georgenberg1
04.06.05, 17:42
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,2747563.html
Konflikt w parafii w Miasteczku Śląskim
Parafianie nie zgadzają się na wyjazd swojego proboszcza. Ich zdaniem
powinien z nimi zostać do śmierci
Fot. Bartlomiej Barczyk / AGENCJ
Józef Krzyk 03-06-2005 , ostatnia aktualizacja 03-06-2005 21:57
Grupa osób z parafii katolickiej w Miasteczku Śląskim pikietuje plebanię. Nie
zgadzają się z decyzją biskupa gliwickiego o przeniesieniu miejscowego
administratora w inne miejsce.
Takiego konfliktu jeszcze nikt tu nie widział. W pięciotysięcznej, na co
dzień sennej miejscowości, gdzie całe życie kręci się wokół kościoła,
zapachniało buntem przeciwko biskupowi. Zaczęło się pod koniec maja, gdy
wierni dowiedzieli się, że ks. Grzegorz Dewor, administrujący parafią od
trzech lat, po śmierci ostatniego proboszcza, ma być - zgodnie z decyzją
biskupa - przeniesiony do innej miejscowości. W krótkim czasie rozeszła się
pogłoska, że to następstwo wysyłanych do kurii donosów. W odpowiedzi pod
prośbą o pozostawienie ks. Dewora w parafii podpisało się dwa tysiące osób.
Na początku tego tygodnia delegacja protestujących została przyjęta przez
biskupa Jana Wieczorka. Usłyszeli, że ich ksiądz nie dokonał inwentaryzacji
dóbr parafii, nie wykonał zaleceń wizytatorów po ostatniej kontroli, a
ponadto pije. Pewnego razu w takim stanie spotkał go sam biskup w czasie
swojego pobytu w Miasteczku Śląskim.
Krytycy księdza spośród samych parafian dorzucają do tych pretensji jeszcze
to, że pokazuje się ludziom w ubraniu roboczym, rąbie drzewo i obcina
gałęzie. Bywało, że spóźniał się z rozpoczęciem mszy świętej i miał niedomyte
ręce. - Księdzu to nie przystoi - argumentują.
Ks. Dewor z tymi zarzutami się nie zgadza. Owszem, zdarza mu się wypić piwo i
drzewo rąbać, ale przecież nie robi tego w kościele. - Bo przecież jestem
zwyczajnym facetem, nie chodzę cały dzień w sutannie i nie boję się fizycznej
pracy - mówi.
Zapewnia jednak, że podporządkuje się decyzji przełożonych i nie jest
inspiratorem protestów.
Protestujący przeciwko przenosinom administratora ludzie pamiętają, że
dokończył rozpoczęty przez poprzednika remont kościoła, odnowił zabytkową
dzwonnicę i świątynię, wymienił ogrzewanie w salkach parafialnych. Chwalą go
za zachęcenie dzieci do czynnego brania udziału w mszach. - Ksiądz Dewor
rozbił kliki i tym się niektórym naraził, że już nie mogą zarabiać kosztem
parafii - twierdzą.
W czwartek po wieczornej mszy świętej ks. Dewor pożegnał się z wiernymi, ale
wielu z nich o wyjeździe księdza nawet nie chce słyszeć. Kilkusetosobowy tłum
otoczył plebanię, bo rozeszła się wieść, że lada chwila ma ktoś przyjechać z
kurii, żeby ks. Dewora wyprowadzać. Mała wachta stała na zmianę nawet w nocy,
a wczoraj wczesnym rankiem tłum znowu zaczął gęstnieć.
- Zostań z nami! - wołali ludzie. - Przyzwyczailiśmy się, że każdy proboszcz
jest z nami aż do śmierci - tłumaczyli nam.
Ks. Bernard Koj, kanclerz kurii biskupiej w Gliwicach, podkreśla, że
przenosiny ks. Dewora to normalna procedura, a pogłoska o donosie, który miał
tę decyzję spowodować, jest nieprawdziwa. - To nie są żadne karne przenosiny,
ale zwyczajna rotacja. W tym roku swoje miejsce zmieni w diecezji ośmiu
proboszczów i około pięćdziesięciu innych księży - wyjaśnia ks. Koj.
Część parafian jest już tym sporem zgorszona. Uważają, że decyzji biskupa nie
należy podważać. Zwolennikom ks. Dewora zwracają uwagę, że spowodowali
podział parafii, a nawet zaszkodzili samemu księdzu. Niektórzy mają też żal
do odwołanego administratora o to, że zostawił swoich parafian podzielonych.
Wczoraj konflikt nie zelżał. Wieczorem przed farą stało kilkuset
rozgorączkowanych ludzi. Było wielu młodych, a nawet rodzice z dziećmi w
wózkach. O godz. 20.30 wyszedł do nich ks. Dewor. Na chwilę zrobiło się
cicho, gdy kapłan z wiernymi zaczął odmawiać "Pod Twoją obronę", ale zaraz
potem, gdy jeden z towarzyszących księdzu mężczyzn oświadczył, że dla dobra
administratora to zgromadzenie trzeba zakończyć, zewsząd rozległy się krzyki
protestu. Dopiero dłuższe kazanie ks. Dewora, który raz po raz z literackiej
polszczyzny przechodził na ślonskie godanie, nieco rozładowało sytuację. O
godz. 21 ks. Dewor zaintonował "Apel Jasnogórski", a potem obiecał, że wbrew
sugestiom nie ucieknie cichaczem z plebani. Zaprosił wszystkich na sobotnią
mszę świętą.
Najbardziej zapalczywi obiecywali, że jeśli biskup nie cofnie dekretu o
odwołaniu ks. Dewora, to zabiją drzwi kościoła deskami.