Witajcie ,
własnie wróciłam ze szpitala , 30 godzin temu miałam laparo i ..... ogłaszam
wszem i wobec- nie ma sie czego bać !!!!!! Pomimo bolącego brzucha - jestem
szczęśliwa - hip hip hura !!!!!!
jesli ktoś zakonczy czytanie mojego postu w tym fragmencie oki
w tym momencie pozdrawiam serdecznie , natomiast - jesli ktoś ma w planach
laparo i zastanwia sie co i jak sie dzieje - poniżej zamierzam opisac
wszystko w najgrobniejszych szczegółach . Napisze wszystko , o co ja sama
pytałam i jakie sama miałam wątpliwości:
Termin przyjęcia do szpitala znałam na miesiąc wcześniej ( płakałam , ze jest
on taki koszmarnie długi , ale dni mijały dni a ja coraz bardziej dręczoną
wątpliwościami miałam ochotę zrezygnować z "całej tej zabawy w lapaparo " ,
czytałam posty dziewczyn, które przeszyły laparo i zaczełam wynajdywac
kolejne problemy zaczeły mi przeszkadzać m.in. perspektywa golenia, lewatywa,
leżenie z "gołą pupą" itd ) W ostatnich dniach przestałam już wogólne
zaglądać do sieci ( przeprosiłam wszystkie moje witrualne przyjaciółki -
które w tym momencie serdecznie pozdrawiam ) i tak nadszedł 19 maj (
poniedziałek) , popołudnie już spędziłam na płaczu i lamencie , czemu musze
przechodzić przez takie coś , po co jest mi to potrzebne itd . Wiedziałam ,
ze kwestie ogolenia musze zrobić sama ( nie wobrażałam sobie robienia tego
przez jakąś wredną pielegniarkę - już wyobrażałam sobie jej zaciętą
minę ....) , ale tez nie mogłam przemóc sie w sobie zeby zrobić to sama w
domku - nie mogłam się przemóc i tyle .
Wielkie zasługi odniósł w przekonywaniu mnie mój mąż - urządził z "tego
rodzaj zabawy" - płakałam , ze nie chce ale jakimś cudem przekonął mnie do
tego - i zsolidaryzował się ze mną w tym aspekcie ( sam to również
zrobił ....... coś oczywiście nie musiał ) . Efekt był taki , ze skonczyło
się to super zabawą ........ no do 2 w nocy

) . O 5 rano bezlitosny budzik
zadzwonił , oznajmiając nam ze pora wstawac i jechac ... do szpitala. Zgodnie
z zaleceniem pani z oddziału miałam być na czczo ( gdyby była potrzeba
zrobienia jakiś bodatkowych badań ) - bo na oddział 20 maja zgłosiłam sie z
kompletem badań internistycznych ( tj. morfologia, glukoza na czczo,
Kreatynina, bilirubina całkowita, CRP, RF, Elektroforeza, APTT, PT ( czas
protrombinowy), OB, Vasserman, Antygen HBS, Jonogram ( sód , potas, wapń),
ogólne badanie moczu, RTG klatki piersiowej ( duży obrazek), 2 razy EKG) .
Na izbie przyjęć pojawiłam sie o 7:30 ( chciałam być oczywiscie pierwsza),
ale nie byłam bo pierwszeństwo miałay dziewczyny w ciązy ( co jest zrozumiałe
i uzasadnione) , wiec przesiedziałam ( na zastłoczonej izbie przyjęć) 2,5
godziny , po czym wyszłą pani położna i mówi:
" jest jedno łóżko ( w zasadzie "przystawka" ale w sali i dwa skierowania z
tym samym roszpoznaniem "
Moje było wcześniejsze bo datowane na 18 .04 a drugiej dziewczyny na 14.05.
Pani położna poprosiła wiec mnie ( serce mi się sciśneło , jak zobaczyłam tą
dziewczynę , jak jej było smutno , bo wiem co sama bym czuła jakby mnie coś
takiego spotkało) . Pani położna z izby przyjęć , wypełniła formalności
związane z przyjęciem mnie na oddział , mierzyła mi temperaturkę ze strachu
miałam 37,4 i 150/100 ciśnienia - powiedziała ze jesli sie nie uspokojęno
nici z przyjęcia do szpitala, wypełniła stosowne dokumenty i miałam pójść do
tzw. "depozytu" zostawić ubrania i przebrac sie w piżamę i szlafrok - tak
zrobiłam , zahacząc przy okazji o pukt pobieranie cytologii ( bo to standart
w tym szpitalu i nikogo to nie ominie) , potem zabrowadzono mnie na oddział .
Ta niby przystawka okazała się 100% łóżkiem w jednym z piękniejsztch pokoi na
tym piętrze , czysciutka pościel , pokój wymalowany w ciepłe kolorki ,
wrażenia ogólne super .
Na oddziale przywitała mnie pielęgniarka odziałowa - przywitała ( to
najwłaściwsze słowo ) oprowadziała nas ( bo sały czas towarzyszył mi mąż) po
oddziale poinformowała , to jest to to tamto . Powiedziałam jej , ze mam tez
całe przygotowanie intermistyczne do operacji - powiedziałą, ze cudownie i ze
wpisze mnie na grafik oparacji na jutro ( ale z zastrzężeniem, ze bede
ostatnia, i ze jesli bedzie jakaś operacja "ratująca życie" moją sie z
pewnością nie odbędzie" ) , bardzo sie ucieszyłam z takiego obrotu sprawy
miałam nadzieje, ze moze w środe mnie już potną.
Nie upłynęły dwie godziny jak pojawiłam sie na oddziale jak przyszła do mnie
ta sama pielęgniarka oddziałowa i powiedziałą zebym nie jadła już obiadu a
wode niegazowaną piła ale tylko do wieczorka bo jestem wpisama w grafik na
jutro do operacji i nie upłynęło wiele czasu, a już przyszedł do mnie
internista, podpisał mi "klasyfikacje do operacji" , potem ginekolog ogołny
to samo, potem anestezjolog - tak, ze do 18 byłam już przebadana przez
wszystkich i gotowa ja drugi dzień na stoł operacyjny . Potem przyszła
pielęgniarka i zapytała , czy mam swoją maszynkę do golenia, powiedziałam jej
ze to nie potrezbne bo zrobiłam już to sama w domku , powiedział zebym i tak
przyszła na "zabiegówkę" bo musi "to" zobaczyć no i zrobić mi inne
przyjemności .
Poszłam wiec , powiedziała, ze zrobiłam to super ( ze na kolonie mogę
juzjechac na pewno, i nie przyniosę jej wstydu ( bo onna była odpowiedzialna
na te czynjnosci), potem zrobiła mi płukanie pochwy wodą utlenioną ( aby
wyjałowić te miejsce ), a na koncu miałam przyjemność w postaci lewatywki .
Słuchajcie obawiałam sie tego najbardziej, ale ta pielęgnoiarka była tak
delkatna tak subtelna - ze naprawde nie było wstydu, czy uczucia
upokoreznia . Bo te zabiegi kojarzyły mi sie z upokorzającymi przeżciami -
ale jak widac sie pomiliłam.
Około 20:00 przyszła pielęgniarka dała mi Relanium ( zebym spokojnie spała )
i rzecywiscie dziwne ale noc miałam spokojną . Rano 5:30 znowu lewatywka i
płukanie pochwy - bo byłam szykowana do lapapro - oczywiscie już nawet wody
nie mogłam sie napić . Przyniesione kolejne 2 tabletki Relanium połknęłam w
paru kroplach wody . O 7 wykąpana, z zaczynającym działać Relanium ,
przebrana w seksi szpitalną położyłam sie łóżka i czekałam na swoją kolej -
Moj Dr przyszedł i powiedział ze bede miała 4 laparo w tym dniu , wiec zebym
uzbroiła sie w cierpliwosć, ale trzy tak sie przecięgnły ze nie dali rady
wyrobić sie z moim, Wiec moj biedny lekarz przyszedł z miną skazańca do mni i
powiedział, ze niestety moje lapapar jest prezniseione dopiero na jutro ( ale
w pierwszej kolejności)- nie musze chyba pisac jaka była zdenerwowana ......
pominę ten fakt i to , ze od 24 godzin nic nie jadałam . poniewaz i tak nie
uchroniłoby mnie to przed kolejną lewatywką w czwartek przed laparo - zjadłam
sobie pare biszkoptów i wypiłam sok . Na noc znowu dostałam relanium i spałam
jak małe dziecko . Rano znowu pobudka 5:30 - znowu lawatywka i płukano -
powtarzam obie rzeczy wykonane bardzo subtelnie i delikatnie . Potem znowu
prysznic , zero picia, dwa relanium i do łóżka .
Dr aby oszczedzić mi stresu - chyba mnie okłamał, powiedział ,ze mnie wezwą
około 11-12 po ISCI, ale oddziałowa zabrała mnie na blok operacyjny już około
10:15.
Na bloku operacyjnym było super

)) - spotkałam Androloga, który operował
mojego męża zdziwił sie jak mnie zobaczył . sama położyłam sie na stole
operacyjnym, nogi przywiązali mi pasami i siostra wbiła mi wenflon i ostatnia
rzecz jaką pamiętam to maska tlenowa . Potem pobudka i koniec, żadnych
sensacji żołądkowych, bólów głowy, nic totalnie nic. Po godzinie jak
przywiezli mnie do sali rozmawiałam z moim męzem i moją mamą całkiem
sensownie , dali mi 3 kroplówki i do wieczorka po 6 godzinach już chodziałam
po pokoju z pomocą mamy.
Noc przespłam super jak dziecko - nie zbudziły mnie nawet odwiedziny

).
Dzis rano wypisali mnie do domku , a ja czuję sie super !
Dziurki mam na 0/5 cm. jakie malutkie, ze ani ich nie widac , nic moj kochany
Dr założył mi rozpuszcalne zeby nie było śladów