Dodaj do ulubionych

laparoskopia na Kopernika

31.03.07, 09:55
Witam,

chciałam podzielić się swoimi wrażeniami z zabiegu wykonanego w szpitalu przy
ul.Kopernika w Krakowie.
Na wizycie wstępnej, na której ustalany jest termin, przekazano mi całą listę
badań do wykonania oraz "zastrzelono" pytaniem o to, czy jestem zaszczepiona
przeciw żółtaczce B. Oczywiście nie byłam, co spowodowało przesunięcie
terminu o ok. 2 m-ce oraz miało wpływ na słabą przewidywalność momentu cyklu,
na który przypadł zabieg (ale o tym za chwilę). Ta lista to kartka ze
standartową listą, wręczaną chyba wszystkim pacjentkom "jak leci". Ja
podeszłam do sprawy poważnie, bo po prostu bardzo zależało mi na tym, żeby
móc ten zabieg mieć "państwowo" (a nie prywatnie za 3 tys. zł) ale później
okazało się, że nie wszystkie te badania są potrzebne. Skutkiem tego szłam do
szpitala nie będąc pewna, czy brak niektórych z nich nie będzie przypadkiem
pretekstem do odesłania mnie z kwitkiem. Co prawda, na owej karteczce jest
adnotacja, że "badania moga byc wykonane też w szpitalu, ale spowoduje to
wydłużenie pobytu" ... jednak nie chciałam ryzykować. Wiadomo, że służba
zdrowia jest niedofinansowana i "kombinuje jak koń pod górkę" czego by tu nie
zrzucić na pacjenta, co wydaje się w jej sytuacji niejednokroć logiczne...
Same badania robiłam prywatnie, ale na szczęście bezpłatnie, bo miałam ten
fuks, że pracodawca wykupił mi karnet w prywatnej przychodni. Trzecim stresem
było to, że najniespodziewaniej w świecie wyszła mi w cytologii III grupa i
znowuż bałam się, że mnie doeślą z kwitkiem... Jako czwarty stres wpisałabym
przestrogę dot. wstrzemięźliwości hm hm... nazwijmy to "alkowianej" smile
Stawiłam się w szpitalu o 7.10 Recepcja izby przyjęć już działała. W
poczekalni było zaledwie kilka osób. Pani z okienka sprawdziła ubezpieczenie
i skierowanie i poleciła, żeby zaczekać na przyjęcie. Po jakichś 30 min.
zaczęto wzywać do gabinetu, gdzie pani pielęgniarka zakładała karty
szpitalne, wypytując o dane osobowe, wstukując godzinę przyjęcia (7.40) i
odsyłając następnie do szatni mieszczącej sie nieopodal, w poziomie
piwnicznym. Do szatni wchodziło się pojedynczo i za "bloczkiem" pozostawiało
tam wierzchnią odzież. Nastepnie udałam się na III piętro, na właściwy
oddział (Klinika Niepłodności) i zameldowałam się w pokoju pielęgniarek. Tam
dopytano mnie jeszcze o to i owo i przeglądnięto dokumentację medyczną, którą
uzbierałam (cytologia nie wzbudziła alarmu - może dlatego, że i tak miał mnie
potem badać tzn. kwalifikowac lekarz), część zatrzymując w karcie. Trafiłam
na swoją salę (godz.8.20) - 3 osobowa, schludna, z umywalką. W ogóle budynek
szpitala jest stary (nawet zabytkowy), ale utrzymany porządnie i schludnie.
Na moim oddziale było chyba 10 sal - do dyspozytcji 3 ubikacje i w sumie
chyba tez 3 prysznice. Czyste. Z dostępnym papierem toaletowym,
dezynfekcującym mydłem do rąk i jednorazowymi ręcznikami. Kolejek do toalet w
każdym razie nnie było.
Rozpakowałam się w sali i wypełniałam ankietę anestezjologiczną (uczulenia,
choroby itd.). Na wszelki wypadek byłam na czczo (gdyby chcieli mi pobierac
krew na badania). Po niedługim czasie pojawiła się pani opiekunka studentów
(to szpital akademii medycznej) i zaprosiła mnie do osobnego gabinetu na
wywiad z nimi. Potem wezwano mnie na USG, na którym "wyskoczyła mi" ni z tąd
ni z owąd toriel na jajniku 3 x 4 cm (prwdp krwotoczna, jak powiedziała
lekarka). Po USG było badanie ginekologiczne przez lekarza, któy potem miał
wykonywac zabieg. Obejrzał moją szyjkę, wypisał na karcie "czysta"
(podejrzałam). Chyba nawet nie przeglądał moich badań, które położyłam na
biurku, a które potem i tak trafiły do wnętrza karty (bałam się o tą III
grupę). Jednak się wydało, że jestem w 20 dniu cyklu, czyli jak na standarty,
trochę za późno, bo (cyt.) "przecież za chwilę pani będzie miała okres", na
co ja lekko już płaczliwym głosem poprosiłam, żeby jednak wykonano mi ten
zabieg, bo tyle na niego czekałam, tyle robiłam badań, wzięłam sobie urlop z
pracy... no, lekarz się zgodził. Rzutem na taśmę zapytał jeszcze, czy "było
zbliżenie", na co szczerze odparłam "tydzień temu"...lekarz się zawahał, ale
wobec mojej prośby, posłał tylko na badanie betaHCG "na wszelki wypadek".
Wróciłam do sali w niepewności, że mimo starań, odeślą mnie jednak z
kwitkiem. Myślałam sobie, że taka ostrożność ze strony lekarza (co do momentu
cyklu, ew. zbliżeń, stanu szyjki/pochwy) jest chwalebna, ale... no nie wiem.
Wówczas podejrzewałam raczej lekką chęć zmniejszenia ilości pacjentek "do
zabiegu". Na chwilę obecną jestem wdzięczna, że przymknął oko na ten mój
nieszczęsny 20 dc dzień cyklu, przdtygodniowe "zbliżenie" i podejrzaną grupę
III w cytologii...

c.d.n. ...
Obserwuj wątek
    • wiu Re: laparoskopia na Kopernika 31.03.07, 10:11
      Wobec wczesnej pory dnia i mojego głodu miałam nadzieję, żezałapię sie jeszcze
      na szpitalne śniadanko. Niestety, przybyła przede mną na salę pacjentka
      uświadomiła mnie, że chwilę wcześniej wpadła na salę pani salowa i
      powiedziała "panie dopieor dzisiaj przyjęte? a..to się nie należy". Musiałam
      zaczekac na obiad, który podawany jest koło 13-tej. Pielęgniarka uprzedziła
      nas, że "dziś tylko zupka, kompocik i to wszystko aż do po-zabiegu", więc
      pomidorówkę skonsumowałam z przyjemnością. Zaintrygowało mnie to, że posiłki
      płynne podają w jednorazowych cienkostyropianowych miseczkach (mniej roboty
      przy zmywaniu ale co z ochroną środowiska). Popołudniu tego samego dnia
      dostałyśmy (ta druga dziewczyna tez do laparoskopii, trzecią niestety odesłano
      do domu z powodu złych wyników badania czystości pochwy) po dwie tabletki
      bisakodylu (to chyba na wypróżnienie), nieco później po dwie kapsułki
      Espumisanu (likwidacja gazów w jelitach) a na wieczór czopek (tez Bisakodyl).
      Czyli - dośc dobrze chciano nas "oczyścić od środka" bo zapowiedziano jeszcze
      małą lewatywę o piątej rano. W tym czasie już odetchnęłam z ulgą, że będę miała
      ten zabieg - lekarz z popołudniowego obchodu potwierdził, że jestem zapisana na
      ósmą rano, jako pierwsza). Wydawało mi się, że nie będe mogła zasnąć (miałam
      wziętą z domu książkę, słuchawki do radia w komórce) ale jakoś usnęłam, chyba
      zmęczona tą wcześniejsza niepewnością. W sali - mimo nowych plastkowych okien -
      ciut wionęło chłodem, więc musiałam wdziać na się coś "długorękawnego". Acha
      zapomniaam dodać, że w tym szpitalu mają 3 obchody dziennie - rano, popołudniu
      i wieczorem, choć często jest to tylko szybkie przelecenie się lekarzy po
      salach.

      c.d.n.
      • wiu Re: laparoskopia na Kopernika 31.03.07, 10:20
        Mimo snu, nad ranem musiałam być już wyczulona na wszelkie odgłosy, bo jak
        tylko pielęgniarka otwarła drzwi, żeby poprosić mnie na lewatywę, podskoczyłam
        na łóżku. Wymagają też lekkiego wygolenia w okolicy nad spojeniem łonowym, ale
        to zrobiłam jeszcze w domu. Po lewatywie.... dystyngowanym truchcikiem udałam
        się w kierunku toalety, ale nie było to jakoś szczególnie nieprzyjemne.
        Kwadrans na kibelku i z głowy.
        6.00. Siedzę w swojej sali, na łóżku i wysyłam sms-y do rodziny oznajmiające,
        że zaraz trafie na sale przedoperacyjną. DObrze jest wiedzieć, że tam za murami
        szpitala ktoś wie o tym, co się z toba dzieje, życzy powodzenia i czeka na
        wieści. Przebrałam się w gustowne szpitalne "operacyjne" białe wdzianko z
        rozcięciem na przodzie, zawiązywanym na sznureczki. Acha, dziewczyny - CIEPŁE
        kapcie się naprawdę przydają. O siómej z minutami zjawia się po mnie pani "z
        dołu" (operują na I piętrze). Wychodzimy.

        c.d.n.
        • wiu Re: laparoskopia na Kopernika 31.03.07, 10:47
          Blok operacyjny jest odciety od reszty drzwiami otwieranymi albo poprzez
          wystukanie kodu, albo tylko od wewnątrz, po przyciśnięciu dzwonka. Wewnątrz
          wszytko jest na bardzo przyzwoitym poziomie. Ubrane na zielono panie
          (pielęgniarki? instrumentariuszki?) krzatające się po kilku pomieszczeniach. Ja
          trafiłam na salę na oko dziecięciołóżkową. Jeśli łóżka na tych zwykłch salach
          tam "na górze" są nieco odrapane i staromodne, to te na sali przedoperacyjnej
          są już naprawdę OK. Leży się nieco wyżej - mimo ponad 170 cm wzrostu musiałam
          się nieco "wspąć". Podłączono mi wenflon, podpięto do kroplówki z chyba płynem
          fizjologicznym do któego wkłuto jeszcze antybiotyk i środek przeciwwymiotny. W
          tzw. "dupkę" dostałam zastrzyk z "głupim Jasiem" po któym poczułam się
          przyjemnie rozluźniona, lekko zamroczona. O ósmej zawieziono mnie obok, do sali
          operacyjnej i przełożono na niby-stół operacyjny. Nad głową wisała dziwna lampa
          z trzema dużymi źródłami światła - pamiętam, że wydawała mi sie pdobona do
          głowy ufoludka. Do wenflonu podano mi znieczulenie, na twarz maskę tlenową i...
          zasnęłam sobie.
          Tak szczerze mówiąc, to nawet nie pamiętam momentu przebudzenia i tego jak
          zawieziono mnie z powrotem "na piętro" do mojej sali.
          Po przebudzeniu leżałam sobie chwilkę. Nic mnie nie bolało, ale czułam,
          że "tam" "miałam cos robione". Na brzuchu miałam opatrunki. W przeciwieństwie
          do poprzedniej laparoskopii, cztery zamiast trzech. Jeden w pępku, jeden nad
          spojeniem łonowym, i po jednym z obu "jajnikowych" stron. W jednym z nich tkwił
          sączek z przymocowanym z drugiej strony plastikowym pojemniczkiem. Miałam
          założony cewnik, żeby nie musiec wstawać do toalety. UWAGA: miłe zaskoczenie: w
          ogóle nie czułam tego cewnika, nie drażnił mnie, nie przeszkadzał. Po jakimś
          czasie pani pielęgniarka przyszła mnie "uruchamiać", tzn. pomagać usiaść (a
          przy drugim podejściu - wstać). Czułam się trochę niepewnie, nogi miałam
          miękkie, ale dałam sobie radę. Kiedy okazało się, że mogę już samodzielnie
          dreptać do toalety, usunięto mi cewnik (kolejne miłe zaskoczenie: bezboleśnie).
          Nie pamiętam, kiedy był pierwszy posiłek, ale było to lekki grysik bez niczego.
          Następny posiłek tak samo. Jednym słowem na pacjentkach "laparaskopowych"
          szpital nie wykosztowuje się na jedzenie. W miejscowym kiosku przykupiłam sobie
          sucharków. Pamiętam, że jeszcze przy wypisie doradzano wstrzemięźliwość w
          jedzeniu przez najbliższe dni, żeby zapobiec wzdęciom.
          Po wybudzeniu z narkozy czułam ból w barkach, nad żebrami i pod żebrami
          (podejrzewam, że to od pozostawania w niewygodnej pozycji podczas operacji -
          wyciągnięte ręce?) oraz miałam lekką chrypkę od intubacji. Ból w barku mam
          nadal - minęły 3 doby od zabiegu. Zastanawiam się, jak tam oni manewrowali tym
          moim ciałem na stole operacyjnym... może skóa brzucha musiałą byc napięta i
          byłam lekko odgięta do tyłu? Hm.
          Podczas zabiegu zrobiono nie tylko laparoskopię, ale i od razu histeroskopię. Z
          Karty informacyjnej, która potem otrzymałam, odcyfrowałam, że sprawdzili mi też
          drożność jajowodów. TO dobrze, tyle rzeczy za jednym razem. To lubię -
          konkretne działania, a nie miesiącami łykanie tabletek i bezczynne czekanie w
          niepwnosci, czy lekarz "dobrze zgadł" co do przyczyny niepowodzeń.
          Poza tym, taki problem jak mój - endometriozę - da się potwierdzic TYLKO w
          laparoskopii. A jeśli nie da się inaczej go potwierdzić, jak można go wyleczyć?
          A bez wyleczenia żegnaj dzidziu. Dlatego zachęcam Was dziewczyny do odważnych
          kroków, jeśli tylko traficie na porządnego specjalistę od niepłodności.

          c.d.n.
          • wiu Re: laparoskopia na Kopernika 31.03.07, 11:12
            i na zakończenie, kilka wskazówek:

            1) zaszczepcie się przeciw żółtaczce zanim w ogóle zacznie się zabawa z
            jakimkolwiek zabiegiem - wtedy jak przyjdzie do ustalania terminu, będziecie
            miały szczepienie "odfajkowane" a co za tym idzie, szybciej termin zabiegu i -
            uwaga! - lepiej wyznaczycie w jakim to będzie momencie cyklu (uwaga:
            szczepienie zajmuje torchę czasu, bo wymagane są min. 2 dawki w odstępie 1 mca)

            2) laparoskopię poleca sie robić w środku cyklu, tzn. "tam w środku" musi już
            być czysto, bez krwawienia czy plamienia, a to po to, żeby wszystko zdążyło się
            podgoić przed następnym okresem

            3) naprawdę warto zadbać o czystość pochwy i dobrą cytologię, tzn. najpierw
            podleczyc sie jeśli są z tym jakies problemy - po co później się bać, że nie
            ziostanie się dopuszczonym do zabiegu

            4) pas cnoty w cyklu, w którym ma być zabieg - tzn. - 100% pewnośc, że nie ma
            szans bycia w ciąży - bo jeśli są takie szanse, to sprawa się gmatwa i znowuż
            mogą nas odesłać przy odrobinie złej woli

            5) w dniach poprzedzających zabieg lekka dieta - po co miec później problemy z
            wypróżnieniem przy lewatywie, podobnie po zabiegu lekka dieta, bo brzuch jest i
            tak lekko opuchnięty - po co chodzić potem jak z nadętą bańką

            6) do szpitala zaopatrzyć się w następujące przedmioty: kapcie ciepłe, klapki
            pod prysznic, skarpetki, koszula nocna (nie piżama ze spodniami) najlepiej z
            długimi rękawami, lekki ale ciepły szlafrok, własny papier toaletowy (ten
            szpitalny bywa szorstki), butelka wody mineralnej, sucharki, książka,
            czasopisma, jakaś muzyka do słuchania, ew. robótka ręczna wedle upodobania,

            7) wybierając się do szpitala dobrze jest mieć przy sobie uporządkowaną
            dotychczasowa dokumentację medyczną - karty szpitalne, wyniki badań i inne tego
            rodzaju papierki,

            8) w szpitalu bardzo przydaje się komórka, ale trzeba zwracac uwagę, żeby w
            sali zawsze pzoostawała któraś z pacjentek (zdarzają sie kradzieże)

            9) warto zdobyć się na odwagę i grzecznie, ale jednak wypytywać z własnej
            inicjatywy lekarza/pielęgniarkę o wazne informacje - personel często się
            śpieszy i traktuje pacjentki zdawkowo, a czasem nawet zapomina podsumować
            leczenie. Ważne zwłąszcza już po zabiegu - wypytajcie dokładnie co i gdzi ebyło
            usuwane, bo wypisowa karta szpitalna niekoniecznie musi być bardzo szczegółowa

            10) uważajcie na godziny otwarcia szatni - bywa czynna np. tylko do 14.30 i
            jeśli będziecie wypisywane później, to wyjdziecie "nago"

            11) dobrze jest leczyć sie u lekarza, który pracuje też w szpitalu - jest sie
            wówczas bardziej "rozpoznawanym" przypadkiem

            12) Ogólna ocena szpitala przy ul.Kopernika w Krakowie (Klinika Niepłodności) -
            db+ . Zachowań "korupcyjnych" - BRAK. Dostęp rodziny do pacjenta - OK

            13) po szpitalu załatwcie sobie transport do domu. Dźwiganie torby z rzeczami
            jest trochę uciążliwe. Polecam taxi, raczej nie transport publiczny MPK

            14) jak mi sie jeszcze coś przypomni, dam znać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka