Witajcie,
na jednym z watkow podrzucilam taka wlasnie mysl:
skoro mamy szkoly rodzenia, szkoly przetrwania (

-to moze nie do konca dobry
przyklad), treningi asertywnosci i inne, to dlaczego by nie stworzyc
profesjonalnych szkol dla starajacych sie???
Skoro jestesmy zdrowe (oczywiscie - przebadane, a nie na oko) i nasi mezowie
rowniez, a co za tym idzie - zdolni do naturalnego poczecia dziecka, a po
miesiacach staran nic... wytlumaczenie jest jedno: BLOKADA. Ktoraz z nas tego
nie slyszala???
Tak wiec, jezeli niemaniedzieci lezy gdzies w naszych mozgach, to moze
lekarze, psycholodzy i inni spece powinni opracowac terapie, ktora nam w tym
pomoze?
Wiem, wiem, niektore powiedza, jesli same sobie z tym nie poradzimy, to nie
pomoze nam w tym nikt. No tak, ale sama z reka na sercu moge przyznac, ze nie
dalam sie "zwariowac" pragnieniu dziecka. Owszem - kilka miesiecy po
poronieniu bylo ciezko... Ale - niezapominam, ze jestem kobieta, zona,
przyjaciolka, siostra, corka... I co jeszcze wiecej robic, aby czarnonabialym
bylo widac, ze wyluzowalam???
Co o tym sadzicie?