tromysza
06.04.05, 18:16
Muszę Wam to opowiedzieć. To zdarzenie magiczno-matafizyczne. Na czasie. Na
teraz i na zawsze.
Pewnie pogubionym religijnie osobom, śmierć Papieża wiele uświadomiła.
Pięknie dzisiaj napisał o tym, w Przekroju Wawrzyniec Smoczyński.
Przynajmniej wielu osobom. W tym mi. Długo by o tym pisać. Kilka faktów,
zdarzeń. Pewna dziewczyna z tego forum i jeszcze Ktoś.
I dzisiejszy magiczny dzień. Pewna Znana Osoba powiedziała do mnie: wierzę w
Znaki. To służbowa rozmowa, która później zeszła w stronę prywatności.
Owa Znana Osoba opowiada o swoim małżeństwie. I o dniu, kiedy dostała Znak,
że ma nie być z tym mężczyzną.
Ja mówię do niej: - Trudno wierzyć w znaki.
Ona poważnie: - Dziś uwierzysz. Dziś lub jutro.
Godzinę później idę przez warszawski parki. Park pusty. Ławka, słońce. Siadam
i rozmyślam (modlę się?). Myślę tak: nie będę się szarpać z życiem, jeśli ta
ciąża mi niepisana- zrozumiem. Albo inaczej: pogodzę się. Ale jeśli mi
pisana: to proszę, nie wystawiaj mnie ciągle na próbę. Albo inaczej: nie
wystawiaj mnie długo na próbę.
A potem myślę o Znakach. I mówię do siebie: To przecież byłby cud dostać
teraz Znak. W tym parku nikogo nie ma. A potem przypominam sobie słowa Znanej
Osoby: Sięgaj po słońce- to je dosięgniesz. Więc idę dalej w ten abstrakt:
tak bardzo chciałabym ten znak. Minutę później, pół minuty później,
kilkanaście sekund później (czas na ławce w parku w Abstrakcie to sprawa
względna) widzę jak ścieżką, wolnym krokiem idzie kobieta. W ciąży. W
zaawansowanej. Ósmy- dziewiąty miesiąc. Trzyma rękę na brzuchu- uśmiecha sie
do mnie. Może widzi mój wzrok, może to, a może tamto - podchodzi do mnie i
siada na mojej ławce. Obok są też inne.
Jesteśmy tylko we dwie w tym parku.
I nagle poczułam całą sobą - niedługo będe w ciąży.
To był mój Znak.
Może to dziwne, wariackie. Może przypadkowe.
Ale dla tak magicznych chwil warto żyć. Prośmy o Znaki- a będziemy je
dostawać.
Od dziś w to wierzę.
Może jestem wariatką.