna się tym ( zapł. pozaustr.) zajmują ale ich
                  osiągnięcia są optymistyczne. Niestety do Warszawy mam za daleko.
                  Do Mamy: dzięki że tak mówisz o moim wieku ale wśród moich koleżanek
                  posyłających dzieci do szkoły czuję sie strasznie staro. Czy faktycznie
                  myślicie ze nie powinnam jeszcze zawracac sobie głowy adopcją?
                  • Gość: mama Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 157.25.125.* 08.06.01, 13:20
                    ja miałam 37 lat jak urodziłam dziecko. po wielu latach
                    leczenia. trafiłam do Novum i po trzech miesiącach
                    byłam w ciąży. Czego i Tobie Zyczę. Dziewczyno 28 lat
                    to wiek najlepszy do rodzenia dzieci. nie wiem dlaczego
                    w tak młodym wieku "spisali Cię na straty". moja rada
                    brzmi: domagaj sie postawienia właściwej diagnozy.
                    teraz bedziesz miała okazję porozmawiać na forum z p.
                    dr. i. Sowińską /tzn mam nadzieję, że będziesz mogła/
                    bo zapowiadali dyskusję na koniec tygodnia. dzisiaj
                    jest piątek, a tu ani widu ani słychu.
                    • astra13 Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE 08.06.01, 13:26
                      małe sprostowanie: 28 lat miałam rok temu
                      dziękuję ci Mamo. I jestem pełna podziwu dla Twojej wytrwałości w dążeniu do
                      celu. Chciałabym być taka. A tymczasem chyba przeniosę sie do innego forum w
                      którym także uczestniczysz.
                  • Gość: Zosia Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 195.82.160.* 08.06.01, 13:27
                    Ja też mam 28 lat, też biorę pod uwagę adopcję, ale jeszcze nie teraz. Wydaje
                    mi się, że mogę jeszcze próbować naturalnie przez dobrych parę lat, a dopiero
                    jak będę "dobijać" do 35 zacznę się poważnie martwić. Oczywiście teraz też się
                    martwię, ale rozsądek i rodzina mnie pociesza, że mam jeszcze czas. Też czuję
                    się wśród moich koleżanek dziwnie i pomału tracę z nimi wspólne tematy, ale na
                    szczęscie mam też kolegów, którzy nie rodzą dzieci i są "wiecznymi dziećmi".
                    Uwierz, Ty też masz jeszcze czas! Co nie zmienia faktu, że adoptować dzidziusia
                    można już teraz. Pozdrawiam, Zosia
                    • Gość: Malina Re: ADOPCJA - do Astra IP: 157.25.86.* 08.06.01, 15:21
                      Wiadomo, ze adoptowac mozna zawsze ale przeciez jeszcze nie wyczerpalas
                      wszystkich cudow nauki. Trzeba walczyc do konca. A to, ze jestesmy wprost
                      zatopione w rozpaczy nie moze byc powodem aby sie poddac (w Twoim przypadku
                      zdecydowanie za wczesnie). Mnie oczywiscie tez zdarza sie pomyslec o adopcji,
                      ale wierze, ze nie bedzie takiej koniecznosci.
                      Jestem "dopiero" po dwoch inseminacjach, nie jestem tez pewna czy moje jajowody
                      sa drozne i, co najwazniejsze, nie probowalam jeszcze in vitro.
                      Moja kolezanka, po prawie 6 latach walki, po 1 nieudanej probie in vitro jest
                      teraz w ciazy. To drugie in vitro mialo byc ostatnie. Byli juz nawet w jakims
                      domu dziecka a teraz chrupie korniszony i zagryza je czekolada.
                      Malina
                      • Gość: REBAS Re: ADOPCJA - do Astra i innych IP: *.*.*.* 08.06.01, 15:39
                        Serdeczne dzięki za wasze "wsparcie"
                        Wiem, że sama myśl o adopcji nie dodaje skrzydeł.
                        Adopcja nie wyklucza faktu, że nie będziemy starać się
                        o „naturalne” ale opinia że mamy czas i trzeba walczyć
                        do końca nie przemawia do mnie wcale.
                        Same wiecie, że można przegrać tą walkę – i co wtedy…
                        a czas leci.
                        Przegrać to nie tylko zostać samemu, przegrana to
                        również załamana rodzina, wykończona psychicznie i
                        finansowa.
                        Ja chcę żyć normalnie, nawet, jeśli nie będę mógł
                        patrzeć na rosnący brzuch…

                        Wiem że nie należy tracić nadziei, że wszystko może
                        się udać, że trzeba być optymistą, że wystarczy
                        wierzyć a najlepiej to wyjechać na wakacje i jakoś się
                        samo ułoży i przede wszystkim przestać o tym myśleć.
                        Jak to słyszę to mnie zalewa. Jak jest problem to
                        należy go rozwiązać, a nie zastanowić się jak go
                        ominąć.

                        Jeszcze raz zapraszam do dyskusji, do wymaniany zadań
                        na temat jak podejść do tematu adopcji a nie jak go
                        ominąć i proszę nie mówcie, że to takie szlachetne i
                        że tyle dzieci czeka na pomoc. Pierdu pierdu ( za
                        przeproszeniem).
                        Ja chce mieć rodzinę. Nie chcę wpatrywać się w zdjęcia
                        w nOvum. Wolę własny album rodzinny.

                        (znOwu się rozgadałem za co przepraszam)
                        • Gość: Hathor Re: ADOPCJA IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 08.06.01, 22:00
                          To nie jest moj temat bo o adopcji nie myslimy w ogole (na razie) ale ostrzegam
                          przed mysleniem ze dziecko (wlasne lub nie) wypelni pustke w Waszych zwiazkach
                          i ze bedzie "wasze". Pustke trzeba leczyc innymi sposobami a pragnienie
                          posiadania mozna zaspokoic innaczej. Po raz kolejny wyrazam swoje zdanie i
                          mozecie sie z nim nie zgodzic ze dziecko jest darem a nie towarem, ktory
                          zgodnie z marketingowym przekazem zaspokoi nasze potrzeby. I nie myslcie ze
                          chcialam Was obrazic - zycze Wam wszystkiego najlepszego !!!
                          • Gość: Rebas ADOPCJA (do Hathor i innych) IP: *.*.*.* 11.06.01, 10:06
                            Droga i szanowna Hathor,
                            Przepraszam za osobiste pytania, dlaczego nie myślicie
                            o adopcji?
                            Czy czegoś się boicie? Co was od tej myśli odstrasza?
                            My mamy już (dopiero) 35 lat i wiemy, że za rok dwa
                            nie możemy liczyć na adopcję noworodka wiec
                            podchodzimy do tematu teraz nie przerywając starań o
                            naturalne rodzicielstwo..

                            Z perspektywy faceta mam na pewno inne spojrzenie, ale
                            wydaje mi się, że czasami chodzi nam o dwie sprawy –
                            bycie w ciąży (z całą związaną z tym faktem otoczką )
                            a posiadanie normalnej rodziny.
                            Jeśli nie możemy mieć tych dwóch spraw to może chociaż
                            jedną – normalną rodziną z noworodkiem na ręku.
                            Rozumie, że pogodzenie się z tym faktem jest bolesne,
                            że facetom, którzy i tak nic z macierzyństwa nie
                            rozumieją, przychodzi to łatwiej, ale pamiętajmy, że w
                            tej walce możemy wszystko stracić. Ja się strasznie
                            tego boję


                        • astra13 Re: do REBAS 11.06.01, 08:05
                          Bardzo podoba mi się Twoje ujęcie problemu. Adopcja
                          może przecież iść w parze z walką o własne.
                          Oczywiście ,że jeszcze mam czas, że nie wykorzystałam
                          wszystkich możliwości ale czy to eliminuje mnie z
                          grona uprawnionych do adopcji?? Myślę że zawsze trzeba
                          liczyć sie z myślą że własne dziecko pozostanie tylko
                          w sferze marzeń a życie to nie marzenia, to twarde
                          realia. Walka o dziecko to jednocześnie walka z czasem
                          a z czasem jeszcze nikt nie wygrał.
                          Pozdrawiam
    • Gość: Aśka ADOPCJA - moje myśli IP: *.pai.net.pl 09.06.01, 22:58
      Wciąż nie przestaję myśleć o adopcji, czytam Wasze wypowiedzi i nachodzą mnie
      takie oto myśli:
      Wydaje mi się, że przed adoptowaniem dziecka dobrze byłoby poczytać różne
      publikacje na temat dzieci i ich wychowania. Dzięki takiej wiedzy rodzice będą
      potrafili rozróżnić, jakie zachowania są typowe dla dzieci generalnie a jakie
      dla - adoptowanych. Chodzi o to, by nie odbierać postępowania dziecka wyłącznie
      pod kątem jego przeszłości i tych nieszczęsnych genów (tak na marginesie, czy
      nie przecenia się ich znaczenia?) i zrozumieć, że KAŻDE dziecko ma prawo do
      agresji i innych negatywnych uczuć.
      Wielu ludzi zastanawia się "kogo my adoptujemy?", a przecież nie powinno być
      istotne to, czy dostajemy dobre dziecko, tylko to czy my będziemy dobrymi
      rodzicami.
      Niektórym się wydaje, że dla dziecka adopcja to los wygrany na loterii. A
      postawmy się w jego sytuacji: trafia do dwójki obcych sobie ludzi, do obcego
      domu gdzie każdy przedmiot jest obcy, mało tego co najmniej jedno z tej dwójki
      obcych osób ma początki (lub stadium zaawansowania) depresji!!! I co? Takie
      kolorowe? My siebie nawzajem i nasz dom znamy doskonale. I kto tu przeżywa
      większy stres?
      Ola napisała, cyt.: "najbardziej się boję, że adoptowany nastolatek powie mi -
      nie jesteś moją matką więc nie muszę cię słuchać. Jak go wówczas przekonam, że
      wcale nie jest najważniejsze kto go urodził, tylko to kto go wychował". Równie
      dobrze możemy od swoich biologicznych pociech kiedyś usłyszeć: "ja się na świat
      nie prosiłem." I myślicie, że ten młody człowiek doceni nasze kilkuletnie
      starania o to, żeby ... przyszedł na świat? A z drugiej strony, przecież nie
      będziemy wymagać by był idealny tylko dlatego, że tyle przeszliśmy, by go mieć,
      prawda?
      Zastanawiam się też nad tym, kiedy jest ten najwłaściwszy moment, by powiedzieć
      dziecku prawdę (bo uważam, że powinno i ma prawo ją znać). Doszłam do wniosku,
      że im wcześniej tym lepiej i takim najlepszym momentem jest ten, kiedy dziecko
      spyta: "skąd się biorą dzieci?". Wtedy można zainicjować temat, oczywiście na
      miarę dziecięcych możliwości jego zrozumienia. Myślę, że stopniowe
      uświadamianie dziecka jest lepsze i zdrowsze niż utrzymywanie latami tajemnicy,
      bo któregoś dnia wyjawić ją jak grom z jasnego nieba (wyobraźcie sobie, że Wasi
      rodzice Wam TO właśnie przed chwilą zakomunikowali, i co nie szok?).
      Bardzo proszę tych, którzy poczynili już jakieś kroki w kierunku adoptowania
      dziecka (nawet te niedokończone) o opisanie swoich doświadczeń. Chciałabym
      wiedzieć jak najwięcej, zanim zacznę sobie robić nadzieje...
      • Gość: Aśka do REBAS i dziewczyn IP: *.pai.net.pl 11.06.01, 22:01
        Zastanawiam się, dlaczego nasze podejście do adopcji jest takie powściągliwe?
        Może rzeczywiście, Rebas, masz rację, że dla nas kobiet te dziewięć miesięcy
        jest czymś szczególnym? Ale czy aż tak ważnym, by całkowicie przekreślić
        macierzyństwo?

        Mam wrażenie, że w naszym społeczeństwie dzieciom-sierotkom przypina się taką
        łatkę "jesteście gorsze". Sama tego nie odczuwam, może dlatego, że do szkoły
        chodziłam razem z dziećmi z domu dziecka. Moi klasowi koledzy przeklinali i
        okradali samochody, ale ... to nie byli chłopcy z domu dziecka, tylko ci którzy
        mieli biologicznych rodziców.

        A wiecie co? TE dzieci też mają uzdolnienia!!! Do dziś pamiętam jak Sylwek
        pięknie rysował (myślę, że on i Walt Disney mieli wspólnych przodków,jeśli już
        się czepić genów). A Kora? Ona też wychowywała się w domu dziecka.

        Niedawno gdzieś przeczytałam, że na Zachodzie nie ma domów dziecka, a jak jest
        dziecko przeznaczone do adopcji, to natychmiast ustawia się po nie kolejka...
        • Gość: Mag Re: do REBAS i dziewczyn IP: *.duke-energy.com 11.06.01, 23:30
          To prawda, mieszkam w USA i tutaj nie ma domow dziecka, tylko rodziny
          zastepcze, ktore zajmuje sie dzieckiem do czasu adopcji. Niektore dzieci
          zostaja w tym systemie na zawsze, bo sa nie-adoptowalne: uposledzone, z AIDS, z
          rodzin wielodzietnych, ktore chca byc razem. Czasem zdazaja sie domy zastepcze,
          ktore sa rownie zle, jak rodzinne, ale to jest rzadkosc; przewaznie sa to
          niezwykle ofiarni ludzie, ktorzy otwieraja swoje domy dla kazdego kukulczatka.
          Z tymi kolejkami to przesada: kolejki sa po biale, male, zdrowe dzieci, bo
          wiekszosc adoptujacych rodzicow to biali, a wiekszosc dzieci do adopcji to
          dzieci czarne lub Latino (przewaznie dzieci nastoletnich matek, czesto
          narkomanek lub bezdomnych, ktorym dzieci zostaly odebrane). Dlatego tez moja
          znajoma zaadoptowala dziecko z Rosji, bo bylo to latwiejsze niz znalezienie
          dziecka w USA. Ogolnie Amerykanie sa tolerancyjni i nie ma krzywego patrzenia
          sie bogobojnych panius na adoptowane dzieci; adopcyjni rodzice tez sa otwarci i
          mowia swoim dzieciom jak najwczesniej sie da, ze sa adoptowane. Zgadzam sie
          rowniez, ze jesli chodzi o nastolatki to jest bez znaczenia, czy dziecko jest
          adoptowane czy wlasne - zawsze kloca sie z rodzicami. Sama pamietam "ja sie na
          swiat nie prosilam" argument, jak mnie rodzice nie chcieli wypuscic na impreze.
          Moj maz caly czas mysli o adopcji, bo mamy dwoch chlopakow (z probowki), a jego
          marzeniem zawsze bylo miec coreczke. Nota bene, tutaj wiek tez nie jest zadna
          granica dla adopcji czy in vitro.
      • Gość: AGA Re: ADOPCJA - moje myśli IP: 217.153.35.* 12.06.01, 08:20
        NIe myślę jeszcze o adopcji, choć mam już za sobą kilka niepowodzeń z in vitro
        (teraz jestem w trakcie oczekiwania na wynik czwartego, a
        ponieważ “wyprodukowałam” więcej komórek, które są zamrożone mam przed sobą
        jeszcze kilka prób transferów – co potem, jeśli będzie to potem, nie wiem).
        Przeglądając tak te wszystkie dotychczasowe wypowiedzi nasunęlo mi się jednak
        kilka własnych przemyśleń, którymi chciałabym się podzielić. Wydaje mi się, że
        nie każdy z nas “dorósł” do decyzji o adopcji, bo jesteśmy na różnym etapie
        naszej walki o własne dziecko, bo jesteśmy w różnym wieku (choć w więszości w
        wystarczająco dojrzałym, żeby zdawać sobie sprawę z odpowiedzialności związanej
        z adopcją), bo wreszcie tak na prawdę mamy różne motywacje stworzenia rodziny i
        w różnym stopniu rozwinięte. Jedni chcą rodzinę za wszelką cenę, inni
        tylko “własną” – ani jedni ani drudzy nie są gorsi czy lepsi. Jedni chcą
        rodzinę, bo “nie wyobrażają sobie życia we dwójkę”, “nie chcą być sami na
        starość”, “chcą wypełnić pustkę”, “chcą mieć coś swojego”, “chcą mieć wspólne
        tematy ze znajomymi” (przepraszam za wyrwane z kontekstu uproszczenia), dla
        innych te i inne powody nie są wystarczająco przekonujące, jeszcze dla innych
        ogrom obaw i pytań zw. z adopcją paraliżują wyobrażenie o szcześciu rodzinnym.
        Proszę mnie dobrze zrozumieć – ja nikogo nie oceniam, ja po prostu sama sobie
        próbuje uporządkować swoje myślenie o dziecku i rodzinie. Zastanawiam się nad
        tym co powiedziała Aśka “jeśli myślimy albo swoje, albo żadne, to może nie
        chodzi nam o macierzyństwo”. Mam nadzieję, że dyskusja i na tym, i na innych
        tematach forum pomoże mi przemyśleć wiele spraw raz jeszcze.
        • Gość: Mag Re: ADOPCJA - po co to wszystko IP: *.duke-energy.com 12.06.01, 19:26
          Kiedy bylismy na zupelnym dnie psychicznym, zaczelismy zadawac sobie te same
          pytania modlac sie, aby odpowiedz miala jakis sens egzystencjalny. A wiec:
          "nie wyobrażają sobie życia we dwójkę” - calkiem dobrze nam bylo we dwojke;
          “nie chcą być sami na starość” - odpada, nienawidzilam tego stwierdzenia, gdy
          klocilam sie ze swoimi rodzicami i obiecalam sobie, ze nigdy nie bedzie to
          powodem zaistnienia moich dzieci; zreszta w Ameryce dzieci wychodza z domu w
          wieku 18 lat i nigdy nie wracaja;
          “chcą wypełnić pustkę” - mielismy calkiem interesujace zycie, teraz jest ono
          bardziej ustabilizowane;
          “chcą mieć coś swojego” - cieplo, cieplo, cos, co razem moglibysmy stworzyc;
          “chcą mieć wspólne tematy ze znajomymi” - znajomych sie ma takich, jak zycie;
          bez dzieci ma sie bezdzietnych znajomych i vice versa. W moim wypadku
          oczywiscie biologia upominala sie o swoje i mialam przemozna chec przytulenia
          malego dziecka. Jedyne, co przynajmniej dla nas obojga mialo sens, to kiedy
          przeszlismy przez te swoje trzydziesci pare lat zycia i nagromadzilismy jakis
          bagaz doswiadczen, to chcialoby sie ten bagaz komus przekazac. Nie jestesmy na
          tyle kreatywni, aby tworzyc dziela i pozostawic artystyczna spuscizne, wiec
          jedyne, co nam pozostalo z kreacji to prokreacja i to niekoniecznie genetyczna.
          W tym momencie zdalismy sobie sprawe, ze jest to bez znaczenia, czy to jest
          wlasne dziecko czy czyjes. Zreszta, jak sie patrze na wybryki tych
          moich "wlasnych" dzieci, ktore sa przedziwna kombinacja cech obu rodzin (note
          bene, oboje z mezem mamy ciemne wlosy i oczy, a dzieci sa blond, o niebieskich
          oczach), to mysle, ze oni sa z innej planety, bo takich drugich w rodzinie nie
          ma. Zreszta wcale bym sie zdziwila, gdyby sie okazalo, ze nasza klinika
          popelnila jakis blad i wymieszala material genetyczny. Gdyby to byla prawda,
          czy by to zmienilo moj stosunek do moich dzieci ? Nigdy !
          • Gość: Aśka Re: ADOPCJA - po co to wszystko IP: *.pai.net.pl 12.06.01, 23:05
            Słusznie zauważyłaś, Mag, że ludzie z różnych przyczyn zostają rodzicami (o tym
            samym pisał w "Wysokich obcasach" 02.06 Wojciech Eichelberger). Myślę, że co by
            to nie było, zawsze w tym jest przynajmniej odrobina egoizmu smile.
            Ja też ostatnio się zastanawiam, dlaczego tak naprawdę chcę zostać matką. I
            jeśli mam być szczera, to ... nie wiem. Z reguły wyobrażam sobie, jak bawię się
            z dzieckiem, uczę je różnych rzeczy, rozmawiam... (chyba bardziej niż geny
            pragnę przekazać potomstwu coś co zdobyłam w ciągu swojego życia, mam na myśli
            przede wszystkim wartości niematerialne). Nigdy nie czułam i nie czuję
            powołania, by zostać pedagogiem, więc skąd akurat takie oczekiwania??? Pole do
            popisu dla psychologa smile.
            Nie wspomniałam o miłości, bo to się rozumie samo przez się, że bez niej to
            wszystko nie miałoby sensu.
            • Gość: malgosia cel sam w sobie? IP: 213.158.195.* 23.06.01, 00:00
              Zastanawiam się w takim razie czy pan E. i inni specjaliści nie mają racji
              mówiąc, że po latach walko o dziecko staje się to celem samym w sobie. Czy to
              nie jest jakieś polowanie na zwierzynę, która ucieka? Ja jestem uparta i to
              chyba również w tym negatywnym zanaczeniu. Musze mieć co chcę i od razu. A tego
              czego chce teraz najbradziej, nie mam od dwóch lat. Nie wiem sama jak to
              nazwać, a może to jest po prostu instynkt. Jak nie planowałam jeszcze dzieci (
              dziś trudno mi to sobie wyobrazić ), też czułam potrzebę zajęcia się kiedyś
              małym bobasem. Sory za takie wywody, ale cóż... taki temat. Niedługo będziemy
              się śmiać z naszych smutasów , ale za to będziemy ryczeć w kuchni zapaskudzonej
              przez zupkę dziecka. I będziemy przeżywać baby blues. Ja typuję, ze pierwsza
              będzie Ewa P i Bozena i oczywiscie Astra, która ma in vitro. Peleton zamnknę
              ja. M.
              • Gość: Aśka Re: cel sam w sobie? IP: 217.97.178.* 24.06.01, 00:00
                Hej Małgosiu!!!! Dlaczego masz ZAMYKAĆ peleton???? Dlaczego nie pomyślisz o
                sobie "BĘDĘ NASTĘPNA"?
                I wiedz, że nie będzie tu ani krzty egoizmu z Twojej strony, bo jak każda z nas
                zasługujesz na macierzyństwo!!!!
                Wiesz, ja też myślę podobnie jak Ty, że kiedyś "będziemy ryczeć w kuchni
                zapaskudzonej przez zupkę dziecka" smile Dlatego staram się docenić to co mam
                teraz, np. dużo czasu dla siebie. Nie jest to łatwe, o czym wszystkie doskonale
                wiemy (bo niby jakie mogą być plusy życia bez dziecka?). Ale wyobraź sobie
                pomogła mi w tym ... myśl o adopcji (może dlatego, że wydaje mi się bardziej
                realna). Zauważyłam, że jedyną obawą związaną z tym krokiem jest ... utrata
                mojego cennego czasu. Czyż nie trywialne? Wyobraziłam sobie jak z wywieszonym
                językiem biegnę z pracy do przedszkola, po drodze robiąc zakupy (wcześniej
                sporządzając listę, czego nie cierpię!!!), potem rozpakowuję zakupy i
                przygotowuję jedzenie (od czasu do czasu ok, ale codziennie?????). Później będę
                się chciała oczywiście pobawić z dzieckiem, potem kolacja, mycie dziecka,
                ścielenie łóżka, bajka na dobranoc i ... skonana padam na własne łóżko. A gdzie
                pozostałe domowe obowiązki? A gdzie tu miejsce na własne przyjemności
                (pomijając oczywiście czas spędzony z dzieckiem, ale ile ja go właściwie
                poświęcę)???? Zakładam, że w tym wszystkim będzie pomagać mi mąż, ale i tak
                cały świat przewróci mi się do góry nogami.
                Przeanalizowałam sobie tę wizję i stwierdziłam, że to cudowne mieć tyyyyyyyle
                czasu dla siebie.
                Ale ponieważ zależy mi na zostaniu matką (nieważne jaką drogą), postanowiłam
                wziąć się za siebie i ... zaczęłam od pewnego czasu systematycznie
                przygotowywać posiłki smile))
                • malgosiak Aśka- przebój świata 25.06.01, 00:00
                  Masz rację, tez się nad tym zastanawiałam. To znaczy nad "plusami" nie
                  posiadania dziecka. Wszyscy moi zanjomi musza planować urlop pod kątem dzieci,
                  musi być łazienka z wanną, nie za daleko itd... A ja moge jechać gdzie chcę i
                  kiedy chcę. nawet na Ibizę, a przeciez z dzieciakami bym nie pojechała. Ale to
                  oczywiście jedna strona medalu, a druga jest taka, ze skręca mnie zazdrośc jak
                  koleżanka mówi, ze nie moze przyjsć po 19 00. bo usypia niemowlaka.
                  Adopcja, hmmmmm mój mąz powiedział, że jesli już kompletnie nie byłoby szans na
                  bilogicznie nasze dziecko, adoptowalibyśmy. Oświadczyła nawet, ze jeśli jego
                  nasienie nadal nie mogłoby zapłodnić mojego jajeczka, zgodził by się na dawcę.
                  To szlachetne, nie sądzicie? M
                  • Gość: Aśka do Małgosi - lepiej nie mogłyśmy trafić IP: 217.97.178.* 25.06.01, 00:00
                    To świadczy o tym, że... miałyśmy ogromne szczęście spotykając naszych mężów smile
                    Wyobraź sobie mój też całkiem niedawno oświadczył, że nie widzi przeszkód,
                    jeśli chciałabym skorzystać z nasienia dawcy. Po prostu mnie zatkało i znowu
                    poczułam, że się w nim zakochuję (średnio kilka razy na miesiąc przeżywam takie
                    stany uniesienia smile).
                    Problem w tym, że ja mam ... blokadę psychiczną. NIE WYOBRAŻAM SOBIE OBCEGO
                    NASIENIA W SOBIE!
                    A poza tym już widzę rodzinę i znajomych jak się doszukują podobieństwa w
                    dziecku do ojca (to naturalne, sama to robię, chociaż ostatnio zastanawiam się
                    jaki to ma sens). I co ja im powiem: "nie macie czego szukac, to nie jego
                    dziecko"????
    • Gość: Aśka Co warto wiedzieć o chorobie sierocej IP: 217.97.178.* 22.06.01, 00:00
      Pragnę przytoczyć treść artykułu, który mną wstrząsnął:

      "Jako matka adopcyjna pragnę podzielić się swoimi doświadczeniami i wiedzą z
      zakresu wychowania dziecka. Syn w wieku trzech lat trafił do naszej rodziny,
      gdzie był bardzo upragniony, z Domu Dziecka. Jednakże w pierwszym okresie
      pobytu w nowej rodzinie dziecko nie spełnia oczekiwań rodziców, gdyż jest
      dotknięte chorobą sierocą. W zależności od stopnia zaawansowania choroby
      sierocej i warunków jakie stworzymy dziecku w naszym domu okres dochodzenia do
      normalności jest dłuższy lub krótszy. W nielicznych przypadkach zdarza się, że
      do zupełnego odblokowania emocjonalnego dziecka w ogóle nie dochodzi i dziecko
      w większym lub mniejszym stopniu pozostaje obojętne uczuciowo. Dzieci określane
      jako obojętne to takie, które nie umieją nawiązywać kontaktów uczuciowych z
      rówieśnikami, nie umieją wraz z nimi przeżywać smutków i radości, a ponadto
      często są złośliwe i wrogie w stosunku do otoczenia, sprawiają wrażenie jakby
      im nie zależało na uczuciach innych.
      Co jest powodem takich odmiennych zachowań wyżej wymienionej grupy dzieci?

      Należy ich poszukiwać w historii życia dziecka, a szczególnie w bardzo wczesnym
      dzieciństwie ( lata: 0-3). Problemem tym zajmuje się wielu psychologów na całym
      świecie, którzy zgodnie stwierdzają, że związek pomiędzy matką a dzieckiem jest
      nie tylko oddziaływaniem matki polegającym na zaspakajaniu potrzeb
      biologicznych ( np. podawanie pokarmu), ale wynika z bardzo silnej więzi
      pierwotnej potrzeby przywiązania dziecka do matki i odwrotnie.

      W normalnych warunkach związek ten jest obustronnie wzmacniany, dziecko
      uśmiechając się i przytulając do matki wyzwala w niej gorące reakcje miłości,
      które z kolei wpływają pobudzająco na dziecko. Miłość jest w stanie wyzwolić
      miłość matki. Znane są w literaturze fakty, że matki, które po urodzeniu
      niechcianego/nieślubnego dziecka są zdecydowane zrzec się praw rodzicielskich,
      po kilku miesiącach opiekowania się dzieckiem zmieniają swoją pierwotną
      decyzje. Tak więc dziecko jest aktywnym twórcą więzi uczuciowej pomiędzy nim i
      matką. Zjawiska miłości matki i dziecka są ze sobą związane i są niezbędne dla
      zdrowia psychicznego obu stron.

      Pozbawienie małego dziecka kontaktu z matką jest bardzo silnie działającym
      patogennym czynnikiem zaburzającym rozwój dziecka. Skutki tego faktu, często
      rzutujące na dorosłe życie dziecka są opisywane w literaturze jako choroba
      sieroca. W literaturze fachowej wyróżnia się trzy etapy tej groźnej choroby. W
      pierwszym i drugim etapie ( etap pierwszy-protest, etap drugi-rozpacz) dziecko
      początkowo płaczem domaga się kontaktu z matką, po czym, na skutek
      przedłużającej się separacji od matki, okres płaczu przedłuża się, a na
      zbliżenie się innej osoby dorosłej dziecko reaguje krzykiem lub ucieczką.
      Równocześnie pojawiają się objawy ze strony układu nerwowego jak slinienie,
      drżenie ciała, pocenie się, moczenie nocne, utrata wagi.

      Trzeci etap choroby to faza obojętności, w której dziecko jest pozornie
      uspokojone, leży skulone wiotkie, bierne, nie nawiązuje kontaktów z otoczeniem
      ale i nie ucieka, jest posłuszne i wypełnia wszystkie polecenia. Dzieci
      pozbawione kontaktów z matką rozwijają się gorzej niż ich rówieśnicy wychowani
      w normalnych rodzinach. Badania wykazały, że korzystniejsze dla dziecka jest
      nawet zaniedbujące go środowisko rodzinne niż najlepiej prowadzony dom dziecka.

      Trudy terapii choroby sierocej nie zwalniają dorosłych z szukaniu kontaktu
      uczuciowego z tymi osieroconymi dziećmi. Powodzenie tych działań jest
      uzależnione od tego czy dziecku stworzymy możliwości nawiązania kontaktu
      uczuciowego z jedna i tą samą osoba, a zatem czy osierocone dziecko uda się
      umieścić w rodzinie adopcyjnej lub zastępczej.

      Terapia ta przebiega w trzech etapach. Pierwszy z nich to tzw. stadium
      oswajania, które polega na życzliwej i pełnej miłości matki, bez narzucaniu się
      dziecku, bez przekraczanie bariery przez nie ustanowionej. Matka po prostu jest
      z dzieckiem i pozornie zachowuje bierność, musi ona zaakceptować dziecko takim
      jakie ono jest na tym etapie terapii. W drugim etapie zaczyna się nawiązywać
      porozumienie emocjonalne między matką i dzieckiem. W tym okresie reakcje
      dziecka są nienormalne, a mianowicie dziecko dotychczas grzeczne zaczyna
      objawiać niepokój a często agresje w stosunku do matki. Jest to zatem
      najtrudniejszy moment dla matki adopcyjnej, która zwraca ku dziecku cała swoją
      miłość a w odpowiedzi spotyka się z wrogością. W tym okresie osobą akceptowaną
      przez dziecko jest ojciec. W dotychczasowym swoim życiu, w zakładzie
      opiekuńczym, dziecko było otoczone w większości przypadków przez kobiety. Tak
      więc dziecko w tym etapie terapii choroby sierocej traktuje matkę adopcyjną,
      czy zastępczą, jako jeszcze jedną opiekunkę z domu dziecka. Ta faza terapii
      nacechowana jest aktywizacją przeżytych w przeszłości stanów frustracyjnych i
      wyrzuceniu ich na zewnątrz, dziecko zaczyna czuć - więc wraca do normalności.
      Po dojściu do równowagi emocjonalnej dziecko przywiązuje się zarówno do matki,
      jak i ojca

      Warto jest przeżyć z dzieckiem wszystkie te trudne etapy terapii, by usłyszeć,
      nieraz po bardzo długim okresie

      Mamo, Tato, ja Was kocham !

      Opracowała matka adopcyjna"

      http://www.misjanadziei.org.pl/artykuly/choroba_sieroca.html


    • Gość: Odra Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 156.17.123.* 25.06.01, 00:00
      Zasmuciły mnie te wyznania dotyczące niepłodności i adopcji, a przede wszystkim
      sposób postrzegania dziecka. W większości z wcześniejszych wypowiedzi to nie
      jest człowiek, niezależna istota, która ma własne potrzeby i interesy, to
      rzecz, którą się posiada, bo biologicznie została przez właściciela stworzona i
      która ma zaspokoić jego potrzeby .

      Teraz krótko o mnie, może ułatwi zrozumienie mojego stanowiska.
      Pochodzę z rodziny, gdzie podtawową rolę odgrywają więzy społeczne czyli
      uczycia miłości, szacunku i zaufania. Biologia nie jest dla mnie istotna. W
      mojej rodzinie adopcje, także nastolatków są na porządku dziennym. Dlatego ja
      również prawdopodobnie zdecyduję się na adopcję. Od razu zaznaczam: nie wiem
      czy miałabym jakieś problemy z zajściem w ciążę, czy nie. Nigdy się tym nie
      interesowałam i nie zamierzam tego robić. To nie ma dla mnie znaczenia.
      Druga sprawa. Pochodzę z rodziny matriarchalnej, gdzie władza należała zawsze
      do kobiet, które zawsze były silnymi osobowościami i nie uciekały o d wyzwań
      czy nawet walki. Nie wyobrażam sobie abym była oceniana w zależności od tego
      czy mogę rodzić dzieci, czy nie. Dlatego pewnie rodzenie nie jest dla mnie
      takie ważne. Jeżeli chcę kochać i wychowywać dziecko to je po prostu znajduję i
      robię to.
      • malgosiak Odra słyszysz mnie? 25.06.01, 00:00
        Brutalna prawda jest taka, że stoimy po dwóch stronach
        małej niewidocznej gołym okiem barykady. Ty nie
        rozumiesz co to znaczy CHCIEĆ BYĆ MATKĄ ,codziennie
        wyć z bólu, ze się nią nie jest. Sama mówisz, że nie
        próbowałaś zajść w ciążę. Czy sądzisz, że któraś z nas
        chce urodzić dziecko żeby sprawdzić czy dziąłają jej
        narządy rodne? NIE, my chcemy kochać to dziecko bez
        opamiętania. A czy nie mamy prawa urodzić
        bilogicznie " swojego " dziecka? Nie wiem na ile znasz
        problemy niepłodnych par, ale wiele z nich po
        wieloletniej walce adoptuje dzieci. Pzodrawiam Cię,
        mam nadzieję, ze jesteś mądrą kobieta i nie obrazisz
        się za mój list. M.
        • Gość: Odra Re: Odra słyszysz mnie? IP: 156.17.123.* 26.06.01, 00:00
          Broń Boże! Nie zamierzam się obrażać ani nie zamierzam nikogo obrażać.
          Rzeczywiście nie rozumiem co to znaczy chcieć być matką w twoim rozumieniu tego
          pojęcia. Ja kiedy chcę być matką to idę adoptować dziecko.
          • Gość: AGA Re: Odra słyszysz mnie? IP: 217.153.35.* 26.06.01, 00:00
            „Ja kiedy chce być matką idę adoptować dziecko”

            Bardzo przepraszam, ale dla mnie brzmi to dokładnie tak samo jak zdanie „Jak
            chcę coś słodkiego to idę do cukierni”, a różnica między tymi dwoma stanami
            jest zasadnicza. A co jak mi się odechce ? Poza tym kwestia poczęcia, a
            zwłaszcza adopcji dziecka, wg mnie nie powinna być podejmowana przez kobietę
            indywidualnie – to nie może dotyczyć tylko własnych chęci i potrzeb, ale musi
            polegać na stworzeniu dziecku właściwej atmosfery i możliwości rozwoju.
            To wszystko co napisałam powyżej jest dość trywialne, ale odnoszę wrażenie, że
            nasza świadomość w tym zakresie istotnie przekracza normy wśród „naturalnie
            płodnych” par lub tych, którzy myślą o dziecko jako perspektywie za kilka lat.
            • Gość: Odra Re: Odra słyszysz mnie? IP: 156.17.123.* 26.06.01, 00:00
              Kiedy adoptujesz dziecko, zwłaszcza starsze, spotykasz człowieka, który jest,
              istnieje, ma swoją przeszłość i swoje marzenia. Z nimi także musisz się liczyć.
              W pewnym sensie jest to sytuacja trudniejsza, bo mniej jest w niej podległości
              i władzy a więcej partnerstwa i wymiany.
              • Gość: EwaP Re: Odra słyszysz mnie?-do Odry IP: 194.181.127.* 27.06.01, 00:00
                Po pierwsze, to z tego co piszesz jak na razie możesz mieć dzieci, a to znacząco zmienia punkt widzenia. Nikt nie
                zrozumie kobiet systematycznie szpikowanych hormonami i wierzących z miesiąca na miesiąc, że to jest właśnie
                ten cykl, oprócz ich samych. I życzę Ci obyś nigdy nie była w takiej sytuacji.
                A po drugie aby adoptować dziecko trzeba mieć zaświadczenie, że nie można mieć własnych, a więc trzeba
                przejść leczenie.
                Łatwo teoretyzować i wygłaszać poglądy gdy ocenia się sytuację innych nie znając problemu z autopsji.
                EwaP
                P.S. My zaczęliśmy procedurę adopcji i wcale nie uważam, że jedno wyklucza drugie.
                • Gość: Odra Re: Odra słyszysz mnie?-do Odry IP: 156.17.123.* 27.06.01, 00:00
                  Nie będę rodzić dzieci, nawet jeśli mogę. To mnie nie interesuje. To nie
                  prawda, że można adoptować dzieci tylko w wypadku bezpłodności. Inaczej nie
                  byłoby wszystkich adopcji w mojej rodzinie. Adopcji może dokonać nawet osoba
                  samotna, tyle że wtedy są większe wymagania.
                  Argument znajomości problemu z autopsji jest do bani.
                  Jeżeli chodzi o P.S. masz całkowitą rację.
          • malgosiak to samo 26.06.01, 00:00
            Ale przyzansz, że to raczej Twoje podejście do macierzyństwa odbiega od
            standartów? Przeważnie każda kobieta ( i mężczyzna na pewno też ) chcę spłodzić
            dziecko " własne ". Podziwiam osoby takie jak Ty, które bez wahania decydują
            się na adopcję, ale nie możesz odmawaiać niepłodnym parom starań o dziecko. A
            taki ton przyjęła twoja poprzednia wypowiedź. Dzięki bardzo za chęć dyskusji ze
            mną M.
            • Gość: Odra Re: to samo IP: 156.17.123.* 26.06.01, 00:00
              Standarty tworzą kultura i stereotypy. Nasze (polskie) podejście do adopcji
              jest rodem ze średniowiecza, kiedy walczono o utrzymanie ciągłości rodu. Teraz
              ma się raczej nijak do rzeczywistości.
              Nie zamierzałam nikomu niczego odmawiać. Zawsze uważałam, że każdy robi to, co
              dla niego najlepsze. Tyle, że to co zaspokaja interes "pary starającej się"
              może mieć się nijak do interesu poczętego w ten sposób dziecka. Ja chciałam
              tylko zwrócić uwagę, że mowa jest o powołaniu na świat nowego człowieka, a nie
              o kupnie nowej zabawki.
          • Gość: REBAS Re: Odra słyszysz mnie? IP: *.*.*.* 27.06.01, 00:00
            A jak chcę się napić to biorę szklankę wody i pije
            Jakie to proste
            • astra13 Re: Odra słyszysz mnie? 27.06.01, 00:00
              ODRA! A jak mam kaprys na dzidziusia to go sobie po prostu kupuję. Nie wiem ile
              masz lat czy jesteś mężatką. Z twoich wypowiedzi wnioskuję że jeszcze nie
              założyłaś własnej rodziny.
              Kiedyś spotkasz mężczyznę swojego życia dla którego z miłości zrobisz wszystko
              a twoje matriatchalne ideologie przekształcą się w patriatrchat.
              Może wtedy zapragniesz dać mu to co w życiu jest najpiękniejsze- dziecko: jego
              dziecko z jego włosami , oczami, uśmiechem i może dopiero wtedy zrozumiesz nasz
              ból i fakt że chęć posiadania własnego potomstwa to nie jest zwykły kaprys.
              Myślę, że po prostu nie dorosłaś ani do adopcji ani do macierzyństwa.
              A.
              • Gość: Odra Re: Odra słyszysz mnie? IP: 156.17.123.* 27.06.01, 00:00
                W mojej rodzinie matriarchat obowiązuje od około 400 lat. Przynajmniej od tylu
                jesteśmy w stanie go zrekonstruować.
                W moim życiu nie ma miejsca dla mężczyzny. Jest tylko dla dzieci. obecnie
                wychowuję trójkę.
                Ostrożnie z tym przesądzaniem co jest dla kogoś dobre, a co nie. Styl życia,
                który proponujesz jest pewnie odpowiedni dla Ciebie, ale dla mnie na pewno nie.
                • Gość: EwaP Re: Odra słyszysz mnie? IP: *.cofund.org.pl 27.06.01, 00:00
                  No właśnie, każdy ma prawo do swojego stylu życia i proszę nie oceniaj nas tak jak my nie będziemy oceniać
                  Ciebie. Ty wolisz być sama, my jesteśmy szczęśliwe ze swoimi partnerami, chcemy wspólnie wychowywać
                  dzieci i niech tak pozostanie.
                  A czy byłaś kiedyś w ośrodku adopcyjnym??
                  • Gość: Odra Re: Odra słyszysz mnie? IP: 156.17.123.* 27.06.01, 12:33
                    Przepraszam myślałam, że to forum wymiany poglądów a nie klub wzajemnej
                    adoracji i użalania się.
                    Mam też złąwiadomośc: jeżeli chcecie, aby koszty sztucznego zapłodnienia
                    pokrywało państwo, to musicie przekonać do tego większość obywateli a nie
                    obrażać się na tych, którzy ośmielają się mieć odmienne poglądy.
                    • Gość: EwaP Re: Odra słyszysz mnie? IP: *.cofund.org.pl 27.06.01, 12:44
                      Co miesiąc z mężem płacimy nie małe składki. Do tej pory nie skorzystałam z usług państwowej służby zdrowia
                      (nawet za zabieg usunięcia polipa płaciłam z własnej kieszeni, no bo limit z kasy się skończył). Czy nie mam
                      prawa decydować na co idą moje ciężko zarobione pieniądze? Jeśli nie będę musiała płacić na ZUS to wykupię
                      sobie prywatne ubezpieczenie, zafunduję in vitro i jeszcze mi zostanie. Może ja nie mam ochoty płacić za innych
                      skoro inni mają mnie gdzieś?
                  • Gość: Odra Re: Odra słyszysz mnie? IP: 156.17.123.* 27.06.01, 12:33
                    Tak wiele razy byłam w ośrodku adopcyjnym.
                    • Gość: REBAS Re: Odra słyszysz mnie? IP: *.*.*.* 27.06.01, 15:25
                      I co ...
                      Napisz o swoich odczuciach,
                      naprawdę jestem ciekawy
                • Gość: REABAS Re: Odra słyszysz mnie? IP: *.*.*.* 27.06.01, 00:00
                  400 lat ... Zapraszam do Księgi Ginesa

                  "nasz" model obowiązuje od paru lub parunastu tysięcy
                  lat. Poza kilkoma gatunkami żab i sinic faceci się
                  jakoś trzymają. Pozwól sobie współczuć modelu ojca,
                  którego sprowadziłaś do roli dawcy.

                  Pozdrawiam – paskudny, niepotrzebny, niezdolny,
                  pozbawiony uczuć rodzinnych, przeżytek.
                  • Gość: vida Rebas,Odra IP: *.unregistered.formus.pl 27.06.01, 20:22
                    Rebas,dzieki za rozpoczecie tego watku,jest bardzo potrzebny.
                    W tej sprawie takze potrzebna jest jakas grupa wsparcia,podobnie jak przy
                    leczeniu bezplodnosci.

                    Odra,zamiast sie denerwowac napisz lepiej jakies konkrety o doswiadczeniach
                    twojej rodziny z adoptowanymi dziecmi.Nie ma to jak historie z pierwszej
                    reki,moga przeciez niektorym z nas pomoc w podjeciu decyzji.
                    • Gość: Laura adoptowana dziewczynka IP: *.isholf.is 28.06.01, 03:43
                      Dzien dobry wszystkim , pozwole sobie dodac pare slow o adopcji. Znajoma
                      adoptowala dziewczynke w wieku 3 lat . To bylo 13 lat temu , nigdy nie zapomne
                      wizyty u znajomej po tygodniu adopcji. Dziewczynka plakala , nie chciala isc do
                      nikogo , malo jadla , nie przespane noce strach i bol malej , tesknota za domem
                      dziecka wyszla na jaw . Potrzebna byla milosc przez wielke "M" ze srony
                      wsztstkich odwiedzajacych , po kilku wizytach mala chciala isc na raczki do
                      wszystkich , wiecej sie usmiechala noce stawaly sie spokojniejsze . Nowi
                      rodzice postanowili ochrzcic mala ze wzgledu na ich wiare katolicka nowe imie
                      Ania ktore otrzymala dziewczynka bardzo jej przypadlo do gustu , z dnia na
                      dzien to dziecko rozwijalo sie nie samowicie wrecz ,na widok nowych cioc babc
                      wujkow otwierala swoje male serduszko i sie cieszyla nowym zyciem . Dzis Anna
                      jest juz licealistka wzorowa uczenica , ktora ma wielkie ambicje i plany
                      zyciowe a swoim nowym rodzicom dziekuje za wybranie wlasnie jej . Moze ten
                      przyklad pomoze komus z Was w dokonaniu tej waznej decyzji zyciowej .Ja sama
                      stracilam mojego malego synka , bede poczynac starania w walce o kolejne
                      dziecko wiem sama po sobie ze to nie jest latwe , ale jesli nie bedzie mi to
                      dane po raz drugi po kilku latach zdecyduje sie na adopcje . Dziecko mojej
                      znajomej jest nalepszym przykladem na to ze te dzieci czekaja na sczescie .
                      Pozdrawiam mocno i zycze duzo szczescia Laura .
                      • malgosiak UWAGA UWAGA, KONIEC DYSKUSJI !!!!!!!!!!!!!!! 28.06.01, 13:19
                        Odra, Ewa, Rebas, Aga , Astra i wszyscy inni.
                        Przestańmy, jesteśmy z innej bajki. Odra jest "
                        nieprzemakalna". Nie napisała nic więcej oprócz paru
                        górnolotnych zdań na temat roli kobiet w rodzinie. Nie
                        zna naszego problemu i nie akceptuje walko o dziecko.
                        W penym sensie jest wygodna, bierze to co ktoś za nią
                        zrobił. I nigdy jej nie życzę żeby zaznała bólu jaki
                        ja przeżywam od dwóch lat. Ogłaszam koniec tej zbędnej
                        dyskusji. Nie ma się zo denerwować, pamiętacie wykład
                        Astry o prolaktynie- więcej nerwów, więcej prolaktyny,
                        mniej dobrych owulacki. A tego przecież nie chcemy?
                        Nie było mnie jeden dzień i BARDZO się za Wami
                        stęsniłam. M.
                        • Gość: Joanna Re: UWAGA UWAGA, KONIEC DYSKUSJI !!!!!!!!!!!!!!! IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 28.06.01, 13:50
                          Malgosiu,
                          ja tez mam ten ból od ponad juz 2 lat. To w pewnym sensie balsam slyszeć, ze
                          nie jest sie samym. Bo wokoło nas - sami szczęśliwi, w ciąży lub z brzuchami.
                          Tak jest wsrod znajomych, rodziny... i tak naprawde nikt nas nie zrozumie tak,
                          jak my same. To otoczenie, "inne" otoczenie bardzo boli.
                          A co do Odry, to po prostu TROLL. Bawi sie naszym kosztem, nie widzicie tego?
                          Przyłączam sie do prośby: nie odpisujcie na jej listy. To prowokacja.
                          Dziękuje Wam, ze jesteście.
                          Dzisiaj ide do nowego lekarza. Pani profesor. Boje sie tej pierwszej wizyty.
                          Ide z wszystkimi wynikami. Bede robic badania genetyczne. Obejrze wszystkie
                          chromosomki. Co Wy na to? Mieliście coś takiego?
                          Joanna
                          • Gość: REBAS Re: UWAGA UWAGA, KONIEC DYSKUSJI !!!!!!!!!!!!!!! IP: *.*.*.* 28.06.01, 14:00
                            Jak szkoda,
                            tak miałem ochotę się z kimś "boboksować"
                            Czasem to chcę się dak po garach na trasie i niech się
                            dzieje co chce...
                            Jedyne co mogę to trochę sobie poklaksonować.
                            • Gość: malgosia nic straconego IP: *.tokfm.com.pl 28.06.01, 14:11
                              Rebasie, przecież możesz się z nami pokłócić. Na przykład założe się, że
                              rzucasz skarpetki na podłogę i nie odnosisz naczyń do kuchni. Tacy są
                              faceci..........no to co poboksujemy się? M
                              • Gość: REBAS Re: nic straconego IP: *.*.*.* 28.06.01, 14:40
                                Z tymi skarpetkami i naczyniami to taka u nas
                                tradycja... ponad 400 letnia

                                Coś trzeba mieć z faceta - jak nie dzidziusia to
                                chociaż skarpetki no nie?
                                • malgosiak Re: nic straconego 28.06.01, 14:51
                                  Kąłmiesz, 400 lat temu nie nosiło się skarpetek !!!! To kolejna Wasza cecha-
                                  kłamczusznictwo. A jak tam łasuchostwo, smakowały torciki z owocami smile))))))?
                                  Moze jednak zakończymy niepoważną dyskusję na poważnej stronie. Nie uchodzi
                                  tak dorosłym ludziom. Pozdrawiam Ciebie i żonę. M
                                  • Gość: REBAS Re: nic straconego IP: *.*.*.* 28.06.01, 14:58
                                    OK umartwiamy się dalej
                                    może coś to pomoże .. choć trochę boksu może podziałać
                                    jak wentyl bezpieczeństwa... tak mówi moja połowa (ta
                                    lebsza)
                          • Gość: malgosiak badania genetyczne IP: *.tokfm.com.pl 28.06.01, 14:08
                            Nie miłam Joasiu nigdy tych badań. Mam nadzieję, że pani profesor coś zaradzi
                            na brak dzidziusia. Ja we wtorek widziałam się z koleżanką w 15 tygodniu ciąży
                            ( trochę to masochizm z mojej strony ). Głaskałam ją po brzuszku i może się
                            zarażę. Wam też życzę chcę być w ciąży przed końcem roku. I MUSI SIĘ UDAĆ. M
    • Gość: mada Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 213.77.99.* 11.08.01, 19:42
      Czesc Rebasie, nie wiem jaka jest u Was sytuacja po 2 miesiącach od listu
      (kazdy miesiąc to... sami wiecie) ale mogę podzieić się swoim doświadczeniem.
      nie zdecydowalismy sie na in vitro, bo bylismy zmeczeni leczeniem,. kontaktem z
      lekarzami, 2 operacjami. Mamy adpotowana coreczke i nie zalujemy tej decyzji. Z
      adopcja niemowlaka - macie czas do 40 -tki ale wiadomo, ze im wczesniej tym
      lepiej (ma to byc zblizone do wieku biologicznego).
      Wiele sie zmienia, dziecko adoptowane ma swoje problemy. Ale warto.
      Warto odpuscic lekarzy na troche. Zawsze mozna wrocic i "dorobic" braciszka lub
      siostrzyczke.
      Ale - nic na siłę.
      Atmosfera wokół adpocji jest bardzo dobra. Reakcje znajomych - zaskakująco
      pozytywne, Te dzieci odrzucone - stają się dziećmi wszystkich znajomych,
      licznych wujków i cioć.
      Trzymam kciuki.
      M
      • Gość: REBAS Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: *.*.*.* 11.08.01, 20:12
        Dzieki za wsparcie.
        Napisz coś więcej. Jeśli nie chcesz publicznie to oto mój mail:
        piotr.palasz@alcatel.pl
      • Gość: Mika Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.01, 23:20
        Chce mi sie ryczeć, kiedy czytam tak optymistyczne listy, że fajnie mieć
        adoptowanego dzidziusia, ż warto, ż "rodzice" obawiali się,ateraz są
        szcześliwi. Ja też chcę! I nie mogę się doczekać (zgłosiłam się do poradni
        adopcyjnej trzy miesiące temu, ale do tej pory nikt nie zadzwonił - może
        urlopy?)Mam tylko jeden problem (może Ty mi pomożesz REBASIE): mój mąż nie
        mówi, że chce. Nie mówi też, że nie chce. Ja gadam, gadam, gadam....snuje
        plany, jak to będzie fajnie i jak świetnie damy sobie radę. A on nic. Milczy.
        Ja wiem, że on chce swoje. Chłopczyka, identycznego jak on. Skóra zdarta z
        tatusia. Ale w życiu nie zawsze jest idealnie. I nie zawsze można mieć to, co
        się chce. To też będzie NASZE dziecko, choć nie ja je urodzę. Pomocy!!!!! Jak
        mu to wytłumaczyć?! Jak go przekonać? Czy to milczenie znaczy: "Może kiedyś się
        zdecyduję", czy raczej: "Zapominij o tym i nie mówmy na ten temat?" (Zaznaczam,
        że na wszystkie tematy można z nim rozmawiać normalnie, znam go kilkanaście lat
        i po raz pierwszy spotkałam się z taką barierą.)Będę wdzięczna za radę
        Mika
        • Gość: EWA&REBA Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.01, 10:34
          Nie martw się z tymi ośrodkami to tak już jest. My zgłosiliśmy się w maju, przez maj i czerwiec
          mieliśmy 4 spotkania a potem Pani Dyrektor ogłosiła przerwę wakacyjną. Też mamy wątpliwości o co
          właściwie chodzi. My jesteśmy w TPD w W-wie, a gdzie Wy????
          Z tym podejściem facetów, że jakoś się uda to też trenowałam ze swoim kochanym Rebaskiem sporo
          czasu. To po prostu chyba jest taki etap i koniec.
          Niestety teraz nie mogę dłużej pisać - impreza rodzinna i teściowa czeka.
          Odezwę się wieczorem a jak będziesz chciała pogadać to dzwoń wieczorkiem kom:0 602 75 65 87.
          To co przeżywasz to normalne, też wyłam i byłam bezsilna.
          EwaP


          Jeszcze słówko od Rebasa. Na Facetów najlepiej działają dziewczynki, takie 3-7 miesięczne, na
          kolanach. Jak taka zacznie robić miny to wszelkie chęci o posiadanie syna, wiernej kopii itp biorą w
          łeb. A poza tym zawsze możesz uświadomić że istnieje realna szansa, że nic nie będzie�..

          To na rzie do wieczora,
          REBAS
        • magdalenka30 Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE 17.08.01, 10:57
          Miko kochana!
          Mój mąż bardzo długo do tego dojrzewał, a teraz... nie ma słów. Co więcej, na
          początku nie chciał słyszeć o takim rozwiązaniu. Potem, jak się wstepnie
          zdecydował (ale na pierwsze spotkanie w Ośrodku szedł srednio chętnie), to już
          zbył jak skała. Daj swemu mężczyźnie czas, niech przetrawi, idźcie na
          spotkanie - zwiadowczo, nie od razu musicie się decydować. Zobaczysz, co się
          podzieje. To, co prezentuje Twój mąż jest jak najbardziej normalne.
          Trzymam kciuki Miko!
          Mada
          • Gość: Mika Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.01, 23:17
            Dzieki Ewo, Magdalenko, Rebasie! Co za cudowne forum! Czlowiek martwi sie,
            gryzie, nie ma z kim pogadac, wreszcie pisze do forum i gdzies w Polsce
            nieznajomi ludzie spieszą na pomoc. Zupełnie jak przyjaciele Bridget Jones!
            Do Ośrodka w Lodzi zgłosilam sie, bo przeczytalam w forum, ze niemowlaka można
            dostac do 35 roku zycia. A ja wlasnie tyle mam. Na drugi dzień bylam w ośrodku
            (okazalo się, ze jedna do 40-stki!). Pani zadala mi kilka malo intymnych pytań:
            ile mam lat, ile zarabiam, ile zarabia maż..itd. Miala się odezwac i ...nic.
            Myślalam, że może już mnie zdyskwalifikowala, bo nie wiedzialam ile dokładnie
            zarabia mąż, albo mamy za małe mieszkanie. Kombinowalam, co powiedzialam zle,
            ale moze rzeczywiscie jest przerwa wakacyjna i trzeba ja przeczekac.
            Magdalenko! Pisalas, ze bylas w ośrodku. Czy wzięłaś już maluszka?
            • Gość: Aśka Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 213.25.190.* 19.08.01, 20:47
              Mika, proszę Cię o kontakt.
              Mój adres ketups@poczta.fm
            • Gość: mada Re: ADOPCJA - KOLEJNE WYZWANIE IP: 213.77.99.* 19.08.01, 23:44
              Miko, maluszek juz jest z nami 4 miesiące, jest słodką dziewczynką. Otwiera
              serca wszystkim, kogo spotka i warto przejść przez wszystko w Ośrodku, by ktoś
              mały, jak Ona dzisiaj, zrobił Ci buzi - buzi, przytulajac się całym ciałkiem do
              Ciebie. Co ważne, w ogóle nie myślisz, nie czujesz,ze to tzw. nie Twoje
              genetycznie. Może tym więcej frajdy, bo ciągle jest coś do odkrycia?
              Usciski.
              • Gość: Aśka do Mady IP: 213.25.190.* 20.08.01, 21:22
                Mada, Twoje listy są dla mnie dużo lepszym balsamem na moje serce od wypowiedzi
                wszystkich psychologów razem wziętych.
                Czy mogłabyś opisać pierwsze chwile, gdy zobaczyliście Waszą córeczkę i później
                jak przywieźliście ją do domu?
                • Gość: mada do Aśki IP: 213.77.99.* 21.08.01, 23:00
                  Dzięki Asiu, miło mi bardzowink.
                  Pierwsze chwile?
                  óż, spodziewałam się "napadu" uczuc macierzyńskich i wszechogarniajacego
                  wzruszenia. A tu ciekawość i spokój. Mała przypatrywała się nam badawczo, bez
                  uśmiechu (udzieliła nam swego łaskawie półusmieszku z dołeczkami dopiero na
                  trzeciej wizycie..), potem wyraxnei nas rozpoznawała, ale nie była jakąś
                  przylepką. W domu - pierwsze dni - Sajgon. My poznawaliśmy jej rytm, Małej nie
                  smakowały nasze produkcje pokarmowe, butelki były nie takie, wszystko zostało
                  oprotestowane płaczem. A z dnia na dzień szło lepiej i lepiej. Poznawalismy się
                  bliżej i wczuwalismy mocniej w jej potrzeby.
                  Dzici z DD spiazazwyzcaj dobrze, całą noc. Maluszek przyszedł do nas z zapasem
                  leków, ale nasza znajoma pani doktor przyszla od razu z wizytą i kazała
                  odstawić wszystkie lekarstwa - jak dotąd, a to już 4 miesiące - spokój.
                  Rada dla Was - wywalcie szystkich dziadków i innych odwiedzających za drzwi.
                  Burzą rytm i wprowadzają zamieszanie plus setki dobrych rad popartych jak
                  najlepszymi chęciami.Warto utrzymywać stały rytm do którego maluszek był juz
                  przyzwyczajony i kochać jak najmocniej, mimo,że czasami jest się bardzo
                  pogubionym. Dobrze mieć kontakt z kims z osrodka ws np. objawów choroby
                  sierocej.
                  I tyle.
                  Tak naprawdę wiecej jest obaw przed niż problemów po. Ja teraz czwekam na
                  słowo "mama", bo "tata" juz jest mówionewink.
                  Usciski
                  m

                  • Gość: Aśka do Mady IP: 213.25.190.* 21.08.01, 23:36
                    Dzięki, Mado. Czytam Twoje listy po kilka razy. Ja, podobnie jak Ty kiedyś,
                    czuję, że nie mam już tyle siły, by walczyć i coraz częściej myślę o adopcji.
                    Zauważyłam, że wtedy zaczynam się zastanawiać jak przemeblować pokoik, na jaki
                    kolor pomalować ściany, jakie książki zacząć czytać. Nie myślałabym wówczas o
                    tym czy dostanę miesiączkę, bo to nie miałoby nareszcie żadnego znaczenia. Moją
                    głowę zaprzątałyby nowe "problemy": jaki nowy ciuszek czy zabawkę kupić, jak
                    rozwijać zainteresowania dziecka, jaki przysmak mu upichcić, w jaki sposób
                    sprawić mu radość a w jaki pocieszyć w zmartwieniu. Jednym słowem diametralna
                    zmiana smile

                    Mado, z całego serca życzę Ci, by Twoja córeczka już wkrótce powiedziała do
                    Ciebie "MAMA" smile))
                    • Gość: mada do Aśki IP: 213.77.99.* 22.08.01, 11:30
                      Asiu Droga, wydaje mi sie,że zaprzestanie walki nie wynika z braku sił, by ją
                      kontyntuować - tylko trzeba mieć siłę, by powiedzieć sobie: dość i przestać życ
                      ułudną nadzieją. Warto podejść do swego ciała z troską, to nic,ze w naszym
                      mniemaniu nas zawiodło - ale czy w imię tego - mamy je karać i dręczyć
                      badaniami, stymulacjami i iluśkrotnym upokorzeniem? Człowiek się jednak
                      uzaleznia i liczy na cud. A te cuda są w zasięgu ręki tylko trzeba do niech
                      inaczej dojść.
                      Trzymam kciuki i myslę,ż edobrze robisz, meblując w wyobraźni pokoik. Ja
                      oetchnęłam, jak mogłam o tym pomyśleći szalałam ze szczęścia mogąc pójść do
                      sklepu z zabawkami i ubrankami dla dzidziusiów.
                      Trzymaj się ciepło, Mada
                      • Gość: Mira miec sile powiedziec dosc IP: 195.6.35.* 23.08.01, 12:40
                        Uwazam to stwierdzenie Mady za bardzo sluszne. Rzeczywiscie zaprzestanie walki
                        nie wynika z braku sił, by ją kontyntuować, ale trzeba mieć siłę, by powiedzieć
                        sobie: dośc. Takie bylo dokladnie moje odczucie, gdy podjelam decyzje o adopcji.
                        I stad wynikalo moje poczucie ulgi i uwolnienia od ciezaru konsultacji
                        medycznych. Jestem teraz wolna, by myslec raczej o dziecku, o przygotowaniu sie
                        na jego przyjscie.
                        Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich.
                        Mira (w 16 miesiacy "ciazy" adopcyjnej)
                  • Gość: Aśka do Mady IP: 213.25.190.* 22.08.01, 21:15
                    Hej Mado, pozwoliłam sobie napisać do Ciebie prywatnie.
Pełna wersja