Dodaj do ulubionych

LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi)

23.05.03, 21:29
Witajcie ,
własnie wróciłam ze szpitala , 30 godzin temu miałam laparo i ..... ogłaszam
wszem i wobec- nie ma sie czego bać !!!!!! Pomimo bolącego brzucha - jestem
szczęśliwa - hip hip hura !!!!!!
jesli ktoś zakonczy czytanie mojego postu w tym fragmencie oki
w tym momencie pozdrawiam serdecznie , natomiast - jesli ktoś ma w planach
laparo i zastanwia sie co i jak sie dzieje - poniżej zamierzam opisac
wszystko w najgrobniejszych szczegółach . Napisze wszystko , o co ja sama
pytałam i jakie sama miałam wątpliwości:
Termin przyjęcia do szpitala znałam na miesiąc wcześniej ( płakałam , ze jest
on taki koszmarnie długi , ale dni mijały dni a ja coraz bardziej dręczoną
wątpliwościami miałam ochotę zrezygnować z "całej tej zabawy w lapaparo " ,
czytałam posty dziewczyn, które przeszyły laparo i zaczełam wynajdywac
kolejne problemy zaczeły mi przeszkadzać m.in. perspektywa golenia, lewatywa,
leżenie z "gołą pupą" itd ) W ostatnich dniach przestałam już wogólne
zaglądać do sieci ( przeprosiłam wszystkie moje witrualne przyjaciółki -
które w tym momencie serdecznie pozdrawiam ) i tak nadszedł 19 maj (
poniedziałek) , popołudnie już spędziłam na płaczu i lamencie , czemu musze
przechodzić przez takie coś , po co jest mi to potrzebne itd . Wiedziałam ,
ze kwestie ogolenia musze zrobić sama ( nie wobrażałam sobie robienia tego
przez jakąś wredną pielegniarkę - już wyobrażałam sobie jej zaciętą
minę ....) , ale tez nie mogłam przemóc sie w sobie zeby zrobić to sama w
domku - nie mogłam się przemóc i tyle .
Wielkie zasługi odniósł w przekonywaniu mnie mój mąż - urządził z "tego
rodzaj zabawy" - płakałam , ze nie chce ale jakimś cudem przekonął mnie do
tego - i zsolidaryzował się ze mną w tym aspekcie ( sam to również
zrobił ....... coś oczywiście nie musiał ) . Efekt był taki , ze skonczyło
się to super zabawą ........ no do 2 w nocy smile) . O 5 rano bezlitosny budzik
zadzwonił , oznajmiając nam ze pora wstawac i jechac ... do szpitala. Zgodnie
z zaleceniem pani z oddziału miałam być na czczo ( gdyby była potrzeba
zrobienia jakiś bodatkowych badań ) - bo na oddział 20 maja zgłosiłam sie z
kompletem badań internistycznych ( tj. morfologia, glukoza na czczo,
Kreatynina, bilirubina całkowita, CRP, RF, Elektroforeza, APTT, PT ( czas
protrombinowy), OB, Vasserman, Antygen HBS, Jonogram ( sód , potas, wapń),
ogólne badanie moczu, RTG klatki piersiowej ( duży obrazek), 2 razy EKG) .
Na izbie przyjęć pojawiłam sie o 7:30 ( chciałam być oczywiscie pierwsza),
ale nie byłam bo pierwszeństwo miałay dziewczyny w ciązy ( co jest zrozumiałe
i uzasadnione) , wiec przesiedziałam ( na zastłoczonej izbie przyjęć) 2,5
godziny , po czym wyszłą pani położna i mówi:
" jest jedno łóżko ( w zasadzie "przystawka" ale w sali i dwa skierowania z
tym samym roszpoznaniem "
Moje było wcześniejsze bo datowane na 18 .04 a drugiej dziewczyny na 14.05.
Pani położna poprosiła wiec mnie ( serce mi się sciśneło , jak zobaczyłam tą
dziewczynę , jak jej było smutno , bo wiem co sama bym czuła jakby mnie coś
takiego spotkało) . Pani położna z izby przyjęć , wypełniła formalności
związane z przyjęciem mnie na oddział , mierzyła mi temperaturkę ze strachu
miałam 37,4 i 150/100 ciśnienia - powiedziała ze jesli sie nie uspokojęno
nici z przyjęcia do szpitala, wypełniła stosowne dokumenty i miałam pójść do
tzw. "depozytu" zostawić ubrania i przebrac sie w piżamę i szlafrok - tak
zrobiłam , zahacząc przy okazji o pukt pobieranie cytologii ( bo to standart
w tym szpitalu i nikogo to nie ominie) , potem zabrowadzono mnie na oddział .
Ta niby przystawka okazała się 100% łóżkiem w jednym z piękniejsztch pokoi na
tym piętrze , czysciutka pościel , pokój wymalowany w ciepłe kolorki ,
wrażenia ogólne super .
Na oddziale przywitała mnie pielęgniarka odziałowa - przywitała ( to
najwłaściwsze słowo ) oprowadziała nas ( bo sały czas towarzyszył mi mąż) po
oddziale poinformowała , to jest to to tamto . Powiedziałam jej , ze mam tez
całe przygotowanie intermistyczne do operacji - powiedziałą, ze cudownie i ze
wpisze mnie na grafik oparacji na jutro ( ale z zastrzężeniem, ze bede
ostatnia, i ze jesli bedzie jakaś operacja "ratująca życie" moją sie z
pewnością nie odbędzie" ) , bardzo sie ucieszyłam z takiego obrotu sprawy
miałam nadzieje, ze moze w środe mnie już potną.
Nie upłynęły dwie godziny jak pojawiłam sie na oddziale jak przyszła do mnie
ta sama pielęgniarka oddziałowa i powiedziałą zebym nie jadła już obiadu a
wode niegazowaną piła ale tylko do wieczorka bo jestem wpisama w grafik na
jutro do operacji i nie upłynęło wiele czasu, a już przyszedł do mnie
internista, podpisał mi "klasyfikacje do operacji" , potem ginekolog ogołny
to samo, potem anestezjolog - tak, ze do 18 byłam już przebadana przez
wszystkich i gotowa ja drugi dzień na stoł operacyjny . Potem przyszła
pielęgniarka i zapytała , czy mam swoją maszynkę do golenia, powiedziałam jej
ze to nie potrezbne bo zrobiłam już to sama w domku , powiedział zebym i tak
przyszła na "zabiegówkę" bo musi "to" zobaczyć no i zrobić mi inne
przyjemności .
Poszłam wiec , powiedziała, ze zrobiłam to super ( ze na kolonie mogę
juzjechac na pewno, i nie przyniosę jej wstydu ( bo onna była odpowiedzialna
na te czynjnosci), potem zrobiła mi płukanie pochwy wodą utlenioną ( aby
wyjałowić te miejsce ), a na koncu miałam przyjemność w postaci lewatywki .
Słuchajcie obawiałam sie tego najbardziej, ale ta pielęgnoiarka była tak
delkatna tak subtelna - ze naprawde nie było wstydu, czy uczucia
upokoreznia . Bo te zabiegi kojarzyły mi sie z upokorzającymi przeżciami -
ale jak widac sie pomiliłam.
Około 20:00 przyszła pielęgniarka dała mi Relanium ( zebym spokojnie spała )
i rzecywiscie dziwne ale noc miałam spokojną . Rano 5:30 znowu lewatywka i
płukanie pochwy - bo byłam szykowana do lapapro - oczywiscie już nawet wody
nie mogłam sie napić . Przyniesione kolejne 2 tabletki Relanium połknęłam w
paru kroplach wody . O 7 wykąpana, z zaczynającym działać Relanium ,
przebrana w seksi szpitalną położyłam sie łóżka i czekałam na swoją kolej -
Moj Dr przyszedł i powiedział ze bede miała 4 laparo w tym dniu , wiec zebym
uzbroiła sie w cierpliwosć, ale trzy tak sie przecięgnły ze nie dali rady
wyrobić sie z moim, Wiec moj biedny lekarz przyszedł z miną skazańca do mni i
powiedział, ze niestety moje lapapar jest prezniseione dopiero na jutro ( ale
w pierwszej kolejności)- nie musze chyba pisac jaka była zdenerwowana ......
pominę ten fakt i to , ze od 24 godzin nic nie jadałam . poniewaz i tak nie
uchroniłoby mnie to przed kolejną lewatywką w czwartek przed laparo - zjadłam
sobie pare biszkoptów i wypiłam sok . Na noc znowu dostałam relanium i spałam
jak małe dziecko . Rano znowu pobudka 5:30 - znowu lawatywka i płukano -
powtarzam obie rzeczy wykonane bardzo subtelnie i delikatnie . Potem znowu
prysznic , zero picia, dwa relanium i do łóżka .
Dr aby oszczedzić mi stresu - chyba mnie okłamał, powiedział ,ze mnie wezwą
około 11-12 po ISCI, ale oddziałowa zabrała mnie na blok operacyjny już około
10:15.
Na bloku operacyjnym było super smile)) - spotkałam Androloga, który operował
mojego męża zdziwił sie jak mnie zobaczył . sama położyłam sie na stole
operacyjnym, nogi przywiązali mi pasami i siostra wbiła mi wenflon i ostatnia
rzecz jaką pamiętam to maska tlenowa . Potem pobudka i koniec, żadnych
sensacji żołądkowych, bólów głowy, nic totalnie nic. Po godzinie jak
przywiezli mnie do sali rozmawiałam z moim męzem i moją mamą całkiem
sensownie , dali mi 3 kroplówki i do wieczorka po 6 godzinach już chodziałam
po pokoju z pomocą mamy.
Noc przespłam super jak dziecko - nie zbudziły mnie nawet odwiedziny smile).
Dzis rano wypisali mnie do domku , a ja czuję sie super !
Dziurki mam na 0/5 cm. jakie malutkie, ze ani ich nie widac , nic moj kochany
Dr założył mi rozpuszcalne zeby nie było śladów
Obserwuj wątek
    • katarzyna1975 c.d. LAPARO - da się -przeżyć :))) 23.05.03, 21:33
      Dziurki mam na 0/5 cm. jakie malutkie, ze ani ich nie widac , nic moj kochany
      Dr założył mi rozpuszcalne zeby nie było śladów węzełków .
      Opieka w szpitalu była SUPER, położne super babeczki uprzejme, miłe ,
      symatyczne , chciały pomagac, atmostefa super , lekarze interesowali sie
      pacjentkami, przychodzili do nich ( hahha ale reklamę robię smile)) - ale pisze
      tylko o swoich odczuciach dot. tego szpitala)
      A wynik lapaparo jest taki :

      Macica normalnej wielkości i kształtu ruchoma. Jajowody obustronnie
      niepogrubione , dobrze ruchome z kształtnymi ujściami brzusznymi, swobobnie
      przepuszcające barwnik.
      Jajniki obustronne normalnej wielkosci i budowy na powierzchni jajnika prawego
      2 drobne ogniska endometrozy.
      Kilka ognist drobnych endometrozy w zatoce Retziusa po stronie prawej.
      Zadnych zrostów nie stwierdzono.
      Wykonano: Skoagulowanie wszystkich widocznych ognisk endometrozy.

      Rozmawiałam z lekarzem , nie bedzie zadnego deleczania farmakologicznego ,
      zadnych leków !!!! Teraz 2 - 3 tygodnie na zagojenie sie ran i ..........
      następny cykl nasz smile))))

      Bałam sie strasznie lapapar, a teraz cóż ... podobno mam teraz 3 miesiące
      największe szanse za zajście .

      Kochanie Dziewczynki - NIE BOJCIE SIE LAPARO - TO NIC STRASZNEGO !!!!!
      Ja jestem panikara, a teraz poszłabym z 5 razy jeszcze jakby było trzeba .

      Jesli ktoś ma jakieś pytanka - proszę bardzo . Jeśli bede znała odpowiedz
      polecam sie


      Pozdrawiam bardzo serdecznie

      Kawi
      • Gość: agata30 Re: c.d. LAPARO - da się -przeżyć :))) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.03, 12:41
        Kawi!

        Ale dzielna z Ciebie dziewczynka!! Teraz tylko dzialac. Przeczytalam twoj post
        juz 3 razy wink Tak dla utrwaleniasmile. Byc moze i mnie to bedzie czekac w
        niedalekiej przyszlosci. Mialam HSG w czwartek i cos nie zadobrze chyba wyszlo,
        bede wiedziec w poniedzialek, bo nie dostalam opisu sad. Fajnie ze tak dokladnie
        wszystko opisalas, teraz nie bede sie juz bacsmile Pozdrawiam
        A.
    • Gość: Ronka Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) IP: *.incom.pl / 192.168.0.* 26.05.03, 10:22
      Super, że tak wszystko dokładnie opisałaś, ale ja chyba jestem jeszcze większa
      panikara. Wcale się nie uspokoiłam, do mioch zmartwień doszło jeszcze PŁUKANIE
      POCHWY!!! Rany! jeszcze to??? Jak to wygląda?
      Cały tydzień w szpitalu!!! Bez jedzenia! Zdana na łaskę innych i co rusz
      lewatywa.
      Ja nie wiem jak to przezyję.
      Pozdrawiam i życzę sukcesów. Ronka
      • katarzyna1975 Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) 26.05.03, 12:01
        Ronka,

        Spokojnie smile) - naprawde płukanie pochwy to nic specjalnego !!!!
        Kładziesz sie na fotelu ginekologicznym , położna do szczykawki ( oczywiscie
        bez igły) nabiera wody utlenionej, i wszczykuje do pochwy i tyle- po parunastu
        sekundach wstajesz i zawartość ( tzn. ta woda utleniona) wylewa sie . Dostajesz
        ligninę ( jako wkładkę) i tyle. NIC NIE BOLI - moze odrobine szczypac i tyle .
        Robi to wykwalifikowana położna, i dobrze ze to robi bo to oszczycza pochwę,
        zeby nie było ryzyka, ze podczas laparo rozniosą jakieś "zanieczyszczenia"
        Ja miałam to robine przed HSG i teraz przed laparo .
        Naprawde nic szczególnego .

        Lewatywa - nie jest przyjemna , ale z drugiej strony 30 minut i
        jestes "oszczyszona" - dziewczyny, które dostawały sole przeczyszczające
        męczyły sie po parę godzin , a lewatywa to 30-minutowe posiedzenie w WC i
        koniec.

        Nie wiem w którym szpitalu bedziesz miała robioną laparo, ale uwierz mi ja tez
        bałam sie koszmarnie . I bardzo mile sie rozczarowałam .. położne były szalenie
        uprzejme i bardzo subtelne i delikatne . Wszystkie te zabiegi nie należą do
        przyjemnych, ale dobra położna potrafi zrobić to wszystko bardzo subtelnie -
        tzn. zebyś nie odczuwała wstydu, czy nie czuła sie upokorzona .
        Do szpitala idziemy po to, zeby właśnie zostac matkami ... a matka czasami
        musi umiec sie poświęcić ....... nie bedziesz leżała na stomatologii tylko na
        ginekologii, a tu naprawde na nikim nie robi wrażenia widok nagiej pupy smile) ,

        Aha czemu sądzisz, że cały tydzień bez jedzienia smile ?
        Ja może miałam wyjątkową sytuację , bo nie zdązyli zrobi mojej laparo w
        wyznaczonym terminie. Ale normalnie ( tzn. w tym szpitalu w którym ja miałam
        lapaparo) odbywa sie to tak :
        - wczesnym popołudniem przychodzi pielęgniarka i mówi, zebyś już nie jadła
        obiadku , a do wieczora mozesz już pić wode mineralhną niegazowaną, rano ( w
        dniu laparo) NIC NIE PIJESZ ANI NIE JESZ do wieczora ( ale po laparo dostajesz
        kroplówke i w zasadzie nie chce sie jesć ani pić), potem noc przesypiasz i
        budzisz sie - dostajesz śniadanko - wierz mi bułka z kawą szpitalną spakuje
        jak wytworna kolacja smile)

        - lewatywa jest raptem dwa razy - wieczorem przed lapar ( ja miałam chyba
        około 20) i potem w dzień laparo ( ja miałam o 5:30 )

        A w szpitalu, napewno jestes zdana na położne i lekarzy, ale bedzie Cię i
        rodzina odwiedzac smile) Ale musisz wierzyć , ze pielegniarki i położne tez
        potrafią być miłe i uprzejme smile) - ja sie spotkałam naprawde z bardzo miłymi .

        Ja tez sie bardzo się bałam - wierz mi . W ramach "rozrywki" poczytaj sobie
        moj post przed laparo smile)

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=191&w=5753155
        Czy uwierzysz, ze te dwa posty pisała ta sama osoba smile)
        Wiec głowka do góry . Zdarzały sie przypadki - ze dziewczyny ze strachu przed
        lapaparo zachodziły smile)) powodzenia !!! Bede trzymałą kciuki za Ciebie !!

        Kawi
        • Gość: terna Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) IP: localhost:* / 192.168.0.* 27.05.03, 14:45
          Znalazłam to forum dopiero dzisiaj i tak mi się dobrze zrobiło,że ono jest,
          jestem cała szczęśliwa że mogę z kimś porozmawiać o tym co sama przeżywam.
          Jestem również po laparo miałam robioną w marcu teraz chodze do pracy i
          wszystkie dziurki się zabliźniły, przeżyłam i nie jest to takie straszne. Mam
          natomiast bardzo ważne dla mnie pytanie czy po laparo miałaś miesiączkę? Bo ja
          niestety nie, zaraz po zabiego tylko małe plamienia a teraz nic, byłam
          oczywiście u lekarza poo 6-ściu tygodniach bo tyle dawał czasu na wystąpienie
          miesiączki, aktualnie dostałam progesteron i włanie czekam na okres, aż sie
          boję pomyśleć czy będzie. Wcześniej też nie miałam okresu jak się go nie
          wywołało. Boję się. Napisz proszę jak to było w twoim wypadku.
          Pozdrawiam.
    • Gość: akka Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) IP: *.nagraj.pl 26.05.03, 13:04
      wink
      dzieki za sprawozdanie!
      ja ide za miesiac i tez juz obgryzam paznokcie ze zdenerwowania,
      a jeszcze moj lekarz to wyjatkowo malomowny osobnik i nic sie nie da od niego
      dowiedziec a to moj pierwzsy pobyt w szpitalu -wiec tym bardziej dziekuje Ci za
      info. wink
    • kasialu Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) 26.05.03, 19:54
      Napisz mi proszę, czy laparoskopię wykonuje się w określonym dniu cyklu, czy
      można w każdym. Co powiedział lekarz, ze możesz zajsć po laparo od razu? Czyli
      nie trzeba odczekać aż się wszystko zagoi?
      kasialu
      • katarzyna1975 Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) 26.05.03, 21:24
        W szpitalu , w którym robiłam laparo - kazali zgłaszac sie na oddział pomiędzy
        10-15 dniem cyklu - ale z zastrzeżeniem , ze w "laparoskopowym" cyklu TRZEBA
        sie zabezpieczeć. Tzn. zeby miec 100% pewność, zeby nie zrobili laparo w
        parudniowej lub parugodzinnej ciąży . Tzn. gdyby rzeczywiście doszło do ciąży (
        cuda sie zdarzają przeciez), mogłaby zostac zniszonona ( wypłukana) podczas
        wlewania kontrastu. Dlatego dla bezpieczeństwa w laparoskopowym cyklu , lekarz
        zaleca "seks z zabezpieczeniem" .
        Jesli chodzi o kolejne pytanie , to raczej po laparo lekarze zalecają aby
        wstrzymac sie 2-3 tygodnie ze współżyciem ( chodzi, zeby sie wszytsko zagoiło) .
        Ale wszystko zależy od tego jak Ty sie czujesz i na co Ty masz ochotę.
        Ale przeciez dziewczyny, zachodziły w laparoskopowym cyklu w ciąże . Jak
        szybko "doszły do siebie" ( tzn. laparoskopia miała wyłącznie charakter
        diagnostyczny) a np. ovu była póżniej.
        pozdrawiam

        Kawi
      • katarzyna1975 Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) 26.05.03, 21:32
        aha , przepraszam nie napisałam jeszcze na ostatnie pytanie .
        Po laparo podobno 3 miesiące szanse znacznie wzrastają na ciąże.
        Nawet niektórzy lekarze, przedłużają ten czas do 6 miesięcy , ale
        większość "obstawia" ciąże w ciągu 3 cykli po laparo.

        Napewno szanse wzrastaja jak coś robią przy laparo , usuwają zrosty, nakłuwają
        jajniki. Chociaz sama laparo diagnostyczna juz DAJE WIEKSZE szanse, bo wszystko
        jest "przepłukane" oczyszone ( jak przechodzi kontrast) . Podczas laparo moga
        zkoagulowac ogniska endometrozy, które utrudniaja zajście - wiec NA PEWNO
        SZANSE PO LAPARO ZNACZNIE WZRASTAJA.
        A nawet czasami sama świadomość, ze jest ok ( wypis ze szpitala, z super
        wynikiem z laparo ) działa tak na psychikę, ze sie od razu udaje . Bo konczy
        sie stress i zastanawianie , czy wszytsko gra. Masz "czarne na białym" że
        jestes zdrowa - od lekarza, który widział Cie od środka.

        pozdrawiam

        Kasia
        • Gość: Ulla Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.05.03, 09:40
          Dzięki Kasiu za obszerną i ciekawą relacje. Też mnie czeka niedługo laparo- i
          histeroskopia. W którym szpitalu byłaś?
          Pozdrawiam ciepło i życzę dzidziusia.
    • Gość: terna Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) IP: localhost:* / 192.168.0.* 27.05.03, 15:31
      Również miałam robioną laparoskopię było to w marcu a teraz nadal nie mam
      miesiączki, jak to było w twoim przypadku? Muszę nadmienić, że okresu nie
      miałam nigdy jak mi się go nie wywołało, miałam nadzieję, że to się teraz
      zmieni a tu klops! Aktualnie jestem na progesteronie i czekam. Pozdrawiam
      • Gość: katarzyna1975 Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) IP: *.swic.dialup.inetia.pl 27.05.03, 20:04
        Gość portalu: terna napisał(a):

        > Również miałam robioną laparoskopię było to w marcu a teraz nadal nie mam
        > miesiączki, jak to było w twoim przypadku? Muszę nadmienić, że okresu nie
        > miałam nigdy jak mi się go nie wywołało, miałam nadzieję, że to się teraz
        > zmieni a tu klops! Aktualnie jestem na progesteronie i czekam. Pozdrawiam

        Terma - ja jestem 5 dobę po laparo .
        Oczywiscie jeszcze nie dostałam okresu po laparo, ale podobno są trzy szkoły :
        - niektóre dziewczyny miesiączkę dostawały nawet po 5 dniach od laparo ,
        - a inne dostawały normalnie "w terminie"
        - a niektóre "zaciążały" już w "laparoskopowym cyklu"

        Terma, czy jestes pewna, ze w Twoim przypadku brak okresu nie jest spowodowany
        ciążą ? Robiłaś Bhcg albo test sikany ?

        pozdrawiam

        kasia
    • Gość: fim Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) IP: *.nagraj.pl 09.07.03, 14:14
      ja akka- tez juz po laparo wink
      oprocz koszmarnej pielegniarki z sali przed/po operacyjnej ktora zamiast
      pacjentami zajmowala sie pokatnym handelkiem rajstopami -
      podobnie jak autorka wspomnienia mam calkiem dobre wink , tylko mój pępek nie
      jest juz taki sliczny jak był wczesniej wink)

      pozdrowienia!


    • Gość: Agga Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) IP: w3cache:* / 10.6.19.* 09.07.03, 17:27
      Kasiu, w gdzie mialas robiona laparoskopie?
      Pozdrawiam
      Agga
      • Gość: katarzyna1975 Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.03, 11:49
        laparoskopię miałam robionę w Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Bytomiu ,
        ul. Batorego 15
        - Oddział Kliniczny Ginekologii i Położnictwa

        Całuski

        Kasia
    • klosinska4 Re: LAPARO - da się -przeżyć :))) ( bardzo długi) 14.04.13, 02:42
      Laparoskopię miała robioną 2 dni temu w szpitalu Orłowskim Warszawa, szpital oceniam bardzo dobrze, wiadomo wiele zależy od pielęgniarek, raz była super zmiana, raz były gorsze, ale pewnie bywają jeszcze bardziej niemiłe wink

      Cały pobyt 3 dni.
      1 dzień od godz. 9 do 13 przyjęcie do szpitala, uważam za zbyt długi, ale trudno. Oddałam krew do badania i fartem udało mi się zjechać na dół i zjeść zupę, potem dostałam szpitalną zupę o smaku talerza- wiadomo, usłyszałam że koniec z jedzeniem.
      Wieczorem czopek i samodzielna lewatywa.
      Rano dostałam tabletkę, głupiego jasia i pojechałam na stół ok. 9 rano, miałam wycinany torbiel na jajniku, polip na macicy. Generalnie na dobę przyjmują ok. 4 na stół, po mnie pewnie zmiana. O godz. 13 stej wybudzona z narkozy leżałam na sali pooperacyjnej, bolał mnie trochę brzuch tak jak w okresie, dostałam kroplówkę, generalnie cały czas mnie ktoś doglądał, byłam podłączona pod aparaturę mierzącą tętno. Nie miałam cewnika. O 14stej wróciłam na swoją salę i w sumie wtedy było najciężej.
      Jedna rada-boli was? Proście regularnie o przeciwbólowe kroplówki i śpijcie jak najwięcej. Ja raz na pare godzin prosiłam, nie miałam wymiotów, lekki ból w klatce piersiowej i w podbrzuszu. Dwa razy wstałam zrobić siusiu.
      "podczas laparoskopii brzuch nadmuchuje się gazem, żeby rosnące ciśnienie odsunęło na bok jelita. One mają to do siebie, że pchają się we wszelkie wolne przestrzenie, czyli przeszkadzałyby przy zabiegu. Potem ten gaz przez kilka dni z organizmu schodzi. Skutkiem nadmuchania są też lekkie bóle w okolicy wątroby czy żołądka, ponieważ podczas operacji organy te są wepchnięte gdzieś pod żebra a oddycha się górną częścią płuc. To z kolei skutkuje bólem w ramionach, kiedy się wstanie z łóżka po zabiegu."
      Dla mnie chyba było najtrudniejsze niezbyt wygodne łóżko i brak jedzenia w sumie 42 godz. , dopiero na następny dzień o 9 dostałam śniadanie, o mamo kromki z masłem i szynką smakowały mi wtedy jak najlepsza potrawa świata wink i za parę godz. byłam już w domu.

      W szpitalu podobno była dziewczyna, która za dużo chodziła i dostała krwotoku i musiała został dłużej. Nie wiem o co konkretnie chodziło, bo te zabiegi to taka masówa, widzisz kogoś jednego dnia a potem jak wracasz z operacji są następne wink

      Wykryto u mnie bakterię chlamyndię, która powoduje między innymi
      -bóle i zapalenia stawów
      - zmiany w układzie nerwowym
      - spadek odporności, różnego rodzaju schorzenia naczyń jak również astmę czy skłonności alergiczne
      - może powodować zapalenia okołowątrobowego objawiającego się bólami brzucha, które najczęściej są kojarzone z zapaleniem pęcherzyka żółciowego lub trzustki.

      Obecnie coraz częściej zakażenia chlamydiami są rozpoznawane u kobiet podczas poszukiwania przyczyny niemożności zajścia w ciążę lub jej donoszenia. Chlamydia trachomatis poprzez przemieszczanie się zakażenia, może być powodem stanów zapalnych szyjki macicy, oraz górnego odcinka wewnętrznych narządów płciowych (jajowodów i jajników). Częste irygacje pochwy po stosunku, częste stany zapalne pochwy sprzyjają przenoszeniu się zakażenia z dolnych do górnych odcinków narządu rodnego. Uszkodzenia błony śluzowej jajowodów wywołane chlamydiami, nawracające i przewlekłe stany zapalne narządów rodnych mogą powodować liczne zrosty, ropnie lub też inne nieprawidłowości, zwiększając ryzyko niepłodności oraz ciąży pozamacicznej, a także mniejsza się szansa powodzenia zapłodnień in vitro.

      więcej na ten temat tutaj
      www.macierz.org.pl/artykuly/zdrowie/chlamydia-weneryczna_choroba_kobiet_i_mezczyzn.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka