Pająki w Tajlandii

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.10, 21:31
Witam,

Jak wyglada w Tajlandii sytuacja z pająkami? Czy na wycieczce objazdowej (Ecco albo Rainbow) na 100% doswiadcza sie obecnosci wielkich lub wlochatych pająków, czy też może się udac ich nie spotkac? A co z wypoczynikem - Pattaya, albo Phuket i okolice?

Napiszcie cos prosze o wlasnych doswiadczeniach.

Dziekuje i pozdrawiam.

KL
    • matanzas Re: Pająki w Tajlandii 28.12.10, 06:01
      można ...ptaszniki i takie różne ...smażone na głębokim oleju i sprzedawane na przydrożnych bazarkach ...zresztą smaczne , warto spróbować , trzeba tylko przełamać pierwszy ( strach , obrzydzenie ? }
      byłem z Rainbow
      • Gość: Foxy. Re: Pająki w Tajlandii IP: 80.50.51.* 28.12.10, 13:23
        Jakie obrzydzenie -smazone na glebokim oleju z czosnkiem - jak chipsy, polecam.
        A Pattay jest super jesli ktos jedzie z mysla o ping pong show.
        • iwwo2 Re: Pająki w Tajlandii 28.12.10, 13:55
          A ja nie polecam tego typu straganowego jedzenia w Tajlandii. Sam ze smakiem pałaszowałem smażone larwy, robaki i tym podobne rzeczy, dopóki znajomy Taj nie uświadomił mnie, że "surowiec" na te potrawy "pozyskiwany" jest za pomocą chemicznych trutek. Diabli wiedzą, czy w takim żarciu się coś szkodliwego nie odkłada.
          • matanzas Re: Pająki w Tajlandii 28.12.10, 16:59
            a kto wie co je kupując " świeże wędliny w super/hipermarkecie "....
            a polecam jeszcze jajeczka z kurczaczkiem , trzeba się przełamać na [początku żeby spróbować , ale są pyszne !
            • iwwo2 Re: Pająki w Tajlandii 28.12.10, 19:14
              Kurczaczka w jajeczku testowałem kupę lat temu nie w Tajlandii, ale w Malezji. Jakoś uniesień smakowych nie pamiętam, ale też nie odrzucało. Ale my tu sobie o jedzonku, a autor wątku chyba miał na myśli stawonogi w wydaniu żywym. No więc akurat żywych, włochatych pająków jakoś nie udało mi się zobaczyć. Były wieczorami szczury pod nogami pałętające się w pobliżu kramów z jedzeniem, był u kumpla w bungalowie w Khao Sok skorpion, były jak to w tropikach karaczany pokaźnych rozmiarów, ale pająków nie pamiętam.
    • davidoff_pce Re: Pająki w Tajlandii 28.12.10, 21:56
      Mieszkałem w Kambodży, czyli niedaleko, a w Tajlandii byłem jako turysta i sytuacja przedstawia się w tych rejonach tak: w domu trzeba przyzwyczaić się do mrówek i karaluchów - można je tępić, ale nie da się wytępić; okazjonalnie pojawiają się myszy i szczury, na które jedyną metodą jest własny kot; stałym elementem wystroju są małe jaszczurki, ale to akurat sympatyczne i bardzo pożyteczne zwierzątka. W hotelach i guest housach im wyższy standard tym mniejsze prawdopodobieństwo niechcianych współlokatorów (nie dotyczy to jaszczurek, których jako zjadaczek insektów nikt nie zwalcza, bo po co). Pająków włochatych żywych (tzn. nieusmażonych) nigdy nie spotkałem, bo raczej wolą one lasy niż miasta. Widziałem jednego pająka wielkości mojej całkiem sporej dłoni w ruinach Angkoru, ale włosów nie miał. Pająki są jedynymi stworzeniami na Ziemi, których się brzydzę, ale akurat ten okaz był całkiem ładny, jeśli w ogóle ten przymiotnik pasuje do określenia tych paskudztw.
      • Gość: Foxy Re: Pająki w Tajlandii IP: 80.50.51.* 29.12.10, 09:25
        davidoff_pce po wizycie w Phnom Penh bylem zaskoczony jak "normalnie" wygląda to miasto i jego mieszkancy, niejedna z europejskich stolic mogla by zazdroscic szerokich ulic, pasazy parkow etc.Ilosc Lexusow jest powalajaca-jak to mozliwe?Jak sie zylo w Kambodzy?Czy to co widzi sie z okien a dotyczy strasznej roznicy miedzy zyciem w miescie i na prowincji to prawda? Interesuje mnie kazdy aspekt zycia w tym kraju. Slyszalem ze nauczyciel zarabia 30USD/m-c?Jak wyglada sprawa opieki medycznej, w wielu wsiach po drodze widzialem budynki ktore musialy byc "osrodkami zdrowia"?
        • davidoff_pce Re: Pająki w Tajlandii 29.12.10, 16:06
          Cóż... "Normalnie" to słowo, które nijak nie kojarzy mi się z Phnom Penh. Fakt - ulice w centrum są szerokie, ale całkiem niedaleko znajdują się dzielnice, w których pomiędzy domami z trudem mijają się dwa motocykle. Parki, a w nich tłumy ćwiczące o świcie aerobik lub tai chi, rzeczywiście mogą robić wrażenie, ale znowu obok mamy dzielnice nędzy, gdzie funkcje skwerków pełnią składowiska gnijących śmieci z buszującymi po nich gromadkami bosych dzieci. Rzeczywiście nigdzie na świecie nie ma chyba tylu Lexusów, co w stolicy Kambodży, ale należą one do garstki ludzi, zazwyczaj związanych z rządem, którzy dorobili się niewyobrażalnych nawet dla Europejczyków fortun na wyzysku ciemnych, ale przede wszystkim zdesperowanych w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy przeciętnych Khmerów. W Kambodży prawie nie ma klasy średniej. Są tylko nędzarze - niemający absolutnie NIC, biedacy - ledwo wiążący koniec z końcem, wysyłający swoje dzieci do stolicy, aby te dzięki marnie płatnej pracy utrzymywały wieloosobowe rodziny na prowincji oraz milionerzy, którzy dorobili się zazwyczaj czegoś na emigracji, wrócili i dzięki powiązaniom z rządem i korupcji mnożą swoje fortuny bezdusznie wyzyskując naiwnych biedaków.
          Różnice między miastem a prowincją są oczywiście ogromne, ale tu też sytuacja nie jest tak prosta. W Kambodży nie ma bogatych "mieszczan" i biednych chłopów. Są niemal wyłącznie biedni chłopi, z których część mniej lub bardziej tymczasowo mieszka w mieście. To widać podczas różnych świąt - Phnom Penh całkowicie się wyludnia. Każdy spędza je w domu, a tylko dla garstki Phnom Penh jest domem.
          Myślę, że nauczyciel zarabia więcej, może około 100 $, ale moje dane są już nie do końca aktualne i trochę oparte na spekulacjach.
          Ośrodki zdrowia mogłeś widzieć, ale nie były to ośrodki publiczne, bo takie, z tego co mi wiadomo nie istnieją. Służba zdrowia, podobnie jak edukacja, jest w całości prywatna i prawie w całości płatna. Opiekę zdrowotną lub edukację za darmo organizują tylko instytucje charytatywne - nigdy państwo, które w rozumieniu zachodnim w zasadzie nie funkcjonuje.

          Kambodża to kraj fascynujący, a moje kilkumiesięczne mieszkanie tam było najcenniejszym doświadczeniem w życiu. Mam dużą potrzebę dzielenia się tym, dlatego czasem, tak jak teraz, wywnętrzniam się na różnych forach. Powinienem może napisać książkę, ale brak mi samodyscypliny, a przede wszystkim konceptu, jak ten ogrom spostrzeżeń ująć w spójną całość ;)
          • Gość: Foxy Phnom Penh IP: *.dynamic.chello.pl 29.12.10, 21:54
            Wielkie dzięki - dane o zarobkach nauczycieli to informacje od pracownika pozarządowej organizacji zajmującej sie właśnie opieką medyczną a pracującego w Kambodży juz 6 lat. Spędzając tam 3 dni nie poznałem miasta tak jak Ty, ale musisz przyznać ze centrum pozwala na miano „perły Indochin”.
            Pod kliniką pediatryczną w Siem Reap byly zawsze koczujące tłumy (sadząc po wyglądzie właśnie chłopów)z dziećmi, ponoć byly dni w które dostawali bezpłatną poradę.
            Widzach tłumy wiwatujące na cześć Króla zapytałem o to właścicielkę guesta housa (musiała pamiętać kwiecień 1975) i nie była korzystnego zdania "kiedy byly problemy to znikli jak już jest dobrze to wrócili - po co nam oni?" Ciekaw tez byłem oceny Sihanouka – ale nie spotkałem osoby z taką znajomością angielskiego aby ten temat rozwinąć.
            • davidoff_pce Re: Phnom Penh 03.01.11, 15:52
              Może mój komentarz był trochę krytyczny, ale ja również ogólnie rzecz biorąc uważam Phnom Penh za jedno z ciekawszych miejsc w Indochinach, abstrahując nawet od osobistego sentymentu.

              Co do rodziny królewskiej, to nie zauważyłem, aby wśród Khmerów cieszyła się jakimś szczególnym szacunkiem. Nie znaczy to, że jej nienawidzą, czy coś podobnego, ale raczej jest im ona całkowicie obojętna. To zupełnie inna postawa niż w Tajlandii. Tajowie ubóstwiają swojego króla i wielokrotnie w rozmowach z tajskimi znajomymi przekonałem się, że są to uczucia szczere. Kult króla Tajlandii rozszerza się nawet na Laos, a i w Kambodży (chociaż tam za zachodnim sąsiadem się raczej nie przepada) słyszałem opinie, że gdyby miała ona takiego króla jak Tajlandia, to byłby to raj na ziemi.
    • Gość: Olik Re: Pająki w Tajlandii IP: *.dynamic.chello.pl 29.12.10, 16:57
      Skoro jedziesz z biurem podróży, to raczej będziesz nocować w porządnych hotelach. A więc: nie ma takiej opcji - no chyba że tak jak mówią przedmówcy, na straganie.
      Sama widziałam, jak nawet bungalow z liści bananowca był po sprzątaniu pryskany czymś owadobójczym pod ścianami i przy otworach, żeby nic nie właziło do środka i nie psuło wypoczynku turystom. Nie miało to coś zapachu, więc jakbym nie widziała, to bym pewnie nie miała pojęcia...
      Poza smażonymi pająkami i karaluchami widziałam jeszcze parę rozjechanych skolopender na drodze, ale takie spotkania chyba też Cię nie interesują? ;-)

      • Gość: elka Re: Pająki w Tajlandii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.10, 17:58
        @Kevin_Love
        ja iprzez 17 dni - nie widziałam, ale całkowicie rozumiem Twoje odczucia
        myszki, szczurki, karankanki - nie są w stanie tak podnieść mi ciśnienia, jak najmniejszy choćby, pajączek, najmniejszy,
        ale te zwierzątka nie 'objawiają się' tak często na żywo- jak mogłoby się wydawać - więc, luzik :)
    • Gość: Trip Re: Pająki w Tajlandii IP: 87.99.10.* 29.12.10, 20:57
      Wniosek z powyższych postów: w Tajlandii nie ma pająków w wersji żywej, bo jak są, to je tubylcy łapią i rzucają na grilla. ;)
Pełna wersja