Gość: krzychu IP: routwmw3:* / 10.0.1.* 04.04.03, 17:49 marzę o takiej podróży ale zawsze się obawiam o bezpieczeństwo, tym bardziej, że odległość od Polski jest porażająca. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: andrzej Re: Kolej Transsyberyjska IP: 81.210.22.* 04.04.03, 22:13 Czy wiecie gdzie i jak mozna dowiedziec sie o koszty takiej podrozy i jak mozna to zrobic najtaniej? pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: avva Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 22:28 Spróbuj na prywatnym forum Podróżnicy, tam są prawdziwi globtroterzy ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dr. Tramp Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.privshield.com 06.09.13, 19:49 kolej-transsyberyjska.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzysztof Re: Kolej Transsyberyjska IP: localhost:* / 192.168.0.* 18.04.03, 14:37 Jazda tą koleją to było marzenia mojego życia + Bajkał. Spełniło sie w ubiegłym roku-pilotowałem grupę.W tym roku organizuję grupę 20 os. na sierpień.Kontakt kom:0601483009.BAAAJKA. Odpowiedz Link Zgłoś
edyta75 Re: Kolej Transsyberyjska 25.04.03, 11:57 szukam ciekawego miejsca na spedzenie urlopu. czasu niewiele i chcialabym wykorzystac go jak najlepiej w najbardziej interesujacy sposob. w konsu nastepny dopiero za rok.... ostatnio czytalam artykul na ten temat, bardzo mnie to zainteresowalo. napisz cos wiecej na temat organizowanego przez Ciebie wyjazdu. Sadze, ze bardzo chetnie bym znalazla sie w tej 20-stce osob, ktore ze soba zabierzesz. Wazna informacja dla mnie to termin i koszty. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: glowkaa Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.lublin.mm.pl 13.06.03, 07:37 baajka, spadlas mi z nieba!wybieramy sie z kolezanka w podroz,ale mialysmy stracha jechac tak we dwie,mam nadzieje,ze jak pojedziemy z toba to bedzie bezpieczniej. odezwe sie wkrotce. o ile to aktualne....glowkaa@o2.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zbyszek Re: Kolej Transsyberyjska IP: 130.96.33.* 21.05.03, 15:28 Bilety warto kupować na dworcu w Moskwie (3 lata temu bilet Moskwa-Ułan Ude ok. 40 USD - cena dla obcokrajowców). Bilet Mińsk Białoruski Moskwa to kilka dolarów. Pozdrawiam splzbw@spl.sas.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jarek Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.acn.waw.pl 24.05.03, 22:39 witam wszystkiego sie dowiesz w biurze Inturist , w Warszawce na kruczej (blisko al. Jerozolimskich) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marzena Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.03, 00:03 Bilety na kolej transs kupuje sie w pkp albo wasteels - albo tez w biurach z wycieczkami do rosji. Kosztuje ok 450$ w jedna strone, z bezpieczenstwem to juz jest roznie :)) ale nasze pociagi tez bezpieczne nie sa. jak sie nie ma za duzo kasy ze soba (a trzeba tylko troche miec na jedzenie i ewentulane gratyfikacje dla konduktora)to w kocu co moga zabrac? Bilet z powrotem mozna zamienic na lotniczy - np z Pekinu albo Mongolii.Tez ok 500$ w jedna strone. Do tego trzeba doliczyc koszt dojazdu/dolotu do Moskwy. Transsyberyjaska jedzie sie tydzien. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PalecBoży Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.klaudyny.waw.pl / 10.1.11.* 05.04.03, 18:20 w zeszle wakacje zaatakowalismy ze znajomymi Mongolie przez 1,5 miesiaca (od polowy lipca do konca sierpnia) wydalismy od 2.300 do 2.800 PLZ troche kombinowalismy i sporo sie przesiadalismy ale z W-wy do Ulan Bator dojechalismy za ok.45$ nic tylko peto kielbasy kombinerki i na Wschod sie wybrac:)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Umuntu Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.aginus.com.pl 25.04.03, 10:55 Jak i gdzie sie przesiadaliscie? Bo my w tym roku jedziemy nad Bajkal i w Sajany i chcemy zeby przejazd wyszedl ekstremalnie tanio. Ogolnie: gdzie kupowac, na co i gdzie sie przesiadac? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pankasper nad bajkal IP: *.bu.u-bordeaux2.fr 30.04.03, 14:19 Nad Bajkal jedzie kilka rodzajow pociagow , niektore tansze od innych - najlepiej zorientowac sie i kupowac bilety na miejscu na dworcu Jaroslawskim , najwyzej sie ryzykuje pozostanie jeden dzien dluzej w Moswkie . Polecam zupki chinskie do pociagu bo jest samowar z wrzatkiem ;) Naprawde swietna przygoda i nie ma sie czego bac . Odpowiedz Link Zgłoś
edyta75 Re: Kolej Transsyberyjska 25.04.03, 12:05 napisz cos bardziej szczegolowo z jakich polaczen korzystales, aby sie tam dostac. Nie znam zupelnie tego kierunku, a szukam ciekawego, i taniego (!) miejsca na wyjazd Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czarek Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.skierniewice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.05.03, 18:19 W ubiegłym roku wracałem z Ułan Bator Transsibem do Moskwy, potem koleja przez Brzesc do Warszawy. W sumie zaplacilem 120$ (Ulan Bator-Warszawa) wiec nie piszcie prosze takich wysokich sum za przejazdy, bo to nie jest prawda. Bezpieczenstwo: podrozowalem koleja (i nie tylko)z kolega, potem samotnie po Rosyjskim Dalekim Wschodzie kilka razy i nigdy nie bylo niebezpiecznie. Szczegoly? Wyprawa "W poszukiwaniu konca swiata" na stronach Studenckiego Klubu Gorskiego: www.skg.uw.edu.pl/skg/wyprawy/jakucja_2002_1/jakucja_2002_1.html Odpowiedz Link Zgłoś
amalczewski Fajny kawał 07.05.03, 16:48 Dwaj Rosjanie jadą koleją transsyberyjską. Spotkali się na korytarzu i palą papierosy. Jeden pyta: "Zdrawstwuj. Ty kuda jedziosz?". Drugi: "Zdrawstwuj. Ja jedu iz Maskwy w Nowosybirsk". Pierwszy : "Charaszo. A ja jedu iz Nowowosybirska w Maskwu!" Drugi zaciągnął się papierosem i po chwili mówi: "Wot kurwa tiechnika!" Odpowiedz Link Zgłoś
pawdab kolej transsyberyjska i dalej 08.05.03, 01:25 jesli mogloby w czyms pomoc to polecam: www.poloniainfo.se/artykul.php?id=499 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lacis transsyb-nie dajcie się wpuscić w maliny! IP: *.lo9.szczecin.pl / 10.10.10.* 08.05.03, 12:57 Nie dajcie się nabrać na zadne 450 dolarów - za tyle to chyba mogli byście wynająć salonke, albo jeździć pożyczoną lokomowtywą przez tydzień po całej Syberii. Na Syberii byłem dwukrotnie rok i dwa lata temu. Nie mam teraz czasu - a dokładnie nie pamiętam - ale w jedną stronę [do Irkucka] zapłacicie nie więcej niż 80 dolców. moim zdaniem najlepsze są połączenie z Brześcia do Nowosybirska [zdaje się doczepka do pociągu Berlin-Saratów], albo [tylko w sezonie] z Mińska Litewskiego do Irkucka. Ale pociągi nie odchodzą codziennie [tak 2 razy w tygodniu]. Bilety kupuje się na miejscu, za białoruską walutę [na Białorusi nie ma taryfy dla cudzoziemców]. Warto odrazu kupić powrotny - bo to i pewniej i na Białorusi ten sam bilet był zauważalnie tańszy niż w Rosji... Orientacyjną cenę podałem dla wagonu "płackartnego", czyli jaby kuszetki, ale bez przedziałów. To podstawowy wagon dla sowietów. Kupejny - czyli z czteroosobowymi przedziałami, jerst jakieś 70 procent droższy. To nie unia nie ma się czego bać!!! Płackart jest najbezpieczniejszy - bo nikt Ci nic nie zrobi na oczach kilkudziesieciu współpasażerów. Jeżeli kogoś interesuje więcej szczegułów to odezwe się w nastepnym tygodniu - gdy bedę miał więcej czasu i sprawdzę [zeszłoroczne] ceny. Tylko pamiętajcie, że euroonanisci zafundowali nam od 1 lipca br. wizy do Rosji - wiec możecie mieć problemy z wyjechaniem po tem terminie... Odpowiedz Link Zgłoś
lusiazet Re: Kolej Transsyberyjska 10.05.03, 18:24 Prosze o dobra rade tych, co juz nad Bajkalem byli. Wjade na teren Rosji na pieczatke AB. Czy mam starac sie o rejestracje? Wiem, ze na granicy, przy wyjezdzie beda mnie o nia pytali. Jak wy sobie z tym, poradziliscie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lacis Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.lo9.szczecin.pl / 10.10.10.* 12.05.03, 09:13 Pamiętaj, że na AB wjedziesz TYLKO PRZED 1 lipca 2003!!!!!!!!!!!!!!!! Kiedyś można było olać "propisku" - ale teraz Rosja wprowadziła, jakieś specjalne kwity rejaestracyjne juz na samej granicy - i nie wiem, czy nie bedzie trudności na miejscu. Najlepiej prześpij sie jednanoc w jakimś hotelu - nawet jeśli cię nie zarejestrują zachowaj rachunek z nazwiskiem, datą i numerem paszportu. Hotel ma obowiązek zamekldowania cię w OWIR-ze, więz taki rachunek bedzie dowodem, ze ty sie z formalnosci wywiazałeś... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lacis Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.lo9.szczecin.pl / 10.10.10.* 12.05.03, 09:46 Sądząc po braku odpowiedzi [ostatnio na Forum wchodziłem w sobotę przed południem], nie wiem czy to w ogóle kogoś obchodzi, ale zaryzykuję: Ceny przejazdów na trasie Białystok-Irkuck w latach 2001 i 2002 wyglądały następująco [podaję w walucie oryginalnej+przybliżone przeliczenie na złotówki]. O ile nie jest to zaznaczone specjalnie chodzi o wagon „płackartny” [плацкартный]: 2001: Mińsk Lit.-Nowosybirsk 47tys. rub. Brus. [~134zł]; Mińsk Lit.-Grodno 4tys. rub. Brus. [~12zł]; Abakan-Tajszet 217 RUR [~36zł] ;Tajszet-Irkuck 241 RUR [~40zł]; 2002: Mińsk Lit.-Krasnojarsk 107tys. rub. brus. [~240zł]; Abakan-Moskwa 1321 RUR [~220zł]; Krasnojarsk-Abakan 230 RUR [~40zł]; Moskwa-Mińsk lit. 436 RUR [~72zł]; Białystok-Grodno elektr. ~15zł. Oczywiście trzeba się liczyć ze stałym wzrostem cen na Wschodzie w przeliczeniu na złotówki -–wiec za każdy rok należy dodać 10-15% wzrostu kosztu... A więc w tym roku z Mińska do Nowosybirska powinno się do jechać tym samym pociągiem za jakieś 270zł... Oprócz typu wagonu – liczy się też rodzaj pociągu: pasażyrskij, skoryj, firmiennyj – wagony w zasadzie takie same, ale każdy kolejny jest o kilkanaście-dwadzieścia procent droższy od poprzedniego. Firmienny z Mińska do Nowosybirska będzie kosztował powiedzmy ~230zł, ale pasażyrskij tylko 170zł... Tyle, że nie zawsze jest wybór – na wielu trasach chodzi tylko jeden typ pociągu. Co prawda z Moskwy jest więcej połączeń, ale z Mińska jest taniej – a i przenocować w Mińsku, a tem bardziej Grodnie [już tam można próbować kupować bilet na pociąg jadący z Minska] – w razie nie zdobycia biletu na dzień odjazdu można o wiele taniej, niż w Moskwie... Kogo interesują warunki podróży – dla tego umieszczam w następnej wypowiedzi fragmenty moich wspominków z przejazdów pociągami na transsybie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lacis2001 Jak to na transsybie bywa IP: *.lo9.szczecin.pl / 10.10.10.* 12.05.03, 09:49 2001:Do Mińska przybyłem dwa dni przed odjazdem mojego pociągu - by móc jeszcze zaopatrzyć się na drogę i nieco odpocząć przed trwającą ponad trzy doby podróżą pociągiem. Sowieckie pociągi to przygoda sama w sobie. Przede wszystkim od kilku lat podróżuję niemal wyłącznie wagonem płackartnym, który ma tę wyższość nad kupejnym że bilet nań, kosztuje co najmniej 40 % mniej. Opisać taki wagon komuś kto go nie widział - jest niezmiernie trudno. Jeśli kupejny przypomina nieco nasze sypialne: zamykane przedziały z czterema miejscami do leżenia w każdym - to płackart wyróżnia się zupełnie inną filozofią. Nie ma w nim właściwie przedziałów - a dokładniej, są ścianki między „przedziałami” ale nie ma ścian i drzwi na korytarz - bo nie ma nawet korytarza... Zamiast tego jest zwyczajne przejście - trochę jak w pociągach podmiejskich, a przy oknach wzdłuż wagonu są jeszcze dodatkowe - boczne - miejsca do leżenia. Tak więc płackart, ma dwa razy więcej miejsc leżących (!) w wagonie, niż kupejny, ale za to wszyscy wszystkich widzą - zwłaszcza przechodząc do ubikacji. Jedynie prowadnik [konduktor] ma do swojej dyspozycji dwa zamykane przedziały. Jak już wspomniałem - ci którzy takim wagonem nie jechali, a nawet go nie widzieli mogą mieć całkowicie błędne wyobrażenie o urokach jazdy takim środkiem lokomocji. Co prawda są trudności z przebieraniem się - czy w ogóle zachowaniem intymności, ale za to nigdy nie jesteś sam. To tak na prawdę oznacza, że zarówno ty sam, jak i twój bagaż jest o wiele bezpieczniejszy niż w innych typach pociągów [w tym polskich] - bo kto zdecyduje się na kradzież na oczach minimum kilkunastu osób! O wiele też łatwiej w takim wagonie o towarzystwo - bo spokojnie możesz rozejrzeć się czy nie ma w nim kogoś kto by ci odpowiadał! Tak właśnie było ze mną. Co prawda w poprzednim roku jechałem już takim wagonem pełne dwie doby - z Mińska do Murmańska, ale nie byłem sam, więc podróż mi się nie dłużyła - zwłaszcza że zawsze można sobie pospać. Ale tym razem miałem jechać sam i to na dodatek 65 godzin! Co prawda na peronie zauważyłem dosyć liczną grupę kajakarzy, z ogromnymi plecakami - ale czort wie do jakiego wagonu wsiądą... Wsiedli do mojego! - i już mi się nie nudziło. Gdybym miał opisać wszystkie szczegóły naszej wspólnej podróży musiał bym chyba zapełnić cały numer „Podróży” - na co zapewne nie ma miejsca. Kompania okazała się być towarzyską - i różnorodną. Było to kilkanaście dorosłych osób [były też kobiety], a szefem grupy był imponujący rozmiarami i głosem śpiewak opery mińskiej. Był zawodowy rozbawiacz - mający na każdą okazję [dość często pieprzne] dowcipy, no i towarzystwo nie wylewało za kołnierz. Mylił by się jednak ten, kto hołdując utartym stereotypom sądził by, że wszyscy byli cały czas na ostrej bani i wlewali w siebie ogromne ilości mocnych alkoholi. Alkohol był raczej sposobem na skrócenie drogi i rozweselenie towarzystwa, niż nieodzowną częścią przemiany materii. Zresztą w miarę przebytych kilometrów zabawa rozkręcała się coraz bardziej. W Omsku - gdzie pociąg miał prawie godzinny postój - wyszliśmy do pobliskiego sklepu, a w drodze powrotnej nasz „solista” dał koncert miejscowym grajkom, którzy jeszcze chwilę przedtem sami chcieli nam coś zagrać i zaśpiewać [za pieniądze ma się rozumieć]. Zresztą o mało nie pozostaliśmy, w tym mieście na dłużej - gdyż pociąg ruszył i trzeba było wsiadać w biegu - dobrze że świadoma tego prowadnica nie zamknęła drzwi wagonu! Na kolejnej stacji, w środku nocy zaczęliśmy na peronie grać w jakąś zabawę, która polegała na skakaniu na stopę współgrającego [dokładnie o co chodziło - do dzisiaj nie rozumiem]. W Nowosybirsku, gdzie pociąg kończył bieg i wszyscy wysiadaliśmy bardzo żałowałem, że podróż nie trwa jeszcze przynajmniej z trzy dni... Nie zapominałem jednak i o innych atrakcjach. Przede wszystkim zależało mi na tym by zobaczyć i sfotografować granicę między Europą, a Azją. Jako że nikt tak dokładnie nie wiedział gdzie to będzie - przeszło pół godziny stałem przy oknie z aparatem gotowym do „strzału”. Może zrobione przeze mnie zdjęcie nie jest najpiękniejsze - ale mam fotkę z białym betonowym [a może kamiennym?] słupem oznaczającym granicę kontynentów. Co mnie niezmiernie zdziwiło - to że na pierwszy rzut oka za Uralem, ani nawet do samego Nowosybirska przyroda nie zmieniła się specjalnie. przez okno pociągu można było podziwiać, głównie lasy liściaste z wyraźną przewagą brzóz. Może botanik by mnie poprawił, ale takie atrakcje to i pod Moskwą można podziwiać. Warto dodać jeszcze jedną ciekawostkę dotyczącą kolei rosyjskich - zupełnie nie przejmują się one zmianami jakie zaszły w ostatnich czasach w Rosji. Dworzec w Jekatierynburgu nazywa się - Swierdłowsk, tak jak nazywało się miasto w epoce sowieckiej - tak sam o zresztą jest w rozkładzie kolejowym. Dobrze że chociaż dworce w Petersburgu nie noszą nazwy Leningrad... Do Nowosybirska przyjechaliśmy z godzinnym opóźnieniem gdyż - jechaliśmy po „świeżych śladach” Kim Dzong Ila! Ale nie fakt przebywania w jednym mieście z „przywódcą narodu koreańskiego” był dla mnie najbardziej zaskakujący. Mój abakański korespondent zapowiedział, że na dworcu będzie mnie oczekiwał jego syn z kolegą - ale oczekiwało mnie aż pięciu młodych ludzi! Oczywiście chwilę mi zajęło nim się zorientowałem, który z nich to syn „Saurona”, a którzy to jego koledzy. Elektryczka to sowiecki pociąg podmiejski - nieco podobny do naszych pociągów elektrycznych - tyle, że większy - zwłaszcza „przedziały” są o wiele dłuższe i mieszczą przeszło stu siedzących w jednym. Wprawdzie był to dopiero piątkowy poranek, lecz elektryczka wypełniła się na irkuckiej stacji niezmierzonymi ilościami grzybiarzy, jagodziarzy i orzeszników [zbieraczy orzeszków cedrowych], którzy ciągnęli w tajgę by zbierać to co rodzi las. Z posiłkami nadciągnęli im również „dacznicy” - czyli właściciele dacz - rosyjskiej odmiany podmiejskich ogródków działkowych. Pociąg był wypełniony, wobec czego musiałem zająć miejsce w korytarzy przy drzwiach. Co prawda antytytoniowe przepisy kolei rosyjskich zabraniają palenia papierosów, nie tylko w przedziałach ale także na korytarzach - gorzej z praktyką. Co kilkanaście minut musiałem toczyć batalię o przejście palaczy do łącznika między wagonami - jedynego miejsca gdzie legalnie można było popalić - i gdzie nikomu nie mogło to przeszkadzać. Mimo że większość palaczy nie grzeszyła dobrym wychowaniem i z oczywistych względów nie była do mnie życzliwie ustosunkowana, nikt nie próbował wyjaśniać ze mną wątpliwości przy użyciu siły - a nawet przekleństwa były rzucane rzadko i raczej tak bezosobowo. Dopiero kilkadziesiąt kilometrów za Irkuckiem zaczęło się rozluźniać i udało mi się znaleźć wolne miejsce siedzące. Do samej Sljudjanki dojechała nieznaczna część początkowych pasażerów. Za oknem rozciągały się przepiękne widoki tajgi syberyjskiej, która była celem moich współpasażerów, ale dopiero Bajkał wprawił mnie w prawdziwy zachwyt. Objawił się jak zjawa, ponad wierzchołkami cedrów - blady, jakby spowity mgiełką. Mimo że się go spodziewałem, nie byłem pewien czy to już Bajkał - dlatego dla pewności spytałem się konwersującej ze mną Rosjanki czy to on. Dobrą stroną zbliżania się do jeziora koleją transsyberyjską od strony Irkucka jest to, że powoli zjeżdża się z górki, dzięki czemu można obserwować je w całej okazałości. Słoneczna pogoda powodowała, że na powierzchni wody połyskiwały promienie słoneczne, a mgła bardzo powoli zaczęła opadać. Bajkał dawał się poznawać jakby powoli, dzięki temu że nasz pociąg wciąż obniżał swą trasę i zbliżał się do brzegu. Stacją końcową była Sljudjanka, gdzie spotkałem się z pierwszą bajkalską atrakcją. Nie zawsze da się w Rosji utrzymać Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lacis2002 Jak to na transsybie bywa II IP: *.lo9.szczecin.pl / 10.10.10.* 12.05.03, 09:51 2002: Wagony w naszym pociągu były to - niestety - nowe płackartne, w których otwierały się [i to tylko ciut-ciut] niewielkie lufciki, a o pracy wentylacji lepiej nie wspominać... Na dodatek nasze miejsca były akurat w tym przedziale gdzie było wyjście awaryjne - więc nie było nawet otwieranego lufcika!!! Było jak w łaźni tak, że nawet białoruskie cukierki roztopiły się całkowicie! Ta podróż nie tylko, że nie pozwoliła wypocząć ale jeszcze zmęczyła nas strasznie. Od tej pory upał i duchota będą naszym stałym i najgorszym wrogiem. W pociągu towarzystwo też nie dopisało - nie było z kim pogadać, a w Tiumeni wsiadła ekipa nafciarzy i o mało nie doszło do awantury - a może wręcz mordobicia (zapewne mnie). Gdy wróciliśmy do wagony okazało się, że jakiś baran (niemal na pewno jeden z nafciarzy) wrzucił papiery jakie były na stoliku „bokowoj” półki, do mojego ledwo napoczętego trzylitrowego słoika soku brzozowego. Byłem wściekły i urządziłem awanturę, a po pysku nie dostałem chyba tylko dlatego, że stawiałem się aż tak bardzo, że chyba pomyśleli iż lepiej ze mną nie zaczynać - bo w mojej tielniażce wyglądałem bardzo bojowo. Awanturowałem się oczywiście po białorusku - i zwymyślałem nafciarzy od „moskiewskich kozłów”! Potem nawet proponowali napić się z nimi i nawiązać rozmowę - choć niektórzy mieli wyraźnie niepochlebne zdanie o nas (gdy z Gośką rozmawiałem po polsku - najwyraźniej sądzili, że mówimy po białorusku). Prowadnicy – sądząc po nazwiskach białoruscy Polacy - panikowali na każdej stacji i zaganiali pasażerów do wagonu 7-15 minut przed odjazdem. Nie była to zbyt sympatyczna podroż. Jednak w Krasnojarsku nie było lepiej. Przyjechaliśmy o 4 nad ranem, ale po moskiewskiemu - którym to czasem z grubsza żyliśmy w pociągu - była dopiero 24 [00], a w Polsce [nie całkiem się przestawiliśmy] była dopiero 22!!! Mięliśmy wszystkiego około 60 rubli, czyli dwa dolary - a przechowanie jednego dużego plecaka kosztuje 39 rubli!!! Wiec trzeba było czekać, do rana by wymienić forsę - tyle, że nikt nawet nie wiedział gdzie są kantory - jakby ich w ogóle nie było [na dworcu rzeczywiście nie było]. Z wielkim trudem dotrwaliśmy więc do tamtejszego rana i w pobliskim banku dokonałem wymiany. Cały czas drugie z nas musiało siedzieć przy bagażu w poczekalni - gdzie formalnie nie mieliśmy prawa być, bo wpuszczali byli tylko posiadacze biletów, a myśmy jeszcze nie mieli biletu do Abakanu i pieniędzy na jego zakup... Potem było już trochę lepiej - Kupiliśmy bilety do Abakanu oddaliśmy bagaż i poszliśmy w miasto. Coś zjedliśmy sobie w "kawiarni" a potem zaczęliśmy szukać internetu. Gdyby nie Gośką może bym tego nie robił - ale zaraziła mnie i [przynajmniej formalnie], ja byłem inicjatorem poszukiwania sieci - choć udawałem, że robię to dla niej… Zwłaszcza zdenerwowała mnie gdy po nieudanym samodzielnym szukaniu nie chciała się nikogo spytać gdzie przybytek internetu się znajduje. W końcu niemal przypadkiem znaleźliśmy - bardzo dobrze zamaskowany na podwórku. Sam Krasnojarsk - najpierw wywarł na mnie bardzo złe wrażenie [rankiem] - ale jak się ożywił wypadł nie najgorzej. Prawie wszystkie zdjęcia zrobiłem na odcinku 150m prospektu Mira - i można odnieść wrażenie, że to bardzo miła europejska metropolia. Rosły tam palmy [w wielkich donicach] i pluskała przyjemna fontanna. Zjadłem sobie podróbkę czak-czak - był nie na miodzie, ale na zguszczonkie. Natomiast przez ten cały internet nie udało nam się zjeść obiadu. Tak się śpieszyliśmy na pociąg, a na dworcu okazało się, że wpuszczają do pociągu bardzo późno… Pociąg na szczęście był stary i otwierały się w nim okna!!! Poznałem pewna Tuwinkę, która co nieco nam poradziła i dala telefon do swojej siostry w Kyzyle obiecując pomoc, po naszym przyjeździe do Kyzyłu. W Abakanie nie wzięliśmy taksówki, bo na dworcu żądali bandyckich cen - nie udało się też niczego złapać 200 metrów od dworca, wiec trolejbusem dojechaliśmy do centrum, gdzie przesiedliśmy się na taksówkę za 20 rubli. Gdy wyjeżdżaliśmy na nasze wyprawy Sauron zamawiał nam taksówki - tym razem postanowiłem zrobić to sam! Chodziło również o to, że chciałem jechać „wołgą” - zarówno z powodu jej wielkości (w końcu miały jechać trzy osoby i kupa bagażu), jak i dla zasady - przecież to Rosja, a ja miałem już dosyć przymałych japońskich samochodzików! Trochę przedobrzyłem, bo na dworcu byliśmy dobre pół godziny przed podstawieniem pociągu - ale dzięki temu jeszcze uzupełniłem zapasy napojów i porozmawialiśmy trochę z Sauronem. Co prawda panowało lekkie poddenerwowanie i znużenie - ale Sauron zawsze coś ciekawego powie. Dowiedziałem się między innymi, że to właśnie on opracował litery chakaskie (kilka znaków różniących alfabet chakaski od rosyjskiej grażdanki) i tuwińskie dla komputerów. Gdy wsiadaliśmy do wagonu, zauważyliśmy kilku mundurowych oficerów armii - jak się okazało w wagonie z nami jechała banda płatnych morderców z wojsk federalnych, którzy jechali zabijać Czeczeńców w Czeczenii. Jeden z nich – Chakas - zajął miejsce w naszym „przedziale” (jechaliśmy płackartnym) i na początku nie wiedziałem, że należy do bandy federalnej. Byłem zszokowany, gdyż zrozumiałem, że on też jedzie do Czeczenii i spytałem go po co mu to, przecież on jest Chakasem, a nie Rosjaninem - odparł, że „Za Rosję!”... Na bocznej półce usadowił się jakiś zawodowy „starszina”, który w odróżnieniu od większości bandytów, którzy jechali w cywilnych ubraniach, jechał ubrany w mundur polowy. Trochę z nim porozmawiałem - okazało się, że jadą do Nowosybirska, a tam będą formowani w oddziały i wysyłani do Czeczenii. Mam nadzieję, że już nie żyją - chociaż jak się z nimi rozmawiało oko w oko byli całkiem sympatyczni... zanim jeszcze zorientowaliśmy się, że „nasz” Chakas jest żołnierzem, jechaliśmy sobie spokojnie i rozmawialiśmy po polsku. Chakas wyraził przypuszczenie, że nie jesteśmy Rosjanami, które to przypuszczenie poparł domniemaniem, że jesteśmy... Finami!!! To chyba wpływ filmów z serii „Osobiennosti nacijonalnoj...”, gdzie w roli cudzoziemców występują Finowie. Rozumiem, że mowa polska - zwłaszcza szybka, niewyraźna i nie zwrócona ku niemu - może być dla Rosjanina niezrozumiałą - ale że by nie zauważyć wyraźnych jednak podobieństw w zakresie słownictwa i nie sklasyfikować naszej mowy jako słowiańskiej (niechby i jako bułgarski, albo słoweński) - to wydaje mi się dziwne. Zwłaszcza, że z podobną sugestią wyszedł kilka godzin później „Starszyna”, który po moim przedstawieniu się jako Polak, stwierdził że niepodobny...Wieczorem przejeżdżaliśmy przez miejscowość Tajga - gdzie odpoczywała Nadieżda Konstantinowna. Przez Saurona umówiła się z nami, że będzie na nas czekać, na stacji. Tyle że stacja (przynajmniej jak na potrzeby tak długiego pociągu), okazała się być krzakami i widząc ją przez okno bardzo daleko od naszego wagonu, wysiadłem by do niej dojść. Nadieżda Konstantinowna raczyła się u wód, jakąś „srebrną wodą” - bardzo dobra na wszystko i postanowiła podzielić się z nami tym cudem! Przyniosła nam dwie butelki PET pełne tego specyfiku, a dodatkowo na osłodę podróży, dwie czekolady „rosyjskie”. Wody prawdę mówiąc wypiliśmy niewiele - bo smaczna była tylko póki była zimna - a na dodatek ja nie przepadam za „minerałkami” - ale dobroć i poświęcenie tej kobiety warte są oddzielnej uwagi. Może była trochę naiwna - w odróżnieniu od Saurona, który wykazywał zdrowy sceptycyzm i ironiczny dystans do większości rzeczy - ale za to była jak własna matka - a może nawet lepsza! Co się tyczy temperatury i napojów, to tem razem było w wagonie dosyć znośnie - zwłaszcza że mieliśmy dostęp do otwierającego się okna. Podróż minęła spokojnie - by nie rzec n Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lacis Jak to na transsybie bywa. C.D. IP: *.lo9.szczecin.pl / 10.10.10.* 12.05.03, 09:57 Nie wszystko z 2001 roku zmieściło się w jednej wypowiedzi - więc tu dokończenie - jeżeli oczywiście ktokolwiek zechce to przeczytać... 2001 ciąg dalszy: Stacją końcową była Sljudjanka, gdzie spotkałem się z pierwszą bajkalską atrakcją. Nie zawsze da się w Rosji utrzymać z pensji na państwowej posadzie, jak to bywało za czasów władzy sowieckiej dlatego ludzie próbują zarabiać nowymi sposobami - najbardziej widoczny jest handel odręczny. Sprzedaje się to co jest - gdzieniegdzie są to wyroby miejscowych fabryk, którymi płaci się robotnikom, na trasie pociągów dalekobieżnych ludzie przynoszą artykuły spożywcze, a nawet gotowe posiłki. Nad Bajkałem oczywiście takim towarem są ryby! Nie wiem jak w innych miejscach, ale w Sljudjance, były to wyłącznie endemiczne omule bajkalskie - ryby z rodziny siejowatych. Sprzedawano je w cenie 10 rubli [półtora złotego] za sztukę, w dwóch formach: wędzone na ciepło i wędzone na zimno. Sprzedawczynie omuli rzuciły się na wysiadających z pociągu - ale wkrótce okazało się, że cały - przeszło stumetrowy peron „obstawiony” jest przez sprzedawców omuli, wspieranych przez osoby handlujące orzeszkami cedrowymi i jednego starszego pana z mapami. Jako że obraz miejscowego handlu uzupełniony był dwudziestoma kioskami spożywczymi - turysta mógł się na stacji zaopatrzyć właściwie we wszystko co do życia nad Bajkałem potrzebne. Bardziej wymagający mieli do dyspozycji jeszcze dwa sklepy spożywcze i kiosk z nielicznymi gazetami - ale za to z pocztówkami. Sljudjanka miała być dla mnie tylko pierwszym etapem dalszej drogi wzdłuż Bajkału. Tak szczęśliwie się składało, że jeszcze tego samego dnia miałem pociąg do Mysowej - jeszcze blisko 150 kilometrów wzdłuż jeziora. Mysowa jest jedną z ostatnich stacji nad Bajkałem - dalej linia kolejowa odbija na południe w kierunku Ułan-Ude. Tym sposobem mogłem przejechać tego dnia, trzy czwarte nadbajkalskiego odcinka kolei transsyberyjskiej. Na stacji zwrócił moją uwagę pewien podejrzany turysta - nie pasował do otoczenia - Polak, Czech, albo Słowak - pomyślałem. Zagadałem więc najpierw po polsku i otrzymałem odpowiedź w ojczystym języku. Okazało się, że ta samą elektryczką co ja jechało jeszcze trzech studentów biologii z Wrocławia - mieli jednak więcej czasu niż ja i bogatszy program. Jazda pociągiem wzdłuż Bajkału dostarczyła wielu doznań estetycznych, ale trzeba było wybrać miejsce na nocleg. Kilkadziesiąt kilometrów przed końcem trasy podszedłem do grupy ludzi których wziąłem za turystów i spytałem czy nie mogli by podpowiedzieć gdzie warto by wysiąść. Wprawdzie zagadnięci przeze mnie Rosjanie okazali się nie być turystami, lecz mimo to zgodnie zaproponowali mi przystanek o „poetycznej” nazwie 5448km... Po chwili jednak najstarszy z nich Anatolij, uzupełnił podpowiedź propozycją przenocowania u niego w miejscowości Rieczka Miszycha. Zdecydowałem się i po chwili żałowałem... Okazało się, że wcale nie idziemy do domu Anatolija tylko do jego przyjaciela. Tu właśnie spotkała mnie niemiła niespodzianka: najpierw spiorunowała mnie spojżeniem kobieta gospodarza, a zaraz z domu wytoczył się pijaniutki gospodarz. Gdy próbowałem otrząsnąć się z szoku z domu wychynęło dwóch kompanów gospodarza - jeszcze bardziej ubzdryngolonych wypowiadających się [z ledwością] nieprzyjemnie o Polakach. Niezależnie od swojego stanu, sam gospodarz okazał się bardzo serdeczny i zachwycony faktem iż jednym z licznych gości jest właśnie Polak. Zaproponowano mi spacer nad Bajkał - i w trójkę z Anatolijem i Gospodarzem poszliśmy.... By móc zdążyć na popołudniową elektryczkę ze Sljudjanki do Irkucka, musiałem wyjechać z Rieczki Miszycha wcześnie rano - gdy pozostali jeszcze spali. Bardzo żałowałem, bo zapowiadano mi różne atrakcje, jak: wybieranie sieci z omulem i wyjście w góry do domku myśliwskiego. Niestety na drugi dzień miałem pociąg z Irkucka do Mińska, a niewielka liczba elektryczek powodowała, że musiałem wyjechać z Miszychy już owego dnia rano. Cały dzień spędziłem na pośrednim przystanku, gdzie trochę odespałem, a trochę uganiałem się za moimi ulubionymi burundukami. W Sljudjance spotkała mnie niespodzianka. Poznałem tam dwoje niemieckich studentów, również wracających do Irkucka. Prowadziliśmy konwersacje, głównie w języku angielskim [nie jest to moja mocną stroną], ale i tak udało mi się dowiedzieć od nich kilku frapujących rzeczy. Przede wszystkim tego, że znając zaledwie kilkanaście - może trzydzieści słów po rosyjsku, podróżują tak sobie po Rosji, już drugi raz. Przy czym robią to bynajmniej nie na zachodni sposób: samolotami, z przewodnikami, śpiąc w luksusowych hotelach, tylko po prostu - pociągami, śpiąc w tanich noclegowniach i żywiąc się tym co w sklepach. Zawsze uważałem, że by podróżować po Rosji trzeba znać język i unikać wątpliwych sytuacji - a wtedy podróż będzie bezpieczną. Nie sądziłem jednak, że można tak robić również pochodząc z Zachodu i nie znając języka. Okazało się że można! Nie warto tu chyba zwracać uwagi na takie drobiazgi, jak to że zaraz za Sljudjanką pociąg stanął i bez zrozumiałej dla nas przyczyny stał przeszło godzinę, czy to że młodzi ludzie od których nie chcieliśmy nabyć jagód, ani orzeszków, co jakiś czas obrzucali nas tymi orzeszkami. Ogólnie powrót z nad Bajkału był równie spokojny, jak cały mój pobyt na Syberii. W pociągu z Irkucka do Mińska poczułem się jak w domu - zwłaszcza, że podróż umilało mi towarzystwo jadących ze mną w przedziale przemiłych pań z Połocka - matki i córki wracających do kraju z Buriacji. Radość moja była tym większa, że córka – Euhienija [Hienia] - okazała się historyczką - moją koleżanką po fachu, a interesujące nas oboje dyskusje mogliśmy prowadzić w języku białoruskim. Ponownie potwierdziło się moje głębokie przeświadczenie, że podróż wagonem płackartnym nie może być nudna! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wojciech Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.05.03, 14:45 Gość portalu: krzychu napisał(a): > marzę o takiej podróży ale zawsze się obawiam o bezpieczeństwo, > tym bardziej, że odległość od Polski jest porażająca. To co wypisuja tu niektore osoby to jakies nie wiadomo co. Przede wszystkim nie martw sie o bezpieczenstwo. Jest bezpiecznie. W transsibie wagonowa pilnuja specjalni pracownicy - nikt nie wejdzie i nie wyjdzie bez biletu.Ogolnie ludnosc miejscowa jest uprzejma, czasami az nadto i jak nie pijesz alkoholu, to co najwyzej wowczas mozesz miec problemy jak kogos obrazisz odmowa ;) Bilety sa banalnie tanie, tylko pod warunkiem ze kupujesz na miejscu poza Polska. Bielt do Wladywaostoku to dla 2 klasy pociagu okolo 300 zl. Nocleg na iejscu okolo 350 rubli. Z zarciem nie ma problemu, tylko przygotuj sie na spartanskie warunki. Duzo info znajdziesz na stronie www.transsib.ru - kilka wersji jezykowych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mich Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.sggw.waw.pl 20.06.03, 21:14 jestem autorem tekstu, szukam chętnych na wspólny wyjazd w lipcu ! kontakt:504 712236 bądź: tokko7@poczta.onet.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: caroline Re: Kolej Transsyberyjska IP: *.ps.net.pl 20.06.03, 22:31 Prosze o jakies konkrety!! Kiedy dokladnie, jaki koszt mniej wiecej, jest jakis program? Jest juz jakas grupa chetnych? Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Plackarta Kolej Transsyberyjska IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.15, 19:13 A ja polecam dobrą książkę o podróży koleją transsyberyjską: Piotr Milewski, Transsyberyjska. Drogą żelazną przez Rosję i dalej, Wydawnictwa Znak, Kraków 2014. Na stronie wydawcy można przeczytać jej fragment: www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4346,Transsyberyjska Odpowiedz Link Zgłoś