Całkiem niedawno straciłam moją fasolkę, opowiem wam co się stało. Jak
pewnie każda z was, tak samo ja czekałam niecierpliwie na 2 paski na teście.
Udało się. Byłam wtedy chyba najszczęśliwszą osobą na świecie. Za dwa dni
powtórzyłam test, żeby się upewnić. Moja radosć była tym większa, gdyż 2
tygodnie wcześniej miałam wizytę u ginekologa który stwierdził że u mnie nie
występuje jajeczkowanie. Chodziłam załamana , że całe nasze starania z meżem
szły na marne, że nie byliśmy świadomi problemu. A tu masz, udało się.
Bylismy w ciaży !!!!! Wyznawałam zasadę, że ciaża to nie choroba i że nie
muszę od razu pędzić do prywatnego gabinetu. Uparłam się że będę chodziła do
przychodni, zwłaszcza że od roku chodziłam do jednego ginekologa, który
według mnie był OK. Na pierwszej wizycie zrobił mi usg dopochwowe i
stwierdził , że ciąża jest - 5 tydzień. Na wizytę przyniosłam już komplet
badań, włącznie z toksoplazmozą. Powiedział że wyniki są OK, tylko że wynik
tokso, jakiś taki wysoki. Nie powiedził do końca o co chodzi. Potem przy
pomocy forum rozszyfrowałam , że mam przeciwciała i że niby jest OK. Za
tydzień zaczęły się u mnie bóle brzucha, miałam silne parcia.Czekałam
cierpliwie bo inne kobiety tłumaczyły że macica się rozciaga i tak ma być.
Ale to trwało i trwało. Pojechałam na wizytę. Znowu miałam zrobione usg
wewnętrzne. Lekarz powiedział 8 tydzień. Wszystko OK, on nie widzi żeby coś
było nie tak. Że moze to stres, pracuję zawodowo. Dał zwolnienie lekarskie i
skierowanie na morfologię. Odpoczywałam, duzo spacerowałam, nie przemeczałam
się. Dobiegało końca moje L4 i musiałam iść na kolejną wizytę.Był piatek -
14 listopada. Doktorek nawet nie raczył mnie zbadać, powiedział że
morfologia OK i że jak chcę zwolnienie to mam mu płacić łapówki.
Powiedziałam że mnie cały czas boli brzuch i że nie wiem czy to OK.
Przepisał kolejne L4 ( tym razem jeszcze za darmo). W sobotę rano dziwnie
się czułam, w południe zauważyłam kilka zabarwionych plamek na bieliźnie,
nie była to krew, ale cos mi się wydało nie tak. Zdenerwowałam się ,
zadzwoniłam do doktorka, kazał mi jechać do szpitala, trzeba sprawdzić. No i
niestety Pani doktor, która mnie przyjęła stwierdziłąa, że coś się dzieje
złego, że nie może wyczuć serca płodu. Zostawiła mnie na oddziale, aby
upewnić sie czy z tego nic nie będzie. Zrobiono mi wyniki, B-HCG, podano
leki. Czekałam. Ta noc była dla mnie jak wieczność. Rano w niedzielę miał
dyzur ordynator, wział mnie na usg wew. i bez ogródek stwierdził, płód jest
martwy. płakałam, cały czas płakałam, nie mogłam się uspokoić. Zrobiono
jeszcze raz B-hcg, spadało. Najgorsze było to, że ordynator powiedział że
rozwój płody zatrzymał sie około 6.5 tygodnia, a ja byłam już na początku 11
tygodnia. Wyznaczono godzinę zabiegu. Był 16 listopada. Straciłam swoje
dziecko. Przed wypisem rozmawiałam z ordynatorem i okazało się że dobre 4
tygodnie chodziłam z martwym płodem i lekarz z przychodni robiąc Usg nie
rozpoznał tego, zbagatelizował moje bóle. Powiedziano mi że ratowano moje
zdrowie. Miałam czekać na wynik hist.-pat, aż 3 tygodnie. Postanowiłam że
już nigdy nie pójdę do lekarza do przychodni. Byłam zła na siebie, za to że
uparłam sie , że nie będę chodziła prywatnie. Cały czas mam w głowie myśl,
że może udaloby się cos zrobić.... Postanowiłam zrobić wywiad wśród
znajomych i znaleźć odpowiedniego lekarza, który bedzie mógl poprowadzić
moją kolejna ciążę, jeżeli sie oczywiście uda. Jestem z Gdyni i polecono mi
Dr Dariusza Wójcika - przyjmuje prywatnie 2x w tygodniu. Po otrzymaniu
wyników ze szpitala udałam się na pierwszą wizytę do niego. Okazał się
bardzo miły i profesjonalnie podszedł do sprawy. Zrobił ze mną cały wywiad,
zapytał sie chyba o wszystko... Obejrzał moje stare wyniki labolatoryjne,
które zbierałam. Jak trafił na tokso, to się złapał za głowę i powiedział że
natychmiast mam ja powtórzyć. Nie postawił żadnej diagnozy, powiedział tylko
że podejrzewa u mnie jakiś wirus, bakterie, które mogły zabić płód. Dostałam
skierowanie na badania na Toksoplazmozę i Cytomegalię. Z cyto nigdy się nie
spotkałam i nawet nie wiem do końca co to jest. Właśnie dziś odbieram
wyniki

)) kolejna wizyta w poniedziałek. Będę was na bierząco informować,
jakie badania lekarz każe mi wykonywać. Może to pomoże niejednej z was,
która będzie chciała zajść w ciążę i której lekarz nie kieruje na żadne
badania. Bo według mnie, powinnyśmy robić wszystkie badania przed pierwszą
planowana ciążą, wtedy by było mniej poronień. I jeszcze jedno. Mam zakaz
kontaktów seksualnych do pierwszej miesiaczki. Czekam po raz pierwszy
niecierpliwie, kiedy ona się pojawi

)). I mam nadzieję że niedługo
usłyszę od lekarza , możecie zaczynać się starać.

))
Trochę się rozpisałam, ale mi ulżyło , bo wyrzuciłam to wszystko z siebie.
Trzymam kciuki za wszystkie które się starają, mam nadzieję że nam się uda.
Pozdrowionka i fajnie że jesteście na forum, dobrze jest mieć z kim pogadać
w takich trudnych chwilach
Pa Pa