Dodaj do ulubionych

Transport Autobusowy

24.12.06, 19:48
witam serdecznie
mój wyjazd zbliża się wielkimi krokami :)
pytanie z ostatniej chwili
ile moze kosztowac autobus
z Porto Alegre do Santiago de Chile ? de ida e volta
może ktoś zna link do jakiejś linii,
która regularnie obsługuje tą trasę ?
samolot odpada - myślę że warto przebyc taka trase autobusem ..
Obserwuj wątek
    • tierralatina Re: Transport Autobusowy 25.12.06, 15:37
      Nie ma takiej linii. Musisz kombinowac z przesiadkami przez Argentyne.
    • chris-joe Re: Transport Autobusowy 26.12.06, 23:05
      www.pluma.com.br/
      Porto Alegre- Santiago de Chile (trasa rozpoczyna sie w SP przez Curitibe i
      dopiero PA);
      wyjazd: 7:05 rano, przyjazd 19:00 (za ile dob? nie podaja :)
      cena w jedna strone: 312 reais
      Albo przez Buenos Aires. Do Buenos takze Pluma, dalej zas nie wiem- linii
      argentynskich nie znam.
      • valdivia Re: Transport Autobusowy 27.12.06, 02:34
        Z tego co wiem to nie jest to kurs bezposredni. Gdzies w Argentynie jest
        przesiadka do autobusu partnerskiej linii.
        nl
        • chris-joe Re: Transport Autobusowy 27.12.06, 02:58
          Na tak dlugiej trasie przesiadka dobrze zrobi :) Zreszta o Buenos zdecydowanie
          warto zahaczyc. Mimo, ze akurat Pluma do Santiago przez Buenos nie jedzie.
          • luc2000 Re: Transport Autobusowy 27.12.06, 05:35
            jestem wlasnie w sao :)
            przylecialem jakies 5 h temu
            spie dzisiaj w mariocie przy guarulhos na koszt BA
            (opoznil sie jumbo i uciekl mi TAM do kurytyby)
            jutro z samego rana mam kurs taksowka z guarulhos na congonhas
            jest potworny upal i wilgotno
            wszedzie pinie i palmy
            czyli to co lubie :)
            jak usiade na dluzej przy kompie to pozwole sobie
            na glebsze przemyslenia :)

            ps

            czy wiecie ze br. jest jedynym krajem ktory nie jest w stanie wojny
            i w ktorym wiecej ludzi ginie od kul niz pod kolami samochodow ?

            taxowkarz zrobil mi wyklad
            i zrobil mi ranking niebezpiecznych miast:
            wg niego
            1. rio
            2. recife
            3. belo horizonte
            4. sao

            oki koncze

            joe - na strone plumy wpadlem juz wczesniej
            mysle ze to interesujaca oferta ...

            pozdrawiam !!! :)
            • arpa1 Re: Transport Autobusowy 27.12.06, 08:27
              nie mam zadnych doswiadczen w podrozach onibusem na poludnie, ale moge z
              czystym sumieniem polecic ponizsze forum:

              www.mochileiros.com/viewtopic.php?p=245263
              (jak przeskanujesz caly watek, to znajdziesz i ceny, i linki do kompanii
              autobusowych, ktore *ponoc* robia kursy do chile, na pewno latwiej bedzie z
              Tiete niz z RS)

              ps. radzilbym sobie odpuscic "wiedze taksowkarska". w zaleznosci od miejsca,
              kursu i ceny
            • chris-joe Re: Transport Autobusowy 30.12.06, 09:35
              luc, informuj nas, co sie dzieje! Sledze twoje losy w BR :))
              • luc2000 Re: Transport Autobusowy 21.01.07, 14:25
                witam serdecznie :)
                u mnie wszystko ok
                nie chce mi sie pisac na nowo wszystkiego co kiedys juz tam gdzies napisalem
                pozwolcie wiec
                ze posklejam wszystkie maile ktore zdazylem wyslac do rodziny znajomych
                przyjaciol
                (sila rzeczy z kompilacji wynika pewnego rodzaju chaos wypowiedzi
                ale niechze i on pozwoli wam poczuc this southern heat :)
                w tym momencie siedze w albergue w foz do iguacu i za pol godziny wyjezdzamy
                ogladac kataratas z braz strony wieczorem sylwester w schronisku
                (hiszapanie braze portugale argentinos, some gringos & treis poloneses :)
                a jutro argentynska strona i monumento de tres fronteras

                a - nie smiejcie sie z co poniektorych wersow :)
                byc moze dla was pewne sprawy sa oczywiste
                ale dla mojej mamy juz mniej :)
                jak juz wspominalem to totalna `sklejka` a nie mam czasu na korekte

                ////////

                no wiec dolecialem
                w samolocie z warszawy pelno ludzi
                troche angoli
                wiekszosc polakow kolo mnie usiadla jakas laska z tipsami
                i makijazem nakladanym chyba szpachelka
                a za mna jakas rodzina z przekletym bachorem ktory cala droge ryczal ...
                mialem ochote wywalic go za burte :)
                juz na heathrow kiedy zobaczylem jego ogrom
                i ludzi ktorzy czekaja na swoje samoloty pomyslalem ze to ostatnie
                chwile zeby jeszcze zrezygnowac ...
                to nie 3 tygodniowa wycieczka do Peru ..
                potem wsiadlem do jumbo jeta i troche wyluzowalem
                juz z londynu wylecial z 45 minutowym opoznieniem
                wiedzialem juz wiec ze na samolot do kurytyby nie zdaze ...
                na pokladzie sami angole i brazyle
                dobre zarcie i fajne filmy \miami vice np. :)
                widzialem kawalek hiszpanii z lotu ptaka
                a potem wylecielismy nad atlantyk i wtedy poczulem na co sie porwalem
                mniej wiecej posrodku atlantyku
                (jest taka fajna mapka interaktywna przy kazdym siedzeniu -
                pokazuje gdzie teraz jestesmy jaka predkosc i wogle dane dane dane..)
                byly straszne turbulencje bo wpadlismy w jakas burze
                balem sie jak cholera ze spadniemy :)
                a potem w okolicach 16 zobaczylem plaze kolo fortalezy ipomyslalem
                wow!! - ameryka lacinska :) dla takich chwil sie zyje ...
                pozniej zrobilo sie ciemno juz i okolo 21 wlecielismy nad brazylie
                poludniowa
                i zobaczylem przedmiescia sao paulo
                a potem samo sao z gory - tego nie mozna opisac
                to po prostu moze swiatel po choryzont
                majac swiadomosc ze to najwieksze miasto na kontynencie
                i trzecie na swiecie spokojnie znosilem to ze bede tu musial nocowac
                bo samolot do curitiby wlasnie odlatuje
                po wyjsciu z samolotu szok -
                powietrze to jakby lepka zupa a temperatura powietrza: 36 stopni (22.oo!)
                nastepnie wielka kolejka do odprawy - full ludzi
                amerykanie angole i wszelkiej masci latynosi
                sao to nie miasto
                to jakis potwor, kolos, cos niewyobrazalnego
                40 mln mieszkancow tropik wszystkie kolory skory
                i dziwny zapach powietrza - ktorego w europie nigdzie sie nie spotyka
                wszedzie czuje sie jakies dziwne napiecie
                naprawde mozna uwierzyc ze braz. jest krajem na max niebezpiecznym
                w ktorym miesza sie charakterystyczna brazylijska duma upal
                mieszanka ras i do tego jeszcze ten portugalski!
                wszedzie kreci sie pelno typkow
                braze uprzejmi - ale pelni dystansu ..
                organizacja lotniska nawet mnie mile rozczarowala
                british airways zafundowal mi bilet w Mariocie!
                a jutro mam samolot do kurytyby z congonhas - lotniska po drugiej stronie
                miasta
                mam voucher na taxe i jutro o 6 jade
                z mariotu na polnocy jest do cogonhas na poludniu 70 km !
                teraz siedze w kafejce w mariocie i pisze tego maila
                z lotniska zadzwonilem do konsulatu jaka jest kwestia
                jutro (27) o 9 wyjezdza po mnie na lotnisko w kurytybie
                teraz jest u mnie 2 w nocy - nie ide juz spac bo jeszcze zaspie ..
                wykapalem sie bla bla a teraz wypije skola i zapale fajka
                lodowka w mariocie calkiem wyposazona :)
                ciegle nie moge uwierzyc ze tu jestem
                wszystko jest tu takie dziwaczne
                taksowkarz (zsam z pernambuco) zrobil mi wyklad gdzie jest w brazylii
                niebezpiecznie
                na pierwszym miejscu jest rio
                potem recife potem belo horizonte i czwarte sao
                wierze mu ..
                brazil es un pais violento
                slyszalem kiedys i teraz widze
                tu wszystko az drzy z jakiegos chorobliwego podniecenia
                plus ten upal ....
                wrazen w jeden dzien wiecej niz przez ost. 2 lata
                cale moje podroze po europie i usa o kant d...
                tutaj dopiero czuje sie magie swiata ...
                zaluje tylko troche ze nie mam sie tym wszystkim z kim podzielic na bierzaco
                ...
                wszedzie palmy i charakterystyczne brazylijskie sosny - araucarie
                w sumie pinieiro to troche symbol brazylii
                angole na pokladzie jumbo mnie rozczarowali spali albo czytali gazete
                sa tacy zblazowani ze nawet jak kolowalismy nad sao paulo
                to oni z ta swoja flegma dalej czytali gazete
                jak ktos sie nie umie delektowac takim widokiem to znaczy ze ma
                cos nie tak pod sufitem :)
                jutro (tzn o 6 rano mojego czasu - w polsce o 9 czeka mnie kurs taksowka
                przez cale cholerne sao ... na koszt BA
                nie ma tego zlego jak widac ..
                na razie posluguje sie dziwaczna mieszanka
                portugalsko-hiszpansko-brazylijska
                mysle ze z czasem zacznie sie klarowac ..
                juz po tych kilku godzinach czuje ze moj brazylijski zyskal
                przypomnialem sobie pare zwrotow
                charakterystycznych slowek zupelnie innych niz po hiszpansku etc..
                na pokladzie jumbo popijalem szampana i konwersowalem
                z hiszpanem ktory lecial do swojego brata w brasili - duplomata :)
                jestem w kurytybie od rana - przyjechal po mnie jakis stary polonus lekarz
                bardzo bardzo sympatyczny, otwarty
                wogle jestem bbb milo rozczarowany kurytyba
                trudno o tym miescie opowiadac
                jest latynoamerykanskie europejskie i jeszcze troche usa
                troche jakby madrid lizboa + san francisco
                wielkie domy wysokosciowce ulice pod katem prostym pelno kabli przedziwnych
                sklepikow
                zupelnie nie przypomina konserwatywnej kolonialnej limy
                i najrozmaitszych jadlodajni z rzeczami ktore sa przepyszne
                przetanie i nie wiadomo nawet jak czasem o nie poprosic bo maja milion nazw
                jakies cistka pierogi z serem z miesem i ze wszystkim
                wszystko mdziwnie pachnie jest dziwna pogoda
                nie spotkalem sie z taka nigdy w europie
                czasem wieje czasem chmury czasem full slonca ale caly czas goraco
                tak dziwnie parnie
                bylem w konsulacie o 16 mojego9 czasu
                pogadalismy
                mam zaproszenie na 20 (wlasnie ide)
                powiedzial: nie sadze zeby ich pan nauczyl polskiego
                ale na pewno pan sie nauczy brazylijskiego ... :)
                wszedzie pelno dzieci (latynoameryka jest z tego znana)
                sa jak psy albo malpki
                murzyniatka i mulaciatka pelzaja w sklepach i knajpach po podlodze
                trzeba uwazac zeby nie podeptac a matki8 siedza jedza i gadaja
                przy wjezdzie trzeba wypelnic o tarjete do emigracao
                i po drugiej stronie wielkimi literami
                ,molkestowanie dzieci jest w brazylii przestepstwem!,
                a na lotnisku wielkii billbnoard z foto dziecka
                i napis ,nie jestem atrakcja turystyczna,
                przedziwny kraj
                mioesza sie tu 1szy i 3ci swiat
                w exchange nie mozna wymienic kasy bez paszportu ...
                po co im moj paszport ??

                jestem juz back z konsulatu
                zespol konsulatu
                dwie inne stazystki
                z jedna lece za 4 tyg do buenos aires
                nie ma wizy - a tylko amb. w buenos ma uprawnienia do ich drukowania
                juz sie ciesze na ten wyjazd jak dziecko :)
                + rodzina polonusow
                pan valdi ktory odebral mnie z lotniska
                jego zona i ich syn
                pan valdi to przedstawiciel trzeciego pokolenia polakow
                mieszkaja w porto alegre
                skonczyl studia w polsce - medycyna
                mowi po polsku w charakterystyczny barwny perfekcyjny sposob
                po tym wlasnie mozna poznac ze jest mu to jezyk
                daleki ale ukochany
                nigdy nie szuka slowek wyraza mysli pieknie i nieszpiesznie
                poraza mnie logika jego wypowiedzi
                zadnego slowka nie wypowiada nadaremno
                i cieszy sie jak dziecko kiedy
                podsunie sie mu jakies fajne powiedzonko
                jego zona poznala go na studiach
                i od 14 lat mieszkaja w porto allegre
                zona, tez lekarka, mowi po polsku przeswietnie
                i tak samo logicznie
                prawdziwa z niej juz brazylijka z wygladu i z jezyka tez
                idealnie wychwytuje wszystkie dobre i zle strony kazdej sytuacji
    • luc2000 Re: Transport Autobusowy 31.12.06, 13:49
      ....ja e uma brasileira :)
      ich syn ma 18 lat ma podwojne ob. i bardziej z niego braz
      choc mowi po polsku ale jak cos to przechodzi na brasileiro
      wszyscy sa przeserdeczni i przesympatyczni jutro wszyscy idziemy zwiedzac
      curitibe a pojutrze do florianopolis
      konsulat jest urzadzony z prawdziwa pompa
      jestem pod wrazeniem
      klima posadzki meble w guscie
      ogolnie wielka rezydencja
      pilismy piwo i gadalismy 9h! - dowiedzialem sie mase spraw etc..
      ogolnie wrazenie bbbbb na +

      po brazylijsku 6 to meia a nie seis jak po port
      a polak to polones a nie polaco jak po port
      caly czas mowie gracias zamiast obrigado

      w kantorze nie moglem wymienic dzisiaj 10$
      trzeba miec paszport !!!
      w peru sie z tym nie spotkalem
      przez to zostalem bez fajek
      ale w konsulacie dostalem potem karton podrabianych marlboro z paragwaju
      (w paragwaju wszystko sie podrabia - to w am lac synonim podroby)
      pudelko czerwonych marlboro a w srodku jakies zupelnie inne fajki !
      nawet niezle w smaku ale slabe
      potem wracalem sam przez miasto do hotelu
      troche sie balem ..
      dziewczyny mieszkaja w konsulacie
      podobno plaga sa napady z bronia na swiatlach
      braze maja na to sposob
      trzymaja w wozie falszywy portfel - stare dokumenty, 10 reali, 5$
      nic nie dac nie wypada
      moga zastrzelic .......

      dobre miejsce na widowni w karnawale w rio kosztuje 10.000$!

      dzisiaj bylem na obiedzie z całym zespołem konsulatu\
      dowiedziałem si…e masę ciekawych rzeczy o dyplomacji, msz
      i wogle hiostorii naszych stosunkow konsularnych z am. Lac
      jutro jedziemy z dziewczynami i paulo do londriny
      skad paulo pochodzi
      a na sylwestra do foz do iguazu
      pani K.
      opowiadała jak to na placowce w sao paulo w latach 80tych 3x w ciagu roku
      przezyla 3 napady z bronia w reku w tym jeden jak z filmow na caly konsulat
      gdzie powiazali ich jak barany i wszystko zabrali
      (przy czym rio de janeiro jest podobno 10x bardziej niebezpieczne)
      cały czas jest potworny upał i wilgotność
      dzisiaj rano grałem w ping ponga – wytrzymałem 10 min .....
      potem musiałem wziasc zimny prysznic
      Sao paulo ma 200 km z polnocy na poludnie ......

      • luc2000 Re: Transport Autobusowy 31.12.06, 13:52
        ten kraj jest crazy, mad - powaznie
        intuicyjnie wyczuwalem kiedys ze jest dziwny
        ale teraz widze to na wlasne oczy
        ludzie tu sa inni zycie inne
        to jakas inna planeta
        nierownosci spoleczne przerazaja
        widz\ialem juz favele pod kuritiba
        a 150 km stad sa osady gdzie ludzie mieszkaja pod brezentem nie maja wody i
        pradu ..
        jezdzi tu full garbusow
        a poza tym wozow jest fifty fifty amerykanskich i europejskich
        jutro postaram sie przeslac pare zdjec
        czy w polsce mowi sie o tym co sie dzieje w rio ?
        sa olbrzymie zamieszki (jak podobno co roku)
        24 osoby zabite full rannych spalone autobusy zdemolowane cale ulice ...
        dowiedzialem sie wogle o rio tylu historii
        ze w zyciu nie wybral bym sie tam jako pospolity turysta
        tylko z kims stad kto zna sie kiedy gdzie jak i z kim ..
        napady kradzieze morderstwa to tu podobno normalka ..
        podobno mozna stracic zycie za pare nowych butow ..
        przy tym z kolei jest przepiekne i przewielkie
        architektura ktora rzuca na kolana
        20 mln ludzi + caly rok 40 stopni ... miasto jest przedzikie
        sao tez dzikie ale bardziej ,komercyjne, i wieksze
        przepisy imigracyjne sa bbb restrykcyjne
        dostac sie tu i pracowac jest tak samo trudno jak do stanow
        jest w tym kraju cos co caly czas przyciaga ludzi
        mozna sie w nim zakochac
        jest tak inny a ale gdzies tam podobny
        jest nie do opisania
        to takie dzikie tropikalne usa
        w ktorym mowi sie po portugalsku
        (odmiana ktora brzmi jakby ktos spiewal ..)
        pelen roznic goraca
        jest wyuzdany, wszystko tu jest bardzo bardzo
        na sniadaniu w hotelu bylo tyle owocow
        ze nie wiedzialem ktore wybrac
        nazw niektorych wogle nie znam
        kurytyba jest wielka
        mieszka tu z przedmiesciami 5 mln
        jutro sylwester
        dzis wieczorem jedzemy do foz do iguazu - to drugi koniec stanu
        podobno najladniejszy wodospad swiata
        i najwieksza do zeszlego roku tama swiata - itaipu
        (w zeszlym roku chinczycy zbudowali wieksza)
        w foz zbiegaja sie granice trzech krajow
        argentyna brazylia i paragwaj
        wyjezdzamy dzisiaj z curytyby (sobota) o 21,15 (w polsce 24)
        na miejscu jestesmy 0 6 rano
        niedawno kupilismy bilety - brazylijczyk dwie polki i ja
        dworzec autobusowy w kurytybie to typowa ameryka
        beton pelno ludzi kolejki wszystkie kolory skory
        glosna muzyka gwar i zgielk
        autobusy odjezdzaja we wszystkie strony poludnia
        (jest linia ktora obsluguje trase sao paulo - santiago de chile,
        planujemy sie nia predzej czy pozniej wybrac - taka trase warto zrobic autobusem
        jedzie sie przez szczyty andow ...
        nazywam to - ultimate travel, podroz ostateczna, creme de la creme ...)
        w tygodniu porobie zdjecia dzisi nie wzialem aparatu
        ktos powiedzial ze zeby poznac samego siebie i swoje korzenie trzeba
        odbyc daleka podroz - to dla mnie chyba taka podroz
        tutaj dopiero czuje sie europejczykiem
        to tutaj naprawde doceniam nasza europejska organizacje tradycje spokoj
        to ze w madrycie londynie rotterdamie spokojnie moge w srodku
        nocy isc na piwo
        tutaj nie wiem czy moge sobie na to pozwolic
        podobno europejczycy niedgy nie czuja sie tu do konca pewnie
        chocby mieszkali po 10 lat
        braze stworzyli sobie kraj w ktorym sami do konca sie nie odnajduja
        dlatego marzeniem kazdego jest znalezc sie w miami ..
        nie wiem czy chcialbym spedzic tu cale zycie
        nie wiem czy wytrzymalbym to ustawiczne napiecie
        ten latynoski blysk w oku -
        to tak jak z ta zona mrozka - meksykanka
        kiedys powiedziala ze my polacy narzekamy bo jestesmy narodem pieniaczy
        wciaz o wszystko sie wyklocamy wydzieramy sie o byle co
        ale koniec koncow wszystko konczy sie zgoda - jak we fredrowskiej zemscie
        a latynos nie powie nic - tylko blysnie okiem
        a w nocy wbije ci w plecy noz ...
        ja w garcii marquezie ..
        to pewnie metafora - ale cos w tym jest
        pod moim hotelem siedzi taki latino -
        na rogu ulicy od rana do wieczora wpatruje sie gdzies daleko i zuje dluga trawe
        przypomina mi wlasnie jakiegos marquezowskiego aureliano buendie ktory przez 7
        lat obmysla zemste za zbeszczeszczenie siostry przez jose z sasiedniej
        prowincji ...
        caly czas poznaje kurytybe - jest przeogromna
        mozna spacerowac przez 3 h i za kazdym rogiem jest cos nowego
        niektore fazendy (to po portugalsku hacienda) przypominaja domy milionerow z
        ametrykanskich filmow
        od razu przypominaja mi sie brazylijskie telenowele gdzie latyfundysci
        przestrzegali etykiety jezdzili do europy i ponizali sluzbe
        tutaj to wszystko jest na porzadku dziennym
        za samo ogrodzenie niektorych fazend mozna by kupic mieszkanie w awarszawie
        z drugiej strony na kazdym rogu siedzi jakis zrezygnowany bezdomny
        pisalem juz ze zeby wymienic dolary trzeba miec paszport
        zeby kupic komorke samochod wymienic mieszkanie
        to samo
        kontrola jest tu wszechobecna - to pozostalosc po rzadach wojskowych
        kiedy to pisze pewnie juz jestes w pradze ?
        pogoda dzisiaj rano zaskoczyla wstalem o 9
        a na dworzu wiatr zachmurzenie i zimno ...
        pomyslalem no pieknie - ladny nowy rok sie szykuje ...
        mniej wiecej od 11 jest taki upal ze nie mozna wytrzymac
        powietrze jest jak zupa - wilgotnosc jakiej nigdy wczesniej nie czulem
        ten wrzatek w powietrzu nie daje spac przeszkadza oddychac
        organizm przyzwyczaja sie do tego oklolo miesiaca
        na razie zle spie budze sie co godzina snia mi sie jakies glupoty
        to organizm jest zaniepokojony mniejsza niz zazwyczaj iloscia tlenu ..
        kiedy idzie sie ulico i rozmawioa z kims
        raz na 10 minut trzeba przystanac i wziac 4 glebokie oddechy
        brakuje tchu
        a slonce prazy jak grill
        przy czym rzecz ciekawa - czytalem o tym wczesniej ale teraz widze
        jako ze jestesmy na zwrotniku (po angielsku zwrotnik - tropic, po hiszp.
        tropico) -
        nie ma cienia - slonce stoi w zenicie - w polsce zawsze pada pod jakims kontem
        po 4 dniach jestem juz blondynem
        i mam poparzone zakola :) dzis kupilem sobie anti-solar fluid
        wszyscy tu pija napoj z guarany
        amazonskiej jagody ktora ma wiecej kofeiny niz kawa -
        ale dziala mniej agresywnie - pobudza ale nie powoduje takiego niepokoju
        kolatania serca
        mam troche zdjec ale aparat zostawilem w hotelu
        (jestem w konsulacie)
        ostatnio robilem zdjecia w supermarkecie i mnie zlapala ochrona
        kategorycznie stwierdzili ze zdjec w supermarkecie robic nie mozna :)
        na szczescie co zfotografowalem to mam
        w tygodniu przesle
        z rana bylismy na targu owocowo-warzywnym
        jak zyje nigdy nie widzialem czegos takiego
        wszystko 2 x wieksze
        3x bardziej kolorowe bardziej pachnace
        pelno owocow i warzyw ktorych nawet nazw nikt nie zna
        + przyprawy w plociennych workach jak z filmow o marynarzach i podroznikach
        pachnace naturalnie suszone
        wielu nigdy wczesniej nie widzialem
        next week wysle nove fotki
        SZCZESLIWEGO NOWEGO ROKU !!!
        • brasilka2 Re: Transport Autobusowy 31.12.06, 14:23
          Bardzo ciekawa opowieść, pisz dalej!
          Zazdroszczę podwójnie - raz pobytu w Brazylii w ogóle, a dwa powitania tam
          Nowego Roku. Wszystkiego dobrego!
      • chris-joe Re: Transport Autobusowy 31.12.06, 16:52
        Chlon, baw sie i raduj przygoda. I niezapominaj o podrzucaniu nam kolejnych
        kawalkow :)))
        Pozdrawiam z bialego Montrealu bolesnie steskniony za Brazylia:(

        ps. Byle do wrzesnia... Planuje juz spotkanie z rodzicami z Polski, nie w
        Polsce, nie w Kanadzie, ale wlasnie w Brazylii tym razem, gdzies w nord-este nad
        oceanem :)
        • baiano1 Re: Transport Autobusowy 01.01.07, 21:50
          Fajnie sie tak czyta wrazenia kogos nowego w tym kraju, w którym juz zyje od 15
          lat.:-) Ja juz raczej wiem, ze chyba w Polsce bym sie raczej ponownie nie
          znalazl. Kiedy wracalem z Europy na poczatku 2001 r. (po raz ostatni) i
          ujrzalem przez okienko samolotu w Salvadorze palmy i inne tropikalne widoczki,
          a potem wciagnalem w pluca wilgotne, gorace powietrze, to powiedzialem: "Jestem
          w domu!":-)
          Pozdrawiam z Bahia i czekam na dalsze odcinki podrózniczej powiesci.:-)
          Feliz e próspero Ano Novo!
          Mirek
          Ps. w Brazylii fazenda jest fazenda, a nie hacienda:-)
    • apaixonada Re: Transport Autobusowy 02.01.07, 00:18
      Po raz kolejny spotykam sie tu z talentem reporterskim (przedtem oczywiscie
      nieoceniony Chris-Joe), bardzo przyjemnie sie czyta, gdybys kiedys mial czas
      opracowac... kto wie, moze bedzie z Ciebie Kapuscinki ameryki Poludniowej :)
      Pozdrawiam serdecznie, czekam na wiecej
      • luc2000 Re: Transport Autobusowy 03.01.07, 20:28
        dziekuje
        dziekuje
        b mi milo
        gdzie mi tam do chris joe ...
        to tylko taki strumien swiadomosci :)
        oto kolejna porcje spostrzezen
        znowu sklejka ale mialem czas troche doszliwowac spawy :)
        ps.
        przepraszam za niecenzuralne slowo ktore sie
        pojawilo - przeczytalem i az mi sie wstyd zrobilo ...

        /////////

        hm no coz
        brazylia ma 1000 twarzy
        wszyscy ktorzy tu sa mowia ze to kraj kontrastow
        czy betonowa pustynia ..
        w takim razie warszawe trzeba by nazwac
        betonowym sarkofagiem :)
        piszesz ze miasto jest zapuszczone
        moze troche i tak
        ale i tu warszawy nie ma co do niego porownywac
        jest poludniowoamerykanskie - kolorowe
        pelna egzotyka i afrykanskie korzenie
        to raczej na polnoc od rio
        ale na razie sie tam nie wybieram
        wole zostawic kase na cono sur
        slyszalem zreszta ze wg. ostatnich badan
        curitiba ma najwyzszy poziom zycia w braz
        poza tym cale poludnie brazylii ma jakies tam
        europejskie pretensje
        i paradoksalnie wlasnie to sprawia ze
        czujemy sie tu tak nieswojo
        to troche jak pies skrzyzowany z kotem
        koci leb przyszyty do psiej dupy :)
        nie bardzo wiadomo
        czego po takim tworze oczekiwac
        duzo uczciwsze jest pozostawienie
        kota i psa w spokoju :)
        to tak jak w filmie
        zeby zaakcentowac ze bohaterowi
        cos wstrzasajacego zapada w pamiec
        kadr zatrzymuje sie i opada na skos
        jak krzywo zawieszony obraz
        tutaj kadr jest krzywy non stop
        wszedzie bbb duzo wybujalej zieleni
        trzy poludniowe stany
        parana, santa katerina i rio grandre do sul
        to terytorium przejsciowe miedzy
        klimatem umiarkowanym a tropikiem
        czyli subtropic tu konkretnie jego atlantycka odmiana
        obok mnie jest budowa czegos tam
        przypomina mniej wiecej wybuch
        3 kg trotylu - wielki dol, tu lezy taczka tam druga
        posrodku ktos spi, z boku stoi jakas ciezarowka od tygodnia
        a z boku jeszcze ktos cos tam grzebie lopata :)
        i tak od tygodnia ...
        w kazdym razie po trzech dniach nieobecnosci przez sylwestra
        zdazyly tam wyrosnac niezle krzaki ...
        niektore ulice przypominaja wielki ogrod


        • luc2000 Re: Transport Autobusowy 03.01.07, 20:29
          wlasnie - sylwester
          bylismy w foz do iguacu
          po jednej i po drugiej stronie
          ci ktorzy widzieli victoria falls niagara i iguazu
          mowia ze iguazu najbardziej spektakularne
          pewnie cos w tym jest
          to jakby olbrzymia dziura posrodku dzunglii
          przez ktora przelewaja sie zwaly wody
          najbardziej mistyczna jest swiadomosc
          ze ta woda tak sie leje i leje
          dzien i noc od milionow lat :)
          pierwszym europejczykiem ktory to zobaczyl
          byl alvar nunez cabeza de vaca
          (alvaro nuno glowa krowy) :)
          chcialbym widziec jego mine ...
          dziwie sie zreszta dlaczego nikt o nim nie nakrecil jeszcze filmu
          byl totalnym hiszpanskim awanturnikiem
          przyplynal z narvaezem do mexyku
          tam sie ze wszystkimi poklocil
          i z garstka takich samych wariatow jak on
          udal sie w poszukiwaniu bogactw przez dzungle na poludnie ..
          w okolicach bogoty spotkal inne ekspedycje
          (w kolumbii bylo mityczne el dorado)
          w miedzyczasie zlapali ich indianie
          udawali ze sa bogami zza morz
          byl szamanem jakiegos plemienia
          i w koncu dotarli dalego na poludnie
          wyobraz sobie wychodza z subtropikalnego lasu
          czyli gestwiny sciany zieleni
          (w sumie mieli juz za soba lasy rownikowe
          wiec subtropik to byla juz bulka z maslem :)
          i widza foz do iguzau ...
          juz parenascie kilometrow wczesniej musieli slyszec jego huk ...
          nie wyobrazam sobie po prostu tego co poczuli
          zycie pisze lepsze scenariusze niz filmy ..
          zaluje ze nie urodzilem sie w tamtych czasach w hiszpanii :)
          pomysl jaka przygoda czekala wtedy na mlodych ludzi ..
          a teraz ...
          samolot, bilety, pamiatki - ehh
          no wiec wodospad lezy na granicy brazylii
          i argentyny (jej polnocny kraniec -
          prowincja misiones)
          mam przepiekny stempel w paszporcie
          Republica Argentina :)
          granica z paragwajem jest troche dalej
          30 km na poludnie
          fajny widok zbiegaja sie trzy rzeki
          • luc2000 Re: Transport Autobusowy 03.01.07, 20:29
            i kazdy brzeg jest innego kraju
            brazylijska strona wodospadow jakby bardziej
            zapuszczona a i widoki gorsze
            za to argentyna .. mm
            maja taras widokowy nad sama gardziela diabla
            wrazenie jak na pierwszej komunii swietej :)
            argentyna w porownaniu z braz
            to praktycznie europa
            twarze, sylwetki, infrastruktura,
            no i jezyk
            argentino jest specyficzny
            do rozpoznania po 2 zdaniach
            ale czasami jak sie jakis tam rozgada
            to mozna sobie wyobrazic ze to prawie prawie hiszpanski z kontynentu
            co prawda maja dzwieczne doble ele ale to wplyw emigrantow wloskich

            me llamo (nazywam sie)
            w hiszp /me jamo/
            w arg /me dziamo/

            nb. podobno z tego samego powodu (olbrzymi element wloski w imigracji)
            udzwiecznil sie brazylijski portugalski
            stad np.

            narodowosc - nacionalidade

            w portugalii - /nasionalidady/ - ten igrek taki uciety
            w brazylii - /nasionalidadzi/ dzi jak w polskim dziadku :)
            czy to nie urocze :)

            poza tym dowiedzialem sie ze moj brazylijski akcent brzmi jakbym byl z minas
            gerais
            (to fajny stan wiec niech bedzie :)
            to by sie nawet zgadzalo bo na 10 brazow w londynie 8 to minas gerais
            (sepultura jest z belo horizonte)

            oki koniec dygresji :)

            a i na polnocy nie jest ono podobno tak dzwieczne jak w buenos
            pojedziemy zobaczymy
            kolumbijskiemu czy meksykanskiemu duzo duzo dalej do peninsuli ..
            mlodziez i dorosli nosza sie zupelnie tak jak w alicante czy madrycie
            wiem juz dlaczego gombrowicz wolal arg od brazylii :)
            to praktycznie hiszpania czy polnocne wlochy
            i naprawde mozna sie tam poczuc jak w domu
            brazylia to zupelnie co innego
            ostatnio rozmawialem o ich przestepczosci
            i ktos wysunal teze ze to dlatego ze portugale przywiezli tu na plantacje
            • luc2000 Re: Transport Autobusowy 03.01.07, 20:30
              tylu jorubow ze srodkowej afryki
              podobno to wlasnie ich krew w brazylijskich zylach powoaduje ze sa tacy
              violentos
              ze maja taki temperament
              podobno konflikty w afryce pomiedzy roznymi plemionami joruba sa najkrwawsze
              /ucinaja sobie rece nogi nosy jedza sie - itp/
              to na sylwestrze sie dowiedzialem
              spedzilem go w hostelu paudimar
              w miescie foz do iguazu w brazylii
              hostel przeswietny a wlascicielem paulo
              chodzaca encyklopedia na temat podrozy po cono sur
              pytasz sie go o cos a on od razu
              daje namiary na autobusy na hostele
              malo tego - daje od razu telefony do ludzi w roznych miastach !
              mam od niego swietna marszrute
              porto alegre - buenos aires - mendoza - santiago de chile
              no wiec sylwester przesuper!
              jak juz pisalem interlatynoska + troche anglosaska mieszanka
              + troje polakow
              sami backpackersi
              tak naprawde przezylem dwa sylwestry
              bo arg ma godzine do tylu - wiec obchodzi sie po prostu
              nowy rok od 12 do pierwszej
              a po pierwszej juz widac strzaly
              po drugiej stronie wodospadow :)
              fajnie widac 2007 na koncu swiata
              przy granicy z brazylii arg i paragwaju
              paragwaj to dla mnie byl zawsze
              total arse of the world :)
              miasto foz do iguacu (300 tys mieszkancow)
              przypomina mi troche klimat
              kowbojskich miasteczek arizony i nowego mexyku
              pelno sennych knajpek
              w ktorych kowboje sennie sacza piwo
              wszedzie zapach grilla
              amerykanskie wozy i upal nie do zniesienia
              z tym ze nie ma juz wilgotnosci kurytyby
              to 1000 km od atlantyku
              wogole brazylia przypomina mi nieustannie
              srodkowe i zachodnie USA po
              40 letnim kryzysie w ktorym zostali juz tylko latynosi
              (moze kiedys ktos wspomni moje slowa :)
              natomiast sami brazyle czasem zaczynaja mi sie kojarzyc z dziecmi
              natworzyli sobie roznych zasad
              niektore glupawe niektore niepraktyczne
              i trzymaja sie ich jak dzieci ktore bawia sie w sklep
              pelno papierkow jakichs fistaszkow na tych papierkach
              czy to w sklepie czy to w banku czy w urzedzie
              • luc2000 Re: Transport Autobusowy 04.01.07, 19:21
                maja tu w brazylii duzo serow
                wszyscy sie o nich w polsce rozpisuja ze takie oryginalne bla bla
                a moium zdaniem tak:
                queijo minas to nic innego jak nasza bryndza
                choc sa rodzaje ktore`przypominaja nasz
                bardziej suchy twarog tylko bardziej slony
                idealne na kanapke z pomidorem
                natomiast slynne requeijao to to samo co nasz ser topiony
                moze akurat najbardziej znany (i najdrozszy)
                gatunek - catupiry (czyt. katupiri)
                jest troche bardziej leisty taka smietana 30%
                ale smak - idealny smietankowy serek topiony
                smietany innej niz 38% procent sie tu nie dostanie
                jak chcielismy zrobic mizerie to musielismy rozcienczac mlekiem
                a do tego pol limonki i kilki kropel octu balsamicznego
                zeby nadac charakteru
                bo smietana przerazliwie slodka .. polak potrafi :)
                zauwazylem ze jest tu duze parcie na japonie
                pewnie dlatego ze duzo ludzi szczegolnie na poludniu legitymuje sie tu
                jakimis tam japonskimi korzeniami
                (co zreszta widac czesto po twarzach)
                no wiec jezdzi sie stad do japonii na saxy a duzo
                ludzi wrecz emigruje
                w gazetach popularne sa reklamy firm ktore ulatwiaja tego rodzaju
                turystyke zarobkowa / emigracje
                tudziez, tak jak swego czasu w polsce - odzyskanie zaqplaconago
                w Japao podatku ..
                jaka to egzotyka dla polaka,
                z brazylii do japonii ..
                ich telewizja zadziwia mnie kazdego dnia
                za kazdym razem wydaje mi sie ze wiekszej
                glupoty juz sie nie da wyemitowac i za kazdym razem
                wyprowadzaja mnie z bledu - jednak sie da ...
                do tej pory myslalem ze to hiszpanska telewizja jest
                naiwna i infantylna - nic z tych rzeczy
                w porownaniu z brazylijska to jak edusat
                kretynskie teleturnieje wszedzie laski w stringach
                telezakupy mango do 12 potegi
                jakies wyglupy na poziomie dawnej Polonii 1
                to norma
                nawet wiadomosci sa tak infantylne ze
                komentarze az same cisna sie na usta
                nic dziwnego ze spoleczenstwo jest tu takie nierozwiniete
                a radykalne nastroje znajduja tylu zwolennikow
                podobno sa tu cale mafie ktorym zalezy na takim a nie innym poziomie
                mediow - oglupialym ludziom bez problemu mozna wcisnac kazdy kit ..
                na jednym z bardziej profesjonalnych kanalow - TV Parana
                ostatnio zaobserwowalem transmisje z egzekucji saddama
                podana w sosie naiwnej propagandy
                ktora w europie nie przekonalaby juz chyba nawet przedszkolaka
                a moze i nie - wszystko szyje na wlasna miare :)
                - ogolne przeslanie - saddam jest be i trzeba go powiesic ..
                na drugi dzien w nocy byla retransmisja przemowy inauguracyjnej
                gubernatora stanu Parana
                mowil przepieknie (ponad 2h !!)
                z calej tej jego przemowy wynikalo ze jest lewicowy
                i przeciwko nierownosciom spolecznym - typowo latynoskie bicie piany ..
                gubernator rio de janeiro zwrocil sie do luli da silvy o pomoc federalna
                w sprawie violencii w czasie karnawalu
                nie wiem czy oni zdaja sobie sprawe ile kasy rocznie
                traca przez ta przestepczosc
                duzo mowi sie o niej i w polsce - ludzie ostrzegaja etc..
                ale prawdziwe mrozace krew w zylach
                historie, ostrzezenia i rady slyszy sie dopiero tutaj na miejscu ..
                wszyscy maja tu fixacje na punkcie urody i operacji plastycznych
                (jak w wenezueli zreszta)
                podobno na 15 urodziny organizuje sie dla dziewczynki przyjecie
                i wszyscy skladaja sie dla niej na jakas operacje
                uszy, broda, oczy, zeby ...
                jedna polka opowiadala mi ze podrywal ja jakis dentysta -
                polak z pochodzenia - textem ,naprawde tanio zrobie ci mala wszystkie zeby, :)
                prawdopodobnie text powyzszy po prostu dziala :)
                bylismy wczoraj wieczorem w kinie
                widzialem nowego jamesa bonda - nie jest taki zly
                film gra tu sie w 2 salach - w jednej z dubbingiem w drugiej z napisami
                poszlismy na ten z napisami - nie znosze dubbingow
                na 15 filmow (0 rozpiski) o wszystko trzeba sie wypytac bileterki !
                tylko jeden brazylijski (jakas komedia kostiumowa - sadzac po plakacie -
                na poziomie brazylijskiej telewizji..)
                bylem w ksiegarni - kupilem sobie 2 slowniki
                porugues - espanhol i portugues - portugues
                przepiekne okazy - obydwa z norma brazylijska .. mm
                nie moglem sobie odmowic ..
                chodzi jeszcze za mna swietna, wydana w sao paulo
                gramatyka brazylijskiej odmiany :)
                kupilem sobie tez zielone japonki marki ipanema
                z brazylijska flaga - to ostatni krzyk mody
                jedyne 12 R$
                jest tu taki przesad zeby w sylwestra nie jesc drobiu ani zadnego ptactwa
                bo sie bedzie przez caly czas grzebalo jedna lapa w miejscu :)
                nalezy za to skonsumowac swinski ryj (!) -
                aby przez caly rok ryc i ryc do przodu :D
                wieczorem jedziemy na wieze widokowa Brazil Telecom
                jest bb wysoka i widac z niej okolice na +- 100 km !
                ( w dobra pogode) - dzis jest taka sobie
                caly czas goraco ( w dzien 36 st. :) ale niebo jakies olowiane
                widok z tej wiezy mozna zobaczyc w you tube
                ktos nagral i uploadowal
                smakuje mi pao de queijo - kuleczki z chleba serowego
                w polsce nie da sie go zrobic bo nie ma maki maniokowej
                najblizsze europejskie sklepy z braz. protuktami ktore znam - London England :)
                niedlugo wyjezdzam do Porto Alegre
                i do Rio Grande do Sul
                pozegnam sie tym samym z przemila zaloga konsulatu
                z parana i z kurytyba
                i moze i dobrze bo ciegnie mnie juz do czegos nowego ! :)
                • mariarita Re: Transport Autobusowy 04.01.07, 22:14
                  Oi Luc,

                  jak juz wrocisz z Rio Grande i znajdziesz chwile, daj znac, to moze uda nam sie
                  wyskoczyc na piwko lub dwa.
                  Twoje spostrzezenia na temat Curitiby sa bardzo trafne... Aaa, podrozujac po
                  okolicach nie zapomnij o Ilha do Mel - jedynym miejscu na wybrzezu Paraná
                  godnym zwiedzenia, ale za to jak tam pieknie. Teraz w sezonie duzo ludzi, choc
                  ilosc osob przebywajacych na wyspie jest kontrolowana, wiec i tak latwo znalezc
                  pusta plaze. Zero samochodow, zero betonu. Fajne miejsce, zeby odpoczac od Ctby.
                  Pozdrawiam goraco.
                  • luc2000 Re: Transport Autobusowy 05.01.07, 13:59
                    hej Alicja !
                    probowalem sie do Ciebie dodzwonic
                    ale cell caly czas byl wylaczony
                    domyslam sie ze bylas na plazy :)
                    niestety dzisiaj wieczorem wyjezdzam juz do rio grande
                    tam zabawie troche dluzej
                    bede w kurytybie dopiero w okolicach marca -
                    na pewno sie wtedy zobaczymy !
                    zadzwonie
                    a w miedzyczasie moze to Ty odwiedzisz mnie na poludniu ?
                    na isla do mel nie bylem ale slyszalem o niej duzo dobrego
                    na plazy zdazylem byc tylko pare godzin em floripa
                    PZDR!!!
                    • mariarita Re: Transport Autobusowy 05.01.07, 15:14
                      luc2000 napisał:


                      > probowalem sie do Ciebie dodzwonic
                      > ale cell caly czas byl wylaczony
                      > domyslam sie ze bylas na plazy :)
                      no rzeczywiscie, bylam wlasnie na ilha do mel, a tam komorka nie ma zasiegu.

                      > bede w kurytybie dopiero w okolicach marca -
                      > na pewno sie wtedy zobaczymy !
                      > zadzwonie
                      > a w miedzyczasie moze to Ty odwiedzisz mnie na poludniu ?
                      niestety moj urlop wlasnie sie zbliza ku koncowi:((
                      Baw sie dobrze! Czekam na wiesci i na telefon.
                      I pozdrawiam goraco.
                      • luc2000 Re: Transport Autobusowy 06.01.07, 20:07
                        Tak wiec jestem juz w polowie drogi do Porto Alegre. Z samego rana, w okolicach
                        6.20 dojechalem do Erechim, 100 - tysiecznego miasteczka na polnocy Rio Grande
                        do Sul. W klimatyzowanym autobusie przecialem z polnocy na poludnie stan Santa
                        Catharina znany z najwiekszego w brazylii odsetku imigrantow niemieckich
                        (miasta Blumenau i znajdujace sie na wyspie polaczonej z ladem mostem
                        Florianópolis – okraslane przez brazow symatycznym przydomkiem Floripa) Widoki
                        z okna autobusu przypominaja troche, tu w poludniowej Brazylii, okolice
                        Ciechanowa albo Zgorzelca, pomieszanego z zapadlymi dziurami Luiziany, Nowego
                        Orleanu i w ogole poludnia Stanow Zjednoczonych. Semi-autostrady ciagnace sie w
                        nieskonczonosc, ze slabym oznakowaniem i oswietleniem, poziome pasy na jezdni
                        tak jak w us namalowane pomaranczowa farba. Europejczyka dziwi maly ruch na
                        takich drogach, czasami jedzie sie przez godzine albo poltorej i nikt nas nie
                        wymija nikt nie nadjezdza z naprzeciwka, a nawet jesli, to na 90% bedzie to
                        jakis onibus, osamotniony tak jak i my w bezkresie brazylijskiej przestrzeni.
                        Zdaje sie ze mozna to tlumaczyc duzymi odleglosciami i mniejszym niz w europie
                        czy w stanach nasyceniem wlasnymi czterema kolkami, czy ogolniej, nizszym
                        statusem ekonomicznym spoleczenstwa. Wiekszosc podroznych wybiera autobusy,
                        ktore sa wysokiej jakosci, nie sa zbyt drogie a ich siec pokrywa mniej lub
                        bardziej sprawnie powierzchnie calego kraju. Oczywiscie ci ktorych stac i ci
                        ktorzy wybieraja sie w dalsza podroz, leca samolotami. GOL czy TAM, oferuja
                        polaczenia miedzy wszystkimi wiekszymi miastami – ich cena wacha sie bardzo w
                        zaleznosci od odleglosci jaka chcemy przebyc – generalnie wychwycilem pewna
                        zaleznosc – na krotszych dystansach samolot jest okolo 50 do 60% drozszy niz
                        autobus ale na dluzszych, powiedzmy São Paulo – Recife, proporcja jest juz
                        bardziej na korzystna dla samolotu i naprawde nie oplaca sie tluc 30 h
                        autobusem, kiedy za niewiele wyzsza cene mozna tam poleciec samolotem w 3,5 h.
                        Przy czym ciekawe zjawisko – nie sugerujmy sie cenami polaczen lotniczych
                        wyswietlanymi w wyszukiwarkach poza granicami brazylii – strony linii
                        lotniczych wyczuwaja z jakiego kraju pochodzi adres IP i dla zagranicy ceny
                        potrafia byc nawet 2 razy wyzsze ! (dwie ceny – jedna dla tubylcow a druga dla
                        cudzoziemcow zawsze kojarzyly mi sie z 3cim swiatem ...) Autostrada, wije sie
                        gladko pomiedzy gestymi scianami zieleni subtropikalnego lasu. Na takim
                        sztucznym, dokonanym buldozerami cieciu golym okiem widac trzy pietra
                        roslinnosci o ktorych tyle truli w podstawowce .. czasem maly przeswit i naszym
                        oczom ukazuja sie wielkie pagory i wawozy ciagnace sie pó horyzont –
                        nieunikonone jest tu skojarzenie z naszymi bieszczadami, jakze skromnymi w
                        porownaniu z brazylijska skala i bujnoscia. Taki krajobraz ciagnie sie jeszcze
                        300, 400 km potem przechodzi w litoral zeby zanurzyc sie w koncu w blekicie
                        poludniowego atlantyku. Gdzies tam migocza drobne swiatelka rozucone jak
                        gwiazdy – jakas osamotniona fazenda, wieza nadawcza ? Czy brazylijski
                        niebosklon nie wydaje sie wiekszy niz ten *nasz* europejski ? Bezskutecznie od
                        2 tygodni szukam na nim Gwiazdy Poludnia  Mniej wiecej co godzine, pol godziny
                        mijamy rozklekotane miasteczka z nierownymi uliczkami, rachitycznym
                        oswietleniem i ogrodzeniami wykonanymi, a to z kawalka blachy falistej, a to z
                        pobielonego fragmentu muru. Na kazdej wiekszej, a i mniejszej, plaskiej
                        powierzchni domoroslymi metodami wykonane reklamy tutejszych serwisow
                        samochodowych, parkingow, czy miejsc, gdzie za kilka reali mozna zjesc pão de
                        queijo, pastel com carne albo com queijo albo kawalek okropnego kurczaka w
                        panierce nadzianego na patyk, a do tego - slodycze i napoje w puszce. Autobus
                        zatrzymuje sie mniej wiecej co 2 godziny w takim przybytku, aby pasazerowie i
                        kierowcy mogli sie nieco posilic i rozprostowac kosci, przy wejsciu do takiego
                        hangaru, bo nie wiem jak to inaczej nazwac, otrzymujemy karteczke z
                        wyszegolnionymi pozycjami – kiedy zamawiamy cós obslugujacy odchacza nam to
                        zgrabnym zawijasem na rzeczonej karteczce, ktora to przy wyjsciu przedstawiamy
                        kasjerowi inkasujacemu na jej podstawie odpowiednia kwote. Zawsze jest tam
                        mnostwo osob bo oprocz naszego autobusu zatrzymuje sie tez 5 innych – czyzby
                        dla bezpieczenstwa jezdzily cala bateria ?  Kiedy wsiada sie do autobusu
                        trzeba wypelnic specjalny blankiet – wszystkie dane osobowe i numery naszego
                        dokumentu – smieje sie wisielczo zé to na wypadek gdyby byl napad i wszyscy
                        skonczyli z kulka w glowie – potem w wiadomosciach krotkie info: wsrod
                        zastrzelonych pasazerow autobusu znajdowal sie jeden obywatel polski 
                        To tylko takie zarty (chociaz w Rio spalili ostatnio kilka autobusow) to
                        umilowanie do papierkow, ptaszkow i fistaszkow zrzucilbym raczej na karby
                        typowo poludniowo – amerykanskiej biurokracjii. Zaczynam powoli rozumiec
                        postronne rozmowy brazylijczykow, przyzwyczajam sie juz do charakterystycznego
                        poludniowego akcentu (maja tu fonem ktory bardzo przypomina to jakze wysmiewane
                        jankeskie R  Odnajduje juz powoli w brazylijskich twarzach charakterystyczne
                        typy urody – zaczynam widziec w kosciach policzkowych, w brodach, oczach
                        wlosach, kraje ktore zlozyly sie na ta antropologiczna mozaike – raz pó raz
                        komus z twarzy przeswituje typowo polskie spojrzenie – czasem az czlowiek ma
                        ochote powiedziec – czesc, jestes z polski ? a co tutaj robisz ?  skutecznioe
                        powstrzymuje przed tym dobywajacy sie z ust delikwenta brazylijski swiergot.
                        Brak elementow anglosaskich skutkuje innymi twarzami niz w usa – u bialych
                        czesty jest burbonski, wysuniety podbrodek, niejeden przechodzien teoretycznie
                        moglby podawac sie za rodaka camoesa, ale wysoki wzrost, rude wlosy, czy
                        indianskie oczy bezlitosnie tego rodzaju matactwa uniemozliwjaja ..
                        Nasluchalem sie troche o brazylijskiej pilce noznej – wsrod klasy sredniej
                        panuje tu opinia zé futbolowa goraczka to typowa sztucznie wywolywana
                        koniunktura. Lewicowe rzady, zeby uniknac debat czy dyskusji nad wazniejszymi,
                        wymagajacymi wyrzeczen czy poswiecen sprawami rzucaja ludziom futbol – typowy
                        przyklad igrzysk dla ludnosci, pó co promowac edukacje, kosztowne panstwowe
                        szkoly, pó co namawiac ludzi do nisko platnej dotowanej pracy skoro mozna
                        zbudowac boisko i rzucic kilka skorzanych pilek ?
                        cdn..
                        • luc2000 Re: Transport Autobusowy 10.01.07, 06:33
                          w Erechim goszcze w fazendzie polskich lekarzy – sa przemili, dom jaki w
                          europie mozna by sobie tylko wymarzyc – rozlozysty wielki kryty gontem, z
                          olbrzymim ogrodem. W ogrodzie min. Japuxicava – owoce wyrastaja prosto z kory –
                          duze czarne jagody ktore w smaku przypominaja troche agrest ale sa slodsze,
                          oprocz tego bananeiras, storczyki i jakies 50 innych gatunkow, wszystko
                          ciemnozielone, bujne, jakby pewne siebie. To nie europa gdzie na wszystko w
                          ogrodku trzeba chuchac i dmuchac. Z sypialni widok na wschod – wielka zielona
                          dolina ciagnaca sie po horyzont – na lewo olbrzymia samotna araucaria – ma juz
                          150 lat. Ogolnie widok ktory przypomina nieco toskanie,
                          miasto kryte czerwona dachowka ktore widac gdzies w oddali i zielone
                          pofaldowane przestrzenie poprzetykane gdzienegdzie palmami – zachod slonca nad
                          nimi przywodzi na mysl europe, to niesamowite uczucie – niedaleko atlantyk,
                          australia, andy – ogolna atmosfera raju na koncu swiata – zdaje mi sie ze cos
                          takiego mozna by jeszcze poczuc w nowej zelandii – jedyne duze miasta na tej
                          wysokosci to santiago, buenos aires, pretoria i melbourne .. Stan Rio Grande do
                          Sul – Wielka Rzeka na Poludniu – najbardziej wysunieta na poludnie czesc
                          brazylii – kraj gauczow – poludniowoamerykanskich kowbojow , to oni nadali
                          charakter urugwajowi (geneza urugwaju to historia sporu miedzy najwiekszymi
                          potegami ameryki lacinskiej – argentyna i brazylia tak dlugo klocily sie o ten
                          rejon, ze w koncu – znudzone ciaglymi podchodami i nierozwiazanymi potyczkami
                          postanowily stworzyc tam terytorium neutralne – powstala Wschodnia Republika
                          Urugwaju – kraj znany tylko z krow, gauchow i swojej stolicy Montevideo –
                          kiedys nazywany szwajcaria ameryki poludniowej ostatnio zubozal i zapracowal
                          sobie na opinie nudnego i plaskiego) i polnocnoargentynskiej prerii – pampie.
                          Surowe obyczaje hodowcow bydla lagodzi tu nieco atlantycki klimat. Akcent
                          przypomina troche kontynentalny portugalski – podobno w brazylii postrzegany
                          jest jako grosso – twardy, surowy. Ludnosc zdominowana przez wloskich,
                          niemieckich i polskich imigrantow. Znacie almodowaroska aktorke Rossy de
                          Palma ? jej nos to nie przypadek – to kalabryjskie geny – czesto mozna tu taki
                          zobaczyc, tak samo czesto widac tu w sklepie Jennifer Lopez i Alessandre
                          Ambrósio. To juz nie brazylia taka jaka znamy z polnocy – chocby z parany czy
                          sao paulo – to europa i to to europa przez duze e, nie spotyka sie indian
                          mulatow, zambow, nie ma takiej przestepczosci (moze z wyjatkiem stolicy Porto
                          Alegre – podobno przez emigrantow z polnocy), klasa srednia wyksztalcila sie tu
                          na calkiem wysokim poziomie, a przy granicy z argentyna jest miasto sao borja
                          zwane miastem prezydentow – wydalo na swiat Jetulio Vargasa – najbardziej chyba
                          kontrowersyjnego brazylijskiego meza stanu i Goularta – najbardziej (zlosliwi
                          twierdza ze nawet bardziej niz Lula : ) lewicowego prezydenta. Niezla srednia
                          jak na taka miescine .. Oczywiscie potrawa flagowa Rio Grande jest churrasco –
                          pieczona na wolnym ogniu wolowina – podstawowy posilek gauchow. Takim wlasnie,
                          klasycznym churrasco zoastalem poczestowany na powitanie przez moich
                          gospodarzy – tutejsza wolowina rozni sie od naszej polskiej, europejskiej
                          wlasciwie wszystkim, ale przede wszystkim smakiem – jest naturalna, tutejsze
                          krowy pasa sie na najczystszych lakach swiata – i czuc to w smaku, jedyna
                          przyprawa jest sol a mieso po prostu rozplywa sie w ustach.. churrasco udaje mi
                          sie w ten weekend zjesc w jeszcze kilku miejscach a w jednym z nich na stol
                          wkroczyl polmisek pelen pieczonych drobiowych serc ... mmmmmmmm ... bez zadnych
                          przypraw tylko ze swiezym chlebem, byly jak polskie „krowki” ... : )
                          Najwiekszy bank w Rio Grande to Banrisul – jego motto: O Banco Que Tem Orgulho
                          De Ser Gaucho – bank ktory jest dumny z bycia Gaucho. I rzeczywiscie kolejna
                          oblicze brazylijskiej dumy ktore udaje mi sie poznac to duma gauchoska –
                          mieszkaniec Parana, to paranense, mieszkaniec santa catherina to catharinense a
                          mieszkaniec Rio Grande to kto ? oczywiscie Gaucho : ) (czyt. Gauszu – z mocnym
                          akcentem nad u) Motto stanu to: Estado que trabalha unido – stan ktory pracuje
                          wspolnie. Wieczorem ide na dyskoteke z synem gospodarzy – cale miasto najpierw
                          zbiera sie na stacji benzynowej – zgielk, samochody, na oko jakies 300 osob !
                          (Nikt, powtarzam nikt, nie pali papierosow (!) sam nie pale od tygodnia – to
                          tutaj oznaka niskiego statusu spolecznego, mowi sie ze pala tylko w
                          favelach ..) wloska atmosfera – pisk opon, trabienie, pokrzykiwanie,
                          poklepywanie, glosne pozdrowienia z odleglosci 50 metrow etc. bb przyjacielska
                          atmosfera, wogole nie czuje sie obco, czy nieswojo. bardzo malo alkoholu,
                          jestem rzucony na bb gleboka lingwistyczna wode – musze rozumiec co mowia
                          miedzy soba i odpowiadac na pytania (wszyscy pytaja czy w europie bardzo
                          zimno : ) bla bla bla to naprawde duzy wysilek psychiczny ale wiem ze
                          zaprocentuje – juz zaczyna mi sie snic po brazylijsku. W koncu ktos mi pokazuje
                          Krzyz Poludnia – okazuje sie ze widzialem go wczesniej ale nie wiedzialem ze to
                          on : ) Sami biali, glownie potomkowie wlochow i portugali + troche polakow i
                          niemcow, wszyscy juz niezle miedzy soba pomieszani – charakterystyczne typy
                          urody. Wszyscy mowia tu: belleza! Czyli ok! : ) na oko jakies 30% mlodziezy
                          nosi tu aparaty na zeby – i faceci i dziewczyny (ogolnie to w brazylii normalne
                          ale tu rzucilo mi sie w oczy bo sobota wieczor, bo duzo mlodych ludzi naraz) w
                          polsce faceci jeszcze nie maja odwagi zalozyc sobie drutow na zeby ..
                          Brazyle uzywaja charakterystycznych perfum – okreslilbym ich nute jako mietowo-
                          pastelowa, daleka od polskiej ciezkiej, korzenno-pizmowej, jest bb
                          charakterystyczna, nigdzie wczesniej takiej nie czulem, nie obserwuje tu
                          zupelnie czegos takiego jak moda na jakies ciuchy – kazdy ubrany jak chce –
                          ogolnie brak jakiejkolwiek pretensji i snobizmu, dzinsy, podkoszulki, ale i
                          ktos w stylu maxa cavalery, ale i jakis rasta, a gdzies obok ktos w koszuli
                          jakby przed chwila wyszedl z pracy – to fajne, naprawde nie czuje sie tu tej
                          cholernej anglosaskiej presji na taki a nie inny model podkoszulki z gapa czy
                          akurat tak a nie inaczej skrojone dzinsy z h&m, jak przypomne sobie teraz
                          warszawskich modnisiow tych modnie przystrzyzonych wielce londonerskich
                          poplukancow to mi ich szkoda : ) dlaczego ludzie sami sie szufladkuja ??
                          whatever okolo 1.00 cala stacja benzynowa (to smiesnie wyglada bo miedzy
                          dystrybutorami porozstawiane sa plastikowe stoliki i krzeselka a sklepik
                          stacjowy zamienia sie w maly barek) wszyscy zaczynaja sie zbierac – nasze
                          towarzystwo udaje sie do clubu Casa De Gato – jakies 10 minut samochodem – w
                          centrum miasta przed prefektura dumnie powiewa brazylijska bandeira. Przed
                          klubem kolejka, pol na pol faceci i dziewczyny.
                          W klubie swietnie – Tlok, 2 pietra, malawy ale z jajem, pomalowany na czarno z
                          jakimis undergroundowymi rysunkami, ale nie bochomazy – raczej bym powiedzial
                          bohema, wszyscy bb grzeczni, nikt pijany, prawie nikt nie pali ! bbbb glosno
                          gra brazylijski funky – charakterystyczna muzyka ktora nie ma nic wspolnego z z
                          funky jaki znamy my w europie. Swietne basy i oswietlenie, wszyscy tancza – tzn
                          dziewczyny tancza mocno a faceci raczej ruszaja sie w takt, funky z dobrym
                          basem prawie ze transuje .. Popija sie piwko z malych szklanek – calkiem tanio –
                          oczywiscie poroniony brazylijski system karteczkowy: przy wejsciu guardia
                          wypisuje zabawowiczowi karteczke z imieniem i numerem. Na karteczce zapisuje
                          cene
                          • luc2000 Re: Transport Autobusowy 10.01.07, 06:34
                            Na karteczce zapisuje cene za wstep – 7.50 R$ nie placimy przy wejsciu, przy
                            barze biore piwo barman zapisuje mi je na karteczce i tak ze wszystkim – o 7
                            dyskoteka sie konczy – ustawia sie kolejka do okienka – kazdy oddaje swoja
                            karteczke i placi za to co skonsumowal + wstep, dostaje kwitek, przy wyjsci
                            stoi guardie i wypuszcza za okazaniem kwitka !! zastanawiam sie co by bylo
                            gdybym zgubil karteczke ... : ) ogolnie dyskoteka na 4+ bardzo czysto swietna
                            atmosfera, ludzie bb sympatyczni, zero jakichs, jak dobrze znanych w polsce
                            przepychanek, wywracanek, zasikanych kibli, smierdzenia fajkami etc...
                            Po wyjsciu jezdzimy jeszcze do 9 po miescie samochodem – wszyscy jezdza : )
                            jest upal, cale miasto pozdrawia sie trabieniem po jakichs 50 rundkach wszyscy
                            rozjezdzaja sie do domow ... jestem pozytywnie zmeczony, wieczor ewidentnie sie
                            udal ...
                            Jutro kolejny dzien ..
                            PS. Odpuszczam na dzisiaj przemyslenia spoleczno – polityczne bo ani nie
                            miejsce ani nie pora : )
                            PPS. Rozmawialem z argentynczykiem - zamiast gracias wychodzilo mi obrigado,
                            zamiast todavia, ainda ... : )


                            • abelha luc2000 10.01.07, 12:33
                              Bardzo fajnie czyta sie Twoja relacje z odkrywania prawdziwej Brazylii.
                              Przypomnial mi sie moj pierwszy pobyt tutaj.
                              Co do papierosow, to korcilo mnie juz wczesniej, zeby napisac jak sa tutaj
                              postrzegane, ale powstrzymalam sie, bo wiedzialam, ze przekonasz sie na wlasnej
                              skorze.
                              Pozdrawiam z MG,
                              A.
                              • baiano1 Re: luc2000 12.01.07, 18:33
                                Poludnie, to jeszcze nie jest Brazylia:-))) Oni sami w czesci chca sie
                                odzdzielic od... Brazylii:-) Czekam wiec na relacje z podrózy od Minas Gerais
                                po Roraime, Amapá, ze specjalnym opisem mojej Bahia.:-)
                                Czyta sie fajnie. Parabéns!
                                Mirek
                                • luc2000 Re: luc2000 12.01.07, 21:51
                                  Z niemalym zalem o 11.20 opuszczam erechim i z bagazami laduje sie do autobusu
                                  firmy Unesul.
                                  Po drodze do santana do livramento zatrzyma sie w Nova Prata - bedzie to
                                  kolejny przystanek mojej mikro-travel-epopei :) Na dworzec odworza mnie moi
                                  dotychczasowi gospodarze - pozegnaniom nie ma konca; wymiana poczty, telefonow,
                                  drobny prezent w postaci obszernego informatora turystycznego stanu RS, usciski
                                  i obietnice regularnego slania maili :) Smutno/wesolo, smutno bo zdazylismy sie
                                  juz b polubic, wesolo bo znowu gzies jade :) Zobaczymy sie jeszcze na pewno -
                                  po pierwsze mamy umowiona wycieczke nad ocean jakos na wiosne a po drugie
                                  zostawilem w ich sejfie moj powrotny bilet do europy :) wozenie go autobusem we
                                  wszystkie strony poludnia nie wydalo mi sie do konca rozsadne .. Z autobusu
                                  podziwiam widoczki - toskania pelna geba; zielone pagory z kratownica winnic,
                                  gdzieniegdzie kukurydza i tyton. Infrastuktura przypomina poludniowa italie,
                                  wszystko zakurzone, biale budynki, najczesciej parkingi i servisy samochodowe -
                                  jak to przy drodze, ale i hutownie - materialy budowlane, bazalt .. Coraz
                                  wiecej wloskich nazwisk w nazwach firm, chociaz - w pewnym momencie mija nas
                                  autobus z wielkim napisem Waszczuk - comunicaçao interestadual :) jest bialy i
                                  okropnie przerdzewialy, wszystkie okna pootwierane w srodku pelno ludzi -slonce
                                  prazy .. Ciekawe czy senhor Waszczuk przynajmniej tanio sobie liczy ? :) Do
                                  Nova Prata dojezdzam w okolicach 15 - na rodoviarii powiedzieli ze bedziemy o
                                  17 .. Dobrze ze sie rozgladam przy wiezdzie do miasta, jakbym sie zaczytal albo
                                  zasnal - o 17 ocknalbym sie juz w drodze na urugwaj :)
                                  Nova Prata (nowe srebro) to male (30 chyba tysiecy) sympatyczne miasteczko -
                                  autobus zatrzymuje sie na rodoviarii w samym (jak sie poziej okazuje) centrum -
                                  zabieram wszystkie swoje manatki - plecak, walizka i spora paczka z konsulatu
                                  zawinieta w szary papier (taka klasyczna paczka, jak z filmow :) w paczce
                                  jakies 15 kg materialow dydaktycznych do nauki jezyka polskiego - papier jest
                                  ciezki, nie ma co, a i wiedza wazy - sczegolnie tu w ameryce poludniowej :)
                                  /najwyzszy stopien naukowy to doktor - po zrobieniu doktora automatycznie
                                  zdobywa sie nominacje profersorska i habilitacje - do konca zycia wszyscy
                                  zwracaja sie juz wtedy do takiego "absolwenta" per Doutor .. Dzieci do 15 roku
                                  zycia spedzaja w brazi w szkole srednio 3, 4 h dziennie, tam podobno niewiele
                                  sie dzieje a prac domowych sie nie przewiduje, przecietny brazyl nie bardzo
                                  podobno umie zlokalizowac na mapie rio czy sao - a z drugiej strony, slyszalem
                                  od kogos, ze kiedy zrobiono badania na temat szeroko pojetego Szczescia tzn.
                                  jakie narody uwazaja sie za najszczesliwsze, wygrala brazylia i wenezuela. Jak
                                  widac duzo wazniejsze dla bezstresowego zycia jest slonce, plaza e
                                  estupidamente gelada cerveja niz znajomosc funkcji, ortografii i romantyzmu - w
                                  sumie zadna nowosc, i w europie intuicyjnie sie tego domyslamy - tyle ze tutaj
                                  postanowili ta zasade sprawdzic w praktyce :) - a proposito de Venezuela -
                                  slyszalem od brazyla ktory byl tam na wakacjach ze caracass jest tak samo
                                  niebezpieczne jak Rio - i ze w hotelach ostrzegaja tam przed mlodymi
                                  taksowkarzami - maja podobno zwyczaj wywozenia turystow na zwiedzanie sobie
                                  tylko znanych zakamarkow miasta, gdzie znajomi agenci turystyczni pobieraja
                                  oplate klimatyczna w postaci portfela, aparatu, co lepszych ciuchow i czego tam
                                  jeszcze ..)
                                  tak wiec wysiadam o 15 z bagazami w centrum nova prata - J., moj kolejny
                                  gospodarz ma po mnie przyjechac o 17 - wie ze tak przyjedzie autobus, nie mam
                                  do niego zadnego telefonu - i tak bym zreszta nie dzwonil - komorki nie
                                  posiadam, a karty telefonicznej nie chcialoby mi sie dla jednej rozmowy
                                  kupowac. Bierz teraz wszystkie te malety i laduj sie do sklepiku po kartke,
                                  zreszta najpierw trzeba by go poszukac - na rodowiarii jest tylko smierdzacy
                                  barek i w miare czysty kibel. Zabieram wiec caly swoj dobytek i udaje sie
                                  jakies 30 m na poludnie pod zacienieniony murek w poblizu postoju taksowkowego.
                                  Lokuje sie wygodnie na nieszczesnej paczce, przybieram poze znudzonego pewniaka
                                  i oparty o ceglana sciane smetnie obserwuje maly placyk. Zar od prostym katem
                                  leje sie z nieba - na szczescie mam tu maly daszek .. miasteczko przypomina
                                  poludnie uropy, caly czas wlochy wlochy wlochy, brukowane uliczki, stare
                                  samochody w ciaglym ruchu; co i rusz podjezdzaja nowe autobusy, odjezdzaja i
                                  przyjezdzaja taksowki, z kazda minuta gwar jest coraz wiekszy, o tej porze
                                  ludzie powoli zaczynaja wychodzic z pracy. Na przeciwko mnie po drugiej stronie
                                  placyku duszna spelunka - miejscowi kowboje graja w bilard i karty, popijaja
                                  piwko z charakterystycznych malych szkalneczek; nieogoleni, z wasami, w
                                  brudnych pomietych ciuchach, koszule rozpiete do pepka + skorzane buty do
                                  kolan, ogorzale twarze i surowy jakby nieobecny wzrok przywodzi mi na mysl
                                  Martina Fierro i Don Segundo Sombre. Oczywiscie w barze zero kobiet - jak w
                                  calej am. poludniowej - tylko faceci. tzn jest jedna - na oko ma 50 lat, czasy
                                  swietnosci dawno za soba, krotkie ufarbowane na bordo wlosy i czerwona mini
                                  ewidentnie swiadcza o jej specjalnosci. Stoi w progu, z daleka widze jak
                                  przekomarza sie z jakimis cwaniakami ktorzy obsiedli plastikowy stolik, po 10
                                  minutach, znudzona juz chyba ta wymiana replik udaje sie powolnym ale
                                  stanowczym krokiem w sobie tylko znanym kierunku i po chwili znika za rogiem.
                                  Przechodnie ktorzy mnie mijaja, patrza z zaciekawieniem, na mnie, na paczke na
                                  ktorej siedze i moja walizke. Wcale sie z tym nie kryja, zdazylem sie juz do
                                  tego przyzwyczaic. W europie od dziecka jestesmy uczeni zeby sie "nie gapic"
                                  tutaj takiego zakazu kulturowego nie ma. Zaraz po przyjezdzie do kurytyby,
                                  kiedy nieopalony chodzilem po centrum, az czulem na sobie te spojrzenia,
                                  wydawaly mi sie jakby podejrzliwe, rownie dobrze moglbym wtedy wyjsc na miasto
                                  nagi - teraz jest juz duzo lepiej, wiem ze wszyscy patrza sie tak na wszystkich
                                  i nie ma to zadnego zabarwienia, poza tym opalony i z wyczuciem kroku, z
                                  mniejszym lub wiekszym sukcesem wtapiam sie w tlum przechodniow. Kiedy spotkam
                                  sie z kims wzrokiem, wymieniamy krotkie Tudo Bem - Tudo Bem. Do tej pory nie
                                  moge tego rozgryzc - niektorzy mowia tudo bem i odpowiedz to tudo bem, jeszcze
                                  inni pytaja Tudo Bom ? i odpowiedz to tez tudo bom, przy czym tertium, jak
                                  najbardziej datur - pytamy wtedy Tudo Bem ? a w odpowiedzi slyszymy Tudo Bom,
                                  przyznam ze ta wersja, choc najrzadsza najbardziej do mnie przemawia. Jest
                                  dzwieczna i sympatyczna.
                                  Okolo 17 podjezdza po mnie J - nigdy wczesniej go nie widzialem ale po
                                  zachowaniu i wygladzie domyslam sie ze to on, wyraznie kogos szuka, podchodze i
                                  pytam senhor J ? aaaa witam witam serdecznie ! :) gdzie pana bagaze ?
                                  Nienaganna polszczyzna dobywajaca sie z ust czlowieka ktory sie tu urodzil i
                                  spedzil cale zycie, zadziwia.
                                  Po 15 minutach zatrzymujemy sie pod wielkim domem J i jego zony - o tym domu i
                                  o tym malzenstwie kraza wsrod brazylijskiej polonii legendy.
                                  Wnetrze willi przenosi mnie do Zakopanego, bede tu goscil kilka dni przed
                                  dalsza podroza na poludnie. Przemila atmosfera. Przyslowiowa polska goscinnosc
                                  i serdecznosc wymieszana z wloska wylewnoscia i brazylijska serdecznoscia
                                  tworzy niesamowita mieszanke. Bede sie tu z nia spotykal jeszcze nie raz. Na
                                  stole laduje zimne piwo, salami i polsko-brazylijskie kiszone ogorki (trzeba je
                                  tu kisic w lodowce - inaczej sie psuja) Po chwili przychodzi przyjaciel domu M.
                                  braz polskiego pochodzenia, ktory zdazyl w najprzerozniejszych okolicznosciach
                                  zwiedzic caly swiat a jego zyciorys to idealny material na film przygodowy;
                                  milosnik polskosci, koneser dobrego wina i ksiazek - erudyta ktory juz podczas
                                  kolacji zadziwia mnie swoja wiedza. Sam napisal juz dwie ksiazki o polskiej
                                  imigracji w tych stronach (po portugalsku) W przemilej atmosferze rozmawiamy do
                                  polnoc
                                  • luc2000 Re: luc2000 12.01.07, 21:53
                                    W przemilej atmosferze rozmawiamy do polnocy - zmeczony biore prysznic i ide
                                    spac. Wczesnie rano wyjezdzamy z M. na 2 - dniowa wycieczke po poludniowym Rio
                                    Grande - lepszego przewodnika wymarzyc sobie nie moglem :)
                                    cdn.
                                • luc2000 Re: luc2000 13.01.07, 01:46
                                  hej Mirku !

                                  jak powszechnie wiadomo
                                  Brazylia to nie kraj tylko kontynent
                                  i to kontynent wielkich kontrastow ...
                                  przymiotnik "prawdziwa" jest bb subiektywny
                                  znajomi braze twierdza ze "prawdziwa" Brazylia
                                  to wlasnie poludnie
                                  a polnoc to Afryka i nieroby
                                  i wez sie tu jako europejczyk ustosunkuj ...
                                  Minas Gerais rzeczywiscie mnie bardzo ciagnie
                                  poznalem wielu wspanilych mineiros w londynie
                                  a i sam stan chyba najciekawszy
                                  kolejna subiektywna ocena :)
                                  taka brazylia w pigule,
                                  nie wiem czemu zawsze kojarzyl mi sie
                                  z rozgrzanym silnikiem :)
                                  EU AMO BH RADICALMENTE :)
                                  i zrobie wszystko zeby Minas zobaczyc
                                  nie omieszkam zdac wtedy relacji :)
                                  natomiast Bahia i Pernambuco
                                  beda musialy poczekac ...
                                  jak to mowia:
                                  najwiekszym szczesciem sa marzenia do spelnienia ! :)
                                  pzdr!

                                  PS.
                                  wybieram sie natomiast do Buenos
                                  i Santiago na kilka dni
                                  Chile i Arg. zawsze mnie fascynowaly
                                  rowniez chetnie opisze wrazenia,
                                  tylko czy wypada je publikowac na Tym forum ? :)


                                  • arpa1 Re: luc2000 13.01.07, 06:18
                                    luc2000 napisał:

                                    > rowniez chetnie opisze wrazenia,
                                    > tylko czy wypada je publikowac na Tym forum ? :)

                                    a bloga jakiegos ty nie masz (nie zamierzasz zalozyc)?
                                    nie powiem, ze wszystko przeczytalem, bo czas, bo dostep, bo, ale..

                                    dobrze werbalizujesz i piszesz, wiec moze jednak?
                                    abracos!
                                  • larrinho Re: luc2000 14.01.07, 08:03
                                    ej no przeciez wszyscy wiemy ze mowisz o Hamerskim. co to za jakies pan J.
                                    hehehe. niedlugo znowu o odwiedze, spoko koles
                                    • larrinho Re: luc2000 14.01.07, 08:04
                                      oczywiscie nie wszyscy wiedza heheh
                                      • luc2000 Larrinho 14.01.07, 18:52
                                        Wojtek - na nazwiska sie nie umawialismy ...
                                        • larrinho Re: Larrinho 17.01.07, 02:04
                                          hehe Brazylia taka duza a ludzie sie znaja troche. ale nazwisko osoby
                                          piastujacej funkcje publiczne nie jest chyba wiadomoscia tajna. w koncu jest to
                                          szef wszystkich Polakow. poza tym skoro pisac mozna o Nim same dobre slowa to
                                          czemu ukrywac kto to:)
                                  • apaixonada Re: luc2000 14.01.07, 12:17
                                    luc2000 napisał:
                                    luc2000 napisal:

                                    > PS.
                                    > wybieram sie natomiast do Buenos
                                    > i Santiago na kilka dni
                                    > Chile i Arg. zawsze mnie fascynowaly
                                    > rowniez chetnie opisze wrazenia,
                                    > tylko czy wypada je publikowac na Tym forum ? :)
                                    >

                                    A co tam, dawaj! Czytam jednym tchem:)
                                    Pozdrawiam
                              • arpa1 Re: abelha 13.01.07, 06:20
                                abelha napisała:

                                > Co do papierosow, to korcilo mnie juz wczesniej, zeby napisac jak sa tutaj
                                > postrzegane, ale powstrzymalam sie, bo wiedzialam, ze przekonasz sie na
                                wlasnej
                                >
                                > skorze.

                                Co masz na mysli?
                                • abelha Re: abelha 14.01.07, 19:20
                                  luc2000:

                                  "(Nikt, powtarzam nikt, nie pali papierosow (!) sam nie pale od tygodnia – to
                                  tutaj oznaka niskiego statusu spolecznego, mowi sie ze pala tylko w
                                  favelach ..)"


                                  Po prostu moje spostrzezenia sa identyczne.

                                  Abraços
                                  • luc2000 Cruzeiro Do Sul 25.01.07, 17:33
                                    Wyruszamy z samego rana.
                                    Do tej pory zdazylem zjesc z P., w towarzystwie moich gospodarzy, kolacje. Jak
                                    juz wspomnialem, przynosi na nia swoja druga ksiazke – obie napisane pó
                                    portugalsku, sa szegolowa kronika polskiej emigracji do Rio Grande do Sul.
                                    Benedyktynska robota, godny podziwu, katastralny niemalze, spis wszystkich
                                    wiekszych rodzin osiedlonych na poludniu Brazylii; przy czym wydawca pomylil
                                    sie i w obydwu wydaniach zrobil na okladce literowke w jego nazwisku. P jako
                                    urodzonemu optymiscie wcale to nie przeszkadza, tlumaczy zé wazniejsze niz jego
                                    nazwisko jest swiadectwo jakie obie lektury daja. Godna podziwu skromnosc !
                                    Jego polski jest calkiem niezly – lepszy, w kazdym razie, niz moj
                                    portugalski :) P upiera sie zeby mowic w jezyku swoich przodkow; nie jest mi to
                                    konca na reke bo chce jak najwiecej mowic pó portugalsku, ale niech tam –
                                    szybko i bez specjalnych umow dochodzimy do kompromisu – já mowie pó
                                    portugalsku a on pó polsku, jak smiesznie by to nie brzmialo dla postronnych,
                                    dogadujemy sie bez najmniejszego problemu. No, moze czasem wynikaja jakies
                                    niescislosci, ale zgodnie z zasada mowiaca zé dwoje inteligentnych ludzi zawsze
                                    sie dogada i nam sie to ostatecznie zawsze udaje. Obydwoje sie nawzajem
                                    poprawiamy – juz pó 2 godzinach takiej wytezonej konwersacji udaje nam sie
                                    nawiazac swietna, przyjacielsko - intelektualna relacje :) Zwazywszy ze P ma 35
                                    lat wiecej niz já, mozna to uznac za duzy sukces. Czeste postoje w celu
                                    spozycia kolejnej dawki cachaç’y lub szklanki czerwonego wina tylko w jej
                                    konsolidacji pomagaja. Pomagaja tez P rozwijac coraz wieksze predkosci w swojej
                                    vectrze. Czy jechaliscie kiedys na siedzeniu pasazera pó gorskich drogach z
                                    predkoscia 150, 160 km/h, majac swiadomosc zé kierowca jest na niezlym rauszu ?
                                    Já wczesniej nie mialem okazji – mysle zé wloska zona P i jakis tam procent
                                    wloskiej krwi w jego wlasnych zylach sa dobrym wytlumaczeniem jego
                                    temperamentu. Prowadzi jak wcielony szatan i nawet wyprzedzanie ciezarowki na
                                    zakrecie nie przeszkadza mu w tlumaczeniu szczegolow Rewolucji Farropilhas ani
                                    zawilosci portugalskiej gramatyki. Upraszczajac, gdyby rewolucja zwyciezyla
                                    mielibysmy dzisiaj w Ameryce Poludniowej dwa kraje luzofonskie – Brazylie i
                                    Republike Rio Grande zé stolica w Porto Alegre; w Rio Grande uzywanoby
                                    europejskiej, w São Paulo uwazanej za chamska i grubianska, formy Tu a w
                                    Brazylii “wlasciwej”, formy Você. W sprawie fonologii P. uparl sie zeby
                                    wyplenic u mnie miekka, nabyta jeszcze w Londynie, koncowke w zakonczeniach De
                                    Te i Ti, wedlug niego wymawaianie ich jak Dzi i Ci jest przejawem
                                    zniewiescienia. Nie obchodzi go, tak jak wszystkich Gauchow, zé miekka wymowa
                                    jest powszechna w calej Brazylii. Jedyna wg. niego prawidlowa forma to
                                    wymawianie tak jak sie pisze, czyli tak jak to ma miejsce w kontynentalnym
                                    portugalskim. Fonetyczna solidarnosc z metropolia nie przeszkadza mu rzucac od
                                    czasu kawalem, w ktorym Portugal to synonim glupka i idioty. W ujeciu bardziej
                                    osobistym; dla osoby, ktora pokochala i poznala jezyk kastylijski, português
                                    wydaje sie czasem kpina z iberyjskiej gramatyki. Dziwne formy czasownika i
                                    zupelnie niepodobne slowka potrafia wprawic, kogos przyzwyczajonego do
                                    eleganckiej mowy Cervantesa, w oslupienie :) Zdaje sobie oczywiscie sprawe zé
                                    jest to spojrzenie bardzo nieobiektywne, wiem tez zé w odwrotnym kierunku,
                                    odmiennosc ta generuje bardzo podobne emocje. W ujeciu bardziej globalnym,
                                    Hiszpanie kiedy slysza portugalski twierdza zé brzmi jakby mowily dzieci.
                                    Brazyle i portugale natomiast, slyszac espanol, mowia zé przypomina im dzwiek
                                    rzucanych kamieni – tak jest prosty i twardy. Nawiasem, natywni uzytkownicy obu
                                    tych jezykow lubia sluchac brzmienia jezyka polskiego i kilka juz razy
                                    zetknalem sie z opinia zé brzmi jakby liscie spadaly z drzewa ...
                                    Wracajac do naszej wycieczki; kilka dni pozniej dowiedzialem sie zé i tak mam
                                    szczescie – P rok temu rzucil palenie. Wczesniej nikt przy zdrowych zmyslach (i
                                    plucach) nie wytrzymywal u niego w wozie dluzej niz pol godziny. Podobno nie
                                    potrzebna mu byla zapalniczka – odpalal jednego cigarro od drugiego i tak 80
                                    (!) razy dziennie.
                                    W trzy dni objezdzamy caly srodkowy stan. Miasta Passo Fundo, Veranopolis,
                                    Casca, Bento Gonçalvez i wiele mniejszych ktorych nazw juz nie pamietam. P
                                    praktycznie nie przestaje mowic a já slucham, od czasu do czasu rzucam jakis
                                    komentarz albo pytanie, zastanawiam sie czy wszystko zapamietam i obserwuje
                                    krajobrazy – srodkowe Rio Grande do Sul caly czas przypomina Toskanie a jako ze
                                    Serra Do Mar robi sie tu juz nieco wyzsza, krajobraz zaczyna przypominac widoki
                                    znane z Bawarii a nawet niskiego Tyrolu. Lagodne, wysokie do tysiaca metrow,
                                    mocno pofaldowane i zalesione, siegajace az do Atlantyku, poprzetykane
                                    dolinami gory-pagory. Kiedy stoje na platformie widokowej gdzies pod
                                    Veranopolis i widze pod soba dziesiatki kilometrow zielonej, ondulowanej
                                    przyrody, bez trudu wyobrazam sobie zé 500 lat temu mieszkali tu tylko
                                    Indianie, zé nomadzi ktorzy dziesiec tysiecy lat temu przedostali sie do
                                    Ameryki przez Ciesnine Beringa, pó wiekach wedrowki dotarli tak daleko na
                                    poludnie, a potem jeszcze dalej i dalej, az do Tierra del Fuego ...
                                    • luc2000 Re: Cruzeiro Do Sul 25.01.07, 17:35
                                      W ksiegarni w Bento Gonçalvez P postanawia urzadzic podstep zé mna w roli
                                      glownej. Tlumaczy mi zé w wielu ksiegarniach jego ksiazka nie stoi na polce z
                                      innymi publikacjami o imigracji do Brazylii, tylko gdzies z boku, posrod
                                      ksiazek kucharskich i porad sercowych lub wrecz na zapleczu. Mam wiec wejsc do
                                      ksiegarni i spytac wlascicielki czy jest jakas ksiazka traktujaca konkretnie o
                                      imigracji Polskiej do Rio Grande. Slyszac moje pytanie, wlascicielka robi duze
                                      oczy, ogolnie glupia mine i zaczyna przebierac wsrod okolo 20 pozycji,
                                      wszystkich o naplywie wloskim albo niemieckim do poludniowej Brazylii;
                                      ewentualnie mowiacych bardziej ogolnie o europejskich osadnikach w tych
                                      stronach. Przegladam wszystkie te ksiazki zé smutna mina i mowie, zé chodzi mi
                                      raczej o cós konkretnie o polakach w Brazylii i zé wiem zé tego rodzaju
                                      opracowania byly swego czasu wydane. Wlascicielka robi coraz bardziej
                                      zrezygnowana mine, przebiera jeszcze posrod 20 wymienionych woluminow ale widze
                                      juz zé robi to bardziej pro forma. (To w ogole czeste w Brazylii – zachowanie
                                      podobne do japonskiego, zamiast powiedziec pó prostu “nie”, “nie ma”, “nie
                                      wiem”, braze klucza, usmiechaja sie, i mowia, moze nie tyle ewidentna
                                      nieprawde, ile cós co ich zdaniem najbardziej jest do prawdy zblizone, wiem
                                      doskonale zé wynika to z uprzejmosci i dobrego wychowania ale czesto jest
                                      bardzo bardzo niewygodne.) i wtedy wlasnie, kiedy wlascicielka bliska jest juz
                                      placzu i deklaracji w stylu “nie mam zadnej cholernej ksiazki o polskiej
                                      emigracji, nie zawracaj mi pan juz glowy!”. Wtedy wlasnie triumfalnie, zé swa
                                      ksiazka, znaleziona gdzies na polce z cwiczeniami z matematyki, w uniesnionej
                                      rece, krzyczac niemalze “a to, a to !??” wkracza P.. Sytuacja zaczyna robic
                                      sie, przynajmniej dla mnie, jako przypadkowego bohatera tego przedstawienia,
                                      malo ciekawa. Jako europejczyk, do tego z polnocy nie jestem przyzwyczajony do
                                      takich sytuacji. P. rozpoczyna glosna dyskusje z wlascicielka, wymachuje przy
                                      tym swoim dzielem tak zé wszyscy odsuwaja sie na bezpieczna odleglosc :) wokol
                                      zbiera sie mala grupka zaciekawionej klienteli. Korzystam z zamieszania i
                                      ulatniam sie na ulice. Z wnetrza dobiegaja mnie mnie odglosy ozywionej
                                      dyskusji, czy moze raczej glosnego monologu P. w ktory od czasu do czasu udaje
                                      sie wlascicielce lokalu wcisnac kilka slow. Pó okolo 15 minutach P. wychodzi
                                      zadowolony, udalo mu sie wymoc na wlascicielce obietnice wystawienia ksiazki na
                                      godnym jej miejscu, posrod innych o tej samej tematyce. Tlumaczy mi, zé to
                                      wloska máfia wydawnicza blokuje jego ksiazke bo, pó piersze P nikomu sie nie
                                      bedzie oplacal a pó drugie Wlochom ogolnie nie na reke sa powazne informacje o
                                      polskim elemencie etnicznym w tych stronach. Nie do konca chce mi sie wierzyc w
                                      te tlumaczenia, szczegolnie o wloskiem embargu na informacje o polakach. Nie
                                      wdaje sie jednak w zbedne dyskusje na ten temat i zastanawiam sie w ilu jeszcze
                                      ksiegarniach P. zorganizowal tego rodzaju promocje wydawnicza :)
                                      Reszta podrozy przebiega juz bez niespodzianek, P. opowiada mi o swoich
                                      kilkuletnich perypetiach w USA, kolejny temat na sensacyjno – humorystyczna
                                      ksiazke :) – wieczorem docieramy do Nova Prata – Jemy kolacje, przy piwie (na
                                      subiektywna ocene brazylijskich piw pozwole sobie przy innej okazji)
                                      komentujemy wydarzenia z calego dnia i omawiamy szczegoly nastepnego.
                                      Kilkugodzinna rozmowa jak to zwykle w naszym towarzystwie bywa, schodzi na
                                      tematy polityczno – spoleczne. Informacje z pierwszej reki dla Europejczyka
                                      takiego jak já sa nieocenione. Kilka bardzo inteligentnych osob z duzo wiedza,
                                      potrafiacych sie nia podzielic – wszystko w swietnej atmosferze. Dla kogos
                                      zainteresowanego tematem – marzenie. Z informacji ktore czlowieka wyrwanego zé
                                      swiata zachodu najbardziej zaskakuja – na polnocy brazylii, szczegolnie w
                                      stanie Bahia jest duzo ludzi ktorzy od urodzenia do smierci nie robia
                                      ewidentnie nic – zywia sie owocami, fasola, rybami i zabita od czasu do czasu
                                      kura, oprocz tego pija cachaçe, ktora ma tu wartosc mniej wiecej wody, sluchaja
                                      muzyki, lubia tanczyc i sprzedaja turystom wisiorki. Mowiac oglednie
                                      rekompensuja sobie czasy kiedy w pocie czola musieli za darmo pracowac na
                                      plantacjach trzciny cukrowej. Zyja leniwym rytmem dyktowanym przez rownikowe
                                      slonce i nawet ich portugalski jest artykulowany 3x wolniej niz ten “normalny”.
                                      Ogolnie rzecz biorac zdaja sie nie do konca rozumiec natretnie promowana przez
                                      media idee biedy w ktorej sie znalezli. Sa tematem nizliczonych zartow,
                                      wysmiewajacych ich powolnosc, niczym niezmacony spokoj i fatalistyczny
                                      optymizm. Ostatnio na polnocy duzym problemem jest przyrost naturalny
                                      indukowany pomoca materialna pastwa – od kiedy rzad wprowadzil jednorazowy
                                      zasilek dla rodzacych matek, te rodza dzieci tylko pó to zeby moc zglosic sie
                                      do kasy zapomogowej ... rodziny majace powyzej 10 dzieci sa norma, umieralnosc
                                      noworodkow bije swiatowe rekordy a powszechny dostep do darmowej sluzby zdrowia
                                      to tutaj teoria.
                                      i to na razie tyle, ciag dalszy jak najbardziej nastapi, ale to jakos nie w tym
                                      tygodniu ...
                                      pzdr!
                                      • apaixonada Re: Cruzeiro Do Sul 25.01.07, 23:43
                                        luc2000 napisal:
                                        >i to na razie tyle, ciag dalszy jak najbardziej nastapi, ale to jakos nie w
                                        >tym tygodniu ...
                                        >pzdr!

                                        eee, no cos Ty, to moja obowiazkowa wieczorna lektura:)
                                        A mowiac powaznie, naprawde uwazam, ze nie powinienes marnowac tej swojej
                                        tworczosci, pozbieraj, opracuj i zanies do wydawnictwa. Masz talent w
                                        wydobywaniu rzeczy interesujacych tam, gdzie kto inny moglby ich nawet nie
                                        zauwazyc, bardzo podoba mi sie tez Twoje poczucie humoru...Czekam na ksiazke!
                                        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka