Dopiero dorwalam sie do internetu i oto spiesze doniesc, ze wynik BHCG z rana
to 434!!! Jak policzylam, wzrost 78% od srody (wtedy 244) i 100% od tego
feralnego wtorku, kiedy spadlo do 213.
Czy to dobre tempo przyrostu? Cos mi sie obilo o oczy, ze powinno byc min.
66% co 48 godzin.
Maz sie do mnie "nie odzywa" za wtorkowa akcje, twierdzi, ze o "malo sie nie
rozwiedlismy w samochodzie", kiedy milczalam, beczalam, i wygarnialam mu, ze
nie potrzebuje racjonalnych meskich argumentow w stylu "biologia to nie
komputer, cos moglo chwilowo spasc". Teraz mam "a nie mowilem?!!!"
Cieszy sie, ja troche tez, ale musze powiedziec, ze od wtorku nabralam
dystansu: co ma byc, do bedzie. Ktoras z Was, chyba Tekla, napisala, ze to
dobrze ze ciaze slabe od poczatku nie sa podtrzymywane na sile chemia, bo
roznie moze sie to skonczyc. Brzmi okrutnie, ale ma racje..
Aha, jeszcze cos: dzwonilam dzis do majstra, ktorego znamy od lat i wiecie
jakie byly jego pierwsze slowa? "Pani Agnieszko, glos sie Pani zmienil. No
naprawde. Czy aby nie jest Pani przy nadziei?". No i odpowiedzialam, ze
zobaczymy, co z tej nadziei wyniknie.
Nastepna beta we wtorek (POWSTZRYMAM SIE - chyba - przed pojsciem w
poniedzialek, a we wtorek mam wiztyte).
Czuje sie, jakbym pisala bloga

Alez to forum pomaga!
PS. Martwie sie (a jakze) bo dzis 22 dzien po akcji "robimy dziecko" i nie
mam zadnych mocnych objawow. Tempka rano 36,8-36,9 (raz spadla do 36,7 ale
nawet nie spanikowalam, brzuch zaboli czasem jak na @ - rzadko, ale
najdziwniejsze sa piersi: sa troche powiekszone, jakby z woda, ale nieduzo i
co dziwne wydaje mi sie, ze raz sa wieksze, a raz mniejsze! Ktos tak mial
albo cos slyszal?